Widmo bezrobocia. Wpływ automatyzacji na rynek pracy w czasach późnego kapitalizmu

Widmo bezrobocia. Wpływ automatyzacji na rynek pracy w czasach późnego kapitalizmu

Wstęp

Podczas ostatniej kampanii wyborczej przed majowymi wyborami prezydenckimi we Francji jednym z głównych ogniw debaty publicznej, obok bezpieczeństwa wewnętrznego państwa, stała się kwestia bezrobocia. Kiedy dwaj najpopularniejsi kandydaci przebijali się w poszukiwaniu winnych stagnacji niskiej stopy zatrudnienia – dla Marine Le Pen była nim masowa migracja, zaś Emmanuel Macron wskazywał na sztywny kodeks pracy i unijne dyrektywy o pracownikach delegowanych – lewica francuska zdawała się mówić jednym głosem. Zarówno Benoit Hamon (2017), jak i Jean-Luc Melenchon (2017) za zasadniczy powód systematycznego spadku miejsc pracy we francuskiej gospodarce uznali automatyzację produkcji. Według nich, zastępowanie pracy robotniczej i umysłowej przez coraz bardziej wyspecjalizowaną nową technologię spycha coraz większą liczbę pracowników do kolejki po zasiłek. Aby zapobiec tej negatywnej tendencji, lewicowi kandydaci zgodnie uznali, że receptą na zapaść rynku pracy może być podatek od automatyzacji. Opodatkowanie pracodawców korzystających z wyprowadzenia nowej technologii, która przyczynia się do zwolnień z pracy, miało dać środki finansowe niezbędne do pokrycia kosztów przekwalifikowania pracowników i stworzenia nowych miejsc pracy.

Trudno trafić na podobne diagnozy w debacie na temat stopy bezrobocia w Polsce. Ekonomiści zachwyceni stanem polskiej gospodarki zdają się nie zauważać, że w przeciągu kilkunastu lat rzeczywiście nasz kraj przestanie konkurować tanią siłą roboczą i nawet zapowiadane w rządowych projektach przejście na gospodarkę wysokich technologii nie uchroni, ale może przyczynić się do zapaści naszego rynku pracy. Wejście w okres późnego kapitalizmu, w którym za automatyzacją produkcji nie nadąża tworzenie nowych miejsc pracy, wymaga przyjrzenia się wpływowi nowych technologii na poziom zatrudnienia.

Bunt maszyn

Strach przed utratą pracy w wyniku zainstalowania nowych technologii ma długą historię. XIX-wieczni luddyści organizowali akcje niszczenia maszyn parowych i tkackich, aby odegnać widmo postępującej rewolucji przemysłowej; w XX wieku wiele amerykańskich związków zawodowych blokowało wprowadzenie innowacji w zakładach pracy, obawiając się masowych zwolnień. Wbrew ich przepowiedniom, nowe technologie rozwinęły nowe sektory gospodarki, dzięki czemu stopa zatrudnienia systematycznie wzrastała (Rifkin 2001: 41). Jednak XXI wiek przyniósł odwrócenie tych tendencji. Według danych International Labor Organization (2017: 11), od początku kryzysu lat 2007-2009 liczba bezrobotnych lub pracujących w niepełnym wymiarze w krajach rozwiniętych i rozwijających się systematycznie wzrasta. Technologie informacyjne i telekomunikacyjne, będące produktem rewolucji naukowo-technicznej, doprowadziły do potężnego wzrostu produktywności, jednak nowy sektor gospodarki nie był w stanie wchłonąć pracowników, których zwolniono w wyniku restrukturyzacji i automatyzacji produkcji. Mimo wzrostu liczby wyrobów przemysłowych, liczba miejsc pracy potrzebnych do ich wytworzenia systematycznie spada (Rifkin 2001: 123).

Nowością XXI wieku jest zastępowanie ludzi maszynami praktycznie w każdym sektorze gospodarki. Jak w XIX wieku automatyzacja umożliwiła powstanie milionów miejsc pracy w przemyśle, zaś w ubiegłym wieku rozwój sektora usług, tak obecnie żadna gałąź gospodarki nie jest w stanie zaabsorbować milionów bezrobotnych (Otekhile, Zeleny 2016: 67). W krajach rozwiniętych wszystkie trzy tradycyjne sektory – rolnictwo, przemysł i usługi – doświadczają zmian technologicznych i spadku zatrudnienia. Systematyczne eliminowanie ludzkiej siły roboczej z procesu produkcji nie znajduje odpowiedzi w nowym gospodarczym boomie. Do żywotności rynku z każdą dekadą potrzeba coraz mniej ludzkiej pracy.

