Zaangażowane nauczanie. Ku ratowaniu uniwersytetu jako instytucji publicznej

Zaangażowane nauczanie. Ku ratowaniu uniwersytetu jako instytucji publicznej

Misja uniwersytetu jako instytucji publicznej

Kontekst przemian uniwersytetu jest czytelny. Zmiany prowadzą do komodyfikacja wiedzy i połączenia uczelni z rynkiem pracy, przy możliwie jak najniższych kosztach własnych. Oczywiście badania naukowe ulegały procesowi uprzemysłowienia i profesjonalizacji od co najmniej stu lat (Amsterdamskim 1999, 299), jednak wprowadzenie zasad Procesu Bolońskiego po raz kolejny zredefiniowało edukację. Coraz bardziej premiowane jest wytwarzanie mobilnych i elastycznych pracowników, posiadających umiejętności wymagane przez pracodawców; wprowadzana jest odgórna standaryzacja metod pedagogicznych przy jednoczesnym rozsadzaniu lokalnych ośrodków kontroli i produkcji wiedzy (Caffentiz 2011). Uniwersytety muszą zabiegać o jak najwyższe dotacje, a pracownicy naukowi skupiają się w swoich pracach na tematach, które mogą zainteresować grantodawców, co pośrednio wpływa na niezależność nauki.

Rzecz jasna uniwersytety jako instytucje publiczne, nie mogą i nie powinny odcinak się od rynku pracy, jednak szkolnictwo wyższe nie powinno być redukowane do prowadzenia wyższych szkół przysposobiających do zawodu. Władze uniwersytetu oraz kadra akademicka muszą godzić różne, często sprzeczne role. Nie mogą zapominać o wymaganiach głównego sponsora – ministerstwa edukacji, lojalności wobec etyki zawodowej oraz konkurencji rynku (rozumianej zarówno jako rynek pracy jak i wewnętrznego czyli konkurencji między poszczególnymi uniwersytetami). Spośród tych trzech czynników, najbardziej chwiejna wydaje się być pozycja etyki zawodowej, ponieważ jej przestrzeganie nie gwarantuje w sposób automatyczny żadnych korzyści. Mimo to, w obrębie samej instytucji, właśnie o etykę pracy naukowej toczą się najbardziej zażarte spory. W kontekście artykułu najważniejszy jest konflikt między neutralnością a zaangażowaniem. Uniwersytet jako instytucja publiczna podlega nieustanym presjom i musi walczyć by nie odciąć się od polityki i rynku, a jednocześnie pozostać niezależnym od partii i świata korporacji. Wiadomo, że nie ma to prostej recepty. Nie jest to jednak powód, by rezygnować z zaangażowanego uprawiania nauk społecznych, choć wielu twierdzi, że pozbawia ono socjologie niebędnej wizerunkowo naukowości. Warto nadmienić, że spór między zwolennikami myślenia aplikacyjnego (np. socjologia stosowana) a akademickiego ciągnie się co najmniej od stu lat od czasów Luisa Wirtha (Amsterdamski 1999, 299).

Niemniej, uważam, że w Polsce środowisko akademickie nakłada samo na siebie cenzurę na uprawianie nauki w sposób zaangażowany. Najbardziej pożądanym jest weberowski ideał nauki obiektywnej oraz model naukowca zajmującego się akumulacją wiedzy poprzez żmudną pracę nad coraz bardziej szczegółowymi zagadnieniami. Odbiorcami tej pracy stają się coraz węższe grupy specjalistów. Lęk środowiska naukowego przed wiedzą zaangażowaną wpływa na nauczanie socjologii i na oczekiwania wobec tej dyscypliny oraz na to jakiego typu aktywności są gratyfikowane.

