Socjologiczne i psychologiczne spojrzenia na świat cz.1 - Wyobraźnia socjologiczna

Socjologiczne i psychologiczne spojrzenia na świat cz.1 – Wyobraźnia socjologiczna

Przyznam się od razu, że odkąd trochę bardziej poważnie i systematycznie zacząłem przyswajać sobie wiedzę psychologiczną, z coraz większą nieufnością odnoszę się do ujęć socjologicznych, które zresztą, co też otwarcie wyznaję, studiuję dużo mniej systematycznie, choć nie mniej poważnie. Owo faworyzowanie psychologii kosztem socjologii wywołuje we mnie pewną kłopotliwą ambiwalencję. A bo to z jednej strony jako psycholog – w sensie kogoś charakteryzującego się „psychologicznym spojrzeniem” na rzeczywistość, podobnie jak socjologa znamionuje „spojrzenie socjologiczne” – odczuwam niejaką wyższość nad socjologami, o których mniemam – zapewnie mylnie – iż w swoich aberracjach myślowych usiłują jeść zupę używając do tego widelca. Z drugiej jednak strony podejrzewam, że to raczej ja jestem tym idiotą, który z powodu swoich intelektualnych niedoborów i nieoczytania nijak nie potrafi zrozumieć, o co też właściwie biega w tej całej socjologii.

Skąd jednak to moje przekonanie o wyższości wyobraźni psychologicznej nad socjologiczną? To znów wydaje mi się tak oczywiste, że jako ćwiczony w samokrytycyzmie przedstawiciel nauk humanistycznych wyczuwam w tym jakąś haniebną, aczkolwiek bliżej nieokreśloną ignorancję. Nieokreśloną, bo choć podejrzewam, że czegoś nie wiem, to jednak nie wiem konkretnie czego. Niemniej jednak, narażając się na ogólną śmieszność i środowiskowy ostracyzm, czuję się w obowiązku z owego jawiącego mi się jako oczywiste przekonania wytłumaczyć.

Otóż ta oczywistość przedstawia mi się mniej więcej tak, że z jednej, socjologicznej, strony mam do czynienia z systemami, strukturami, instytucjami, faktami społecznymi itp., czyli tzw. „szerokimi kategoriami”, windującymi mnie gdzieś w niebosiężne rejony abstrakcji – z drugiej zaś, psychologicznej, jestem przy emocjach, wrażeniach, przekonaniach, potrzebach i postrzeżeniach, czyli poniekąd „w domu”, w powszednim doświadczaniu siebie i rzeczywistości, w codziennym życiu. Słowem, mam poczucie, że podczas gdy z socjologią zaledwie „mam do czynienia” – i to tylko od czasu do czasu – to w psychologii (z psychologią) po prostu „jestem” na co dzień.

Nie jest dla mnie jasne, a nawet jest zupełnie niejasne, jak można w ogóle analizować rzeczywistość społeczną abstrahując na przykład od emocji i ich wpływu na świadome i nieświadome wyobrażenia, czyli tzw. elementy poznawcze, które konstruują rzeczywistość społeczną (ale czy rzeczywiście socjologia obywa się bez nawiązywania do emocji?). O ile się jednak nie mylę, rzeczywistość społeczna jest czymś zupełnie innym w socjologii – tu tworzą je właśnie owe „szerokie kategorie” – niż w psychologii, gdzie definiuje się ją jako „dokonaną przez daną jednostkę subiektywną interpretację cech i postępowania innych ludzi oraz jej relacji z nimi” (Zimbardo i in. 2010: 64). Dlatego też lektura słynnej książki Społeczne tworzenie rzeczywistości Bergera i Luckmanna, na którą tak ostrzyłem sobie zęby, nie tylko cokolwiek mnie rozczarowała, ale wydała mi się nawet jakby nie na temat. Nie dlatego, iżbym uważał ją za banalną czy wręcz złą. Po prostu jako psychologa interesuje mnie co innego i czego innego się spodziewałem po takim tytule. A zatem to nie tyle książka mnie rozczarowała, ile zwiodły mnie moje nieadekwatne oczekiwania, a więc moje socjologiczne niedouczenie.

