Siedem grzechów głównych mass mediów w kontekście idei społeczeństwa obywatelskiego.

Autor: Piotr Luczys

 

Współczesne media stoją przed poważnym zadaniem wspierania społeczeństwa obywatelskiego w jego budowie i rozwoju. Niestety, liczne, nagminnie popełniane przez środki masowego przekazu błędy (tytułowe „grzechy główne”) uniemożliwiają zmaterializowanie się tworu, jakim jest medialne społeczeństwo obywatelskie. Celem tej pracy jest przedstawienie obowiązków, jakie spoczywają na mass mediach oraz wskazanie negatywnych tendencji w ich działalności, osłabiających dialog na linii „komunikowanie masowe – obywatele”. Próba wskazania obszarów rozbieżności między interesami mediów a oddolnymi inicjatywami społecznymi ma stać się punktem wyjścia do szerszej debaty na temat udziału mediów w prawidłowym zagospodarowaniu sfery publicznej. Sfery, którą budować mają obywatele mający za sobą rzetelne i obiektywne zaplecze informacyjne w postaci telewizji, prasy, radia oraz Internetu.Społeczeństwo obywatelskie (Skąpska 2005: 285-289), w dobie dynamicznego rozwoju mediów i komunikowania masowego, podlega daleko idącym przekształceniom, które, niepohamowane i wyizolowane spod zbiorowej kontroli świadomych obywateli, mogą doprowadzić do upadku pięknej idei „społeczeństwa samoorganizującego się i samozarządzającego się” – według koncepcji J. Kuronia (Rogaczewska 2001: 155-165) – oraz wpłynąć w sposób negatywny na dialog międzyludzki, będący podstawą oddolnej organizacji społeczeństwa. Z czego wynika to zagrożenie i w jaki sposób można mu zapobiec? Aby rozwiązać ten problem trzeba w pierwszym rzędzie przyjrzeć się specyficznemu konstruktowi, jakim jest „medialne społeczeństwo obywatelskie”. Mówiąc o nim mam na myśli wzorcowo zorganizowane od strony oddolnych inicjatyw społeczeństwo, w którego trwaniu i rozwoju pośredniczy, pomaga oraz którego działalność rozszerza właśnie „czwarta władza”. Perfekcyjnie funkcjonujące media w społeczeństwie obywatelskim to swego rodzaju forum „globalnej wioski” (McLuhan 2001: 149-208), wskrzeszony przy użyciu cyfrowej technologii areopag, współczesne Forum Romanum. Miejsce, gdzie każdy może się wypowiedzieć, rozpocząć polemikę lub wtrącić swój głos do ogólnospołecznie istotnych dyskusji. Przed tak rozumianymi mediami stoją określone obowiązki i powinności:
• Wymóg rzetelnego i przejrzystego komunikowania, odrzucenie form manipulacji i tendencyjności, dążenie do ideału pełnego obiektywizmu. Odrzucenie tej zasady przyczynia się m. in. do kreowania jednostronnych obrazów rzeczywistości społecznej.
• Konieczność realizacji maksymy „Vox populi, vox Dei” – w tym sensie, iż media mają być „głosem ludu” (przez lud wyrażanym), ale i „głosem dla ludu” (wzbogacającym jego wiedzę poprzez ścisłe trzymanie się faktów, porzucenie pustej retoryki itd.). Niespełnienie tego wymogu prowadzi m. in. do urzeczywistnienia hipotezy spirali milczenia, która jest dowodem na deformację faktycznego rozkładu opinii publicznej przez media. Zgodnie z tą hipotezą środki masowego przekazu przedstawiają niejednokrotnie rozkład opinii publicznej nie mający pokrycia w rzeczywistości, lecz wykreowany przez nie same. „Ci ludzie, którzy sądzą, że reprezentują poglądy mniejszości, nie ujawniają się z nimi w obawie przed izolacją społeczną, natomiast zwolennicy opinii rzekomo podzielanej przez większość głoszą je z coraz większą pewnością siebie” (Goban-Klas i Lipnik 1999: 49). Ostatecznie, mechanizm samospełniającego się proroctwa prowadzi do upodobnienia się faktycznego rozkładu opinii publicznej do tego wykreowanego przez media.