Niniejszy artykuł jest próbą pokazania, że nauczanie socjologii zgodnie z ideałem niezaangażowanej, neutralnej nauki akademickiej nie pozwala spełniać wszystkich funkcji stawianych socjologii przez uniwersytet publiczny. Powoduje również, że jakiekolwiek przeciwstawienie się wymogom reformy szkolnictwa wyższego, prowadzącego (w najbardziej radykalnym odczytaniu) do przemiany uniwersytetu w wyższą szkołę zawodową, zostaje skazane na porażkę. Co więcej, ważna i warta podkreślenia jest rola studentów w spełnianiu publicznej misji wyższej uczelni. To oni, powtarzając za Michaelem Burawoyem (2004), są pierwszą publicznością naukowców i ich rola w spełnianiu misji uniwersytetu jako instytucji publicznej jest tak samo ważna, jak niedoceniana.

Publiczne funkcje uniwersytetu

Najpierw jednak należy zastanowić się raz jeszcze nad funkcjami uniwersytetu. Jak się okazuje, w przypadku Uniwersytetu Warszawskiego zostały one określone już blisko 200 lat temu. Z treści dokumentu Misja i Strategia UW (Senat UW 2008, s. 1) możemy się dowiedzieć, że: „Uniwersytet Warszawski jako instytucja publiczna jest wierny podstawowym celom swojej działalności, wskazanym w roku 1816 przez jego założycieli: >>Uniwersytet ma nie tylko utrzymywać w narodzie nauki i umiejętności w takim stopniu, na jakim już w świecie uczonym stanęły, ale nadto doskonalić je, rozkrzewiać i teorię ich do użytku społeczności zastosowywać.<<”(tamże). Co więcej „Uniwersytet realizuje swoje cele z udziałem całej wspólnoty uniwersyteckiej: uczonych, studentów i pracowników Uczelni.”(tamże).

Jako członkowie wspólnoty naukowej socjologowie wchodzą w społeczeństwie w cztery podstawowe role: badacza, nauczyciela, publicznego intelektualisty oraz eksperta. Podstawowym elementem jest wiedza naukowa produkowana i wytwarzana podczas projektów badawczych definiowanych w świecie akademickim i krytykowana przez wspólnotę naukową. Wiedza ta może później znaleźć zastosowanie w sferze politycznej, publicznej czy rynkowej. Dialogiczna relacja z klientami i ich problemami może wygenerować nowe, interesujące wyzwania dla programów badawczych, mimo że na zamówienie klienta nie da się automatycznie wyprodukować tyle wiedzy ile on by sobie żądał. Często też obiekt zamówienia nie pokrywa się z zainteresowania samego badacza.

Rozwój teori socjologicznej oraz wykorzystywanie wiedzy na życzenie klientów nie pokrywa jednak wszystkich funkcji jakie przed socjologią stawia idea uniwersytetu publicznego. Michael Burawoy (2004) uważa, że moralnym obowiązkiem każdego socjologa jest uczestnictwo i wzbogacanie debat publicznych wiedzą o sytuacji oszczególnych klas spolecznych, nierówności rasowych, nowych podziałów płaciowych, degradacji środowiska i konsekwencji rynkowego fundamentalizmu. Dzięki temu socjolog może pokazać ludziom, że ich prywatne troski mają swoje społeczne, strukturalne źródła. Ten typ naukowej działalności Burawoy nazywa socjologią publiczną (public) uznając ją za jedna z czterech typów wiedzy. Każdy z tych typów wiedzy jest potrzebny i niezbędny oraz wzbogaca pozostałe trzy. I tak nauce (w tym socjologii) niezbędna jest wiedza akademicka (professional oraz wiedza krytyczna (critical), by dyscyplina mogła się rozwijać. Niemniej socjologia powinna być też praktyczna (policy), by wpływać na zwiększanie produkcji dóbr i usług lub by projektować mądrzejsze programy społeczne. Mimo istotności każdego z 4 typów wiedzy, socjologia publiczna napotyka wiele oporów ze strony społecznosci akademickiej przez co socjologia zazwyczaj nauczana jest w sposób ściśle akademicki (proffesional). Rodzi to problemy, gdy studenci chcą przekazywać swoją wiedze na zewnątrz wchodząc w rolę publicznych intelektualistów. Również gdy będą chcieli wykorzystywać swoje umiejętności w pracy na rzecz społeczeństwa, pozostanie im do wyboru jedynie praca zlecona (przez korporację lub agencje rządowe), a wszelkie formy zaangażowania nie będą mile widziane (Burawoy 2004).

