www.nacjonalista.pl

Wokół powtórzeń – odradzanie się nacjonalizmów w kulturze popularnej

Figura kultury popularnej, jakiej używam ma charakter metonimiczny – przybiera ona bowiem postać otaczającej nas rzeczywistości, tudzież codzienności – tego, w czym żyjemy, którą znamionuje performatywny charakter – ciągłe pasmo oddziaływań, będących nośnikami skuteczności. Z drugiej strony kultura popularna par se to ten specyficzny rodzaj egalitarnego zbioru, który z łatwością adaptuje w swoje ramy treści, zaproponowane jej przez twórców. Twórcą natomiast może zostać każdy czy każda z nas, co stanowi jedno z podstawowych niebezpieczeństw. Zatem przemawiać będzie ona wszelkimi możliwymi i dostępnymi rodzajami mediów, urzeczywistniać się w różnych reprezentacjach medialnych, w szczególności tych powszechnie używanych, wyposażonych w siłę sprawstwa i oddziaływania, a zatem posiadających odbiorcę. W wyniku syntezy powyższych obrazów otrzymamy obszar abstrakcyjnej przestrzeni, do której włączane będą kolejne elementy, poddawane mniej lub bardziej świadomym obróbkom, przekształceniom, ewolucjom czy subwersjom; stwarzane będą mity i ikony, zawłaszczone z różnych dyskursów, które w każdym porządku przestrzennym i czasowym są reprezentacją i reprezentują – na ile są one wypełnione treściowo, a na ile nie, postaram się odpowiedzieć w dalszej części. Jak już zapewne możemy zauważyć kultura popularna jest przestrzenią niemal nieograniczonej swobody, co implikuje heterogeniczność – w jej obszarze dochodzi do swoistej fuzji poglądów, ideologii, wyznań, wierzeń itd. Należałoby postawić pytanie – czy w związku z tym to miejsce, w którym najłatwiej o wojnę kulturową?

W latach 60tych nastąpił przełom, który wedle Wojciecha Burszty znamionuje zmianę kondycji wiary w społeczeństwo – chodzi tu o nic innego, jak zwrot ku indywidualizacji przeżywania świata, indywidualizacji moralno-duchowej oraz tej, która związana jest z rewolucją konsumencką. Przesunięcie spektrum na przestrzeń prywatną, podejmowanie prób życia w sposób autentyczny, możliwość tworzenia tożsamości eksperymentalnej wedle własnego projektu, odnajdując się przy tym w jakiejś niszy, która ma je właśnie takim [autentycznym] czynić, otaczanie się kolejnymi rzeczami, doprowadziło do zniszczenia tradycyjnych więzi społecznych i podważenia roli autorytetów. Charles Taylor komentując to w Źródłach podmiotowości napisał: „budujemy życie, opierając się na wciąż poszerzającym się wachlarzu dostępnych na rynku nowych dóbr i usług – od pralek po zorganizowany wypoczynek, oraz swobodniejszych indywidualnych stylach życia, które upowszechniły się dzięki tym pierwszym”. Zrodziło to figury ekspertów, którzy przychodzą nam z pomocą we wszelkich wątpliwości, będących produktem owych przemian. Każdy ekspert to specjalista w wąsko zakrojonych dziedzinach, który konkuruje z pozostałymi, przekonując o wyższości proponowanych przez siebie remediów. Ekspertami stają się też ikony, przybierające niemal mityczne funkcje idoli-wyroczni, których znakomicie opisuje Zygmunt Bauman we Wspólnocie: „Autorytet osób na widoku jest pochodną autorytetu liczb – rośnie (i spada) wraz z liczbą widzów, słuchaczy, nabywców książek lub płyt. Wzrost i spadek ich uwodzicielskiej siły są zsynchronizowane z wahadłem wskaźników oglądalności i czytelnictwa tabloidów. Autorytet liczb kreuje publicznie widywane jednostki na autorytatywne wzory: nadaje im dodatkowy ciężar. W rzeczy samej, jeśli wielu ludzi pilnie ich obserwuje, ich przykład musi być „lepszy” od tego, co pojedynczy widz może się dowiedzieć na podstawie własnego doświadczenia życiowego”. Proces indywidualizacji będący procedurą identyfikacyjną ma także potencjał różnicujący i antagonizujący społecznie, zarówno w wymiarze pojedynczym, jak i zbiorowym.