Wielu ekonomistów wskazuje, że problem bezrobocia, szczególnie wśród młodych osób, dopiero wchodzących na rynek pracy, jest przejściowy. Zatrudnienie stopniowo dostosowuje się do nacisku sił rynkowych, czego skutkiem jest uelastycznienie umów i wzrost pracy w niepełnym wymiarze godzin. Czekając na poprawę koniunktury, która może nadejść wraz z popytem na energię odnawialną, nie można jednak łudzić się, że wzrastające niepełne zatrudnienie jest tylko kwestią chwilową. Wzrastający udział umów cywilnoprawnych, który doprowadza do prekaryzacji pracy, jedynie łata dziury oficjalnego bezrobocia. W wyniku uelastycznienia rynku coraz rzadziej możliwie jest zabezpieczenie dochodu rodzinnego z jednej, a nawet dwóch pensji. Zmniejszająca się rola stałych umów może wynikać właśnie z kosztów kapitału maszynowego, który staje się tańszy od kosztów robocizny.

Mitem jest myślenie, wedle którego nowe technologie, poprzez zwiększenie produktywności, zwiększą podaż tanich dóbr, co zaowocuje nowym konsumpcyjnym szałem. Już w „Kapitale” Marks wykazywał, że podaż nie może kreować swojego własnego popytu, gdyż te same technologie, które doprowadzają do wzrostu produktywności, tworzą rezerwową armię bezrobotnych w wyniku mechanizacji pracy; ostatecznie liczba konsumentów zdolnych do kupowania będzie ciągle maleć, co może doprowadzić do zapaści gospodarki. Dzisiaj również restrukturyzacja i outsourcing, zwiększając produktywność, ograniczają zarazem możliwość konsumowania. Jak wskazuje Jeremy Rifkin (2001: 67), powoli dochodzimy do czasów, w których w nowo powstałym społeczeństwie informatycznym nie ma już miejsca dla robotników, a zatem i masowej rynkowej konsumpcji. Dlatego dzisiejszy stan gospodarki możemy nazwać późnym kapitalizmem – systemem, w którym odpływ starych miejsc pracy jest znacznie większy od napływu nowych; nowe zaś nie są w stanie przyjąć zwolnionych pracowników ze starych miejsc pracy.

Nędznicy późnego kapitalizmu

Wzajemne przenikanie się spadku popytu konsumpcyjnego, wzrostu realnego bezrobocia i automatyzacji produkcji odsłoniło zmieniającą się naturę produkcji przemysłowej. Wszystko, co kryje się za tzw. poprawą rentowności produkcji w praktyce oznacza dziś zastąpienie siły roboczej nową technologią. Nie zawsze postęp techniczny napędzany przez siły rynkowe doprowadzał do świata niemalże pozbawionego robotników. To, że dzisiaj taka wizja wydaje się prawdopodobna, wynika z braku perspektyw.  Masy byłych pracowników stanęły przed wyborem bezrobocia lub niestabilnej, prekaryjnej pracy. W każdym z tych przypadków technologia spycha pracowników na margines życia.

Utrata możliwości zatrudnienia ma swoje odzwierciedlenie w pogarszającym się zdrowiu psychicznym i fizycznym pracowników. Zderzenie między presją zatrudnienia a coraz mniejszymi szansami znalezienia stabilnej pracy zaowocowały zmęczeniem fizycznym, kulturą chronicznego przepracowania na kilka zmian, wyuczoną bezradnością bezrobotnych czy wreszcie epidemią stresu, jednym z najpoważniejszych problemów zdrowotnych obecnego wieku. Masowe bezrobocie, światowa nędza i rosnące niepokoje społeczne przenoszą się także do naszego kraju. Ich katalizatorami stają się reakcje na zwiększone ruchy migracyjne, traktowane nie tylko jako zagrożenie kulturowe, ale i realne, pod postacią wizji zabierania przez migrantów niemożliwych normalnie do osiągnięcia miejsc pracy (Bauman 2016).