• Współkształtowanie (z rodziną i instytucjami wychowawczymi) postaw obywatelskich, na które muszę się złożyć:
a) znajomość obowiązującego ładu społecznego i krytyczna refleksja nad jego kształtem
b) znajomość swoich praw i obowiązków jako obywatela danego kraju
c) znajomość praw i reguł uniwersalnych, transnarodowych (np. praw człowieka), przysługujących każdemu niezależnie od obywatelstwa
d) aktywne uczestnictwo w formowaniu rzeczywistości społecznej (na poziomie tak lokalnym, jak i globalnym)
• Prezentowanie w całej rozciągłości i kolorycie przestrzeni publicznej (wraz z możliwością dyskusji i wymiany argumentów), co umożliwia na dalszym etapie zinstytucjonalizowanie sił społecznych. To analogia do jednego z „trzech warunków brzegowych”, wyróżnionych przez Edmunda Wnuka-Lipińskiego, „których spełnienie pozwala oczekiwać pojawienia się społeczeństwa obywatelskiego” (Wnuk-Lipiński 2005: 122).
To cztery najbardziej podstawowe wymogi, które – w moim mniemaniu – są w stanie połączyć media ze społeczeństwem obywatelskim w satysfakcjonującej obie strony symbiozie. Jest to jednak typ idealny, którego przeniesienie na płaszczyznę świata realnego jest stale blokowane przez „błędy” popełniane przez media, które – w celu podkreślenia ich wagi oraz na użytek niniejszej pracy – nazywam „grzechami głównymi mass mediów”.

„Grzech 1” – „Noosfera sugestii”, czyli przekraczanie granic oddziaływania na odbiorcę.
Komunikowanie masowe – w niektórych swych definicjach – zakłada wywieranie wpływu (wzajemnego lub nie) w celu wywołania określonego zachowania. Samo „wywieranie wpływu” może mieć jednak wiele aspektów pozytywnych (prowokuje do myślenia, zachęca do konstruktywnych działań, pobudza ludzką inwencję, daje motywację itp.), jak i negatywnych (manipulowanie faktami, sugerowanie „właściwych odpowiedzi”, stereotypizacja i dychotomizacja rzeczywistości społecznej, krótka droga do propagandy itd.). Zagrożeniem dla funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego jest właśnie ewidentna przewaga tych drugich elementów we współczesnych mediach. Dzisiejsza telewizja czy prasa są „widzami”, ale i „aktywnymi aktorami sceny politycznej” – nie tylko relacjonują, lecz posiadają również moc budowania, jak i niszczenia politycznych karier (Dobek-Ostrowska i Wiszniowski 2001); moc decydowania o tym, kto – w rozumieniu E. Goffmana – będzie „napiętnowanym”, a kto „piętnującym”. Poprzez swobodne operowanie praktycznie nieskończoną bazą informacji (uaktualnianą z każdą upływającą minutą) – np. „sklejanie” różnych fragmentów wypowiedzi w jedną całość, wybiórcze cytowanie, wykonywanie kolaży zdjęć – mass media mogą wywołać w odbiorcach taki odbiór faktów, jakiego pragną. Są w stanie zdeformować społeczną pamięć o różnych zjawiskach – wymazać ich ślady przez milczenie, przez ich samą nieobecność w cyfrowym świecie lub wręcz przeciwnie, nadać błahostkom znamiona milowych kroków w rozwoju ludzkości. Wszystko jest kwestią obrazu, dźwięku, kilku migawek i zdań – ich jednoczesne oglądanie (ew. czytanie) jest zupełnie innym doświadczeniem niż analizowanie poszczególnych faktów krok po kroku, jeden po drugim. Doskonałym przykładem takiej manipulacji wieloma faktami jednocześnie jest temat terroryzmu. Temat, który jest konglomeratem historii fundamentalizmu, religii, polityki, wojen, gospodarki, wielu narodów i nawarstwiających się konsekwencji różnych wyborów. A zatem, pełnowymiarowe zrozumienie zjawiska terroryzmu wymaga czasu, uwagi oraz porzucenia wygodnych rozwiązań (w tym m. in. jednoznacznej definicji wroga). Niestety, zawężenie zjawiska do kilku, powierzchownie scharakteryzowanych kategorii oraz jednoznacznie brzmiących emblematów – w stylu: „dobro” i „zło” – jest wygodniejsze, szybsze, oszczędza czas i energię, które mogłyby zostać pochłonięte w toku bardziej rzetelnej dyskusji. W ten oto sposób ograniczenie ilości stron (w gazetach, magazynach itp.) i czasu przeznaczonego na analizę zjawisk (w telewizji, radiu itp.) zawęża nasze pole widzenia. Zmanipulowani przez media zaczynamy postrzegać świat w kolorze bieli i czerni, bez stadiów pośrednich. Dlatego też, uważam iż nazwa „noosfera” (Goban-Klas i Lipnik 1999: 45 oraz McLuhan 2001: 180) to zbyt mało, aby oddać całokształt sieci informacji oplatających Ziemię – to „noosfera sugestii”, bezkresna przestrzeń, w której krążą fragmenty informacji „sklejane”, w zależności od politycznego klimatu, przez media w łatwe do „spożycia” (czyli – zrozumienia) tematy, debaty, wiadomości dnia, wywiady, opinie, felietony…

„Grzech 2” – Fałsz niezależności medialnej i „wojny medialne”.
