Słowa wysoce nieparlamentarne.

Autor: Piotr Prokopowicz

 

Warchołem nazwał swojego niedawnego koalicjanta premier Jarosław Kaczyński, zapowiadając rychłą dymisję ministra rolnictwa. „Chamstwo, chamstwo, jeszcze raz chamstwo”, odpowiedział w TVN24 na publiczne przedstawione mu zarzuty wicepremier Andrzej Lepper. Zostawmy na chwilę polityczną ocenę procesu rozpadu koalicji i zwróćmy uwagę, do jakiego stopnia obniżyła się w ciągu ostatniego roku kultura dyskusji publicznej w parlamencie RP.Degeneracja dyskursu to proces powolny, stopniowy, systematyczny. Dobrą okazją do rozkręcenia spirali przemocy słownej okazała się agresywna kampania wyborcza, pozostawiająca po sobie wiele gorzkich słów i niedopowiedzeń, utrudniając tym samym porozumienie koalicyjne między PiS i PO. Zawarcie paktu stabilizacyjnego między PiS, LPR i Samoobroną pogłębiło tylko zjawisko obrzucania często nieuzasadnionymi oskarżeniami przedstawicieli opozycji, mediów (polskich i zagranicznych) oraz niezawisłej władzy sądowniczej. Mógł wtedy Roman Giertych bez mrugnięcia okiem powiedzieć: „Dzisiaj został zrealizowany czarny sen pana redaktora Michnika, pana prezydenta Kwaśniewskiego”. Niestety, ten czarny sen kultury politycznej realizuje się po dziś dzień.

Prawo i Sprawiedliwość oraz jej koalicjanci nie mają jednak monopolu na zabiegi obniżające kulturę dyskusji. Platforma Obywatelska, Sojusz Lewicy Demokratycznej i Polskie Stronnictwo Ludowe bardzo szybko przystosowały się do panującego stylu retorycznego. Ataki personalne i insynuacje stały się w parlamencie tym, co teoretycy ewolucyjni nazywają strategią ewolucyjnie stabilną – żaden z graczy politycznych nie ma interesu w bohaterskim odejściu od obrzucania innych błotem, jako że podobne postępowanie groziłoby szybkim wykluczeniem z bytu medialno-politycznego.

Można winić rządy koalicji PiS, LPR i Samoobrony za stagnację w ekonomii, edukacji, czy służbie zdrowia, można im wyrzucać błędy w polityce międzynarodowej. Nie tutaj jednak należy szukać ich największej winy. Po tym, ile kłamliwych, perfidnych i brutalnych słów zostało wypowiedzianych przez naszych polityków, można mieć poważne obawy czy ktokolwiek, komu przyjdzie rządzić po przejściowych czasach IV RP, będzie w stanie odbudować choć nieco polska kulturę polityczną. Możliwe, iż destruktywne konsekwencje degeneracji dyskursu będą jeszcze długo odczuwalne w polskim życiu publicznym, utrudniając osiągnięcie jakiegolwiek konsensusu na drodze merytorycznej argumentacji.