Transformacja w Europie Środkowej i Wschodniej: po, przed, czy w trakcie? Dwie dekady zmian.

Autor: Karol Haratyk, Paulina Haratyk, Tamara Jurewicz

 

Minęły ponad dwie dekady od Jesieni Ludów, bezkrwawej rewolucji w Europie Środkowej i Wschodniej, po której – jak się zazwyczaj sądzi – już żadna jesień nie była taka sama. Czy słusznie wiatr zmiany został nazwany mianem „transformacji”? Czy pojęcie „transformacji” było w istocie kiedykolwiek użytecznym sposobem opisu zmian, jakie rozpoczęły się w Europie Środkowej i Wschodniej przeszło dwie dekady temu? Czy pojęcie to pozostało użytecznym narzędziem opisu? A może jest i było ono użytecznym narzędziem nie opisu, ale manipulacji i propagandy? Czy sama transformacja podlega transformacji? Czy globalizacja, mediatyzacja, procesy homo/heterogenizacji transformują transformację?

 

Wielowątkowość zagadnienia transformacji wymaga wielogłosowej odpowiedzi. Pierwszą, niewielką część tej odpowiedzi publikujemy poniżej. Bardziej rozbudowana odpowiedź zostanie udzielona w Krakowie w dniach 4 i 5 marca podczas międzynarodowej konferencji Transformation in Central and Eastern Europe: before, after, in the process? (Informacje o konferencji znajdują się pod artykułem.)

 

Karol Haratyk:

 

„Rewolucja”, „ewolucja”, „postęp”, „regres”, „przejście”, „transformacja” są sposobami opisu zmian. Synonimy jednak nie istnieją. Jeśli pewne nazwy wydają się nam synonimiczne, świadczy to raczej nie o tych nazwach, ale o nas – o brakującej nam wrażliwości językowej. Jaka różnica tkwi więc w wyżej wymienionych pojęciach? Przyglądając się debatom na temat postsocjalistycznej transformacji (jak również dyskursom globalizacyjnym) nie sposób oprzeć się wrażeniu, że „rewolucja”, „ewolucja”, „postęp”, „regres”, „przejście”, „transformacja” nie są sposobami opisu różnych zmian, ale różnymi sposobami opisu tych samych zmian. Jeszcze precyzyjniej: nie tyle są sposobami opisu konkretnych, realnych zmian, z których każda ma nieco inny kierunek, ku któremu zmierza w nieco innym tempie, ale raczej stanowią próbę podciągnięcia wielości i różnorodności rzeczywistych zmian pod abstrakcyjną, wszechobejmującą jedną zmianę, która wyraża ducha dziejów i jest równie realna, jak platońskie idee. O ile jednak platońskie idee bytowały w obiektywnym pozaczasowym i pozaprzestrzennym świecie, którego nasz świat jest jedynie marnym odbiciem, o tyle „transformacja” (i inne typy abstrakcyjnych zmian) bytują w gabinetach przywódców politycznych (w wersji spiskowej), w sercach i umysłach ludzi (w wersji populistycznej), w Historii (w wersji deterministycznej).

 

Gdzie bytuje/bytowała polska transformacja? Najprawdopodobniej na Zachodzie. Nie w konkretnym zachodnim państwie, ale na mitycznym, wyśnionym Zachodzie, który w większym stopniu był Wschodem, niż samym Zachodem. Po części ów Zachód wyśniony został z obrazków pochodzących z Zachodu, w większej jednak mierze – z negatywów obrazków pochodzących ze Wschodu. Dzieło zmiany początkowo miało doprowadzić do nowej (heglowskiej) syntezy tego, co dobre na Zachodzie i tego, co polskie (a nie wschodnie) w Polsce. Prototypem tej syntezy był NSZZ „Solidarność” w latach 1980-81, kiedy to „znaczna część społeczeństwa wywalczyła sobie i utrzymała przez kilkanaście miesięcy status odrębnego quasi-narodu, żyjącego w ramach swoistego <<państwa związkowego>>, narodu z całkiem odrębną, niż oficjalna, wersją historii, gospodarki, społeczeństwa, narodu i państwa” jak pisze Inka Słodkowska w książce Społeczeństwo obywatelskie na tle historycznego przełomu 1980-1989.