Problemy społeczne wynikłe z nowej fali automatyzacji są o tyle dotkliwe, że bezrobocie technologiczne dotknęło niemalże wszystkie grupy zawodowe, w tym również pracowników umysłowych. Rozwój technologii informatycznych, przede wszystkim w dziedzinie oprogramowania, systemów sztucznej inteligencji i analizy danych, wytworzył nowe wyspecjalizowane i wysokopłatne zawody, jednak liczba miejsc zatrudnienia została znacząco ograniczona. Niepokojąco na rynku pracy wygląda sytuacja młodych pracowników. Według danych GUS (2017) stopa bezrobocia wśród osób do 25. roku życia wynosi w Polsce 17% i chociaż jest ponad dwukrotnie niższa od stopy bezrobocia młodych Francuzów czy Hiszpanów, to młodzi Polacy coraz częściej zasilają klasę „pracujących biednych”, pozbawioną stabilności zatrudnienia. W krótkiej perspektywie polski rynek pracy może zyskać na transferze i rozwoju wysokich technologii, jednak w miarę dostosowywania się warunków polskiej gospodarki do gospodarek zachodnich przejmiemy ich niepokojący, długookresowy trend wzrostu bezrobocia. Produkując dzięki automatyzacji coraz więcej dóbr i usług, będziemy zatrudniali coraz mniejszy odsetek dostępnej siły roboczej.

I tak nasza cywilizacja doszła do nowej pluralizacji społeczeństwa, zwiastującego widmo nowego konfliktu klasowego. Na przestrzeni ostatnich dekad jedyną rosnącą gałęzią gospodarki okazał się sektor naukowo-techniczny, zatrudniający wąską grupę specjalistów od nowej technologii, głównie z dziedziny informatyki i nauk technicznych. Właśnie ta kadra dostawców wyspecjalizowanych informacji, zarządzająca rynkiem nowych technologii, okazała się jedyną grupą zawodową, która wygrała na ostatniej fali automatyzacji (Rifkin 2001: 211). Świat dzieli się powoli na kosmopolityczną elitę profesjonalistów, kontrolującą technologię i siłę produkcji, oraz pozostałą masę bezrobotnych oraz źle opłacanych i tracących na znaczeniu pracowników. Rozwiera się przepaść między tymi, którzy mają, a tymi, którzy nie mają. Tendencję tę pogłębia wewnętrzna logika kapitalizmu, dokonująca redystrybucji dochodu pracowników na rzecz kierowniczej kadry korporacji oraz udziałowców. Tworzenie rezerwowej armii ludzi zatrudnianych dorywczo, wraz z powiększaniem się rozdziału między biednymi i bogatymi, tworzy niebezpieczeństwo nowych, niebezpiecznych napięć na globalną skalę. Już w dziś w regionach najbardziej dotkniętych przez nową, informatyczną falę automatyzacji wzrasta liczba przestępstw i powstaje subkultura kryminalna wykluczonych. Późny kapitalizm nie ma im nic do zaproponowania.

Patrząc wstecz możemy śmiało przyznać, że nie wyciągnęliśmy wniosków z rozpoczętego przed dekadą kryzysu. Historia ostatniego tak wielkiego krachu, datowanego od 1927 roku do końca lat trzydziestych, pokazuje, jaką cenę możemy zapłacić za brak perspektywicznego myślenia po załamaniu koniunktury. Streszczona historia obu kryzysów wydaje się podobna. Zwiększenie produktywności amerykańskiego przemysłu (w latach 1920-1927 o 40%), a wraz z nią likwidacja miejsc pracy (w przytaczanym okresie ponad 2,5 miliona [dane za Rifkin 2001]), doprowadziło do sytuacji, w którym konsumpcja musiała nadążyć za nadmierną produkcją. Zabiegi marketingowe i oferowanie coraz bardziej niebezpiecznych kredytów wywindowały w górę wskaźniki ekonomiczne, jednak zmniejszone w wyniku zwolnień (i restrukturyzacji) płace, a wraz z nimi niedostateczny popyt, nie mogły nadążyć na tempem produkcji. Zapaść światowego rynku po krachu 1927 roku zastopowała dopiero druga wojna światowa.

