Różne oblicza kryzysu: Rok 2011 na Białorusi

Różne oblicza kryzysu: Rok 2011 na Białorusi

Kończy się rok 2011, rok w którym co chwilę słyszeliśmy o kryzysie. Kryzys w Grecji, w Hiszpanii, ludzie na ulicach, Unia Europejska się chwieje, wspólnota walutowa jest zagrożona, Niemcy już mają dość utrzymywania biedniejszych.

A co dzieje się poza Europą, tzn. poza Unią?

2011 rok był rokiem kryzysu ekonomicznego również u naszego wschodniego sąsiada. Był to jednak inny kryzys niż europejski, ponieważ Białoruś nie jest gospodarczo zbyt ściśle związana z UE. Zapaść białoruskiej ekonomii była jakby prezentem od prezydenta, wybranego po raz piąty pod koniec 2010 roku. 18 rok władzy Aleksandra Łukaszenki zaczął się intensywnymi represjami politycznymi oraz kryzysem gospodarczym.

W gospodarce zaczęło dziać się źle właściwie od początku 2011. Jak można przeczytać na portalu charter97.org w ciągu całego roku półki w sklepach były pełne niespodzianek: to zabrakło cukru, to kasza gryczana kosztowała więcej niż mięso, a czasem zamiast mięsa w sklepach można było znaleźć tylko wieprzowe kopyta. Już w styczniu ceny wzrosły o ok. 2%, co, jak się później okazało, było delikatnym preludium do późniejszych podwyżek i inflacji. Pierwszym zwiastunem tego, co miało nadejść stała się kasza gryczana, która w lutym kosztowała już 16-18 tys. rubli za kilo (wtedy jeszcze 1 tys. mniej więcej odpowiadał polskiej złotówce). W marcu było coraz gorzej, w kwietniu już wszyscy zorientowali się, że będzie tylko drożej, więc zaczęli robić zapasy, kupować sprzęt agd itd. W wyniku ciągłych zmian kursu walut, ceny tych samych produktów w różnych sklepach zaczęły bardzo się różnić (nawet do 80%). W maju bardzo podrożały ziemniaki i kapusta, inflacja sięgnęła 20%. Dodatkowo z półek zaczęły znikać produkty, w sklepach z agd pozostały już tylko elektryczne maszynki do mięsa, a w sklepach spożywczych wyrosły kolejki po jajka. Producentom zaczęło bardziej opłacać się produkować na eksport niż sprzedawać swoje towary za coraz mniej warte białoruskie ruble. Jednak w lecie władza nałożyła duże ograniczenia na eksport oraz całkowite zakazy eksportowania niektórych produktów. Rodzime towary wróciły do sklepów, co nie znaczy, że ludzie chcieli kupować białoruskie marki (na przykład sprzętów gospodarstwa domowego). Jednocześnie produkty z importu, często jakościowo lepsze od marek rodzimych, szybko się skończyły. Podawano, że w tym okresie inflacja sięgnęła 36% i tym samym pobiła rekord: przez ostatnie 10 lat nie zdażało się żeby było aż tak źle. Po jakimś czasie do sklepów wróciły zagraniczne towary AGD, ale po niespotykanych dotąd cenach.

Tematem sierpnia było mięso, którego brakowało w niemal wszystkich sklepach. Pozostawało kupowanie bardzo drogich mięsopodobnych produktów lub wegetarianizm. We wrześniu zniknęła nawet droga kiełbasa. W niektórych sklepach pojawiły się informacje, że nie można kupić więcej niż 1 kg mięsa na osobę. W październiku mięso wróciło na półki, ale w tajemniczych okolicznościach zaczął znikać kefir. Wzrosły ceny butów i kurtek zimowych. W listopadzie i grudniu wszystko wróciło do normy, to znaczy w sklepach są wszystkie produkty, ale bardzo, bardzo drogie. Inflacja za rok 2011 wyniosła ponad 100%.

Jeżeli wydaje nam się, że w Polsce jest drogo, warto porównać Polskę z Białorusią i przestać narzekać. Oprócz tego, że ceny są wysokie, siła nabywcza Białorusinów się zmniejsza.

Według danych Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej Republiki Białoruś w styczniu 2011 minimalne wynagrodzenie wynosiło 460 tys. rubli BY. W wyniku inflacji wynagrodzenie minimalne wzrastało w każdym miesiącu, aż osiągnęło w listopadzie 925 520 rubli BY(rosło zgodnie z rosnącą inflacją). Jeśli jednak przeliczyć minimalne wynagrodzenie z każdego miesiąca 2011 na dolary, widać co kryje się pod liczbami podanymi przez Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej: styczeń, luty, marzec – 152$; kwiecień – 148$; maj – 108$; czerwiec – 115$; lipiec – 122$; sierpień – 130$; wrzesień – 135$; październik – 96$; listopad – 106$. W związku z tym, że dolary są na Białorusi pierwszą nieoficjalną walutą, to właśnie te wartości (podane za portalem mojazarplata.by) pokazują prawdziwy rozmiar kryzysu i jego wpływ na ludzi. Osoby, które zarabiają lub dostają świadczenia w rublach BY w ciągu roku dostawały coraz mniej pieniędzy miesięcznie przy jednoczesnym wzroście cen żywności i innych towarów.

W dobie kryzysu trzeba sobie jednak jakoś radzić. Aliesia Kiczko w serwisie tut.by podaje osiem sposobów na to, jak oszczędzić na jedzeniu i nie być głodnym. Na przykład warto do obiadu jeść dużo kaszy (byle nie gryczanej!), bo dobrze zapełnia żołądek i choć może początkowo kasze nie będą wydawały nam się bardzo smaczne – przyzwyczaimy się. Mleko można zastępować tańszą serwatką, która równie dobrze sprawdza się w gotowaniu rozmaitych potraw. Do pracy lepiej brać sobie jedzenie z domu, niż chodzić do baru – można trochę zaoszczędzić.

W innym artykule, Aliena Wysockaja pokazuje jak można przygotować obiad dla całej rodziny za jednego dolara. Według jej obliczeń, należy ograniczać spożycie takich rarytasów jak pomidory, papryka, czy młoda kapusta i jeść głównie dania oparte na ziemniakach, cebuli i kaszach.

Wszystko to jakby pół żartem pół serio – taki białoruski, czarny humor.

Dodatkowo polecam:

http://oede.tut.by/item/1837

http://oede.tut.by/publication/1863

http://charter97.org/ru/news/2011/12/26/46199/

http://news.tut.by/society/265876.html

http://mintrud.gov.by/ru/trud/norm3

http://mojazarplata.by/main/minimalka/minimalqnaja-zarplata-v-nojabre-2011-indeksiruetsja-na-101-2