fot. Kamila Zarembska

Rynek fotoreporterów w Polsce. Problemy i nadzieje

Przejście sposobu produkcji od zmechanizowanego fordyzmu do elastycznego postfordyzmu pociągnęło za sobą olbrzymie skutki w systemie pracy, a także całkowicie zmieniło jej charakter. Z całej zmiany korzysta najbardziej człowiek, jednak również najwięcej traci. Wraz z całym postępem zmienił się również zawód fotoreportera. Jego funkcja, wcześniej ograniczona do ilustrowania zdjęciami materiałów, poszerza się o filmowane, edytowanie, opisywanie zdjęć itd.. Niestety, wraz ze zwiększeniem elastyczności pracy oraz jej odpowiedzialności nie idzie w parze wzrost zarówno zarobków, jak i prestiżu zawodowego.

Fordyzm i postfordyzm. Zmiany w systemie pracy

Punktem wyjścia mojej analizy jest faza fordyzmu, rozpoczęta wraz z końcem II wojny światowej. Zdaniem Boba Jessopa, idealny typ fordyzmu symbolizuje technologia wielkiej skali i produkcja taśmowa. Typ tej produkcji pracy wprowadził w swej fabryce samochodów Henry Ford. W książce „Polacy pracujący a kryzys fordyzmu”, Gardawski opisuje fordyzm jako system ogarniający zarówno strefę kulturową (produkcję i konsumpcję) ale także i polityczną (idea państwa dobrobytu). Modelem idealnym była socjaldemokracja, oparta na welfare state z silnie rozwiniętą biurokracją oraz wysoką pozycją związków zawodowych, dbających o stabilność pracy i bezpieczeństwo pracowników na rynku. Przemysł był nastawiony na produkcję taśmową, a gospodarkę dźwigali dobrze opłacani wykwalifikowani robotnicy fizyczni (Gardawski 2009).

Kryzys naftowym lat siedemdziesiątych XX w., zdeterminował rozwój nowych technologii oraz wpłynął na pojawienie się nowego zjawiska jakim jest postfordyzm – system pracy cechujący się elastycznością i innowacyjnością. Zdaniem Gardawskiego, nowe technologie i globalizacja znacząco zmieniły stary, fordowski system pracy. Nastąpiło przejście z sektora przemysłowego do sektora usług. Zwiększyła się liczba przedsiębiorstw prywatnych, pojawiły się nowe specjalności, a także nowe formy zatrudnienia oraz zarządzania personelem pracy. Postfordyzm kładzie nacisk na innowację i kreatywność pracowników, którzy muszą się dostosowywać do zmieniających się i niepewnych warunków pracy (Gardawski 2009). W przypadku opisu postindustrializmu (postfordyzmu), przydatne stają się teorie Ulricha Becka, dotyczące zagrożeń, które niesie za sobą nowa wizja porządku społecznego. Mowa tu o społeczeństwie ryzyka, wzroście niepewności oraz postępującej technologiczny. Nowy system pracy idzie w parze z niepewnością zatrudnienia, trzymając pod pachą umowy śmieciowe. Nowe technologie skutecznie eliminują siłę roboczą zastępowaną przez maszyny. Praca nie jest już czymś pewnym, niezmiennym jak kiedyś.

Fotoreporter. Specyfika pracy i portret grupy

Według „Klasyfikacji zawodów i specjalności“ umieszczonej na stronie internetowej serwisu Urzędów Pracy fotoreporter, to osoba wykonująca zdjęcia tematyczne, ilustrujące istotne wydarzenia polityczne, społeczne i kulturalne dla agencji prasowych oraz wydawnictw periodycznych i codziennych. Do zadań zawodowych fotoreportera należy:

  1. Śledzenie informacji o aktualnych wydarzeniach w prasie, radiu i telewizji pod kątem ich wykorzystania w serwisach fotograficznych.
  2. Zapoznawanie się z aktualnym kalendarzem wydarzeń obsługiwanych przez agencje prasowe lub interesujących gazety zlecające tematy fotograficzne.
  3. Samodzielne wyszukiwanie tematów fotograficznych.
  4. Odbywanie podróży krajowych i zagranicznych w celu realizacji określonych tematów fotograficznych.
  5. Wykonywanie zdjęć do reportaży z imprez i aktualnych wydarzeń na terenie, który obsługuje.
  6. Opisywanie na bieżąco wykonywanych zdjęć i przesyłanie ich z filmami do agencji prasowej, redakcji wydawnictw, gazet lub innych zleceniodawców.
  7. Dokonywanie oceny wykonanych przez siebie lub innych fotoreporterów zdjęć.
  8. Dbanie o stan techniczny powierzonego lub własnego sprzętu fotograficznego.
  9. Stałe podnoszenie kwalifikacji zawodowych i śledzenie rozwoju techniki w zakresie fotografii.
  10. Posługiwanie się techniką komputerową przy przesyłaniu serwisów fotograficznych.

Zatrudnienie fotoreporterów przybiera głównie formy a) pracy stałej, b) współpracy z danym wydawnictwem c) wolonostrzelnictwa (freelancer). W pierwszym przypadku fotograf jest zatrudniany na czas pracy nieokreślony w umowie, a za swą pracę otrzymuje stałą pensję (Polska Agencja Prasowa, Gazeta Wyborcza) lub podstawę wzbogaconą o tzw. „wierszówkę“, czyli system wyceniania zdjęć na podstawie punktów. Pracodawca odprowadza za pracownika składkę zdrowotną oraz ZUS. Drugi system zatrudnienia obejmuje zazwyczaj umowę o pracę na czas okres określony lub, częściej, umowę o dzieło/zlecenie. Fotoreporter wiąże się z jednym wydawnictwem lub tytułem prasowym. Pracownik w tym systemie nie posiada ubezpieczenia zdrowotnego. W przypadku trzeciej formy, fotoreporter zazwyczaj zakłada własną działalność gospodarczą. Daje to możliwość pracowania z wieloma klientami, lecz niesie za sobą brak comiesięcznych stałych dochodów. W tej pracy zajmę się dwoma pierwszymi grupami.

Czasowy system pracy fotoreportera to praca 24 h na dobę, siedem dni w tygodniu. Jest to jeden z niewielu zawodów w naszym kraju wymagający takiej dyspozycyjności. Należy być przygotowanym na całodzienne dyżury, które niekoniecznie wiążą się z opcją dodatkowych dochodów. Do tego dochodzą nocne lub poranne telefony z nagłymi wypadkami – pożar, kraksa samochodowa itd. – które należy sfotografować.

Zarobki wahają się od 4 do kilku tysięcy złotych. Niższa wartość widełek, to stawka jaką za zdjęcie publikowane w Internecie płaci Gazeta Wyborcza. Nie ma tu reguły.

„4 złote – taka suma wpłynęła na moje konto z największej spółki medialnej, Agory SA, wydawcy między innymi ”Gazety Wyborczej”. Pracowałem w ”Gazecie” przez kilka lat i pozostało tam po mnie spore archiwum zdjęć“ – zwierzył się miesięcznikowi branżowemu Press Wojciech Druszcz.Koszt przelewu bankowego był wyższy niż kwota, którą otrzymał. Przekąsem dodaje, że gdy idzie odebrać przekaz pocztowy nigdy nie wie, czy starczy mu na paczkę makaronu czy może na wyjazd na Bali. Jednak uśrednione zarobki fotoreporterów wynoszą ok. 2,5 tysiąca złotych netto dla fotoreporterów pracujących na etacie.