Naukowcy i spełnianie społecznych funkcji uniwersytetu

Homo academicus a publiczny intelektualista

Socjologowie, jako publiczni intelektualiści, wzbogacają społeczno kulturowe i demokratyczne debaty i procesy (Kallenberg 2012). Uprawianie nauk humanistycznych, z czym należy się zgodzić, jest niezbędne dla kształtowania społeczeństw świadomych swojej przeszłości i wyzwań przyszłości. Nauki społeczne takie jak socjologia i psychologia pomagają właściwie zorganizować i ukształtować relacje międzyludzkie i solidarne społeczeństwo. Dzięki badaniom podstawowym nad procesami zachodzącymi w społeczeństwie, badacze społeczni posiadają pewne kompetencje, pozwalające na ocenę konsekwencji innowacji społecznych, mód czy trendów trafiających do nas z zagranicznych ośrodków naukowych czy instytucji publicznych, takich jak kapitał ludzki czy społeczny, równouprawnienie płci, zrównoważony rozwój. Dzięki swojej wiedzy i umiejętnościom oceniają również na jakie problemy aplikacyjne mogą trafić owe rozwiązania lub czym grozi błędne odczytanie i uproszczenie konkretnego pojęcia.

W Polsce, kraju półperyferyjnym, mierzymy się z faktem, że najbardziej nośne idee powstają w ośrodkach znajdujących się w państwach wysoko rozwiniętych i opierają się o społecznoekonomiczną, ale też kulturową rzeczywistość tych państw. Doświadczenie uczy nas, że nie uwzględnianie naszej lokalnej specyfiki rodzi problemy. A zatem przedstawiciele nauk społecznych, bardziej niż „utrzymywać w narodzie nauki i umiejętności w takim stopniu, na jakim już w świecie uczonym stanęły” (Senat UW 2008, s. 1), powinien skupiać się na tłumaczeniu społeczeństwu założeń i konsekwencji idei nowych i starych. Tym sposobem powinniśmy, jako przedstawicielki i przedstawiciele nauk społecznych, przyczyniać się do tego w jaki sposób społeczeństwo się zmieni. Oczywiście jest to koncepcja według, której socjolog nie musi być reformatorem, wystarczy że przekaże swoją wiedzę w danej kwestii, a urefleksyjnione społeczeństwo zmieni się samo.

Niemniej, naukowcy chętnie zabierający głos w publicznej debacie często napotykają się z chłodnymi reakcjami ze strony pola naukowego. Akademiccy przeciwnicy tego typu aktywności często podkreślają, że popularnonaukowe publikacje ze swej natury muszą być mniej wyrafinowane i bardziej powierzchowne niż czysto akademickie publikacje, a zatem zatracają często to co w pracy naukowej najcenniejsze: wywód logiczny i bogata empiryczna ewidencja. W 30 sekundowym spocie czy krótkiej debacie jest wręcz niemożliwie zaprezentowanie całej złożoności problemu. W konsekwencji zabieranie głosu w debacie publicznej często prowadzi do utraty pozycji w polu naukowym, jak również obniża prestiż samej dyscypliny. Przyczyny jest kilka: „etatowi” komentatorzy; wypowiadający się na tematy inne niż związane ze swoją specjalizacją, wycinanie urywków wypowiedzi wyjętych z kontekstu przez dziennikarzy, czasochłonność będąca nie do pogodzenia z wysiłkiem naukowym. Tym samym trudno jest zabierać głoś w debacie publicznej i nie stracić akademickiej cnoty. Dlatego też XIX wieczny mit wiedzy obiektywnej zdaje się brać górę nad koncepcją publicznych funkcji uniwersytetu.