Budowanie różnic, ale także własnej tożsamości zawsze opierało się na spotkaniu z Innym. Posiadamy wciąż pewne miejsca wspólne, które czynią nas bliższymi aniżeli dalszymi względem siebie nawzajem. Mimo to wciąż borykamy się z zachodzącymi aporiami, zwłaszcza na gruncie ideologicznym, tudzież szerzej – światopoglądowym, które często przybierają formę wrogości czy walki. Każdego innego, zarówno żyjącego obok nas, jak i zewnętrznego, wyobrażonego jedynie, traktuje się jak wroga podczas procesu kreowania własnej tożsamości oraz dla zapewnienia sobie przeszkody, wobec której moglibyśmy utrwalić nasz system wartości i w konfrontacji z nią pokazać, ile jesteśmy warci. Odbywa się to na podłożu komunikacji międzykulturowej, kiedy staramy się wyobrazić sobie zrozumienie obcego oraz figury Innego wyobrażonego, o którym zbudowany zostaje cały system opinii bez rzeczywistej konfrontacji z nim. Dość prostym komentarzem opatruje tę kwestię Appiah w Kosmopolityzmie. Etyce w świecie obcych: „kiedy obcy przestaje już być obcym wyobrażonym, a staje się rzeczywisty i obecny, łączy go z nami ludzkie życie społeczne, można go lubić albo nie lubić, zgadzać się z nim albo nie zgadzać – i, o ile chcemy tego obaj, możemy się w końcu zrozumieć nawzajem”. Jeżeli do takowego zrozumienia nie dojdzie i w dodatku dołączy do tego poczucie zagrożenia, lęku przed wpływem Innego, możemy antycypować rozpoczęcie budowy okopów wojny kulturowej.

Berger i Zijderveld piszą iż tradycjonalista może sobie pozwolić na swobodę co do swojego światopoglądu i tolerancję wobec tych, którzy są odmienni, jednak w wypadku fundamentalisty wszystkich innych trzeba nawracać w imię przywracanego z trudem porządku, wykluczać, a w skrajnej postaci – zlikwidować. Ciężko się z tym nie zgodzić, obserwując galopujący nacjonalizm w Polsce, który uległ znacznemu nasileniu po 2010 roku i to jaki charakter on przybrał. Przyglądając się wypowiedziom przedstawicieli stronnictw konserwatywnych można zaobserwować pewną prawidłowość – mówi się o ciągłym zaniku wartości uznawanych za fundamentalne, dewaluacji tradycyjnych modeli życia, zapominaniu o historii, dewiacjach i wypaczeniu poglądów. Slavoj Żiżek pisze, iż „postpolityczna biopolityka”, która zdominowała współczesną politykę, odznacza się tym, że „obywateli da się pobudzić do działania wyłącznie za pomocą strachu, który stanowi podstawową składową współczesnych podmiotowości” – czy  generowane przez prawicę tzw. „kampanie strachu”, które starają się manipulować społeczeństwem (odważę się stwierdzić, że dość skutecznie, skoro skandowane są hasła, w stylu: „Jarosław – Polskę zbaw!”) nie są tego przykładem? Następuje ciągłe przywoływanie figur martyrologiczno-mesjnistycznych, mitologizowanie i zawłaszczanie historii, które ma prowadzić do… Kiedy na ostatek dołożymy do tego przyzwolenie płynące z instytucji kościoła katolickiego, nie dziwi poczucie pewności, jakim kierują się nacjonalistyczne organizacje takie, jak NOP, ONR, Młodzież Wszechpolska i inne pomniejsze. Ponadto należy wspomnieć o niemal nierozerwalnym spoiwie łączącym nacjonalistów z kulturą kibicowską, co zauważa również Burszta, dodając, że szeregi ruchów radykalnych zasilają stadionowi kibice. Ideologia współczesnych ruchów radykalnych osadzona jest, jak wiadomo na silnych opozycjach, które najprościej wyrazić można skrótowymi hasłami anty i pro. Paradoksalnie wytyczne stawiane sobie przez te organizacje mają prowadzić do jakiegoś wyabstrahowanego dobrobytu, jednocześnie warunkowany jest on wykluczeniem i przemocą.