Grupa, której perypetie na rynku pracy mam zamiar opisać to moi przyjaciele oraz znajomi – fotoreporterzy Trójmiasta oraz Krakowa. Swą przygodę z fotoreportażem zaczęłam w Gdańsku, gdy po maturze postanowiłam podjąć się praktyk w największej agencji fotoreporterskiej na Pomorzu – Kosycarz Foto Press. Agencja liczyła dwóch stałych pracowników oraz ok. pięciu współpracowników w zależności od potrzeb. Prócz tej grupy w Trójmieście pracuje ok. pięciu fotoreporterów dla gazet lokalnych, dwoje dla portalu Trójmiasto.pl oraz jedna osoba dla Państwowej Agencji Prasowej. W trójmiejskiej grupie fotoreporterów były dwie kobiety. Większość fotoreporterów zaczynała pracę na początku lat 90. Są to osoby w wieku pomiędzy 20 a 50 lat. Jednak zdecydowanie większa część z nich jest w wieku lat 30+. Posiadają zazwyczaj wykształcenie wyższe lub policealnym. Ich zawody wyuczone to np. prawnik, informatyk, historyk etc. Wykształcenie zgodne z pracą wykonywaną zdobyła jedna osoba – kobieta, Renata Dąbrowska, ukończyła studium policealne Fotomedia, obecnie studiuje fotografię w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi. Wśród tych osób tylko piątka posiada małżonka oraz dzieci.

Podobnie wygląda grupa fotoreporterów krakowskich. Stale z pracy fotoreportera (który jednocześnie jest jedynym zawodem) utrzymuje się 14 osób. Wśród nich jedna kobieta – Anna Kaczmarz, pracownik Dziennika Polskiego. Połowa tej grupy posiada rodziny wraz z dziećmi. Większość zdobyła wykształcenie wyższe. Jedna osoba, fotograf i zarazem szef fotodziału Gazety Wyborczej, Adam Golec, posiada wykształcenie wyższe kierunkowe – jest magistrem fotografii. Zawody wyuczone fotoreporterów to m.in. magister sztuki, biolog (spec. ornitologia), inżynier chemiczny, politolog. Podobnie jak w przypadku Trójmiasta, przedział wiekowy fotoreporterów waha się od 26 do 60 lat.

Podsumowując przeciętny fotoreporter to mężczyzna około trzydziestki, posiadający wyższe wykształcenie w kierunku innym niż fotografia. Raczej nie posiada dzieci. Zarabia ok. 2,5 tysiąca netto, jest zatrudniony na umowę o dzieło/zlecenie. Pracuje na własnym sprzęcie fotograficznym, którego wartość waha się od 8 do 50 tysięcy złotych. Do jego zadań zawodowych należy wykonanie, edycja oraz archiwizacja zdjęć prasowych, a także zdobywanie informacji o bieżących wydarzeniach.

W dalszej części pracy, w celu opisania sytuacji fotoreporterów na rynku pracy posłużę się wypowiedzią trójmiejskiego fotoreportera – Łukasza Głowaly. Łukasz fotografuje zawodowo od 1996 roku. W ciągu tych ośmiu lat publikował regularnie w najważniejszych wydawnictwach prasowych w Polsce i zagranicą. Obecnie jest związany z Gazetą Wyborczą i studiuje w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi, na kierunku fotografia.

Podsumowując zatem warunki pracy fotoreportera zacytuję Łukasza:

„O tym, jak bardzo trzeba kochać tę robotę najlepiej chyba świadczy fakt, że przez ostatnie lata wszyscy uznaliśmy za standard to, że pracujemy swoim sprzętem, niszczymy ciuchy i buty fotografując powodzie, pracujemy na własnych komputerach, nie korzystamy z hoteli tylko jeździmy po nocach bo „redakcji nie stać”. Kiedyś, gdy usłyszałem pytanie, czy mój samochód jest służbowy, pomyślałem sobie, że tak. To jest bardzo służbowy samochód. W celach niezwiązanych z pracą nie jeżdżę nim prawie wcale“.