Socjologowie jako komentatorzy życia zbiorowego

Idąc tym tropem i podsumowując niechęć wobec angażowania się w debatę publiczną, łatwo zauważyć, że uniwersytet nie przygotowuje studentów do pisania tekstów popularyzatorskich publikowanych w popularnych gazet, dzięki czemu część wiedzy uniwersyteckiej mogłaby być przekazywana pod strzechy. Tym samym zamykana jest jedna z dróg ku spełnianiu przez uniwersytet jednej ze swoich misji – zwiększania samorefleksji społeczeństwa. Dla przykładu: w norweskim systemie edukacji napisanie artykułu popularyzującego tłumaczącego główne tezy i problematykę pracy naukowej nie-socjologom jest obowiązkiem każdego doktoranta. Nie znamy odpowiednich analiz dotyczących Polski, ale badania Bentleya i Kyvika (2011) zawierające dane z 13 państw pokazały, że około 35% socjologów publikuje rocznie przynajmniej jeden popularnonaukowy artykuł. Niemniej, funkcji tej przyznawane jest inne znaczenie w różnych państwach. W Niemczech i Norwegii socjolog średnio publikuje 2,0 tego typu artykuły, podczas gdy w Wielkiej Brytanii jedynie 0,7 (Kalleberg s. 50).

Tymczasem według badań Greenwooda (s. 84)., paradoksalnie zabieranie głosu w debacie publicznej może właśnie podwyższyć prestiż dyscypliny – poprzez upodmiotowienie publiczności, skierowania światła debaty publicznej na ważne problemy i procesy. Naukowcy społeczni koncentrują się na zagadnieniach krytyki społecznej, na badaniach interdyscyplinarnych przynosząc uniwersytetom pewien rodzaj prestiżu. Tym samym są częścią „oferty” uniwersytetu, która sprawia, że instytucja wydaje się ściśle akademicka (tamże). Warunkiem jednak wydaje się być zabieranie głosu przez specjalistów, a nie jedynie wąskiego grona etatowych ochotników.

Jakie to ma konsekwencje dla studentów socjologii? Michael Burawoy (2004) w swoim głośnym przemówieniu prezydenckim ISA podkreślał, że oddanie się młodzieńczej pasji związanej z wizją możliwości wpłynięcia na zmianę świata, jest tym co zatrzymuje doktorantów i pracowników naukowych w obrębie socjologii. Jego zdaniem rady nauczycieli akademickich kierowanych w stronę studentów, by porzucili socjologię publiczną[1] przynajmniej do czasy, aż zostaną zatrudnieni na stały etat, rodzą jedynie frustrację. „Kiedy tylko otrzymają etat, będą w końcu mogli realizować swe młodzieńcze pasje, choć ich młodość będzie już tylko wspomnieniem. Prawdopodobnie stracą całe zainteresowanie socjologią publiczną na rzecz bardziej lukratywnego świata ekspertów czy niszy w socjologii akademickiej. Lepiej kultywować oddanie dla socjologii publicznej od samego początku i tym sposobem rozniecać ogień w socjologii akademickiej” (tamże). Pogłębianie rozziewu między faktycznymi postawami i poglądami socjologów, a wymogami akademii działa na szkodę samej dyscypliny.

Eksperci czy socjologowie publiczni

Oczywiście zaangażowani przedstawiciele nauk społecznych nie występują jedynie jako komentatorzy zastanej rzeczywistości, ale również jako eksperci. W takiej sytuacji używają swojej wiedzy i umiejętności, by poprawić sytuację swoich klientów (jakkolwiek szeroko by tego sformułowania nie rozumieć).

