Recenzja wystawy Rafała Dominika, „Po ludziach, przed robotami: Top 10 mało znanych historii”

Recenzja wystawy Rafała Dominika, „Po ludziach, przed robotami: Top 10 mało znanych historii”

Recenzja wystawy Rafała Dominika, „Po ludziach, przed robotami: Top 10 mało znanych historii” w Kasia Michalski Gallery

Po ludziach, ale przed robotami. Czyli dokładnie gdzie? Przedmiotem refleksji artystycznej Rafała Dominika staje się kultura zawieszona gdzieś między ironicznym światem człowieka postnowoczesnego a dystansującą wszelkie post-izmy wizją chłodnej rzeczywistości technologicznej. Posthumanizm, zło, kultura pop, tradycja, człowiek, antyk, język to wątki przeplatające się w pracach artysty. Wystawa Dominika to amalgamat osobliwości i „prostych historii”, połączony na zasadzie skojarzeń i dodatkowo zlepiony ambitnymi teoriami. Nie przypomina ona programowej realizacji określonej, artystycznej wizji. Widać zainteresowanie Dominika modnymi obecnie problemami, ale uderza powierzchowność realizacji istotnych zagadnień, niosących potencjał artystyczny, niekoniecznie wykorzystany na prezentowanej wystawie.

Rafał Dominik lawiruje między postulatami posthumanizmu, czerpiąc z nich inspiracje do swoich prywatnych narracji. Prace pozostawia właściwie bez komentarza – zjawisko niespotykane na tle dzisiejszej tendencji do kilometrowych opisów podpieranych filozofią. Rewolucyjność w modelu współczesnego wystawiennictwa? Być może. Odbiorca zostaje zderzony z przedmiotem, zdany na łaskę i niełaskę własnej wyobraźni i indywidualnego kodu skojarzeniowego artysty, który nawet w wirtualnym oprowadzaniu kuratorskim w lapidarny sposób komentuje swoje dzieła. Cóż, milczenie tekstu z pewnością podkreśla wartość przekazu wizualnego. Niech przemówią obrazy.

I przemawiają, ale w wielu przypadkach bezpieczną, poszatkowaną polifonią. W dwóch pracach pojawia się motyw zrujnowanej kolumny. Przewrotnie, za każdym razem znaczy co innego. „Ruins” to, jak czytamy w katalogu wystawy, reprezentacja tradycji grecko-rzymskiej, stanowiącej „podstawę naszego wspólnego języka wizualnego”. Reprezentacja dosłowna – obrazowi zrujnowanej kolumny, artefaktowi przeszłości, przypisuje się funkcję opowiadania o fragmentaryczności podstaw, na których budujemy naszą tożsamość. Artysta wykorzystał paralelę jaka zachodzi między schyłkowością, upadkiem i fragmentarycznością, a ruiną w sensie dosłownym. Niestety, diagnoza postawiona w tej pracy wydaje się nietrafiona. Siła oddziaływania tradycji grecko-rzymskiej na naszą kulturę sugerowałaby wieczną trwałość pewnych idei. Ruiny w sensie fizycznym, jakie pozostały po świecie starożytnym, niewiele mają wspólnego ze stanem zachowania myśli antycznej. Dlatego bardziej pasowałoby tu stwierdzenie, że to nie kolumna jest obrazem ruin, jak nam tłumaczy Rafał Dominik, lecz ruiny są obrazem człowieka postnowoczesnego, który buduje swoją tożsamość z wielkiego śmietnika kultury wizualnej. Próbka, fragmentaryczność jako podstawowy budulec osobowości „zwykłego hipstera” – zgoda, ale na ilustrację tego problemu wybrałabym na pewno inny obiekt, niż ten jednoznacznie uruchamiający sieć skojarzeń z wielkimi narracjami. Dobrze wiemy, że dziś nic wielkiego już nie ma. Co ciekawe, chyba dostrzega to także artysta, który w drugiej pracy operującej motywem kolumny, „Scale+Transform”, powiela serię miniatur, dając ty samym wyraz fascynacji modelami i mikroświatami.

Motyw ruin wydaje się mieć niewiele wspólnego z tematem realizowanym w pracach Rafała Dominika najczęściej. Jest nim punkt zwrotny w historii ludzkości, radykalnie zmieniający paradygmat refleksji nad miejscem człowieka we współczesnym świecie – posthumanizm. Między tym, co po człowieku, a tym, co przed robotami leży wielka liczba zagadnień związanych z kondycją człowieka, jego uwikłaniem w technologie i transformacją obrazu świata, które Dominik próbuje eksplorować. Rafał Dominik zatrzymuje się na bezpiecznej pozycji obserwatora, który wykonuje ilustracje do nowoczesnych teorii pozbawione głębszych znaczeń. Dlatego jego dzieła wypadają blado w porównaniu z doniosłością proklamowanych założeń posthumanizmu i kontrowersjami, jakie wywołuje.