Rynek pracy fotoreporterów. Ujęcie teoretyczne

Polski rynek pracy po II wojnie światowej był całkowicie regulowany przez państwo. Scentralizowana gospodarka rynkowa nie zakładała istnienia wolnych mediów prywatnych. Niewielka liczba tytułów prasowych, generowała wąski rynek pracy dla fotoreporterów. Wąski, jednak liczniejszy od obecnego, gdyż brak odpowiednich, skomputeryzowanych środków komunikacji oraz praca na aparatach analogowych, nie pozwalały na wydajniejszą pracę. Dla przykładu, tygodnik „Świat“ zatrudniał 5 fotoreporterów, to więcej niż dziś niejeden dział fotograficzny jakiegokolwiek dziennika. Z drugiej strony, system państwa socjalistycznego dawał fotoreporterom pewność zatrudnienia oraz benefity w postaci stałej pensji regulowanej przez odpowiednie cenniki. Fotografowie pracowali na sprzęcie firmowym, najpierw pierwszych aparatach dalmierzowych następnie lustrzankach. Aparaty analogowe zakładają użycie odpowiednich materiałów światłoczułych, potocznie zwanych kliszami. Idzie to w parze ze zwiększonymi wydatkami ze strony gazety, a także utrzymywaniem osobnego, dużego działu fototechników, zajmujących się wywołaniem i przygotowaniem zdjęć do druku. Produkcją gazety zajmowały się osobne jednostki, każdy pracownik był odpowiedzialny, podobnie jak na fordowskiej taśmie produkcji, za swoją małą działkę – zrobienie zdjęcia (fotoreporter), wywołanie go (fototechnik), zarchiwizowanie i opisanie (fotoedytor). Dodatkowo, fotograficy, a także fotoreporterzy byli uznaną grupą społeczną, cieszącą się społecznym prestiżem. Byli swego rodzaju artystycznymi celebrytami. Szybki rozwój fotoreportażu w latach 60 XX wieku sprawił, że fotografia była traktowana na równi ze słowem pisanym.

Wejście Polski w 1989 roku na drogę otwartej gospodarki rynkowej niosło ze sobą olbrzymie zmiany. Powstanie sektora prywatnego szło w parze z pojawieniem się na rynku wolnych, prywatnych mediów, a także poszerzyło rynek pracy fotoreporterów. Jednak prestiż fotoreportera sukcesywnie spadał. Po 89‘ roku Polska nie była już w centrum zainteresowań prasy światowej. Dodatkowo, zdaniem Gardawskiego, polski rynek w pierwszych latach po transformacji opierał się na niskich kosztach pracy. Podobnie było w przypadku profesji fotoreportera, który stał w redakcyjnej hierarchii niżej od kierowcy. Po ustabilizowaniu się rynku w 1994 roku, zaczęły powstawać pierwsze agencje fotograficzne, które odsprzedawały swoje materiały na zasadach outsourcingu. Mimo pojawienia się pierwszych aparatów cyfrowych usprawniających pracę, do początków XXI w. fotoreporterzy pracowali wciąż na sprzęcie analogowym. Wejście Polski do Unii Europejskiej w 2004 zaowocowało dodatkowymi zmianami, pracownicy musieli nauczyć się najważniejszej postfordowskiej wartości – elastyczności (Gardawski 2009).

W czasach postfordyzmu pojęcie klasy średniej jest używane zamiennie ze sformułowaniem klasa usługowa (service class). Wzrost liczebności tej klasy jest charakterystyczny dla postindustrializmu. Jest to klasa zróżnicowana. Z jednej strony znajdują się w niej osoby o wysokich kwalifikacjach i zarobkach (menadżerowie, administratorzy) oraz osoby świadczące usługi wymagające konkretnego wykształcenia, a także doświadczenia, lecz mimo to znajdują się na niższych szczeblach struktur organizacyjnych. Do tej grupy możemy zaliczyć policjantów, pielęgniarki, techników, a także fotografów (Wyszykowska 2007).

Produkt uboczny gospodarki rynkowej – niepewność jutra – dotknął także fotoreporterów. Doświadczenie, a tym bardziej formalne wykształcenie nie zapewnia już stałych, wciąż rosnących dochodów. Dążenie do maksymalizacji zysków nie idzie w parze z ze zwiększaniem personelu. Dziś jeden fotoreporter wyposażony w aparat cyfrowy, samochód i laptop jest w stanie wyrobić „normę“ swoich dwóch kolegów sprzed 5 lat.