 

Wkrótce okazało się jednak, że przejście od antypolityki początku lat osiemdziesiątych do polityki końca lat osiemdziesiątych jest trudniejsze, niż obalenie socjalistycznego ustroju; okazało się, że naród nie może przez dłuższy czas pozostawać etycznym quasi-narodem. Trzeba było porzucić marzenia o polskiej trzeciej drodze, Rzeczpospolitej Samorządnej i zabrać się za rządzenie, czyli uporządkować wielość i różnorodność konkretnych zmian wokół uogólnionej, abstrakcyjnej, odgórnej zmiany. Taką porządkującą zmianą stała się „transformacja”, która bytuje na mitycznym Zachodzie.

 

Jeden z najbardziej wpływowych na świecie ekonomistów, Jeffrey Sachs w książce Koniec z nędzą opisuje transformację ekonomiczną w Polsce:

 

Rozmowa ta [podczas której podjęto kluczowe decyzje dla wprowadzenia transformacji ekonomicznej] odbywała się jakiś czas przed powstaniem rządu pod przewodnictwem „Solidarności” (…). Co kilka minut Kuroń uderzał ręką w stół i mówił: „Tak, rozumiem! Tak, rozumiem!”. W pokoju było pełno dymu z papierosów i wciąż nalewano z butelki. A ja mówiłem i mówiłem, może jeszcze przez trzy lub cztery godziny. Byłem zlany potem. (…) Był już bardzo późny wieczór, kiedy [Kuroń] powiedział: „W porządku, zrozumiałem. Zrobimy to. Napiszcie plan”.

 

Sachs pisze dalej, iż zaproponował, że jego zespół przygotuje plan w ciągu tygodnia lub dwóch. Kuroń miał jednak zażądać planu ekonomicznej transformacji Polski na następny dzień. Sachs pojechał więc o północy do redakcji „Gazety Wyborczej”, gdyż tam znajdował się komputer i do świtu napisał piętnastostronicowy tekst. Podsumowuje: „Jestem przekonany, że był to pierwszy raz, kiedy ktoś opracował wszechstronny plan transformacji gospodarki socjalistycznej w gospodarkę rynkową”.

 

Szybko okazało się jednak, że transformacja bywa równie często regresem, jak i progresem; jest ewolucją (rodzenie się świadomości opozycyjnej w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych), która przechodzi w rewolucję (pod koniec lat osiemdziesiątych), dzięki której możliwa staje się ewolucja „ku normalności”, czyli ku Zachodowi ze wszystkimi jego wadami i zaletami. Normalność daleka jest jednak od mitów, w związku z czym znów z pomocą przychodzi pojęcie „transformacji”. Bolesny okres wyrzeczeń jest konieczny dla przyszłej normalności, dla wyrwania się z zacofania. Jest to etap ewolucji, który przejść musi każdy postsocjalistyczny kraj. Odwlekanie go albo spowalnianie okupić przyjdzie tylko dodatkowymi cierpieniami.

 

Czy jednak w rzeczywistości powszechność użycia pojęcia „transformacji” nie wyrażała bezsilności ideowej i ideologicznej polskich elit i polskiego społeczeństwa? Czy próba naśladowania Zachodu nie była od początku skazana na porażkę, skoro Zachód sam odrzucił (lub został zmuszony do odrzucenia) tego modelu Zachodu, do którego my dążyliśmy. W miarę transformowania się Zachodu, na wyraźności i sile przekonywania traciło samo pojęcie „transformacji” w Polsce.