Nie istnieją w Polsce, ani nigdzie indziej na świecie, media niezależne w dwojakim sensie:
a) od cenzury państwowej
b) od potężnych kapitałów prywatnych, których właściciele są całkowicie apolityczni.
Zacznijmy zatem od pierwszego podpunktu (A). Cenzura państwa pozwala na wyeliminowanie treści pornograficznych, skandalicznych, pełnych przemocy, wulgaryzmu, czy też nienawiści. To ściśle określony i słuszny cel, ale prowadzi on do sprzeczności z niezależnością mediów. Dlaczego? Dlatego, iż otwarta dyskusja nie uznaje tematów tabu, milczących oznak zgody, bierności, a hasła spotykające się z powszechną dezaprobatą społeczeństwa (w stylu – „przemoc” lub „pornografia”) zostawiają otwartą furtkę dla dalszych zakazów, które z czasem mogą zacząć tłamsić wolność słowa. Nie wszystko trzeba nazywać wprost (np. „zakaz głoszenia poglądów sprzecznych ze stanowiskiem władzy ustawodawczej”), można to robić w formie ukrytej, wieloznacznej i znacznie wygodniejszej w przypadku zajścia konieczności „naginania” interpretacji (np. „zakaz głoszenia treści gorszących” lub „zakaz obrażania głowy państwa”). W takiej sytuacjach satyra i paszkwil stawiane są na równi z przekleństwem i oszczerstwem. Jeśli zatem media nie mogą czegoś pokazać lub podać do publicznej wiadomości, to nie są niezależne. Zależność, jak i niezależność są pojęciami bezwarunkowymi, a poszukiwanie rozwiązań w postaci „częściowej niezależności” lub „częściowej zależności” to zajęcie jałowe, niczego nie tłumaczące, gdyż pozwalają one na uznanie „wszystkiego” (w rozumieniu „częściowej niezależności”) za dozwolone i odpowiednie, a jest to oczywisty fałsz. Przy okazji cenzury warto wspomnieć po raz kolejny o artykule Komunikowanie masowe (Goban-Klas i Lipnik 1999: 46), w którym autorzy wyrażają nadzieję, iż „technologiczna rewolucja audiowizualna” (w postaci m. in. Internetu) ograniczy możliwość cenzurowania informacji. Tak się jednak – przynajmniej do dziś – nie stało. W Internecie na porządku dziennym jest banowanie postów na forach internetowych zależne (często, choć nie zawsze) od gustu i humoru administratorów, blokowanie witryn internetowych (tu pojawia się często uzasadnienie w stylu: „strona zablokowana z powodu publikowania niedozwolonych treści”), rozłączanie co 30 sekund połączenia z radiami i telewizjami internetowymi (znajdującymi się poza oficjalnym nurtem, choć to sporadyczne przypadki), czy też specjalne skrypty uniemożliwiające odnalezienie stron WWW – promujących kontrowersyjne treści – w popularnych wyszukiwarkach internetowych.