Zmieniły się również możliwości awansu. R. Moss Kanter zaznacza, iż niegdyś organizacje rozwijały się nieskrępowanie, powstawały nowe miejsca pracy, a zatrudnienie było zapewnione każdej jednostce (Gardawski 2009). Obecnie rynek medialny nie zwiększa zatrudnienia, a fotoreporter posiada jedyną drogę awansu – w kierunku kierownika fotodziału. Niestety, ograniczenia finansowe zmuszają wiele gazet do likwidacji fotodziału, a obowiązki wyboru zdjęć do gazety przejmuje kierujący wydaniem, niewykształcony w tym kierunku, dziennikarz. Fotoreporter pracuje więc na zamkniętym stanowisku, bez możliwości na awansu, uznawanego za nagrodę za zdobyte doświadczenie i poświęcenie dla firmy. Dziś prędzej ma szanse zostać zwolnionym, zastąpionym przez młodszego kolegę, niż zostać kierownikiem fotodziału. Zdaniem fotoreportera z Trójmiasta, Łukasza Głowaly:

„O przetrwanie muszą już walczyć wcale nie Ci, którzy okazali się niepotrzebni i zdecydowali się odejść, ale Ci, którzy jeszcze pracują. O tym, ile ma kosztować fotografia, jakie zdjęcia są potrzebne, kto ma je robić i na jakich warunkach decydują ludzie, którzy gdyby robili w branży muzycznej, nie widzieliby różnicy między Mozartem a Jankiem Muzykantem“.

Umowa śmieciowa, najbardziej popularna umowa oferowana fotoreporterom przez pracodawców, to pogardliwa nazwa na umowę cywilno-prawną. Jest to umowa o dzieło/zlecenie, od której pracodawca nie odprowadza składki ZUS, a także omija pewne kosztowne przywileje dla pracownika, jak fundusz emerytalny i składkę zdrowotną.

„Ci, którzy konstruują dzisiejsze umowy, określają warunki pracy fotoreporterów i ustalają cenniki, patrzą na naszą grupę zawodową jak na każdą inną, gdzie można znaleźć oszczędności. Nie wiem czy powinniśmy czuć się wyjątkowi“ – twierdzi Łukasz Głowala.

W ciągu ostatnich miesięcy problem umów śmieciowych stał się wyjątkowo głośny za sprawą masowych zwolnień fotoreporterów Rzeczypospolitej oraz propozycji zmian umów fotoreporterów ze strony spółki Agora SA. Na początku grudnia, po przejęciu Presspublicki przez medialnego magnata, Grzegorza Hajdarowicza, wydawca Rzeczypospolitej zwolnił 120 osób, a kolejnym 200 obniżył pensję. Redukcje objęły ponad 20% pracowników Presspubliki. Zamknięto ukazujące się o 1944 „Życie Warszawy“. Cały fotodział – agencja Fotorzepa – przestał istnieć. Na współpracy pozostało dwóch fotografów. Wszystko w ramach szukania oszczędności.

Kryzys branży fotoreporterskiej dosięgnął również najbardziej utytułowaną agencję w Polsce – Gazetę Wyborczą. Wydawca, Agora S.A., przedstawił swoim pracownikom nowe wzory umów, niezgodnych ze zdrowym rozsądkiem oraz prawem. Wśród fotoreporterów oburzenie wzbudzał następujący fragment:

„Pracownik potwierdza, że strony ustaliły, iż jakiekolwiek zobowiązania Pracodawcy do wypłaty wynagrodzenia z tytułu uzyskania jakiegokolwiek wynagrodzenia za sprzedane utwory (zdjęcia) na rzecz osób trzecich wygasły. Pracownik zgadza się, że pracodawca nie będzie dokonywać z tego tytułu jakichkolwiek płatności w wypadku sprzedaży utworów (zdjęć) po dacie zawarcia niniejszego aneksu i zobowiązuje się nie podnosić w przyszłości z tego tytułu jakichkolwiek roszczeń”.