Reakcje elit biznesowych i politycznych po wybuchu kryzysu sprzed dekady oscylowały wokół obrony systemu gospodarczego status quo. Stagnacja i brak perspektywicznego myślenia może przyczynić się w przyszłości do zapaści wyższego kalibru. Analizując odpowiedzi na kryzys w latach 30. XX wieku ekonomista Paul Samuelson zauważył, że „wzrost wydatków rządowych oszukał diabła niedostatecznego popytu” (za: Nordhaus, Saumelson 2012: 448) . Dzisiaj kantowanie tego diabła przejawia się nie tylko w formie tolerowania nadmiernego deficytu budżetowego, ale przede wszystkim w masowej pracy w niepełnym wymiarze, która mami oficjalne statystyki dotyczące bezrobocia. Eliminacja z życia gospodarczego dotyka coraz większą rzeszę byłych pracowników. Tendencja ta sprzyja zmienianiu się rynku w ekskluzywną strefę dostępną tylko dla części populacji; poza nią pozostają wszyscy ludzie zbędni, gospodarczo wykluczeni w sensie ścisłym. Praca robocza została wykorzystana w kapitalizmie i zaczyna ustępować miejsca automatyzacji produkcji. Zniknięcie siły roboczej jako głównego czynnika produkcji może okazać się pierwszym nierozwiązanym zadaniem kapitalistycznego społeczeństwa.

Na ratunek pracy

Przyczynkiem do każdej dyskusji na temat reformy obecnego systemu gospodarczego w duchu społecznym powinno być pytanie, czy możliwe jest jeszcze uzdrowienie kapitalizmu. Poszukiwanie nowych projektów budowy ekonomicznych fundamentów społeczeństwa naraża się jednak zbyt często na zarzut utopizmu, co ucina debatę nad wprowadzeniem rozwiązań możliwych do natychmiastowego zrealizowania. Poniżej przedstawiam cztery najczęściej wskazywane narzędzia systemowej regulacji bezrobocia spowodowanego automatyzacją produkcji. Każde z nich swoje źródło ma w przekonaniu, że ludzie pracy powinni uzyskać większy współudział w zyskach z tytułu wysokowydajnych technologii i wzrostu produktywności, które obecnie spływają do akcjonariuszy i zarządu korporacji. Wszystkie też mają na celu umożliwienie zaspokojenia potrzeb osobistych i społecznych, których to funkcji nie spełnia obecnie funkcjonujący rynek.

Pierwsze narzędzie to skrócenie czasu pracy odpowiednio do wzrostu produktywności. Benoit Hamon z francuskiej Partii Socjalistycznej podczas ostatniej kampanii wyborczej argumentował, że równiejszy rozdział dostępnej pracy pomiędzy siłę roboczą, na przykład w formie czterodniowego tygodnia pracy lub skrócenia roboczogodzin do 20-30 tygodniowo, pozwoli lepiej rozdzielić zyski pomiędzy targane bezrobociem społeczeństwo. Ze wzrostem produktywności miałby następować odpowiedni stały wzrost płac i wynagrodzeń. Hamon forsował w ostatniej kampanii wyborczej również drugie, wspomniane już narzędzie w postaci podatku od automatyzacji. Opodatkowanie korporacji wprowadzających technologiczne innowacje, które przyczyniają się do likwidacji miejsc pracy, miałoby umożliwić pozyskanie środków koniecznych do sfinansowania powstania nowych miejsc pracy – w postaci nakładów na badania lub  budowy infrastruktury publicznej.

Największe kontrowersje budzi pomysł wprowadzenia tzw. minimalnego dochodu gwarantowanego (MDG). W jego ramach każdy obywatel uzyskiwałby od państwa stały dochód, niezależny od zatrudnienia w tradycyjnej gospodarce i konieczny do zapewnienia podstawowych potrzeb. Według Ryszarda Szarfenberga, zastosowanie MDG pozwoli na bardziej równomierne rozłożenie dochodów, zmniejszenie nierówności oraz doprowadzi do zaprzestania traktowania sytuacji ubóstwa w kategoriach roszczeniowych, co drastycznie zmieni fundamenty obecnej polityki socjalnej państwa (Szarfenberg 2013).

Powyższe trzy narzędzia regulacji bezrobocia technologicznego wzbudzają również kontrowersje ze względu na ich centralistyczny charakter. Według Jeremy’ego Rifikina (2001: 237), zanik siły roboczej jest ściśle skorelowany z zanikiem państwa, które stało się zbyt wolne w podejmowaniu inicjatyw i reagowaniu na szybkie tempo globalnych sił rynkowych. Rozwiązanie kwestii bezrobocia technologicznego nie może być podejmowane na szczeblu centralnie zarządzanego państwa, gdyż ono przestało być gwarantem społecznego działania rynku. Odpowiedzią na zanik sektora rynkowego i publicznego może być jedynie poszukiwanie rozwiązań na gruncie trzeciego sektora, który obecnie najefektywniej przyjmuje ludzką innowacyjność i kreatywność.

