http://wahidgomez.files.wordpress.com/2011/08/5156667672_dd69b7b543_b.jpeg

Wolność, równość, Tour de Pologne

Oglądamy „Kawę czy herbatę”, co nigdy nam się w tym domu nie zdarza. Powód zmiany – dziś nadają z centrum mojego rodzinnego miasta, z którego rusza kolejny etap Tour de Pologne. Moja mama schodzi piętro niżej do dziadków, żeby też włączyli sobie telewizor i zobaczyli, jak ładnie nasz wyremontowany rynek wygląda na ekranie. Słońce świeci, jacyś młodzi mężczyźni popisują się od rana, wykonując akrobacje na rowerach. Wielu widzów nie ma, ale musimy im wybaczyć, jest dopiero niewiele po dziewiątej. Większość tych, którzy są już na nogach, wędruje o tej porze po jarmarku, w końcu dziś czwartek i nawet jakiś tam wielki wyścig nie przeszkodzi w robieniu dobrego handlu na targu. Zwłaszcza, że Słowaków chyba niewiele nasze dzisiejsze wydarzenie obchodzi, a to oni stanowią znaczną część klienteli. Pani Paulina Chylewska krzyczy do mikrofonu, choć od tylu lat pracuje w telewizji, że powinna już wiedzieć, iż nie musi tego robić. Dyskusja wybucha w momencie, gdy na ekranie pojawiają się dwie zakłopotane hostessy. Mój tata jako zażarty feminista używa słowa „patriarchalizm”, które z jakiegoś powodu nieco mnie irytuje, choć przecież – niestety – prawie zawsze używa do właściwie. Nie dochodzimy do porozumienia w sprawie porównania sytuacji dziewczyn cmokających spoconych kolaży na podium do prostytutek. Mężczyznom w mojej rodzinie, a więc tacie i bratu, chodzi o podobny w obu przypadkach mechanizm wytwarzania dyskryminujących kobiety instytucji. A ja uważam, że mimo wszystko z hostessami sprawa jest znacznie mniej skomplikowana niż z prostytutkami (choć co do meritum, a więc samego błędnego i seksistowskiego mechanizmu wytwarzania się zgadzamy). Wyłączamy, gdy o „nowotarskich lodach” zaczyna opowiadać pani Lubieńska. Gdyż, przy całym szacunku, każdy głupi w tym mieście wie, że to państwo Żarneccy robią najlepsze lody na świecie. Pomijamy wymownym milczeniem fakt, że zamiast targać na rynek przenośną lodówkę można było przejść te sto metrów z kamerą i zwyczajnie stanąć przy okienku z lodami. Czyż ogólnonarodowi widzowie „Kawy czy herbaty” nie woleliby zobaczyć lodów w ich naturalnym środowisku?

Popołudniu wybieramy się na rynek osobiście. Może uda nam się pomachać do kamery, by znajdujący się w różnych miejscach Polski dziadkowie mogli nas zobaczyć. W telewizji w końcu wszystko wygląda tak ładnie. Brniemy więc przez nagrzane słońcem ulice. Gdy docieramy na rynek, ktoś mógłby pomyśleć, że naprawdę mamy tu tylu kibiców kolarstwa. Ludzie stoją wzdłuż barierek, niektórzy dostali wielkie tekturowe dłonie z logo sponsora, by móc nimi machać. Chłopiec naprzeciw z radością pokazuje do kamery swoje dzieło, w którym z pięciu uniesionych papierowych palców ostał się tylko środkowy. Przebijamy się pod dmuchaną bramę z napisem „start”, gdzie odnajdujemy nasze ulubione hostessy. „Śmieszą mnie te dziewczyny, z tym cmokaniem”, komentuje stojący obok mnie mężczyzna. Śmieszą? Więc dla kogo one tam stoją, jeśli nie oddziałują nawet na nieco podstarzałych już, rubasznych panów? Hostessy stoją na szpilkach w

pełnym słońcu i równie pełnym makijażu. Zwykły śmiertelnik nie może sobie zrobić z nimi zdjęcia (o śmiertelniczkach już nie wspominając), to łaska zarezerwowana dla wybranych kolaży z czołówki. Którzy najpewniej w ogóle dziewczyn nie zauważają. Więc po co, dla kogo tu one? Dla sponsora, reklamy, oczywiście. Chodzący neon z logo. Konia z rzędem temu, kto – w ogóle przyglądając się tym dziewczynom – naprawdę widzi reklamę.

Czy istnieje Tour de France/Pologne dla kobiet? Nawet jeśli tak (choć nie wydaje mi się), jakoś o tym nie słychać. A przecież powinien być, skoro tak walczymy o tę równość i wszędzie jesteśmy w stanie ją wcisnąć, dlaczego Kazimiera Szczuka jeszcze nie nagłośniła tej sprawy? Przede wszystkim jednak należałoby wtedy zadbać, by takie zawody miały swoich … hostessów? Nawet język nie chce nam tu sprzyjać. Tylko co oni by robili? W końcu cmokanie jest takie niemęskie … Mogliby nosić kolarki na rękach. Ale czy znów nie byłaby to jakaś forma upodlenia kobiet, które mężczyźni muszą nosić, by podkreślić ich wyższość? Och, jaka ta równość i parytetowość bywa trudna.

Choć, realnie rzecz biorąc, najpewniej najważniejszym pytaniem pozostawałoby: czy w telewizji będzie to ładnie wyglądało? Czy „przeciętny polski widz” się skusi? Czy się to sprzeda? Czy – dla równowagi, o którą przecież walczymy – hostessowie śmieszyliby panie? Zadbani chłopcy w obcisłych strojach towarzyszący dwójkami zwyciężczyniom. Och nie, pewnie usłyszeliby, że geje i że „misja telewizji” się z tym kłóci. Ciekawe, tak na marginesie, czy gdyby męscy hostessowie (hostessi?) zaczęli działalność, zarabialiby tyle samo, czy znów więcej niż hostessy?

Jestem pewna, że gdyby tylko praca w tej branży nie była jedną z najczęściej oferowanych jako tymczasowa i dorywcza (obok telemarketera/rki) dla każdego, także bez doświadczenia, powstałby Związek Zawodowy Hostess i Hostessów Polskich. Gdyby tylko ktoś chciał i mógł zająć się tym na stałe, o ileż ciekawsze byłyby strajki generalne i blokady we wrześniu, o ile barwniejsze marsze protestacyjne w Warszawie! Może i premier w końcu wyszedłby, choćby tak sobie popatrzeć. I tak Tour de Pologne mogłoby być kamieniem węgielnym dla światowych zmian. Przyjechałyby do nas wszystkie telewizje, z całego świata. Hostessy i hostessi mieliby jeszcze więcej pracy, bezrobocie by spadło i wszystkim żyłoby się lepiej, łatwiej, piękniej. Na razie jednak Tour de Pologne w naszym mieście się skończył. Nie pomachaliśmy do kamery, ale to nic. W następującym niedługo po „wielkim wyścigu” Nutella Mini Tour de Pologne dzieci jadą razem wszystkie, bez względu na płeć. Ciekawe, czy są tam małe hostessy … Czy może właśnie dorosłe? Sama już nie wiem, co byłoby „śmieszniejsze”.