Jednakże przez proces uprzemysłowieniu i profesjonalizacji badań naukowych, nauka stała się sformalizowanym zawodem i obowiązkiem wobec instytucji organizujących i finansujących badania, bardziej niż prywatną sprawą samych naukowców. Proces ten oczywiście został spowodowany zapotrzebowaniem na owoce pracy naukowej, niemniej często prowadzi to do sytuacji, gdy wartości badacza rozbiegają się z celami i wartościami instytucji (Amsterdamski 1999, s. 299). Badacz, nie biorąc pod rozwagę konsekwencji swoich działań, zamiast „kapłana w białym kitlu świadczącego ludzkości bezwzględne dobro” (tamże) przybiera w skrajnej wizji postać „tytana produkującego potwory” kierującego się przede wszystkim własnym interesem (tamże). Za najbardziej znany przykład służy Projekt Manhattan, przy którym zatrudnieni zostali najwybitniejsi fizycy i chemicy początku XX wieku, w celu konstrukcji i produkcji bomby atomowej[2]. Przedstawiciele nauk społecznych również ulegają procesom profesjonalizacji i uzależniania od gospodarki, polityki czy ideologii państwowych, a za skrajnie niechlubny przykład może posłużyć historia projektu Camelot[3], gdzie badania etnografów i antropologów miały służyć utrzymaniu przy władzy w Chile marionetkowego amerykanskiego rzadu. Mimo wszystko, należy pamiętać, że publiczne uniwersytety dotowane są głównie z podatków co podporządkowuje je państwu i społeczeństwu. Często jednak badacze zapominają, że są beneficjentami publicznych subsydiów i dlatego winni pełnić służbę właśnie społeczeństwu, zamiast podporządkowywać się zleceniom państwa (Greenwood s. 79) czy grantodawców.

Gouldner (Gouldner, Miller, 1965) taką postawę naukową, która cechowała bezkrytyczność w przyjmowaniu warunków określonych przez klienta czy fundatora badań, nazywał inżynierią społeczną. Socjolog inżynier społeczny analizuje i przedstawia zamawiającemu badania klientowi konsekwencje możliwych rozwiązań, bądź sugeruje środki skutecznej realizacji określonych przez niego celów. Współcześnie ten model socjologii stosowanej ma ugruntowaną pozycję szczególnie w badania marketingowych oraz badaniach opinii społecznych. Rodzi to liczne kontrowersje na temat funkcji wiedzy socjologicznej i wątpliwości czy rzeczywiście sprzyja ona rozwojowi społecznemu (Amsterdamski 1999, 83) i (będącemu jedną z misji UW) „rozkrzewianiu wiedzy [w tym wypadku socjologicznej] w społeczeństwie” (por. Senat UW 2008).

Z kolei użycie socjologii przez ludzi władzy nie jest dobre dla wartości demokratycznych, ponieważ jedynie zaciemnia konsekwencje polityk publicznych i omamia nas w temacie interesów się za nią kryjących. Innymi słowy władza wykorzystuje badania dla własnych celów i mnożenia kapitału politycznego. Oczywiście dla nas socjologów wizja oddziaływania na świat społeczny za pomocą badań eksperckich dla potrzeb władzy jest kusząca, jednak rzadko jest skuteczna (Piven 2004, s. 33‑34). Niech jaskrawą egzemplifikacją będzie tu stanowisko Georga W. Busha podkreślającego, że nie potrzebuje żadnych badań kulturowych czy antropologicznych, aby wiedzieć, że należy wkroczyć z misją pokojową do Afganistanu. (tamże). Argument o ograniczonej skuteczności socjologicznej wiedzy eksperckiej, może być przedstawiony jako argument na korzyść publicznego rozumienia dyscypliny.

Warto jednak w tym miejscu przytoczyć zaproponowany przez Burawoya (2004) podział socjologii stosowanej na praktyczną i publiczną. Według tej kategoryzacji, socjologia praktyczna, bliższa znaczeniowo inżynierii społecznej w rozumieniu Gouldnera, jest rynkowym wykorzystaniem teorii społecznych, podczas gdy publiczna skupia się na interwencjach. W pełni świadomi śliskości tego podziału, wierzymy że socjologowie dysponują pewnymi narzędziami do korygowania ludzkich zachowań jako zjawisk uwarunkowanych społecznie, by sprzeciwić się złu i niesprawiedliwości społecznej, dzięki posiadanym kompetencjom, by działać na rzecz społeczeństwa (Greenwood, s. 82).