Posthumanistyczne wątki pojawiają się w pracy „INFO (Inne i Nowe Formy Osobowości)”. Składa się ona z dwóch części, z których pierwsza, „Świadomość i Nieświadomość” z serii „Porównania” przedstawia „dwa organiczne kształty – wnętrze jednego jest chaotyczne, w drugim panuje rygor i porządek, nasuwając skojarzenie z konstrukcją ludzkiego umysłu”. To dość radykalne ujęcie zagadnienia. Odwieczny binaryzm odnajduje nowe wcielenie i po gnostycku załatwia problem złożoności umysłu, segregując go na porządek i chaos. Powstaje pytanie, jak się ma do tego teoria osobliwości Ray’a Kurzweila. Na nią powołuje się artysta. Czyżby „uporządkowana” forma o niesprecyzowanych kształtach była projekcją przyszłego istnienia, dynamicznie się rozwijającej sztucznej inteligencji, przerastającej intelektualne (operacyjne?) możliwości swoich poprzednich wersji? Trudno powiedzieć. W każdym razie koncepcja technologicznej osobliwości, jak i wiele innych problemów posthumanizmu, takich jak rozumienie świadomości jako wtórnego epifenomenu czy problem komunikacji transgatunkowej stwarzają naprawdę wiele możliwości sztuce i artystom. Trzeba je tylko wykorzystać.

Druga praca Rafała Dominika ze zbioru „INFO”, zatytułowana „Nagły brak ciągłości w Życiu” to lightbox, który „ukazuje wyobrażony dzień z życia sztucznej inteligencji – nowej formy życia”. Próba przedstawienia możliwości egzystowania wewnątrz maszyn cyfrowych? Zobrazowanie procesu pokonywania granic, jakie wyznacza ciało? Tak, ale to tylko wizualizacja powszechnej w obrębie dyskursu posthumanistycznego idei o rozmyciu się linearyzmu czasu w przypadku sztucznych inteligencji, o płynności i nieograniczeniu ich potencjalnego „postrzegania”. Praca w żaden sposób nie dialoguje z problemem. Staje się zgrabną, enigmatyczną ilustracją zagadnienia i może oznaczać praktycznie wszystko.

Praca Rafała Dominika „Augmentations” pozytywnie wyróżnia się na tle innych prezentowanych obiektów. Artysta kontynuuje podjęte wcześniej wątki o możliwościach, jakie gatunkowi ludzkiemu daje lawinowy rozwój technologii. „Augmentations” składa się z trzech odrębnych dzieł, zatytułowanych „Jak widzimy Świat vs. Jak Świat wygląda Naprawdę a.k.a. Obiektywność”, „HUD (head-up display)” i „Moto Rider”. „Jak widzimy Świat vs. Jak Świat wygląda Naprawdę a.k.a. Obiektywność” wprowadza wątek ludzkiej percepcji i jej modyfikowania. Pozostałe dwie prace pokazywane w tej historii: HUD (head-up display) i Moto Rider odwołują się do gadżetów i technologii, którymi uzbrajamy nasze ciała, by je chronić i stymulować”. Pierwszą pracę artysta wykonał w technice video. Zapętlony obraz przedstawia młodą kobietę leżącą na dmuchanym materacu, który dryfuje na powierzchni basenu. Stopniowo, wraz z przesuwaniem się materaca obraz o jaskrawej kolorystyce ulega przemianie. Ciało kobiety, powierzchnia wody, tło sceny zmieniają się w zespół zgeometryzowanych brył. Zaostrza się kontur, kolory znikają i pozostaje uporządkowana ostrymi płaszczyznami przestrzeń. W tle przesuwa się drgająca, błękitna krzywa wykresu. W rezultacie kadr, który może się kojarzyć ze sceną z typowego śródziemnomorskiego kurortu, a tym samym pożądanym w społeczeństwie utopijnym modelem życia rozpływa się na rzecz kompozycji szarych powierzchni tylko układem form sugerujących związek z obrazem „pierwotnym”, równoległe wyświetlanym na ekranie. To symultaniczne ujęcie, jednoczesne przedstawianie dwóch światów (lub raczej dwóch obrazów tego samego świata) jest elementem formalnym dzieła, stanowiącym o jego kompozycji. Dualizm zastępuje tu tradycyjnie rozumianą kompozycję jako zbiór elementów świadomie rozmieszczonych przez artystę w określonym porządku. Jednocześnie kompozycja tego video naprowadza na sens dzieła, zaszyfrowany właśnie w zderzeniu dwóch „koncepcji patrzenia”. Odrzucenie „zwykłego” obrazu naturalnego dla oka świadczy o próbie ustrukturyzowania świata widzialnego, dotarcia do „rdzenia” rzeczywistości, do jej prawdziwych form. Prawdziwych dla… kogo? Sztucznej inteligencji? Skoro tytuł pracy zakłada porównanie tego, jak my widzimy świat i jak świat wygląda naprawdę, warto zadać pytanie, o które „naprawdę” chodzi. Czy Rafał Dominik zmierza do wyznaczenia jakiegoś obiektywnego oglądu świata? Można przypuszczać, że odwołując się do posthumanizmu, artysta snuje refleksję nad ukrytą, drugą stroną świata – tą (na razie) niedostępną empirii. Dominik przyjmuje posthumanistyczny paradygmat – odrzuca wizję człowieka jako bytu doskonałego, a tym samym najistotniejszego. Przestaje mieć znaczenie to, jak człowiek widzi świat, a staje się istotne, jak mógłby go zobaczyć, gdyby udoskonalić jego zmysły. Antropocentryzm upada, a w jego miejsce pojawia się refleksja nad problemem augumented reality i tego, jak dzięki ingerowaniu w ludzkie ciało nowoczesnymi metodami technologicznymi możemy poszerzać nasze zdolności. W narracji „Jak widzimy Świat vs. Jak Świat wygląda Naprawdę a.k.a. Obiektywność” człowiek usuwa się w cień, a przedmiot rozważań stanowi jego percepcja.