Terry Eagleton określa „wojnę kulturową” jako otwartą wojnę populistów z elitarystami, z jednej strony barykady lokuje powierników kanonu, martwych białych facetów z drugiej wyznawców różnicy, niesprawiedliwie zepchniętych na margines Innych. Wychodząc z domu, używając transportu publicznego, logując się na portalach społecznościowych, przeglądając strony internetowe czy nawet mijając kogoś na ulicy, stajemy się przedmiotem oddziaływania popnacjonalizmów, a ich retoryka przybiera strategię performatywu, który nie może zostać potraktowany obojętnie. Jedną ze strategii propagowania treści nacjonalistycznych przez osoby mniej lub bardziej związane z ruchami radykalnymi jest chociażby zastępowanie własnych zdjęć profilowych obrazami o treściach nacjonalistycznych – to na przykład logo ruchów radykalnych, legendarny „zakaz pedałowania”, flaga Polski z dopiskami („Dla Polski zrobię wszystko”; „Ten kraj ma zasady”), przekreślony znak symbolu komunistycznego (zazwyczaj w towarzystwie napisu „Sierpem i młotem w czerwoną hołotę”) lub po prostu publikacja obrazów o tej treści, do których dostęp ma prawdopodobnie grupa znajomych danego użytkownika. Pozostając w rzeczywistości wirtualnej bardzo popularnym zjawiskiem stało się umieszczanie obrazków upamiętniających jakieś wydarzenia historyczne. Obok bardzo charakterystycznych dat wydarzeń (na przykład Powstania Warszawskiego) pojawiają się również: te, które z punktu widzenia ogółu są mniej istotne oraz daty upamiętniające śmierć lub narodziny związanych z ideologią nacjonalistyczną działaczy. I tak,  chyba większość z nas skojarzy przywiązanie ruchów radykalnych do osoby Dmowskiego. Właśnie w tym miejscu warto zauważyć, na jakiej zasadzie działa zawłaszczenie dokonywane przez ruchy nacjonalistyczne. Otóż wszystkie powyżej wymienione przykłady, prawdopodobnie kojarzy każdy i każda z nas, widząc obraz przedstawiający przywołane treści niejako automatycznie identyfikujemy je ze stronnictwem narodowo-radykalnym. To właśnie efekt skuteczności tego typu działań oraz performatywów, jakimi się posługują. Przy tej okazji uważam za konieczne zwrócenie uwagi na bardzo niebezpieczne zawłaszczenie, jakie dokonywane jest względem znaku Polski Walczącej. Staje się nagminnym zakładanie opasek z tymże emblematem podczas nacjonalistycznych pochodów, włączanie go do materiałów służących promocji tych ruchów czy last but not least umieszczanie ich na murach budynków w akompaniamencie radykalnych haseł. Za przykład może posłużyć sytuacja, która miała miejsce w Częstochowie. Tuż po wyborach, w wyniku których prezydentem miasta został kandydat z ramienia SLD, na murach zwłaszcza w dzielnicy Raków (warto zauważyć – silnie związanej z drużyną piłkarską RKS Raków) zaczęły pojawiać się wspomniane już wcześniej napisy „Sierpem i młotem w czerwoną hołotę” czy „Precz z komuną”, przy których niczym autorski podpis widnieje znak Polski Walczącej. Do komentarza jeszcze powrócę. Kolejnymi strategiami reprezentacji nacjonalizmu w kulturze popularnej to masowa produkcja vlepek, które umieszczane są w środkach transportu miejskiego, na lampach, słupach czy nawet w toaletach publicznych, a więc strategicznych miejscach wystawionych na widok publiczny. Nie mniejszą popularnością cieszą się koszulki czy naszywki na ubrania manifestujące te same treści. Symptomatyczne dla tych grup stało się również wyszukiwanie coraz to innych wydarzeń rocznicowych, które umożliwiłyby manifestację swoich poglądów. Inną prawidłowością stało się również nasilenie aktywności grup nacjonalistycznych przed wydarzeniami stronnictw, z którymi toczą wojnę – są to na przykład manify feministyczne czy jutrzejszy marsz równości. Są to okresy maksymalnej mobilizacji, w trakcie której toczona jest kontrofensywa.