Akademickie dążenie do neutralności w kontekście ekspertyzacji życia publicznego

Podobnie jak w przypadku uczestnictwa w debacie publicznej, wszelkie działania publiczne rodzą jednak lęk części środowiska naukowego przed utratą akademickiej czystości legitymizującej socjologię jako naukę per se. Taki sprzeciw rodzi jednak sprzeczność  z funkcją uniwersytetu jako dobra publicznego i jego rolą dla społecznego rozwoju. Studenci nie są nauczani, że ich umiejętności mogą być wykorzystane również poza akademią i rynkiem. Uważam, że o znaczeniu nauczania aplikowalności nauk społecznych warto myśleć w kontekście zjawiska ekspertyzacji życia politycznego. Obecnie, w każdej niemal sprawie władze zgłaszają się o ekspertyzy do firm konsultingowych i w oparciu o nie podpierają swoje decyzje i wprowadzane innowacje społeczne. Z ekspertyz korporacyjnych korzystają oprócz państwa również NGOsy, ale też związki zawodowe czego przykładem jest raport Praca Polska 2010 zamówiony przez NSZZ Solidarność (2011). Ze sformułowaniem wiedza ekspercka wiąże się problem. Ekspert w założeniu jest osobą oświeconą, która odnajduje najlepsze dla wszystkich rozwiązanie. Taki model świata odrzuca lub przynajmniej spuszcza zasłonę milczenia na fakt istnienia sprzecznych interesów.

Koncepcja neutralności. socjologii może być uzasadnieniem sprzedaży usług badaczy każdemu, kto chce te usługi kupić. Pieniądze zaś mają wielkie firmy i władze państwowe, które zamawiają takie badania, jakie służyć będą ich celom. W konsekwencji prowadzi to jednak do jednostronności, a więc i wypaczenia faktycznej neutralności wiedzy. Jak podkreśla Mills (2007: 76 – 77), ta „neutralność” nie prowadzi do rozwiązania żadnego problemu praktycznego ani czystych, ani stosowanych nauk społecznych. Przypomina natomiast umywanie rąk, a jego skutkiem jest zostawienie innym ludziom problemów, których rozwiązanie leży przecież w zakresie szeroko rozumianej nauki. Odrzuca też fakt istnienia grup interesu (tamże). Wiedza ekspercka według tej koncepcji reprezentuje czyjeś interesy, a zamawianie ekspertyz ma na celu realizacje tych interesów. Ekspertyzacja pozostawia do pewnego stopnia uniwerek poza swoim zasięgiem tłumacząc, że Uniwersytety straciły monopol na tworzenie wiedzy. Tym samym to właśnie ekspertyzacja staje się zagrożeniem dla legitymizacji uniwersytetu, bardziej niż dystansowanie się od wszelkich form publicznego zaangażowania.

Mimo że ekspertyzy pisane są przez absolwentów uniwersytetu, to obiektywność wiedzy prezentowanej w raportach jest kwestią (mówiąc eufemistycznie) dyskusyjną choćby ze względu na wpływ sponsora oraz interes samej firmy tworzącej raport. Decyzje polityczne są w ten sposób przemycane pod przykrywką rzekomo obiektywnej i niezaprzeczalnej wiedzy naukowej. Wypacza to idee wartości demokratycznych wartości, gdyż decyzje przestają być emanacją woli społeczeństwa, a uniwersytet przestaje być narzędziem zwiększania szansy na właściwe odczytanie swojego interesu. Oczywiście problem jest znacznie szerszy i ma systemowy charakter, jednak uniwersytet nie podejmuje walki o tworzenie ekspertyz uwzględniających reguły sztuki traci tym samym wiele ze swojego prestiżu.