Brak pomysłu przebija wyjątkowo silnie z cyklu „Emotions”. To seria rysunków przedstawiających sceny z życia „normalnych ludzi”. Rysunki, utrzymane w komiksowej poetyce, to kolejna narracja o Hermetycznym Pokoleniu Wyalienowanych Hipsterów Odciętych od Świata i Pozbawionych Życia Wewnętrznego, która sili się na ironiczne przesłanie, na ukazanie samotności w świecie pozornie ułatwionej bliskości. Także forma rysunków, ich lapidarność, białe kartki jakby prosto wyrwane ze szkicownika dosadnie prezentują obraz katastrofy, jaka dosięgnęła relacji międzyludzkich.

Ciekawszą propozycję na trafny komentarz do współczesności prezentuje praca „Language”. Świętowanie momentu połączenia liter „O” i „K” w „OK” brzmi niezwykle przekonująco. Tu, w słowie „OK” wykutym w piaskowcu, dokonuje się celebracja płodności języka i stanu bycia „OK”. Jesteśmy „OK”, „OK” definiuje nasz status egzystencjalny i zapewnia dystans do rzeczy będących serio. Brzmi prawie jak manifest pokoleniowy. Prawie, bo jednak słowo „Like” wykute w piaskowcu pozostawałoby w ściślejszym związku z tytułowymi, „topowymi” historiami. Jednego wydaje mi się niezrozumiałe – dlaczego artysta uznał, że tematy przewijające się w obiegu kulturowym i w mediach, takie jak posthumanizm, alienacja, technologie to „mało znane historie”? Czysta przewrotność?

Posthumanizm to temat „fajny”, fajniejszy nawet niż postmodernizm, który chyba już jest passé. Nic dziwnego, że artyści nawiązują do niego, mimo braku sprecyzowanej strategii twórczej. Rafał Dominik wydaje się być artystą nierównym. Sięga po głębokie tematy, ale brakuje w niektórych obiektach pracy intelektualnej, stojącej za dziełem. Obcowanie z jego wystawą „After humans, before robots” przypomina słuchanie zdawkowej relacji o nurcie filozoficzno-społecznym, dążącym do zmiany świata. Dlatego oszczędność niektórych prac co do znaczeń rodzi irytację. Rafał Dominik zatrzymuje się na bezpiecznej pozycji obserwatora, który kataloguje zamiast kreować. Proces tworzenia, kształtowania wizji artysty zanika, w jego miejsce pojawiają się zlepki, strzępki informacji posklejane cytatami z teorii, filozofii, tu i ówdzie udekorowane górnolotną sentencją o świadomości, życiu, archeologii słowa.

Ilustracja: Rafał Dominik