Przejdźmy zatem do podpunktu drugiego (B). Za daną stacją telewizyjną lub radiową (o ile nie jest to stacja publiczna), magazynem, dziennikiem często stoją ogromne – zazwyczaj zagraniczne – kapitały, które nastawione są na ogromne wydatki i jeszcze większe zyski. Tak w kapitalizmie realizuje się konkurencja; dowodzi tego m. in. rosnąca liczba kanałów tematycznych w telewizji i ogromny wybór prasy codziennej, tygodniowej, miesięcznej itp. Takie warunki generują jednak także potrzebę (a wręcz konieczność) utrzymania się na rynku, zabezpieczenia się przed bankructwem, zgromadzenia wokół siebie oddanych czytelników (lub telewidzów, słuchaczy). Stąd właśnie (z silnej konkurencji) biorą się „wojny medialne” mające na celu ośmieszenie, zdyskredytowanie lub prześcignięcie w serwowaniu informacji konkurencji (tzn. zespołu redakcyjnego innego magazynu lub programu). Konflikty te mogą mieć różne natężenie (od silnych i otwartych, jak między Hearstem i Pulitzerem, czy w polskim wykonaniu – między „TVN”, a „TV Trwam”; po delikatne, krótkotrwałe i bardziej przypominające ironiczne przytyki – jak prześciganie się w podawaniu informacji przez „BBC” i „Sky News”, czy też informacja z dnia 21 lutego br. podana przez „TVN Fakty” o dyktandzie poselskim, które odbyło się w ramach obchodów Roku Języka Polskiego. Informacji tej towarzyszyła ironiczna uwaga, jakoby sugerowanie się wydaniem „Rzeczpospolitej” z tamtego dnia mogło pomnożyć liczbę popełnionych błędów (chodziło o wyraz „rzadko”, który widniał na pierwszej stronie „Rzeczpospolitej” z błędem ortograficznym, napisany przez „ż”). Podstawowym problemem tych czasem zaciętych bojów, a czasem dość zabawnych przepychanek jest orientacja każdej ze stron na rywala. Zwykły widz patrzy na dialog dwóch mediów wzajemnie ciskających gromy pod swoim adresem, pochłoniętych swą obopólnie niechcianą obecnością, nie zwracających w ogóle uwagi na widza, czytelnika czy też słuchacza. Problemem jest także to, iż ta „rywalizacja” niejednokrotnie wygląda śmiesznie, mało rzeczowo, a często cechuje się także całkowitym brakiem ogłady. Najczęściej nie są to wartościowe merytorycznie poprawki, lecz kąśliwe uwagi (np. „żółte dziennikarstwo” – walka między Pulitzerem, a Hearstem przy użyciu rysunkowych karykatur) oparte na mechanizmie schlebiania najniższym gustom, aby mogły dotrzeć i zostać zrozumiane przez możliwie największe grono odbiorców (a ludzie, jak wiadomo – w większości – bardziej lubują się w sensacjach, aferach, obnażaniu cudzych porażek i odsłanianiu kulisów, niż rzeczowych dyskusjach i racjonalnych argumentach). Media nie starają się jednak przezwyciężyć tego – zabójczego dla budowania świadomej wspólnoty obywateli – procederu, więcej nawet, ciągle kreują nowe enklawy tematyczne, zamknięte przestrzenie medialne służące wyłącznie wzajemnej rywalizacji (np. jeszcze kilka lat temu – mnożenie przez stacje telewizyjne przeróżnych odmian programu „Big Brother” [konwencja reality show] mającego polską premierę w telewizji „TVN”, czy też emitowanie charakterystycznych dla danej stacji telenoweli i sitcomów).

„Grzech 3” – deformacja komunikacji.
Na komunikację składa się pięć elementów stale deformowanych przez media:
Zakres – czyli grono odbiorców, do którego mają dotrzeć informacje emitowane przez media. W tym względzie nie zawsze jest jasne, czy dany program telewizyjny jest emitowany o odpowiedniej godzinie [choć obecnie problem ten został zminimalizowany dzięki kolorowym oznaczeniom dopuszczalności odpowiednio do wieku – kółko, kwadrat lub trójkąt w rogu ekranu; co do Internetu – nie istnieją, póki co, skuteczne rozwiązania] lub czy dany obraz, treść, słowa nie trafią do osób przypadkowych, nie przygotowanych do odbioru danego komunikatu (np. ze względu na wiek, nikłą kompetencję w danej dziedzinie, zbyt niski zasób wiedzy itp.). Aby temu zapobiec, media formują informacyjno – rozrywkowe „papki” dostępne dla każdego, niezależnie od wieku i innych atrybutów, lekkostrawne, nie angażujące zbyt mocno sił poznawczych odbiorcy. W ten sposób media poszerzają zakres dostępności informacji, ale jednocześnie pośredniczą w uniformizacji gustów i ustanowieniu granicy dobrego smaku na wspólnym dla wszystkich, niezbyt wysokim pułapie. Jak pisze Dwight Macdonald: „Kultura masowa nie jest formą artystyczną, jest produktem użytkowym, jej przyrodzoną tendencją jest obniżanie się, ześlizgiwanie się w stronę taniości i standaryzacji – jak w produkcji przemysłowej.” (Goban-Klas i Lipnik 1999: 44)
Intencjonalność – czyli problem celowości emisji pewnych programów, głoszenia pewnych poglądów, pokazywania pewnych zdjęć i obrazów. Czy media zawsze z pełną odpowiedzialnością i świadomością konsekwencji emitują pewne programy (apoteozy zbrodni w kryminałach klasy B), cytują pewne wypowiedzi (zwłaszcza wulgarne, z których ciężko cokolwiek odczytać po ingerencji cenzury i wstawieniu odpowiedniego dźwięku lub linii ciągłej) i szokują różnymi scenami (zwłaszcza z terenów objętych działaniami zbrojnymi lub z miejsc narodowych tragedii, zamachów, spektakularnych zabójstw)? Z pewnością tak nie jest, jeśli wziąć pod uwagę fakt, iż często jest to zbiór tematycznie przemieszanych slajdów (zorientowanych jedynie na wywołanie szoku wyzwalającego swego rodzaju uzależnienie od medialnego przekazu), a nie skoordynowany przekaz znaczeń [obronę przed intencjonalnym chaosem stanowią w pewnej mierze kanały tematyczne i prasa fachowa, ale to nadal mały wycinek medialnej sfery, przynajmniej w Polsce].