 

Kazimierz Łęcki w książce Negocjowana demokracja, czyli europejskie governance po polsku twierdzi, iż od tzw. afery Rywina demokracja III RP weszła w swój „trzeci okres”, w którym na marginesie życia publicznego zaczynają się wykluwać alternatywne wizje wobec liberalnej demokracji. Mówiąc ironicznie, można by uznać, iż na pewnym (wyższym) etapie rozwoju osobniczego transformacja zaczyna transformować samą siebie. Pytaniem otwartym pozostaje, czy polska transformacja jest zdolna wbudować w swój kod źródłowy owe alternatywne wizje, które zaczynają wykluwać się na marginesie życia publicznego.

 

Mówiąc mniej ironicznie, być może najwyższy czas zająć się odczarowywaniem transformacji. Co naprawiła i co nabroiła, jest już za nami. Przed nami nie ma już jednak żadnych mitycznych celów. Z perspektywy transformacji, Historia się skończyła. Najwyższa pora, abyśmy sami zaczęli wynajdywać nowe mity dla samych siebie i dla własnego społeczeństwa. Jeśli chcemy wierzyć, że rzeczywistość nie jest chaosem różnorodnych, różnokierunkowych zmian, sami musimy ją uporządkować i sami musimy wynaleźć dla niej cel.

 

Paulina Haratyk:

 

Niemalże równocześnie z upadkiem żelaznej kurtyny, właściwie we wszystkich krajach byłego bloku wschodniego, rozpoczęto prognozowanie przełomu, jaki – przykładem sfery polityki – miałby zajść również w kulturze. Krytycy wieszczyli przemiany w literaturze, sztukach wizualnych, filmie. Publiczność czekała na dzieła, które z szerokiej perspektywy podsumowałyby kilka dekad komunizmu.

 

Tego rodzaju plany nie ziściły się. Nie oznacza to jednak, iż z perspektywy ponad dwudziestu lat, które minęły od upadku muru berlińskiego, nie możemy zastanawiać się nad transformacją w kulturze. Sztuka, teatr, kino, literatura operują dziś zupełnie innym językiem, niż miało to miejsce przed 1989 rokiem. Współczesne teksty kultury podejmują nowe tematy, opisują rzeczywistość w sposób szerszy, nie zamykając się w perspektywie narodowej, czy też dominującej ideologii. Trudno jednak ocenić, czy tego rodzaju transformacja jest wynikiem zmiany ustrojowej, czy też wynika z dynamiki samej kultury, przypisanej jej potrzeby rozwoju i nieustannego dążenia do nowatorstwa. Dlatego też, zastanawiając się nad wpływem transformacji ustrojowej na sferę kultury, należałoby skupić się wyłącznie na tych zjawiskach, które – tworzone po upadku żelaznej kurtyny – odwołują się do okresu jej istnienia.

 

Można wyróżnić szereg strategii, które wybierają współcześni artyści, by ukazywać komunistyczną przeszłość. W tym miejscu, jedynie w formie przykładu, chciałabym odwołać się do dwóch projektów, które w ostatnich latach powstały w Polsce. Będą one stanowić przykład współczesnego podejścia do transformacji ustrojowej i okresu komunizmu.

 

Za jedną z czołowych strategii uznać można odkrywanie na nowo dzieł i twórców z epoki komunizmu, ukazując że choć tamte prace nacechowane były ideologią, również samoistnie posiadają artystyczną wartość. W taki sposób można interpretować projekt „802 procent normy” krakowskiej Fundacja Imago Mundi i Kolektywu Fotografów Visavis.pl, na który złożyły się dwie wystawy fotograficzne. Pierwsza z nich odbyła się w Warszawie, w Pałacu Kultury i Nauki, druga natomiast w Krakowie, w nowohuckim kinie „Światowid”. Na obu prezentowano fotografie Wiktora Pentala i Henryka Makarewicza, dwójki kronikarzy Nowej Huty. Ich zdjęcia ukazywały zarówno okres budowy, jak i pierwsze lata istnienia tego – w założeniu – w pełni komunistycznego miasta. Kojarząca się z okresem komunizmu przestrzeń, w której wystawy zostały usytuowane, wniosła dodatkowe znaczenie do projektu. „802 procent normy” stało się tym samym swego rodzaju „kapsułą czasu”, pozwalającą współczesnemu odbiorcy na przeniesienie się w przeszłość i odczucie, jak tamte czasy wyglądały naprawdę.

