Wizyta w USA.

Autor: Bartłomiej Baryła

 

Hu Jintao przywiódł do USA ogromną świtę dygnitarzy, przedsiębiorców oraz, oczywiście, niezbyt wielu dziennikarzy. Pierwsza oficjalna wizyta chińskiego prezydenta przebiegła pod znakiem spotkań z amerykańskim miliarderem Billem Gatesem i kilku uroczystych bankietów w Waszyngtonie. Nie było wprawdzie rozmów o najwyższej oficjalnej randze, lecz każda ze stron może mówić o sukcesie. Dla USA to niewątpliwie kolejne kontrakty na dostawy zaawansowanych technologii do „Państwa Środka”, które symbolicznie zmniejszą ogromny deficyt handlowy. Dla Chin to legitymizacja wszystkich działań, które podejmowały w ostatnich latach. Tych legalnych i tych sprzecznych z zachodnimi standardami demokracji.Działania obliczone na wzrost dobrobytu chińskiego społeczeństwa powiodły się. Ogromny boom ekonomiczny to zasługa powolnego otwarcia na własność prywatną i kapitalistyczne reguły wolnego rynku. Mechanizmy wciąż nie działają optymalnie. Zbyt szybki rozwój rodzi ogromne napięcia społeczne. Nierównowaga między miastem a wsią, wschodem i zachodem kraju, między rosnącym eksportem i popytem wewnętrznym nie uchodzi uwadze Partii. Kierunku nie można jednak zmienić. Rynek kapitalistyczny rozgościł się na dobre w najludniejszym kraju świata. Wbrew optymistom lat dziewięćdziesiątych kapitalizm nie przynosi demokracji. Partia wciąż kontroluje większość mediów i „niezależnych ruchów społecznych”. Kierunek dotychczasowych działań wskazuje, że za kilkanaście lat będziemy mieli do czynienia raczej z miliardowym, autorytarnym Singapurem niż z demokracją na wzór zachodni.

Po upadku ZSRR i chwilowego jedynowładztwa w świecie nadchodzi czas ponownej równowagi. Amerykanie muszą pogodzić się z powolną utratą swojej roli jedynego hegemona. Niesie to ze sobą jednak pewne niebezpieczeństwo. W ostatnich dziesięcioleciach naczelne zasady wolności, równości i swobód obywatelskich były eksportowane do krajów rozwijających się wraz z amerykańskim i europejskim kapitałem. Pożyczki od Banku Światowego i innych międzynarodowych instytucji były często uzależnione od wprowadzenia pewnych demokratycznych standardów w relacji władza-obywatele.

Ogromne nadwyżki finansowe Chin powodują ekspansję kapitału. Inwestycje w Azji Południowo-Wschodniej, wschodniej Afryce i Ameryce Południowej nie są obarczone ciężarem demokratycznych reform. Wielu inwestorów i polityków akceptuje ograniczanie praw człowieka w Chinach w imię handlu. Wielu wierzy lub udaje wiarę, że powolna ewolucja w kierunku kapitalizmu doprowadzi do demokratycznego, bezkrwawego przewrotu. W imię tej wiary zachód finansował chiński wzrost gospodarczy swoimi inwestycjami. Teraz Chiny kupują ropę od Iranu i Sudanu, metale i inne surowce z Ameryki Łacińskiej i Afryki. Nie stosują się do embarg handlowych nałożonych na Koreę Północną. Próba wywarcia presji na reżimy łamiące prawa człowieka przez sankcje gospodarcze przestaje być skutecznym narzędziem. Embarga i interwencje militarne są jedynymi skutecznymi metodami zmiany polityki innych krajów. Jeśli Europa i USA nie zdecydują się obecnie na silniejsze zaakcentowanie roli praw człowieka w Chinach, mogą utracić tę możliwość w przyszłości. Może to doprowadzić do odwrócenia trendu, który przyniósł wolność Polakom w 1989 roku i milionom ludzi na całym świecie w drugiej połowie XX wieku.

Geopolityczny wymiar tego problemu uzyskał głos podczas wizyty Hu Jintao w Waszyngtonie. Wizyta była zakłócona okrzykami Amerykanki chińskiego pochodzenia Wenyi Wang domagającej się zaprzestania prześladowań ruchu Falun Gong. Spotkało się to z oficjalnym protestem chińskiej delegacji, ale ten krzyk został pokazany we wszystkich wolnych mediach. Ten jeden protest nie powstrzyma prześladowań politycznych dysydentów, budowy kolejnego pomnika przewodniczącego Mao czy cenzury Internetu, lecz nie pozwoli nam zapomnieć o wartości demokracji. Ten i wiele innych protestów pozwala nam zachować nadzieję i siłę do walki o wolność słowa i wolność od prześladowań dla wszystkich mieszkańców naszej planety. Każdy z nas ma mechanizmy nacisku na rząd w Polsce i na Unię Europejską poprzez naszych reprezentantów. Organizacje pozarządowe organizują liczne otwarte akcje propagujące uniwersalne prawa człowieka. Nasza historia nauczyła nas, że każdy głos sprzeciwu może zmienić bieg wydarzeń. Wenyi Wang skorzystała ze swojego prawa. My też powinniśmy.