Wielka prowokacja układu.

Autor: Piotr Prokopowicz

 

Ujawnione na antenie TVNnagranie”>http://terazmy.onet.pl/_i/filmy/260906/tmy1_1000k.wmv]nagranierozmowy, podczas której wiceprezes PiS Adam Lipiński przekonuje posłankę Renatę Beger do wystąpienia z partii, oferując jej w zamian stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Rolnictwa, wstrząsnęło polskim światem polityki. Platforma Obywatelska mówi o jaskrawym przykładzie korupcji politycznej, Sojusz Lewicy Demokratycznej oczekuje postawienia premiera Kaczyńskiego przed Trybunał Stanu, Prawo i Sprawiedliwość rozpościera przed wyborcami wizję wielkiej prowokacji, żądając powołania kolejnej komisji śledczej. Czy mamy do czynienia z poważnym kryzysem parlamentarnym? A może jesteśmy świadkami kolejnej „nocnej zmiany”?Zapytany o swoją wersję wydarzeń poseł Lipiński utrzymuje, iż reakcja mediów i polityków opozycyjnych jest znacznie przesadzona, a podobnego rodzaju sytuacje są w kuluarach sejmu codziennością:

Nazywanie rozmów z Rentą Beger korupcją polityczną jest o tyle kuriozalne, że tego typu rozmowy były prowadzone w parlamencie od zawsze, a w obecnej kadencji pierwszą taką sprawą musiałaby być propozycja, aby PO objęła połowę resortów w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza

Na pierwszy rzut oka wypowiedź Lipińskiego ma sens: negocjacje koalicyjne zwykle polegają przecież na docieraniu się politycznych partnerów, a celem polityki z definicji jest przejęcie jak największej liczby strategicznych pozycji w państwie. W tym przypadku mamy jednak do czynienia z sytuacją wyjątkową. W dojrzałym ustroju demokratycznym ustalenia między partiami koalicyjnymi dotyczące podziału resortów państwowych są całkowicie dopuszczalne. Podobne negocjacje dotyczą jednak zwykle zachowania odpowiednich proporcji władzy, a poszczególne ugrupowania mają możliwość rozdysponowania stanowisk z zachowaniem wszelkich kryteriów merytorycznych – sytuacja, o której trudno mówić w przypadku Renaty Beger. Posłanka Samoobrony otrzymała obietnicę objęcia stanowiska sekretarza stanu w Ministerstwie Rolnictwa nie w nagrodę za swoje kompetencje, ale w zamian za serwilistyczną postawę wobec Prawa i Sprawiedliwości. Ciekawe, że złapany w tak jednoznacznej sytuacji poseł Lipiński utrzymuje, że nic się nie stało.

Symptomatyczna jest również reakcja całego kierownictwa PiS na kryzys wywołany rozmową Lipińskiego i Beger. Minister w Kancelarii Premiera, Przemysław Gosiewski twierdzi, iż mamy do czynienia z kolejną próbą obalenia rządu przez mityczny układ, nieprzypadkową, jak twierdzi poseł, „bo 30 września mija termin rozwiązania WSI” w wyniku czego „następują zasadnicze zmiany w cywilnych służbach”. Układ, którego w sejmie bronią według Gosiewskiego Donald Tusk, Wojciech Olejniczak i Andrzej Lepper, poczuł się zagrożony, dlatego też, zgodnie z tą logiką, ze strachu uderzył w same fundamenty stabilności rządu.

Zostawmy na chwilę sprawę obsesji PiSu na temat „układu” czy wieszczonego przez Gazetę Wyborczą „upadku IV RP”. Nie ulega wątpliwości, iż wczorajsze wydarzenia były efektem starannie zaplanowanej prowokacji. Wbrew twierdzeniom Marka Kuchcińskiego, nie była to jednak prowokacja w wykonaniu centrolewicy czy obrońców układu, ale redaktorów Tomasza Sekielskiego i Andrzeja Morozowskiego, współpracujących z posłanką Beger. Podobna do stosowanej przez policję procedury zakupu kontrolowanego, akcja ta (przynajmniej z punktu widzenia dziennikarzy) miała na celu obnażenie ukrytych i szkodliwych mechanizmów życia publicznego. Trudno wyobrazić sobie przestępcę tłumaczącego się w sądzie, iż sprzedał narkotyki tylko dlatego, że sprowokowała go do tego policja. Tłumaczenia posłów PiS brzmią w tej sytuacji niewiarygodnie, a momentami nawet groteskowo, gdy złapani na gorącym uczynku, starają się zrzucić winę na policjanta.