Skuteczność – skuteczna komunikacja to wzajemna wymiana komunikatów, które docierają do adresatów i wywołują zmiany (określone w treści komunikatów). W tym sensie media skutecznie forsują realizację treści emitowanych przez siebie komunikatów (np. kształtują opinię publiczną, wywołują określone zachowania konsumenckie dzięki reklamom, organizują czas wolny swoich czytelników, słuchaczy, widzów itp.), lecz w bardzo niewielkim stopniu reagują na komunikaty docierające od odbiorców (ma to swój doskonały wyraz m. in. w fakcie, iż kształt danego programu, audycji, artykułu zależy od pewnej ograniczonej liczebnie grupy ludzi, redaktorów – natomiast próba zmiany komunikatu przez odbiorców, już po jego nadaniu, wymaga udziału ludzkiej masy – np. pisanie listów protestacyjnych, zapytania, SMS-y z sugestiami, internetowe chaty z redaktorami). Osobnym problemem w ramach skuteczności mediów jest możliwość ingerowania odbiorców w przekaz medialny dopiero po jego nadaniu, a nie przed jego powstaniem. Żadna redakcja prasowa, telewizyjna czy też radiowa nie jest całkowicie nastawiona na pełne respektowanie uwag czytelników / widzów i sugerowanie się ich podpowiedziami. Zwykle szacunków dokonuje się post factum, po ukazaniu się danego artykułu lub wyemitowaniu filmu, podliczając pozytywne i negatywne komentarze spośród tych, które nadeszły. Swego rodzaju wyjątkiem są internetowe newslettery, na których kształt ogromny wpływ mają sami czytelnicy, „prenumeratorzy” (w skrajnych przypadkach nie istnieje zespół redakcyjny, lecz jest on rotacyjny lub składa się z wszystkich osób prenumerujących danego newslettera).
Kierunek – warunkiem swobodnej komunikacji jest dwukierunkowy przepływ informacji, tak, aby każda ze stron była jednocześnie nadawcą i odbiorcą komunikatów. Media są jednak nastawione na jednokierunkowy przekaz informacji, z wykluczeniem przepływu zwrotnego. Wyjątkiem są programy / artykuły, w których widzowie / czytelnicy mogą zagłosować, wysłać SMS-a, wypełnić ankietę i przesłać ją pocztą lub przez Internet, zadzwonić z zapytaniem. Jest to szczególnie ważne w przypadku telewizji i radia, gdyż polemiki na łamach gazet mogą toczyć się tygodniami i miesiącami, natomiast w mediach audiowizualnych wysoka kompresja czasu pozwala na odbywanie się dyskusji wręcz „tu i teraz”, na żywo, w ograniczonym czasie antenowym. To zmusza do myślenia, wysiłku, co powiedzieć, jakich argumentów użyć w ciągu najbliższych sekund, a tym samym rozwija potrzebę uczestnictwa. Takich programów jest jednak nadal zdecydowana mniejszość.