Zaangażowanie i neutralność w kontekście przemian edukacyjnych

W obecnych warunkach studenci, doktoranci i pracownicy naukowi jedynie jako public intellectuals mogą demistyfikować zawiły, często pseudo- intelektualny język ekspertów. Co nie jest wystarczające z powodów opisanych przez nas w poprzednim podrozdziale. Podobnie jak inne podmioty, również uniwersytety, stają się uczestnikami rywalizacji rynkowej. Pozbawione są jednak orientacji na środowisko społeczne i płynące z niego możliwości (Dąbrowa 2011). W warunkach doktryny neoliberalnej ekonomia stała się najbardziej zajadłą cheerleaderką współczesnego kapitalizmu (Stiglitz, 2010)

Również jak udowadnia Filkenstein (2010, s. 97-110), nauczanie socjologii publicznej (stosowanej) pozwala studentom rozbudzić w sobie wyobraźnię socjologiczną i łatwiej zrozumieć czego dotyczy zdobywana przez nich wiedza. Tym samym są bardziej zmotywowanymi do nauki i zainteresowani dyscypliną, co w konsekwencji powoduje to, że uczą się więcej i chętniej. W dalszej konsekwencji nauczanie socjologii stosowanej przekłada się na jakość uniwersytetu. Czy zatem jesteśmy zmuszeni porzucić ideę uniwersytetu jako dobra „publicznego”? Zainteresowanie socjologią publiczną jest, w dużej mierze, reakcją na dążenia do wprowadzenia mechanizmów rynkowych w nowe obszary (w pole edukacyjne). Jej kondycja jest zależna zatem od tego, czy uda się podtrzymać do życia samą ideę tego, co „publiczne”, która w dobie neoliberalnej komodyfikacji przeżywa kryzys. (Burawoy 2004) Co powinniśmy zrobić w tej sytuacji? Dwie najważniejsze i zajmujące najwięcej czasu aktywności to badania oraz nauczanie studentów. Należy pamiętać, że socjologii nie są nauczani jedynie studenci socjologii, ale również studenci kierunków gdzie socjologia jest jednym z przedmiotów obowiązkowych wybierający socjologie jako fakultet. Zbyt mała liczna socjologów zauważa, jak wielu studentów w europie wybiera socjologię jako fakultet i jak dobre byłoby dla europy gdyby studenci Ci zrozumieli czym jest wyobraźnia socjologiczna (Mills 2007)

Socjologia publiczna jako recepta na czas przemian

W debacie publicznej uniwersytety niejednokrotnie spotkały się z zajadłą krytyką ze strony różnych instytucji i firm, mówiącą że produkuje bezrobotnych i naucza nikomu nie potrzebnych umiejętności. Równocześnie, w reakcji na kurczący się budżet wynikający ze zmiany zasad finansowania, jak też nasilającą się konkurencję, uniwersytety publiczne zaczęły otwierać kierunki wydające się być modnymi lub oferować inne nietypowe zajęcia, dla coraz większej liczby studentów. Czy jednak z uwagi na doraźne problemy finansowe i tożsamościowe konieczne jest porzucenie idei uniwersytetu jako dobra „publicznego”? Jak pisze Michael Burawoy (2011) zainteresowanie socjologią publiczną jest, w dużej mierze, reakcją na prywatyzację wszystkiego, w tym również na próby wprowadzania mechanizmów rynkowych na uniwersytety. „witalność [Socjologii publicznej] zależy od tego, czy uda się przywrócić do życia samą ideę tego, co „publiczne”, kolejną ofiarę wichru postępu” (tamże). Stąd paradoks: rosnąca przepaść pomiędzy socjologicznym etosem a badanym przez socjologów światem jednocześnie przyczynia się do powstania socjologii publicznej i stoi na jej przeszkodzie.

