Stany Zjednoczone mają nowego prezydenta!

Autor: Piotr Prokopowicz

 

Wyścig o fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych okazał się w tym roku bardzo wyrównany. W szranki o najwyższe stanowisko w państwie stanęli senator Arnold Vinick, republikanin ze stanu Kalifornia, oraz Matt Santos, pierwszy latynoamerykański kandydat na prezydenta w historii USA. Zacięta kampania, ostre debaty, wiele godzin spędzonych w autobusach i samolotach doprowadziły ostatecznie do wyboru nowego prezydenta-elekta, który sprawować będzie rolę przywódcy wolnego świata przez kolejne cztery lata. Bez względu na wynik plebiscytu, największym wygranym tych wyborów jest jednak bez wątpienia naród amerykański – każdy z obydwu kandydatów w pełni zasługuje bowiem na miano prawdziwego męża stanu.Wyśmienity serial amerykański „West Wing” (znany w Polsce pod tytułem „Prezydencki poker”) oferuje dość wyidealizowaną, choć zanurzoną głęboko w realiach, wizję prezydentury w Stanach Zjednoczonych. Nie przeszkadza to jednak milionom widzów na całym świecie (włączając w to kraj nad Wisłą) śledzić z wypiekami na twarzy losy fikcyjnej administracji demokratycznego prezydenta Bartleta. Serial dotyka wielu problemów współczesnego świata, począwszy od międzynarodowego terroryzmu, poprzez niejasne związku polityki i finansów, skończywszy na zawiłych zasadach dyplomacji. Nie potencjał edukacyjny świadczy jednak o jego sile. „West Wing” pokazuje bowiem świat polityki taki, jakim chcielibyśmy go widzieć na co dzień. Władza jest w nim środkiem zmian, a nie celem samym w sobie, prawda zaś nie służy jedynie zwycięzcom, ale tym, którzy mają odwagę stanowczo bronić swoich racji. Spory i potyczki ideologiczne prowadzone w „Prezydenckim pokerze” nie stanowią tylko pretekstu do rzucania błotem w adwersarza – są areną, na której rozstrzygają się sprawy dla narodu najważniejsze.

Rozmawiałem kiedyś ze swoim przyjacielem (nota bene to on wprowadził mnie w arkana serialu) na temat tego, jak musiałaby wyglądać polska wersja „West Winga”. Po kilkunastu minutach bezproduktywnej gadaniny stwierdziliśmy zgodnie, że taka opcja jest po prostu niemożliwe do wyobrażenia, a cały pomysł jest po prostu śmieszny, żeby nie powiedzieć kuriozalny. Przecież spójrzmy prawdzie w oczy: czy można na serio zabrać się do kręcenia serialu o administracji państwowej w kraju, w którym polityka kojarzy się przede wszystkim z korupcją, zepsuciem i nepotyzmem? Jak miałby wyglądać bohater „Belwederu” – czy byłby uosobieniem uczciwości połączonej z nieskazitelnym intelektem czy raczej w swojej małości, sterowany przez fachowców od kreowania wizerunku, starałby się walczyć o realizowanie populistycznych haseł swojej opcji politycznej? Który profil lepiej trafiałby do polskiego wyborcy, przepraszam, telewidza?

Któregoś dnia doczekamy się może w Polsce polityki z prawdziwego zdarzenia. Póki co odnaleźć ją można w najnowszych odcinkach „Prezydenckiego pokera”.