Przejrzystość – określa zależność między formą komunikatu, a wagą zawartej w nim treści, informacji. Ogromne billboardy, kolorowe slajdy, kuszące zapowiedzi, tajemnicze opisy i wszechobecne odliczanie czasu do ogromnego wydarzenia często przesłania sens samego wydarzenia (np. zapowiadanego programu, artykułu, występu znanej osobistości, muzycznej premiery itp.) i jego rzeczywistą wartość. W myśl zasady „reklama dźwignią handlu” media promują rzeczy miałkie i pospolite, ale przyozdobione w formę na miarę dzieła sztuki (np. zapowiedź kolejnego filmu – wybór najatrakcyjniejszych scen, dogodna dla większego grona odbiorców godzina i dzień emisji, krótka prezentacja aktorskich gwiazd biorących udział w przedsięwzięciu, wskazywanie na liczbę otrzymanych nagród i wyróżnień [zwłaszcza Oscary] itd.). Mamienie formą jest tak silne i precyzyjne, że odbiorca niejednokrotnie daje się porwać jej urokowi nie zaglądając głębiej, wyłącza świadomą refleksję i zaczyna delektować się jej pozornym pięknem. W ten sposób media, zniewalając ludzi formą, „przemycają” w jej wnętrzu treści ubogie i wtórne, które rozleniwiają umysły propagowaniem odpoczynku opartego na biernym wchłanianiu wszystkiego, co można przeczytać i co da się obejrzeć.

„Grzech 4” – „tematyczna atomizacja”, „anarchia obrazów” i „egalitaryzm dezinformacji”.
Współczesne media ukazują świat jako zbiór zdjęć z kilku stolic najbogatszych państw, sumę kilku konfliktów zbrojnych, pole działania kilkunastu ogromnych korporacji, arenę walki kilku tysięcy narodów, plemion i partii, miejsce zamieszkania kilku milionów gatunków roślin i zwierząt, i tak dalej łącząc za każdym razem skalę, liczbę, ciąg cyfr z danym wydarzeniem, miejscem czy zjawiskiem. W ten sposób patrząc na świat mamy wrażenie, że jest on złożony z dziesiątek tysięcy osobnych, egzystujących we względnej izolacji enklaw, w których granicach zawierają się dane zagadnienia. Tymczasem, świat stanowi swoiste kontinuum, sumę przenikających się wzajemnie procesów, przesuwających się granic, zmian klimatycznych, przemieszczających się ludzi i zwierząt, zmieniających swą lokalizację zagrożeń itd. Na świecie nic nie stoi w miejscu, wszystko rozgrywa się w czasie rzeczywistym (w przeciwieństwie do mediów, gdzie etykieta „na żywo” towarzyszy tylko niektórym programom). W tym sensie świat człowieka jako główny, przewodni temat działalności mediów uległ atomizacji, rozbiciu na liczne kategorie, działy, kąciki i specjalizacje. Dzięki temu w mediach nie mówi się o działalności człowieka, lecz po kolei –
o gospodarce, o sztuce, o sporcie, o polityce… To wygodna forma, aby przyswajać sobie fakty z zakresu danej dziedziny, ale kompletnie chybiona, jeśli chodzi o „wytworzenie” w ludziach umiejętności dostrzegania związków przyczynowo-skutkowych, koincydencji i współzależności zdarzeń. Segregowanie zjawisk, grupowanie ich w kategorie sprawia, że każdy temat jest jakby atomem powstałym z rozpadu związku, jakim był – przed nastaniem ery mediów – świat. Problemem jest jednak to, że z każdym kolejnym rokiem zapominamy jak ten związek wyglądał jako całość, nie umiemy go sobie zbyt precyzyjnie wyobrazić, a media dodatkowo sugerują nam, że podział tematyczny jest słuszny. To rozbicie świata na różne wymiary sprawia także, że obserwujemy coś, co nazywam „anarchią obrazów”. Ale nie w kontekście Symulakrów i symulacji Jeana Baudrillarda, lecz krytycznych uwag Ryszarda Kapuścińskiego na temat amerykańskiej telewizji: „To nieustanne, błyskawiczne, oszałamiające przeskakiwanie z tematu na temat, kiedy wiadomość o narodzinach małej pantery w kalifornijskim ZOO następuje po krótkiej relacji o pogrzebie trzech Amerykanów zamordowanych w Karaczi, a potem, nagle pojawia się tablica z wynikami ostatniej rundy ligi koszykowej w Arizonie, to wszystko, ten galopujący, neurotyczny mish-mash, ten tumult, chaos, ciżba obrazów, ten kolorowy, karnawałowy mętlik znaków, słów i świateł(…).” (Kapuściński 2003: 27-28). Szybkie następowanie po sobie w dziennikach telewizyjnych informacji z różnych dziedzin (to samo wrażenie towarzyszy nam przy kartkowaniu gazety) wzmaga poczucie zagubienia, mętliku, utraty głównego wątku i myśli przewodniej, pewnych arbitralnych punktów odniesienia wskazujących na wspólny mianownik wszystkich tych wydarzeń i zjawisk – świat ludzki.