 

W zupełnie inny sposób do okresu komunizmu odwołuje się festiwal „Niewinni Czarodzieje”, odbywający się od kilku lat Warszawie. Swoją nazwę zaczerpnął z nakręconego przez Andrzeja Wajdę w 1960 roku filmu o tym samym tytule. Warszawski festiwal przywołuje atmosferę i gwiazdy polskiej kultury drugiej połowy lat pięćdziesiątych i początku lat sześćdziesiątych: Krzysztofa Komedę, Zbigniewa Cybulskiego, Kalinę Jędrusik, Romana Polańskiego, Marka Hłaskę, Leopolda Tyrmanda. Poprzez koncerty, gry miejskie, wystawy i inne działania artystyczne tworzy pomost pomiędzy kulturą okresu odwilży, a dniem dzisiejszym. Tego rodzaju ujęcie łączy się nierzadko z krytycznym spojrzeniem na miniony okres. Równie często stanowi jednak jego rehabilitację. Za sprawą działań w rodzaju przywołanego festiwalu dostrzec można ciągłość i wymianę, na których od zawsze ufundowana jest kultura. W tworzonych współcześnie: muzyce, filmach, wizualnych dziełach sztuki, dostrzec bowiem można liczne odwołania do lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych.

 

Oba opisane wyżej projekty są przykładami działań w sferze kultury, które problematyzują epokę komunizmu. Poprzez krytyczne spojrzenie dystansują się od tamtej epoki. Jednocześnie nie rzadko to w niej doszukują się korzeni dla działań współczesnych. Czy takie podejście dowodzi, że wraz z upadkiem żelaznej kurtyny dokonała się transformacja w kulturze krajów byłego bloku wschodniego? Pytanie to pozostanie nierozstrzygniętym, niemniej za odpowiedzią twierdząca przemawia argument, iż w okresie komunizmu krytyczne, a jednocześnie obiektywne spojrzenie napotykało na barierę w postaci cenzury i panującej ideologii.

 

Tamara Jurewicz:

 

Pojęcie transformacja odnosi się najczęściej do zmiany na poziomie ustrojowo-gospodarczym. To samo społeczeństwo, które było podmiotem masowej walki z reżimem komunistycznym, w optyce teorii transformacji staje się często przedmiotem nieuniknionych przemian, tzw. dostosowania, dołączania, normalizacji w kierunku zachodniej demokracji wolnorynkowej. Upraszczająca poetyka transformacji personalizuje postsocjalistyczne państwo, które dokonuje konwersji od jednego niepożądanego stanu statycznego do innego akceptowanego, równie statycznego stanu. Taki dyskurs nie kwestionuje neoliberalnych decyzji ekonomicznych, nie podejmuje polemiki z prywatyzacją jako rytuałem przejścia, zaprzepaszcza też możliwość ukazania nieostrości przemian i hybrydyzacji instytucji.

 

Maria Janion w Niesamowitej Słowiańszczyźnie przestrzega przed kulturową opozycją lepszości Europy Zachodniej i polskiej gorszości oraz przeświadczeniem o naszej marginalności, jednak nauki społeczne wpadają w tę pułapkę używając esencjalistycznego języka normalizacji, czy europeizacji; sytuują Polskę między pierwszym a trzecim światem oskarżając o mentalność brzydkiego kaczątka Europy (sformułowanie Anny Gizy-Poleszczuk). Na poziomie państwa nie bez znaczenia jest spojrzenie na układ relacji międzynarodowych; postsocjalistyczne przejście nie odbywa się w próżni i nie pozostaje bez wpływu na otoczenie, które również, wbrew ogłoszeniu końca historii, nigdy w miejscu nie stało.