W praktyce oznacza to zrzeczenie się wszystkich praw majątkowych do własnej pracy, a także utratę praw majątkowych do zdjęć archiwalnych. Każdy, kto nie podpisał nowej umowy, nie miał szans na dalszą współpracę z Gazetą Wyborczą. Dla fotoreporterów pragnących zachować swą pracę oznaczało to zarobki mniejsze o średnio 1000 zł, rezygnację z ubezpieczenia zdrowotnego i pracowniczego funduszu emerytalnego. Cała sytuacja jest podwójnie komiczna z racji, iż to właśnie Gazeta Wyborcza prowadzi ogólnopolska walkę w mediach pt. „Stop umowom śmieciowym“.

W krótkim czasie po wielkim zamieszaniu i rezygnacji niektórych pracowników Agory z podpisana nowych umów, Gazeta Wyborcza ogłosiła casting na nowych fotoreporterów w Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi. Dział promocji szkoły otrzymał następującą wiadomość:

„Ma to być autorski wybór Krzysztofa Millera dla „GW”. Nagroda to publikacja i możliwość podjęcia rozmowy o stałej współpracy z „Gazetą Wyborczą”. Termin do 20 grudnia. Nie ma kategorii. Jedziemy od fotografii kreacyjnej, studyjnej po eksperyment, dokument i reportaż [...]“.

Filip Klimaszewski, warszawski fotoreporter działający na portalu Fotoreporterzy.net tymi słowami skomentował ogłoszony konkurs:

„Casting ma zwerbować nowych pracowników, którzy na dzień dobry będą mieli dużo gorsze warunki pracy. [...] Zdjęć do publikacji nie wybiera już fotoedytor (został zmarginalizowany do poprawiania opisów pod zdjęciami w serwisie). Zdjęcie do publikacji wybiera redaktor, który nie ma ani czasu, ani kompetencji, by wybrać odpowiednią fotografię“.

Trudny dla rynku jest też problem „matysiaków“[1], czyli fotoreporterów pracujących za 1000 zł netto, zaniżających stawki tylko po to by zaistnieć na rynku. Dla nich nagrodą nie są pieniądze, a sam fakt ukazania się ich zdjęcia w prasie. Liczą się wartości postmaterialistycznie – prestiż, krótka sława. Matysiakami stają się zazwyczaj pasjonaci robiący zdjęcia okazjonalnie lub współpracownicy mający nadzieję na poprawę swej sytuacji finansowej w przyszłości. Są to ludzie, którzy posiadają dodatkową pracę lub są utrzymywani przez rodzinę. Fotografia nie musi być ich źródłem zarobku, wystarczy, że daje im satysfakcję.

Ogólną sytuację fotoreporterów na rynku pracy świetnie podsumowuje kolejny cytat Łukasza z forum internetowego Fotoreporterzy.net:

„Szanowni specjaliści od oszczędności i rachunków – może zabrzmi to patetycznie – ale zabiliście fotografię prasową. Spowodowaliście, że nikomu już się nie będzie chciało. Liczycie zdjęcia „na sztuki”, nie przyjmując do wiadomości, że nie wszystko da się tak przeliczyć. Nie macie szacunku nie tylko do tych, którzy zdjęcia robią, ale również do odbiorców. [...] Jak ma się starać ten, który rezygnował dotychczas z ubezpieczeń emerytalnych, bo liczył na to, że jego archiwum jest zabezpieczeniem na starość? I jak się ma czuć ten, któremu za zdjęcie publikowane w Internecie macie czelność zaproponować 5 lub 10 zł? Powiem Wam – czuje się okradziony i nie ma już motywacji do pracy“.

Nadzieje na przyszłość

Powód dla którego pracodawcy odchodzą od umów o pracę jest prosty – po prostu się im to opłaca. Jednak czy opłaca się to społeczeństwu? Forma zatrudnienia oparta na umowach śmieciowych wywiera wpływ na skład grupy zawodowej, a także na jakość wytwarzanego przez nią produktu. Warto zastanowić się, czy np. wprowadzenie zawodów regulowanych – zarówno od strony finansowej jak i prawnej oraz etycznej – nie byłoby lepsze dla społeczeństwa. Być może uniknęlibyśmy takich przypadków, jak sytuacja z 10 stycznia 2012 roku, gdy reporterzy zamiast pomóc rannemu w wyniku nieudanego samobójstwa prokuratorowi Przybyłowi, zaczęli kręcić materiał, wszystko aby zdobyć wierszówkę i materiał, a przede wszystkim – pieniądze.