Z kolei cała galeria takich „obrazów” (hipotetyczny zbiór informacji z wszystkich gazet, telewizji, stacji radiowych i Internetu) prowadzi do „egalitaryzmu dezinformacji”, gdyż każdy człowiek na Ziemi może stracić rachubę w tym żonglowaniu informacjami, każdy jest w pewien sposób dotknięty tym zagrożeniem.

„Grzech 5” – animowanie destruktywnych wzorców.
Media posiadają ogromny wpływ na kreowanie nowych mód i trendów w sferze artystycznej, obyczajowej, ale także normatywnej, politycznej czy też społecznej. Jest to równocześnie furtką do „przemycania” negatywnych, nihilistycznych wzorców (np. kreowanie sztucznego buntu wśród młodzieży mającego doprowadzić do pomnożenia zysków firm odzieżowych, fonograficznych itp.; propagowanie skrajnego indywidualizmu i liberalizmu obyczajowego). Społeczeństwo obywatelskie potrzebuje jednak dyscypliny, stałości i wyznaczonych celów działania, które stoją w sprzeczności z sezonowością i zmiennością kreowanych przez media symboli, haseł, mód i trendów.

„Grzech 6” – kreacja konkurencyjnego dla rzeczywistości obrazu świata.
Media mają tendencję do zamykania świata w swoim wnętrzu. Zgodnie z taką wizją to, czego nie widać w telewizji albo nie istnieje, albo „znajduje się poza światem” (nic nie mówiący slogan wypromowany także przez media). Tam, gdzie kończy się telewizja – kończy się świat, kończą się ludzie i ich pomysłowość, wyczerpuje się dziedzictwo ludzkości. Na dodatek media doskonale sobie radzą w przekonywaniu odbiorców, iż prezentowany przez nie świat to świat skończony i realny, pełny w każdym względzie. Nie jest to jednak prawda, o czym przekonuje nas chociażby aspekt geograficzny – tereny polarne i subpolarne, mongolskie pustynie, wyspy na Oceanie Spokojnym, nietknięte ludzką ręką tereny Amazonii itp. Dlatego też, medialny obraz świata to obraz skonstruowany z dostępnych informacji na podobieństwo świata realnego, wręcz „hiperrzeczywisty” – jak można by powiedzieć za Jeanem Baudrillardem. To konkurencyjny względem rzeczywistości świat stworzony poza czasem i przestrzenią, w zbliżającym się do wiecznego trwania (aż do naciśnięcia pilota) czasie antenowym.

„Grzech 7” – cenzurowanie rzeczywistości.
Media oprócz zależności od cenzury państwowej posługują się także wytworzoną we własnym wnętrzu cenzurą, która pod przywództwem gate-keeperów prezentuje tylko to, co się sprzedaje, co można skomercjalizować (zamienić w chodliwy towar). David M. White określa w ten sposób (rozwijając sugestię Kurta Lewina) ludzi kontrolujących komunikację, dokonujących selekcji w nieskończonym zbiorze informacji, decydujących, co zostanie dopuszczone, a co wyeliminowane poza nawias procesu komunikowania (Goban-Klas i Lipnik 1999: 47). Metoda ta skutecznie usypia ludzkie sumienia oraz prowadzi do paradoksalnych sytuacji, w których media dokonują nadprezentacji pewnych środowisk społecznych (np. elity, środowiska patologiczne), które procentowo są niewielką częścią całego społeczeństwa, a pochłaniają lwią część czasu antenowego i stron gazet. Media w ten sposób nie zachowują proporcji pomiędzy rzeczywistym udziałem różnych grup w tworzeniu społeczeństwa, a poświęcanym im czasem. Takie prezentowanie społeczeństwa można nazwać – przez analogię do „Grzechu 6” – „kreacją konkurencyjnego obrazu społeczeństwa”. Wewnętrzna cenzura medialna wyraża się także w określaniu sfery tabu, jaką stanowią:
• samokrytyka – zwłaszcza, gdy ma ona mieć postać rzeczową, konkretną i wartościową merytorycznie, a nie satyryczną, ukazywaną na przekór, w „krzywym zwierciadle”
• unikaniu tematów wieloznacznych – jak np. wspomniany wcześniej temat terroryzmu
• unikanie krytyki zjawisk, obyczajów, poglądów itp., z którymi zgodność deklaruje większość obywateli (np. tradycje świąteczne, dominująca w danym kraju religia, charakterystyczna dla danego narodu perspektywa oceny zdarzeń historycznych itp.)