W związku z niniejszymi rozważaniami postanowiłem zajrzeć do Socjologii Anthony’ego Giddensa, aby przypomnieć sobie, co też ów ceniony przeze mnie autor napisał na temat „socjologicznego spojrzenia na świat”. Znalazłem tam taki fragment, którego z pierwszej lektury w ogóle jakoś nie zapamiętałem i mam nawet hipotezę, dlaczego tak się stało: zapewne nic mi te słowa wtedy nie mówiły. Poniekąd jest tak zresztą i teraz. A idzie to tak:

Nauka socjologicznego myślenia – czyli myślenia w szerszych kategoriach – polega na ćwiczeniu wyobraźni. Studia socjologiczne nie mogą sprowadzać się do rutynowego nabywania wiedzy. Socjolog to osoba, która potrafi wyzwolić się ze swoich bezpośrednich uwarunkowań i zobaczyć rzeczy w szerszym kontekście. Praca socjologa polega na tym, co amerykański autor Charles Wright Mills (1970) w swoim słynnym sformułowaniu nazwał wyobraźnią socjologiczną.

Wyobraźnia socjologiczna wymaga przede wszystkim zdystansowania się od naszych codziennych rutynowych czynności i nowego spojrzenia na nie (Giddens 2006: 27).

Kiedy się zastanawiam nad tymi sformułowaniami, dochodzę do wniosku – może nazbyt pochopnego – że gdyby to samo powiedzieć o psychologii (ale i filozofii, politologii, antropologii itp.), to niewiele by to w zasadzie zmieniło. Czyż bowiem psycholog nie ćwiczy wyobraźni? Nie dąży do wykraczania poza rutynowe nabywanie wiedzy? Czy nie stara się wyzwolić się ze swoich bezpośrednich uwarunkowań i zobaczyć rzeczy w szerszym kontekście? Czy wyobraźnia psychologiczna nie wymaga przede wszystkim zdystansowania się od naszych codziennych rutynowych czynności i nowego spojrzenia na nie?

Tak często podkreślane przez socjologów „myślenie w szerszych kategoriach” wydaje się nie tylko mało specyficzne, ale też mało konkretne, a nawet mocno kontrowersyjne. W jakim bowiem sensie kategorie struktury, systemu czy faktu społecznego miałyby być szersze od kategorii emocji, potrzeb czy przekonań? Chyba tylko w umownym.

A może mamy prawo podejrzewać socjologów o megalomanię, bo skoro mówią, że oni myślą „szerokimi kategoriami”, to chyba sugerują, że my – szeregowi przedstawiciele innych nauk społecznych i humanistycznych – myślimy jakimiś „kategoriami węższymi”. Oni zatem uprawiają Naukę, co się zowie, a więc przekraczają rutynę, ćwiczą wyobraźnię, wyzwalają się ze swoich bezpośrednich uwarunkowań i widzą rzeczy w szerszym kontekście, my natomiast zajmujemy się „swobodną twórczością, to jest tak zwanem śpiewaniem ptaszka na gałęzi”, jakby to określił Witkacy.

Do czego by się miało owo widzenie rzeczy w wąskim (czyli niesocjologicznym) kontekście sprowadzać na przykład w psychologii? Do emocjonalnego badania emocji? Braku dystansu wobec własnych przekonań i rzeczywistości? Bezkrytycznego opierania się na irracjonalnych założeniach zamiast na empirycznej wiedzy? Prowadzenia badań z poziomu codziennej rutyny?

Ponieważ jednak nie jestem z natury złośliwy, wysunę tylko podejrzenie – nie wiem, czy słuszne – że socjologowie prac z innych dziedzin naukowych nie czytują zbyt wiele, przez co „socjologiczne spojrzeniem na świat”, które uważają za szersze od innych, jest jedynym spojrzeniem, jakim dysponują. Ujmując to inaczej: brak im wyobraźni niesocjologicznej. Czy jednak – analogicznie – psychologom nie brakuje aby wyobraźni niepsychologicznej? Tego nie wiem. Osobiście dysponuję głównie, a może nawet tylko, „psychologicznym spojrzeniem na świat”, choć staram się nie zaniedbywać lektur z innych dziedzin. Przyznaję jednak, że interesuję mnie one dużo mniej. Nie znajduję w nich tego, czego szukam. Ograniczenie jak się patrzy.

 

Źródła

Giddens A. (2006) Socjologia, przeł. A. Szulżycka, Warszawa Państwowe Wydawnictwo Naukowe.

Zimbardo F. G., Johnson R. L., McCann V. (2010) Psychologia. Kluczowe koncepcje, t. 5, Człowiek i jego środowisko, przeł. J. Radzicki, Warszawa, Wydawnictwo Naukowe PWN.

Ilustracja: MaX.