Budowanie nowego projektu zaabsorbowania siły roboczej na podłożu wspólnot lokalnych może doprowadzić do szybszego i wydajniejszego wykrystalizowania się nowego porządku gospodarczego. Ofiarowanie czasu wolnego zamiast sprzedawanie go, owocuje w sektorze nieformalnym dostrzeżeniem i efektywniejszym realizowaniem priorytetów polityki społecznej, które są ignorowane, bądź niedostatecznie realizowane przez siły rynkowe i aparat państwa. W ostatnich latach należą do nich również tak zasadnicze kwestie, jak świadczenie podstawowej opieki medycznej, nakarmienie ubogich czy kształcenie młodzieży. Nadzieją na skuteczną regulację bezrobocia technologicznego może być wprowadzenie ukrytej płacy socjalnej – pod postacią ulgi podatkowej od każdej godziny pracy społecznej w organizacjach pożytku publicznego lub udziału w akcji pracy społecznej w zamian za zwiększenie zasiłku. To czwarte narzędzie, z sukcesem wprowadzane m.in. w Finlandii, może stanowić podwalinę pod nową umowę społeczną: zbudowaną tym razem nie na prymacie rynku, ale sojuszu państwa z nieformalnym sektorem społecznym.

Podsumowanie

Rewolucja naukowo-informatyczna zaledwie na przestrzeni trzech ostatnich dekad zmieniła gospodarczy obraz świata. Nadchodzące dziesięciolecia przyniosą kolejną przebudowę globalnych stosunków gospodarczych, niezależnie od tego, czy ostatecznie zmierzać będziemy w stronę modelu dubajskiego – z rezerwową armią niewolniczo opłacanej siły roboczej, ukrywanymi pod płachtą głodującymi wykluczonymi i eksponowaną, wąską elitą zarządczą – czy w stronę nowej informatycznej ery kolektywnej, w której stosunki rynkowe ustąpią miejsca swobodnej wymianie dóbr. Zadaniem na dziś jest poradzenie sobie z bolesnymi konsekwencjami obecnej transformacji, która pociąga za sobą tworzenie poszerzającej się masy bezrobotnych, niezdolnych do czerpania korzyści z owoców rynku.

Historia gospodarcza ostatnich dekad pokazuje, że wartość rynkowa siły roboczej staje się coraz mniej istotna dla produkcji i dystrybucji dóbr i usług w gospodarce kapitalistycznej. Dlatego postępująca automatyzacja produkcji wymaga, aby nareszcie rozpocząć debatę o odpowiedzialności państwa za wzrost bezrobocia technologicznego, która dotąd w Polsce praktycznie nie istniała. Przyszłość tych wyrzuconych na margines rynku pracowników, wyrzutków globalnej wioski kapitalizmu, musi w końcu zacząć przynosić nadzieję, a nie strach. Otwarcie tej debaty pomoże nam przygotować się do przyszłości, która zawsze nadchodzi szybciej niż byśmy tego chcieli. Przyszłości, w której większość zwykłej pracy nie będą wykonywać ludzie, ale wysoce wyspecjalizowane maszyny nowych technologii informatycznych.

Ilustracja: Petras Gagilas 

Bibliografia

Bauman, Z. (2016), Obcy u naszych drzwi, Warszawa, Wydawnictwo Naukowe PWN.

Główny Urząd Statystyczny (2017), Monitoring rynku pracy. Kwartalna informacja o rynku pracy, http://stat.gov.pl/download/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5475/12/29/1/kwartalna_informacja_o_rynku_pracy_w_drugim_kwartale_2017_r..pdf (27.09.2017).

Hamon, B (2017), Mon projet pour faire battre le cœur de la France, https://www.benoithamon2017.fr/wp-content/uploads/2017/03/projet-web1.pdf (27.09.2017).

International Labor Organization (2017), World Employment Social Outlook. Trends 2017, http://www.ilo.org/wcmsp5/groups/public/—dgreports/—dcomm/—publ/documents/publication/wcms_541211.pdf (27.09.2017).

Mélenchon, J, L (2017), Le Force du Peuple, https://avenirencommun.fr/app/uploads/2017/04/170404_programmeCourt_final.pdf  (27.09.2017).

Otekhile, C, A, Zeleny, M (2016), Self Service Technologies: A Cause Of Unemployment, „International Journal of Entrepreneurial Knowledge”, nr 1/2016.

Rifkin, J (2001), Koniec pracy. Wrocław, Wydawnictwo Dolnośląskie.

Szarfenberg, R. (2013), Pieniądze dla każdego, czyli o dochodzie powszechnym. „Nowy Obywatel”, nr 10(61).