Aby na sam koniec podkreślić istotę omawianych „grzechów” spróbujmy usystematyzować wnioski, do jakich doszliśmy:
• media dopuszczają się manipulowania faktami, stereotypizacji i dychotomizacji zjawisk społecznych, co zniekształca krytyczną refleksję nad życiem społecznym, będącą punktem wyjścia dla działań społeczeństwa obywatelskiego
• uzależnienie mediów od państwa i prywatnych kapitałów generuje „wojny medialne” osłabiające rzetelność i fachowość informacji; tym samym ogranicza otwartą dyskusję w polu której kształtuje się działalność społeczeństwa obywatelskiego
• media deformują komunikację uniemożliwiając (lub poważnie zaburzając) współpracę na linii „obywatele – media”
• media przedstawiają świat w częściach, osłabiając tym samym jego postrzeganie jako zwartej całości i wzajemnych powiązań pomiędzy zjawiskami społecznymi
• mass media upowszechniają liczne negatywne wzorce godzące w wartości społeczeństwa obywatelskiego
• tworzą swój własny obraz świata prowadząc do „skrzywienia” ludzkich poglądów na temat rzeczywistości społecznej
• mass media same określają obszar tematów tabu, które stanowią silną barierę dla otwartego dialogu obywatelskiego

Przedstawione przeze mnie błędy w działaniu mediów skutecznie uniemożliwiają stworzenie medialnego społeczeństwa obywatelskiego – w moim rozumieniu tego słowa. Owszem, ciągle podejmowane są próby naprawy tego stanu rzeczy, zarówno ze strony obywateli jak i reprezentantów mediów, ale jak do tej pory nadal obserwujemy przewagę tendencji osłabiających tą współpracę. Zjawiskiem – jak najbardziej na czasie – osłabiającym dialog między mediami, a społeczeństwem obywatelskim jest w tej chwili powstawanie „Superstacji” – nowego kanału telewizyjnego, którego twórcy otwarcie deklarują, iż chcą skupić się na sensacji, szokowaniu oraz plotkach towarzyskich przy jednoczesnej rezygnacji z dziennikarskiego obiektywizmu. Z całą pewnością utrzymywanie się takiego trendu w mediach nie przyczyni się do wypromowania etosu społeczeństwa obywatelskiego z prawdziwego zdarzenia.

Bibliografia:
Baudrillard, J. (2005) Symulakry i symulacja. Przeł. S. Królak. Warszawa: Sic!
Dobek-Ostrowska, B. i Wiszniowski, R. (2001) Teoria komunikowania publicznego i politycznego. Wrocław: Astrum
Goban-Klas, T. i Lipnik, W. (1999), Komunikowanie masowe. W: W. Kwaśniewicz i in. (red.) Encyklopedia Socjologii, t. 2 (K-N). Warszawa: Oficyna Naukowa.
Kapuściński, R. (2003) Lapidarium IV. Warszawa: Czytelnik
Kocur, M. Media: pierwsza czy czwarta władza ? [http://www.reporterzy.info/]
McLuhan, M. (2001), Wybór tekstów. Przeł. E. Różalska i J. M. Stokłosa. Poznań: Zysk i S-ka
Rogaczewska, K. (2001), Recepcja myśli programowej Edwarda Abramowskiego w koncepcji społeczeństwa obywatelskiego Jacka Kuronia. W: W. Bokajło i K. Dziubka (red.) Społeczeństwo obywatelskie. Wrocław: Uniwersytet Wrocławski
Skąpska, G. (2005), Społeczeństwo obywatelskie. W: W. Kwaśniewicz i in. (red.) Encyklopedia Socjologii. Suplement. Warszawa: Oficyna Naukowa.
Wnuk-Lipiński, E. (2005), Socjologia życia publicznego. Warszawa: Scholar

http://serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34169,3318565.html
http://www.patoleta.pl/pliki-prasa/superstacja.htm
http://www.superstacja.info/