Wraca Nowe?

Autor: P.

 

W nowej tak zwanej „ustawie o bezpieczeństwie narodowym” ma się znaleźć zapis, że w określonych sytuacjach państwo ma prawo znacjonalizować prywatną firmę. Chodzi o sytuacje (cytuję za portalem gazeta.pl) „…ważnych dla polskiego bezpieczeństwa firm w sytuacji ich wrogiego przejęcia”.Dowcip – rzecz prosta – polega na tym, że to rząd decydowałby o tym, czy dana sytuacja jest „ważna dla polskiego bezpieczeństwa” oraz czy zachodzi „sytuacja wrogiego przejęcia”.

Przede wszystkim – mam wrażenie, że komuś się pomyliły się pojęcia. „Wrogie przejęcie” to termin ekonomiczny, oznaczający – mówiąc w skrócie – wykup firmy przez inną firmę wbrew woli zarządu lub rady nadzorczej tej pierwszej – pełna definicja na przykład tutaj 

Natomiast w tym przypadku chodziło raczej o „przejęcie przez wrogie siły”, czyli wykup ważnej strategicznie firmy przez podmiot mogący zagrozić bezpieczeństwu narodowemu.

Technika działania – służby specjalne zbierają informacje, a jeśli na podstawie ich raportu władze uznają, że np. zagrożone jest bezpieczeństwo energetyczne kraju – mają prawo przejąć (znacjonalizować) firmę.

Oczywiście, ustawa jeszcze powstaje, a jej ostateczna wersja może być dużo sensowniej sformułowana i lepsza. Choć nie wiem, czy to nie zbytni optymizm…

Premier Kaczyński tłumaczy, że „… sama taka możliwość powinna podziałać odstraszająco na podejrzany kapitał” (w wywiadzie dla Rzeczypospolitej). To prawda, Panie Premierze – taka możliwość podziała odstraszająco na podejrzany kapitał. Na każdy inny zresztą też, ale to – jak rozumiem – zupełnie Panu nie przeszkadza…

Zastanówmy się: gdybym był poważnym biznesmenem, reprezentującym interesy dużej, bogatej firmy chcącej zainwestować duże pieniądze…

…i gdybym miał do wyboru dwa kraje: Polskę, gdzie na podstawie raportu służb specjalnych władze mogą uznać, że interesy mojej firmy „zagrażają bezpieczeństwu narodowemu” i ją znacjonalizować, albo inny kraj, w którym państwo nie bawi się w takie gry – co bym wybrał?

To pytanie na poziomie telewizyjnych „audiotele”.

Oczywiście – każde państwo broni swoich interesów i bezpieczeństwa, ale naprawdę (rozejrzyjmy się po Europie chociażby) mnożna to robić na kilka bardziej cywilizowanych sposobów. Bo to, co proponuje ten projekt ustawy (powtarzam – tylko projekt na razie) to – pardon – czysta bolszewia. Tajne służby raportują, władza decyduje, firmę odbiera się właścicielowi. Jakie to proste, prawda? Wujaszek Lenin puchnie z dumy w mauzoleum…

Nie rozumiem, jak ludzie proponujący takie rozwiązania mają czelność nazywać się „prawicą”…

Opinia pochodzi z bloga Myślenie ma kolosalną przyszłość.