W funkcjonalnym ujęciu systemy Talcott Parsons twierdził, że społeczeństwo nie istniałoby bez systemu profesji – grup zawodowych, które podlegają specyficznemu unormowaniu. Są to zawody, do których wykonywania wymagane jest długotrwałe przygotowanie. Ludzie zrzeszeni w grupach zawodowych tworzą własne kodeksy etyczne, związki zawodowe, a także ograniczają dostęp do wykonywanego zawodu (Parsons 1939). Socjologiczna koncepcja profesji jest bardzo banalna. Istnieją zawody, których nie może i nie powinien wykonywać każdy pierwszy lepszy z pośredniaka. W innym wypadku nasze społeczeństwo pogrąży się w chaosie. Gdy oddajemy swe cenne zdrowie lekarzowi – ufamy mu. Abyśmy im zaufali, muszą być oni kompetentni. Mimo, iż pacjent nie jest w stanie sam owych kompetencji ocenić, nie powinnyśmy pozostawić wyboru w kwestii, kto ma nas leczyć, „ciemnemu ludowi“. Dlatego odpowiednie instytucje koncesjonują prawo do leczenia. Podejście to zakłada potrzebę wprowadzenia zawodów regulowanych. Nie chodzi tu o posłanie fotoreporterów do szkół (których często nie mają) czy zabronienie gazetom wykorzystywana zdjęć amatorów. Ważne jest to, że często rynek nie jest w stanie optymalnie zapewnić nam pewnych usług czy produktów, idąc na ilość, pomijając jakość. Fotoreporter to zawód zaufania publicznego na dorobku. Wciąż istnieje cennik Związku Polskich Artystów Fotografików. Związek posiada również swój statut oraz kodeks etyczny. Nie jest on respektowany przez żadne media, a fotografowie żądający stawek zawartych w cenniku… nie mogą odnaleźć swojego miejsca na rynku. W końcu problem umów śmieciowych, niepewności zatrudnienia oraz braku składek zdrowotnych i emerytalnych dotyczy większej części społeczeństwa polskiego, nie tylko fotoreporterów. System postfordowski niesie za sobą negatywne następstwa zarówno dla gospodarki, jak i psychiki pracowników. Patrząc tylko na samych fotoreporterów – stali się oni grupą zubożałą, niezadowoloną z własnej pracy, pozbawioną przywilejów. Nie da się pracować długo w takich warunkach. Zwiększa się rotacja pracowników. Dla rynku oznacza to spadek jakości zdjęć oraz problemy ze znalezieniem zespołu chętnego do pracy.

Literatura

Gardawski, Juliusz. 2000. Jak żyją Polacy? Warszawa: IFiS PAN.

Gardawski, Juliusz. 2009. Polacy pracyjący a kryzys fordyzmu.Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar.

Hirszowicz, Maria. 2007. Stąd, ale dokąd? Warszawa: Sic!.

Parsosn, Talcott. 1939. The Professions and social structure. „Social Forces“ vol. 17, nr 4 : 457-467.

Strony internetowe

Fotoblogia: http://fotoblogia.pl/2011/12/21/rzeczpospolita-i-agora-likiwduja-dzialy-fotograficzne

Fotoreporterzy.net: http://fotoreporterzy.net/tekst/2011/12/22/bez-tytulu-2/

Press.: http://www.press.pl/opinie/pokaz/1721,4-zlote-za-foto

Serwis Urzędów Pracy: http://www.praca.gov.pl/pages/klasyfikacja_zawodow2.php?klasyfikacja_zawodow_id=500

[1] Pojęcie oznaczjące osobę, która ma-tysiaka – zarabia tysiąc złotych za swoją pracę.