Reprywatyzacja po trupach, czyli o śmierci Jolanty Brzeskiej.

Reprywatyzacja po trupach, czyli o śmierci Jolanty Brzeskiej.

Zbliża się pierwsza rocznica śmierci Jolanty Brzeskiej, działaczki ruchu obrony praw lokatorów z Warszawy. 1 marca 2011 roku znaleziono w Lesie Kabackim w Warszawie jej spalone zwłoki. Początkowo policja ogłosiła, że Brzeska sama się podpaliła, wbrew

rażącym dowodom na to, że to nie mogło być samobójstwo. Warto przypomnieć co wydarzyło się rok temu, zwłaszcza, że ofiarą była aktywna działaczka lokatorska – na pewno niewygodna dla tych, którzy dobrze zarabiają na przejmowaniu kamienic i spekulacji nieruchomościami.

Pani Jolanta z rodziną od lat 50-tych wynajmowała mieszkanie komunalne przy ulicy Nabielaka w Warszawie. Mieszkanie dostali w przydziale jej rodzice, wprowadzili się tam, gdy ich córka miała 4 lata. W latach 90-tych zaczęto mówić o wykupywaniu mieszkań, jednak rodziny Brzeskich nie było na to stać. Bali się wypłacić ostatnie oszczędności i ciułać pieniądze na wykup, zwłaszcza, że mieli przecież bezterminową umowę najmu podpisaną z gminą.

W 2006 roku ich kamienica przeszła w ręce prawowitego spadkobiercy, przy czym prawa lokatorów miały zostać zachowane. Prawowitym spadkobiercą okazał się Marek Mossakowski. Za dobrowolne opuszczenie mieszkania chciał dać Brzeskim 80 tys. złotych, czyli kwotę niewystarczającą na wykupienie mieszkania w Warszawie. Rodzina nie chciała zgodzić się na takie warunki. W ciągu czterech lat, od 2006 roku Mossakowski złożył im dwie, niezapowiedziane wizyty domowe. Pierwsza miała miejsce w 2006 roku i była wielkim wejściem spadkobiercy na swoje. Mossakowski ze znajomymi wszedł do mieszkania Brzeskich, przeszkodził im w obiedzie i bez pytania zaglądał do wszystkich kątów. Czuł się jak u siebie. Druga wizyta miała miejsce po tym, jak właścicielowi udało się jakimś cudem (bo bez wiedzy mieszkańców) zameldować się w mieszkaniu Brzeskich. Przyszedł z pijanymi znajomymi i zaczął rozwiercać zamki. Na szczęście pani Jolanta była już wtedy na tyle obeznana z prawem, że zaprotestowała powołując się na odpowiednie paragrafy. Okazało się, że właściciel wedle prawa nie może zameldować się w mieszkaniu bez zgody najemcy. Ktoś, kto zameldował Mossakowskiego u Brzeskich złamał prawo, ale nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Pani Jolanta opierała się właścicielowi, aż została ostatnią lokatorką w kamienicy Mossakowskiego i tym samym ostatnią przeszkodą w jego planach.

Szykany, groźby, działania nie zgodne z prawem to typowe sposoby pozbywania się lokatorów z reprywatyzowanych kamienic. Reprywatyzacja w Polsce nie jest uregulowana żadną ustawą, stąd też bierze się chaos, który wykorzystują różni spryciarze. Wcale nie trzeba być prawowitym spadkobiercą, aby ugrać dużo na odzyskiwaniu budynków. W Polsce działają firmy, które zajmują się odnajdywaniem właścicieli i organizowaniem dla nich profesjonalnej pomocy prawnej. W zamian inkasują spory procent z odszkodowań, które od czasów rządu Leszka Millera (2004) wzrosły do oszałamiających rozmiarów. Właśnie wysokość odszkodowań spowodowała to całe „polowanie na kamienice”.

Także Marek Mossakowski jest takim myśliwym. Znana jest sprawa ulicy Hożej, gdzie właśnie Mossakowski wykupił prawa do roszczeń od leciwej właścicielki jednej z kamienic za 50 zł, a następnie zaczął domagać się odszkodowania od gminy w wysokości 5 mln zł.

Zagadka śmierci pani Jolanty była bardzo powoli rozwiązywana. Zeznania świadków zgłaszających się na policję były ignorowane. Mimo że znane są numery rejestracyjne auta, którym porwano Brzeską, właściciel już nie ma tego auta, a zatem według policji ślad się urywa. Analizy śledczych wskazywały na to, że pani Jolanta była nieprzytomna, kiedy oblano ją benzyną i podpalono. Pomimo tego policja długo utrzymywała, że było to samobójstwo. Później podawano, że Brzeska została nieumyślnie zabita (nieumyślnie oblana benzyną i podpalona; ktoś też wcześniej nieumyślnie pozbierał chrust na palenisko).

Żeby zrozumieć dlaczego tak działa policja, warto przytoczyć jedno wydarzenie z początku całej sprawy w 2006 roku. Pani Jolanta wynajęła prawnika, jednak prawnik po wizycie panów w czarnych garniturach grzecznie odmówił jej pomocy. Hipoteza, że za śmiercią Brzeskiej stoją tak bogaci ludzie, że policja nie może ich ruszyć, wydaje się bardzo prawdopodobna.

Przez tę tragiczną śmierć pani Jolanta stała się wzorem dla innych działaczy. Była niezywkle zaangażowana i aktywna w kwestii obrony praw lokatorów. Zajmowała się swoją sprawą, ale także pomagała innym. Była na pewno ciężkim orzechem do zgryzienia dla Marka Mossakowskiego. Nie można jej było zastraszyć, świetnie znała swoje prawa, więc ciężko ją było oszukać i wykorzystać jej słabszą pozycję w konflikcie.

Niestety za tak rażącym traktowaniem lokatorów odzyskiwanych kamienic, za eksmisjami na bruk (najpierw do mieszkania zastępczego na krótki okres, a dalej na bruk) stoi majestat prawa. Budynki są sprzedawane łącznie z lokatorami, których nie trzeba o nic pytać. Czynsze mogą być windowane do ceny rynkowej i przez to najbardziej poszkodowanymi stają się osoby starsze, z małymi emeryturami; osoby niepełnosprawne; samotne, starsze kobiety; ubogie rodziny. Zamożniejsi i młodsi częsciej są w stanie poradzić sobie w rynkowej rzeczywistości. Starszym, ubogim, pozostaje samobójstwo (przypadek starszego lokatora z ulicy Wspólnej 35 w Warszawie), zajmowanie opuszczonych budynków lub altanek na terenie ogródków działkowych (tak zrobiła po eksmisji emerytowana dziennikarka Ewa Andruszkiewicz). Niektórych wykańczają ciągnące się procesy sądowe, pogróżki, szykany (to prawdopodobnie przyczyniło się do śmierci Kazimierza Brzeskiego, męża pani Jolanty) – umierają na zawał czy wylew. Na szczęście wielu ma jeszcze energię walczyć o swoje prawa. Symbolem tej energii i siły pozostanie Jolanta Brzeska.

Źródła:

lewica.pl

wiadomosci.gazeta.pl

cia.media.pl

tvp.info