 

Przemiana postsocjalistyczna dotyka wszystkich dziedzin życia, wpływa nie tylko na instytucje, system prawa, gospodarkę i politykę, ale także na jednostki. Przebudowa relacji społecznych jest procesem, który następuje stopniowo i dotyka nie tylko podziału pracy (rynkowej i nierynkowej), kultury, konsumpcji, czy budowy społeczeństwa obywatelskiego, ale także takich pozornie prozaicznych elementów świata społecznego, jak związki międzyludzkie, koncepcje płci i ciała, aż po codzienność we wszystkich jej wymiarach np. nawyki żywieniowe. Wkład badań antropologicznych i jakościowych w zrozumienie sprawczości jednostek w sytuacji zmiany strukturalnej jest duży, ale wciąż niewystarczający. Przedstawicielki i przedstawiciele antropologii, tacy jak Elżbieta Dunn, Frances Pine, Agnieszka Kościańska, Michał Buchowski i inni używając narzędzi teorii postkolonialnej odczytują dominujący transformacyjny dyskurs jako wyraz historycznych kompleksów. Binarny podział na przegranych i wygranych transformacji ma moc klasyfikowania podmiotów na jednostki odnoszące sukces w dostosowaniu się do warunków demokracji wolnorynkowej i milczącego innego, zorientalizowanego mieszkańca peryferii ( tzw. Polska B, ściana wschodnia). Michał Buchowski eksplorował ten temat na łamach „AnthropologicalQuaterly”.

 

Esencjalizm dyskursu transformacyjnego przejawia się na wielu poziomach: w postrzeganiu Polski jako kraju, który stanął w miejscu w latach pięćdziesiątych (takim przekonaniem kierowali się amerykańscy menagerowie opisani w książce Elżbiety Dunn Prywatyzując Polskę. W podobny sposób zwykło się pisać historię polskiego kobiecego ruchu emancypacyjno – feministycznego); w konstrukcie charakteru narodowego rodzimy homo sovieticus: bierny, sztywny, antyintelektualny, populistyczny, apolityczny, pasywny i kolektywistyczny oraz jego alter ego: młody, przedsiębiorczy, elastyczny, aktywny indywidualista, znający języki – Europejczyk. Orientalizujące wyjaśnienia zacofania polskich obyczajów i zachowań politycznych produkują oczekujący/ce na pojawienie się społeczeństwa obywatelskiego przedstawiciele/ki nauk społecznych, feministki/ci, dałaczki/cze ruchów społecznych np. ekologicznych czy LGBTQ. Z drugiej strony, nauki społeczne państw postsocjalistycznych wciąż, szukając własnego głosu i korzystając z inspiracji studiów postkolonialnych, są w procesie uwalniania się od zachodniego skrzywienia.

 

Konferencja Transformation in Central and Eastern Europe: before, after in the process jest dziesiątą konferencją z cyklu International Postgraduate Conference on Central and Eastern Europe organizowanych pod patronatem i we współpracy z University College London School of Slavonic and East European Studies.

 

Organizatorzy:

 

Koło Naukowe Europeistyki UJ

 

Koło Naukowe Studentów Socjologii UJ

 

Patronat honorowy:

 

prof. dr hab. Karol Musioł, Rektor UJ

 

prof. dr hab. Maria Flis, Dziekanka Wydziału Filozoficznego UJ

 

prof. dr hab. Bogdan Szlachta, Dziekan Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ

 

 

 

Kiedy i gdzie:

 

4 marca w Instytucie Europeistyki UJ przy ul. Jodłowej 13 w Krakowie (http://www.europeistyka.uj.edu.pl)

 

5 marca w Instytucie Socjologii UJ przy ul. Grodzkiej 52 w Krakowie (http://www.socjologia.uj.edu.pl)

 

 

 

Język: angielski

 

 

 

Tematyka:

 

• Society (civil) in the face of transformation,

 

• Transformation in the context of the structural and institutional aspects,

 

• Gender – transformation,

 

• Culture in the face of transformation,

 

• Effects of transformation on the economy.

 

 

WWW: http://www.transformation.confer.uj.edu.pl/conference