Walka o kobiece ciało. Kilka refleksji na temat grupy FEMEN

Walka o kobiece ciało. Kilka refleksji na temat grupy FEMEN

FEMEN to ukraińska grupa kobieca, która zajmuje się organizacją protestów w formie hepeningów, polegających na rozbieraniu się do pasa i ośmieszaniu tematu, przeciw któremu protestują. Na swojej stronie członkinie FEMEN prezentują swoje hasło przewodnie: przyszłam, rozebrałam się i wygrałam. Główne tematy, którymi zajmują się FEMEN to prostytucja i seksturystyka, której ofiarami często padają Ukrainki. Jednak jeśli prześledzić działalność grupy, widać, że zwłaszcza przez ostatni rok zaczęły protestować także w innych sprawach; przykładowo przeciwko planom władz w kwestii sezonowego wyłączania ciepłej wody w kranach mieszkańców Kijowa w określonych godzinach w ciągu doby.

Grupa została założona przez Annę Hucoł w 2008 roku, zatem działa dopiero 3 lata, a już jest szeroko znana, nie tylko na Ukrainie, Białorusi i w Rosji, ale też w Polsce i w Europie Zachodniej. Przez to, że każdy protest FEMEN polega na rozebraniu się przez kilka (przeważnie ładnych, szczupłych i młodych) aktywistek, organizacja nieustannie przyciąga uwagę mediów krajowych i zagranicznych.

FEMEN wzbudza wiele kontrowersji, zaczynając od ich metody protestu, przez tematy protestów, aż do sensu istnienia tej grupy w ogóle i potencjalnej jego szkodliwości dla ukraińskiego ruchu feministycznego.

Czy FEMEN to grupa feministyczna? Jest to jedno z trudniejszych pytań, ponieważ istnieje niezliczona ilość odmian feminizmu i dodatkowo nie wiadomo kto właściwie i dlaczego w ogóle ktokolwiek miałby oceniać co jest feministyczne, a co nie. Media bardzo szybko i bardzo arbitralnie uznały, że skoro FEMEN to same kobiety i w swoich protestach skupiają się na seksualnym wykorzystywaniu Ukrainek – to znaczy, że jest to grupa feministyczna. Z drugiej strony pojawia się wiele głosów, mówiących o tym, że FEMEN to nie feministki, tylko organizacja wykorzystująca kobiece ciało, aby zaistnieć medialnie i zyskać rozgłos, a w dalszej perspektywie także poparcie wyborców. Co do samych FEMEN, to ich założycielka, Hucoł, uważa się za feministkę, gdyż feminizm rozumie jako przekonanie o tym, że kobiety powinny mieć prawo robić to, co chcą. Według niej kobiety mają prawo protestować i wykorzystywać do protestu swoje ciało.

Dlaczego zatem feminizm FEMEN oznacza młode, szczupłe, białe ciało? Nie rozbierają się Ukrainki: czarnoskóre, stare, nieatrakcyjne. Odpowiedź jest dość oczywista – nie ma przyzwolenia społecznego na pokazywanie w sferze publicznej ciał, które nie spełniają odpowiednich norm – dlatego kobiety, które nie są atrakcyjne według współcześnie obowiązujących, kulturowych wzorców nie ośmielą się wyjść na ulicę i się rozebrać. Dodatkowo, konsekwencje zaistnienia na akcjach FEMEN ich czarnoskórej aktywistki (która jest w grupie, ale nie bierze udziału w rozbieranych akcjach), mogłyby być dla niej daleko bardziej groźne niż to, na co narażone są białe aktywistki.

Problem wykluczenia z akcji ulicznych ciał nieatrakcyjnych i nie akceptowanych społecznie wydaje się być bagatelizowany przez organizację. W obecnej postaci FEMEN pokazują, że prawo do robienia tego, co chcą mają tylko białe, młode kobiety posiadające ładne ciała.

Tematy protestów grupy to także ciekawy wątek. Priorytetowe problemy, którymi interesują się aktywistki to prostytucja i seksturystyka, co tym bardziej dziwi, ze względu na to, jaką metodę protestu wybrały. Nagie protesty z hasłami „Ukraina to nie burdel” czy „Seks nie jest na sprzedaż” pozostawiają pewien dysonans u odbiorcy. Jednak bardziej problematyczne są tematy protestów FEMEN.