Czy w tej sytuacji należy porzucić zaangażowane nauczanie starając się chronić za wszelką cenę naukowość? Zwolennicy nauki czysto akademickiej, uważający że zaangażowanie zredukuje pełną niuansów wiedzę naukową do kategorii publicystyki, tak czy inaczej nie ochronią akademii w obecnym kształcie. Studenci powtarzający jedynie ścieżkę kariery socjologii akademickiej nie będą w obecnej sytuacji mogli liczyć na podjęcie kariery na uniwersytetach redukujących raczej liczbę etatów. Absolwentom studiów magisterskich pozostanie jedynie praca na rynku, którego rzeczywistość daleko odbiega od ideałów akademickich. Z tego względy adwersarze wiedzy neutralnej i tak nie uchronią socjologii.

Źródła

  • Amsterdamski, Stefan „Nauka”, hasło w Encyklopedia Socjologii tom 2 (1999), Warszawa: Oficyna Naukowa
  • Baczko-Dombi, Anna i inni (2013), 10 grzechów głównych. Krytyka prac E&Y i IBnGR nad diagnozą stanu oraz strategią reformy szkolnictwa wyższego
  • Bentley, Peter and Svein Kyvik. 2011. “Academic Staff and Public Communication: A Survey of Popular Science Publishing Across 13 Countries.” Public Understanding of Science 20(1):48–63.
  • Burawoy, Michael (2004) „O Socjologię publiczną. Przemówienie prezydenckie z roku 2004” dostęp: http://burawoy.berkeley.edu/PS/Translations/Poland/ASA.Polish.pdf
    • Caffentiz G., Walki uniwersyteckie u kresy ładu edukacyjnego, http://www.ha.art.pl/prezentacje/39-edufactory/1733-george-caffentzis-walki-uniwersyteckie- u-kresu-ladu-edukacyjnego.html#sdendnote1anc (10 luty 2012) za: Budnicka D. (2012) Socjologia a współczesny uniwersytet, http://krytyka.org/socjologia-a-wspolczesny-uniwersytet/ (31.01.2014)
    • Dąbrowa, Ewa (2011), Uniwersytety na peryferiach dialogu społecznego, wystąpienie na konferencji „Problemy nauki i szkolnictwa wyższego w czasach reform” 17-18 czerwca 2011, ul. Nowy Świat 72, Warszawa.
    • Finkelstein, Marv (2010), Why Teach Applied Sociology? Four Reasons to Consider, Journal of Applied Social Science 2010 4: s. 97-109
    • Gouldner A. W., Miller S.M. (red.) (1965) Applied Socjology. Oppurtutities and problems, New York
    • Greenwood, Davyd J., Morten Levin. 2009. Reforma nauk społecznych i uniwersytetów przez badania interwencyjne. W: Norman K. Denzin, Yvonna S. Lincoln (red.). Metody badań jakościowych, tom 1. Warszawa: PWN, s. 77-105.
    • Kalleberg, Ragnvald (2012), Sociologists as Public Intellectuals and Experts, Journal of Applied Social Science 6(1) 43 –52, Dostęp: http://jax.sagepub.com/content/6/1/43
      • Kwaśniewski, Jerzy „Socjologia stosowana”, hasło w Encyklopedia Socjologii tom 4(2002), Warszawa: Oficyna Naukowa
      • Mills, Charles Wright (2007), Wyobraźnia socjologiczna, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN
      • Piven, Frances (2004) Sociology Needs a Public w: An Invitation to Public Sociology, Waszyngton: American Sociological Association
      • Stiglitz J. (2010), Freefall. Jazda bez trzymanki, Warszawa: Polskie Towarzystwo Ekonomiczne

[1] Więcej informacji na temat koncepcji socjologii publicznej można znaleźć w pierwszym numerze SR

[2] Dylematy etyczne twórców bomby atomowej zostały opisane w doskonałek książce Richarda Rhodesa „Jak powstawała bomba atomowa”

[3] Szczegółowe informacje zostały zawarte w artykule Marka Solovey’a (2001-04-01); Project Camelot and the 1960s Epistemological Revolution: Rethinking the Politics-patronage-social Science Nexus; Social Studies of Science 31 (2): 171–206 Dostęp: http://sss.sagepub.com/content/31/2/171.