Społeczne rozterki – wychowanie czy hodowanie dzieci w złotej klatce?

Społeczne rozterki – wychowanie czy hodowanie dzieci w złotej klatce?

Współczesne kobiety – matki są wyzwolone, samowystarczalne, pracują zawodowo, nierzadko przy tym zajmując kierownicze stanowiska. Także na gruncie rodzinnym nie pełnią już tylko roli piastunek domowego ogniska, obowiązki związane z prowadzeniem domu i wychowaniem dzieci dzielą często na równi z mężczyznami. Osobiście uważam, iż taka zmiana jest pozytywna i prowadzi u kobiet do podwyższonej samooceny oraz większego stopnia zadowolenia z życia. Pozytywnie wpływa też na dzieci, ponieważ matka w tym ujęciu stanowi wzór wytrwałości i pracowitości, a dzieci są bardziej zaradne i odpowiedzialne. Jednak nie na tego rodzaju kobietach-matkach chciałabym skupić się w niniejszym tekście. Za cel analizy obrałam kobiety, które większość swojego życia podporządkowują dziecku. Z tego też względu niniejszy tekst niech będzie niejako „apelem” i ostrzeżeniem, iż ten, dla wielu matek „idealny styl wychowania” w konsekwencji ma negatywne skutki dla obydwu stron (dziecka i matki)…

Modelem rodziny, stanowiącym wzorzec idealny, są rodziny kochające się, wspierające, w których sukces i szczęście jednostki jest szczęściem całej grupy. Jednakże i w tych rodzinach może powstać niebezpieczeństwo w postaci rodziców hodujących swe dzieci w „złotych klatkach”. Ta nadopiekuńczość polega na zawłaszczaniu dziecka, niedopuszczaniu do nawiązywania przez niego kontaktów rówieśniczych czy załatwianiu za niego różnych spraw. Dla przykładu przytoczę dwie zasłyszane przeze mnie historie. Pierwsza dotyczy 17-letniej Joli, której rodzice nie pozwalali dorosnąć… I tak dziewczyna była codziennie odprowadzana za rękę do szkoły przez ojca, nie chodziła na żadne imprezy szkolne, nie mogła też zapraszać swoich znajomych do domu… Drugi przykład to historia Ani, która współwynajmowała na drugim roku studiów mieszkanie z moją znajomą. I nic by nie było w tym dziwnego gdyby nie fakt, iż do Ani codziennie przyjeżdżała mama z miejscowości oddalonej około 60 km…

Dla małego dziecka matka jest całym światem, niejednokrotnie krótka rozłąka jest tragedią i morzem wylanych łez. W dzieciństwie nasze mamy są dla nas najwspanialsze i najpiękniejsze, chcemy być tacy jak one. Jednak czas leci, dorastamy, matka traci w naszych oczach autorytet, z „superbohaterki” staję się zwykłą sprzątaczką, kucharką, kimś na kim możemy wyładować swoje złości i stresy, bo i tak wiemy, że ewentualnie po paru dniach milczenia wszystko pójdzie w zapomnienie.

Wiele matek bezgranicznie kochających swe dzieci można powiedzieć „zatraca” się w swoim macierzyństwie. Ta bezwarunkowa miłość, w wielu przypadkach można rzec jest „ślepa”, bowiem nie ważne jak bardzo „zepsute” byłoby jej dziecko, u matki zawsze znajdzie zrozumienie i wybaczenie nawet najcięższych grzechów. W jej oczach zawsze będzie ono idealne, w końcu jest częścią jej samej…

Zastanówmy się jednak czy takie pełne oddanie matki i poświęcenie swego życia na rzecz dziecka jest dobre? Obowiązkiem każdego rodzica jest przekazanie dziecku pewnych norm i wartości, a tym samym przygotowanie go do przyszłego SAMODZIELNEGO życia. Wyręczając je we wszystkim, „żyjąc” za nie a tym samym w pewien sposób „uzależniając” dziecko od siebie, matka nie nauczy go odpowiedzialności za podejmowane decyzje, nie mówiąc o nauce podejmowania jakichkolwiek decyzji. Żadna matka nie może żyć życiem swojego syna czy córki. Przede wszystkim powinna ona żyć dla siebie. Dlatego ważne jest aby wykonywała rzeczy, które zapewnią jej odpowiednie poczucie własnej wartości. Nie czując się osobą wartościową i spełnioną nie jest ona w stanie efektywnie wzmacniać samooceny swojego dziecka.

Inna kwestią jest fakt, iż tego rodzaju matki, rzecz zrozumiała, oczekują szacunku oraz podobnego oddania w chwili choroby czy starości. I tu niestety wiele z nich czeka wielki zawód i pytanie „dlaczego?” przecież oddałam mu wszystko włącznie z samą sobą. Odpowiedz jest dosyć prosta: dzieci te nauczyły się tylko brać ale nikt nie pokazał im jak dawać… Dlatego tak bardzo ważne jest uświadomienie dorosłym jak znaczącą rolę w życiu dziecka, a potem młodego człowieka pełni rodzina, która w tym przypadku jest szkołą: emocji, postaw, zasad i drogowskazem na życie…

Każdemu „normalnemu” rodzicowi najbardziej zależy na szczęściu i dobru swego dziecka. Jednak wszystko ma swoje granice, także wychowanie… I może jak na tak krótki tekst zbyt często się powtarzam, ale zależy mi abyśmy uświadomili sobie, iż podporządkowując swoje funkcjonowanie istnieniu dziecka, chcąc wychować dziecko „idealne” ostatecznie ukształtujemy człowieka nie potrafiącego odnaleźć się w przyszłym dorosłym życiu, tytułowego „inwalidę społecznego”…

Żyjemy w „szalonych” czasach, w których pęd życia i nieustanne narażenie na stres powodują, iż potrzebujemy więcej wsparcia a nikt nie zapewni nam go w takiej ilości co nasza najbliższa rodzina… Dlatego każdego dnia dbajmy o nasze wzajemne relacje, pracujmy nad wadami i wzmacniajmy zalety. Pamiętajmy, że rodzinę mamy tylko jedną, podobnie jak i życie…

Ilustracja: Aleksandra Juda