Po pierwsze ciężko znaleźć jakąkolwiek spójność w repertuarze kwestii przeciw którym protestują: przeciwko wykorzystywaniu Ukrainek w seksturystyce, przeciwko Berlusconiemu (świętowały jego odejście z urzędu rozbierając się pod ambasadą włoską), przeciwko rosyjskiej władzy i fałszowaniu wyborów (rozebrały się pod świątynią Jezusa Zbawiciela w Moskwie), przeciwko tureckim kibicom, jadącym na mecz na Ukrainie („Żądamy ochrony ukraińskich dziewcząt od dzikiej hordy”), przeciwko wyłączaniu ciepłej wody w kijowskich kranach w lecie, akcja solidarnościowa z ukraińską opozycją i w końcu akcja solidarnościowa w Mińsku przed główną siedzibą KGB.

Wydaje się, że tematy protestów nie są do końca przemyślane, niekiedy forma protestu nie pasuje do problemu, nie wszystkie mają też sens w kategoriach walki o prawa kobiet. Kontrowersyjną akcją jest na pewno protest przeciwko dzikiej hordzie kibiców z Turcji, który sugeruje, że Turcy to dzicz, przed którą władza powinna ochronić ukraińskie dziewczęta, a najlepiej w ogóle nie przepuścić ich przez granicę. Natomiast akcja przeciwko wyłączaniu gorącej wody w lecie w Kijowie wydaje się tak absurdalna, że aż trudno nie zarzucić FEMEN, że chodzi im tylko o rozgłos, a to w jakiej kwestii pokazują piersi – to już sprawa drugorzędna.

Także sposób w jaki akcje są pokazywane w mediach daje dużo do myślenia. Większość artykułów o FEMEN to fotoreportaże – mało tekstu (bo mało treści niosą za sobą poszczególne akcje) i dużo zdjęć rozebranych dziewczyn. Jeżeli nie wgłębić się w temat protestu, niekiedy wydaje się on zupełnie niezrozumiały. Można odnieść wrażenie, że FEMEN nie dbają o czytelność przekazu protestu, ale przede wszystkim o formę.

Z drugiej strony trzeba przyznać, że grupa umie doskonale posługiwać się nowymi mediami. W internecie mają swojego bloga, sklep internetowy, facebooka, twittera. Nawet jeżeli ich akcja trwa 5 minut i zobaczy ją nie więcej niż dziesięciu przechodniów – dzięki internetowi protest zostaje rozreklamowany na całą Ukrainę, a także za granicą.

Natomiast jeżeli chodzi o internetowy FMEN shop to już trudno zrozumieć intencje działaczek organizacji. W sklepie można kupić kubki (15$), koszulki z logo FEMEN, lub z aktywistką Aleksandrą Szewczenko (23$), plakaty z akcji. Najbardziej zaskakujące są jednak „siskografy” czyli autografy wykonane piersią, które można kupić za 70$. Kupno „siskografa” zaczyna się od tego, że klient wybiera aktywistkę, której autograf chce kupić, następnie aktywistka, maluje swoje piersi farbami i robi ich odcisk na kartce papieru. Właśnie taki autograf kosztuje 70$. Inna interesująca rzecz, którą można kupić w FEMEN shop to tzw. „sis’pandiery”, czyli gumowe piersi, które można gnieść w dłoni, aby się odstresować. Dziwne wydaje się, że takie gadżety sprzedaje organizacja, która protestuje przeciwko prostytucji i seksturystyce (zwłaszcza, że ceny w sklepie są podane w dolarach i są na tyle wysokie, że produkty raczej są skierowane do bogatego, zagranicznego klienta).

Na koniec kilka słów na temat plotek o planach FEMEN związanych z udziałem w wyborach do parlamentu. Właściwie to nie są żadne plotki, ponieważ założycielka grupy, Anna Hucoł, mówi o tym otwarcie. Być może ściąganie na siebie uwagi mediów i tworzenie marki FEMEN to dobrze zaplanowana strategia, mająca doprowadzić do utworzenia popularnej partii kobiecej i dojścia do władzy? Na pewno jest to ciekawy pomysł na to, jak zdobyć intratne stanowisko i dobrą pensję.

O FEMEN mówi się dużo, chociaż właściwie nie udaje im się osiągnąć żadnych konkretnych zmian w ukraińskim prawodawstwie. Ich działalność raczej nie zmienia na lepsze codziennego życia ukraińskich kobiet. Jednocześnie na Ukrainie działa wiele organizacji feministycznych, które intensywną, mrówczą pracą starają się o poprawę sytuacji kobiet – ich osiągnięcia nie są niestety tak medialne, jak odkryte piersi pięknych aktywistek FEMEN.

Więcej w:

Zychowicz Jessica (2011). Two Bad Words: Feminism & FEMEN in Independent Ukraine. Anthropology of East Europe Review 29 (2)

Pieniążek Paweł. FEMEN czyli jak się tanio nie sprzedać. Krytyka Polityczna. 30.03.2011.

http://osocio.org

http://englishrussia.com

http://censor.net.ua

http://femen.livejournal.com

http://femenshop.com/