Starając się odsłonić strukturę działania ruchów nacjonalistycznych można zauważyć, że jak pisał Geertz a za nim Mouffe „wzajemność i wrogość uzupełniają się i warunkują”. Do odrodzenia nacjonalizmów dochodzi w momencie podważenia tradycji. Tradycja rozpływa się niejako w ponowoczesności. W Polsce, prawdziwej swobody, doświadczyliśmy dopiero po transformacji – zdaje się mówić Burszta – kontrkultury nie miały możliwości pełnego wybrzmienia (zwłaszcza ta z końca lat 60tych). Czy zatem ’89 i lata późniejsze, przyniosły nam możliwość pełnego oddechu, przyniosły wyczekiwany indywidualizm i upragnioną swobodę? Pewnym jest, iż nacjonalizmy odrodziły się w kontrze do tegoż. Zasadą ich funkcjonowania zdaje się być budowanie ideologii na zasadach kontrkulturowych i fundamentalistycznych względem szeroko rozumianej lewicy, którą zwykły nazywać „lewackością”, pojęciem przypominającym worek, do którego można wrzucić wszystko, co stoi w sprzeczności z ich poglądami. Z jednej strony działają one na zasadzie powtórzenia, ale czy jest ono powtórzeniem historycznym? Czy sam akt odradzania się, który odbywałoby się sytuacyjnie – ewokowane między innymi  przytoczonymi sytuacjami, doprowadzanymi do eksplozji, po której przechodziłyby do mniej odchylającej się działalności, jakiegoś constans – nie stawałby się on aktem powtórzeń? Z drugiej zaś strony obserwujemy ich fasadowość, pod którą podłożyć można kolejne i kolejne figury, zawłaszczyć symbole i treści (rzeczoną chociażby Polskę Walczącą, ale także inne teksty kultury narodowej, chociażby Rotę), prowadząc tym samym do ich wypaczania czy dekontekstualizacji, które jawią się bardziej jako puste gesty przywoływanego już Żiżka. Stają się raczej symulakrą aniżeli treścią, jej reprezentacją. Symulakrą nastawioną przede wszystkim na przemoc realną i symboliczną. Przemoc, na którą narażony i narażona jest każdy i każda użytkownik i użytkowniczka Internetu, osoba słuchająca radia czy telewizji, czytająca prasę i obecna w przestrzeni miejskiej. To stan opresji, z którą podejmuje się walkę lub przechodzi na jej stronę. Chciałbym zakończyć pytaniem i związanym z nim otwartym zagadnieniem. Otóż, czy ich stwarzanie odbywa się zawsze względem obcego/Innego? W kontekście tego pytania – w akcie odradzania się czy też powtórzeń zaszedł chyba jakiś błąd, coś w rodzaju wykolejenia, bowiem zakładając, że dwie grupy kibiców różnych, polskich klubów piłkarskich, skandują nacjonalistyczne hasła, przedstawiają je na transparentach, głoszą walkę o Polskę, itp., a po meczu odbywa się bijatyka, to o jaką Polskę ostatecznie walczą?

Referat został wygłoszony podczas 4. Kongresu Młodej Socjologii w Krakowie