Recenzja książki Instalacja Idziego Jerzego Sosnowskiego

Recenzja książki Instalacja Idziego Jerzego Sosnowskiego

W ciemności nic nie widać, trudno się poruszać, jesteśmy pełni obaw, skazani na błądzenie. Światło dodaje otuchy, zapewnia bezpieczeństwo, w świetle można dojrzeć prawdę.

Rozważaniami na temat światła rozpoczyna swą książkę Jerzy Sosnowski. Słowami motta zostajemy wprowadzeni w wymiar aksjologiczny powieści („Jeżeli chcesz być doskonały, cały stań się ogniem”), później zaś otrzymujemy trzy różne sposoby definiowania jasności, które dzięki starannie przemyślanej koncepcji autora, stanowią elementy konstrukcyjne całości. Dzięki takiej kompozycji – uprzednio przemyślanej i stopniowo rozwijającej się na kolejnych kartach książki – interpretacja dzieła może przebiegać nie tylko wzdłuż linii problematyzującej czym jest owa tytułowa „instalacja Idziego”, ale stwarza możliwości do rozważań czym jest także „instalacja samego Sosnowskiego”. Prześledźmy zatem, w jaki sposób Sosnowski wciela swój konstrukcyjny zamysł do powieści.

W zwyczajnym życiu czterdziesto paroletniego dziennikarza telewizji TTT, Waldemara Wilkowskiego pojawia się element zaskoczenia: bohater, od swojej dawnej narzeczonej – Joli, dowiaduje się, że jest ojcem dwudziestoletniego chłopca, Idziego Janika. Spokój i codzienna rutyna zostają przerwane. Zdezorientowany bohater musi teraz zmierzyć się z przeszłością – tym, na co nie ma już wpływu, co obecnie stanowi już tylko niespełnioną możliwość, z teraźniejszością rzutowaną w przyszłość – tym, co zrobi teraz, jakiego wyboru dokona oraz z mgliście pojmowaną sferą metafizyki, oporną wobec wszelkich próbujących ją wyjaśniać teorii. W kręgu takich rozważań porusza się autor. Jednak, w jakiej relacji pozostaje problematyka światła wobec powyższego?

Przeszłość. Minione zdarzenia już się dokonały, nic nie jest w stanie zmienić ich biegu. Zastanawianie się nad słusznością podejmowanych wyborów oraz myślenie „co by było gdyby” jest bezpodstawne, gdyż niespełniona i niewykorzystana niegdyś możliwość nie ma racji bytu, jest tym czym światło dla fizyka – niespełnieniem, pozorem… Inaczej jest z teraźniejszością. Rozwija ona przed człowiekiem wachlarz przyszłych możliwości, pozostawia prawo wyboru i podejmowania decyzji, poucza, że jeszcze nie jest za późno, że jeszcze można dokonać zmian. Jednak nie zawsze łatwo jest zrozumieć to, co w życiu się przydarza. Pojawiają się pytania, nie padają odpowiedzi. Stajemy bezradni wobec cierpienia, Absolutu, sfery sacrum… Możemy podejmować bezowocne próby zrozumienia niepojętego albo przyjąć coś takim, jakim jest, w pokorze, uznając swą małość i słabość, tak jak czyni metafizyk wobec światła.

Sosnowski porusza się w przestrzeni rozważań o przeszłości, teraźniejszości oraz w sferze metafizyki. Wraz z bohaterami zastanawiamy się czy podejmowane przez nich decyzje były słuszne i analizujemy przyczyny ich powstawania. Zapoznajemy się z retrospektywnie przedstawioną historią życia Waldka (pierwsza miłość, nieudane małżeństwa…) oraz stajemy się świadkami rozterek Katarzyny Wieluńskiej, artystki niekoniecznie spełnionej, która podaje w wątpliwość sensowność swego istnienia („Mam poczucie, że jestem nikomu niepotrzebna”. Zresztą pytanie Wieluńskiej, jakie sobie stawia, o swój los jako artystki, skutkuje postanowieniem zaprowadzenia w swoim życiu pewnych zmian. Jednak czy bohaterka odnajduje drogę do samej siebie? O tym już autor nie pisze). Sosnowski stawia pytania o granice ludzkich możliwości, rozważa zdeterminowanie człowieka przez los. Raz daje nadzieję na to, iż to nie życie, lecz my sami piszemy scenariusze, innym razem podaje tę wiarę w wątpliwość – bo może Wieluńska skazana jest na los „artysty przeklętego”, niezrozumianego i gdziekolwiek by nie była, będzie odczuwać niedosyt…, a być może problem tkwi nie w tym, co artystka robi, ale w sposobie wykonania, gdyż dróg dojścia do tego samego celu jest wiele, a człowiek wybiera którąś z nich, decyduje się na jedną spośród wielu ofert, jakie stawia przed nim codzienność.

Niczym innym, jak właśnie nieustannym stawaniem przed wyborami, okazuje się być praca dziennikarza. Przekonuje się o tym Robert Derkacz, odsłaniający nieczyste postępki osób publicznych. Bohater czuje, że jego misją jest „pokazywać prawdę”, traktować „zło jako zło, a nie jako splot nieszczęśliwych okoliczności i czynników łagodzących”, nie chce „chodzić na kompromisy z dominującą tendencją, żeby wszystko leżało równiutko obok siebie: dowody szlachetności z dowodami łajdactw”. Sosnowski przytacza dyskusje światopoglądowe, tropi afery obyczajowe, bada mechanizmy rządzące światem i ludzkim postępowaniem. Wszystko to, o czym mówi, to dylematy współczesnego człowieka: wierność zasadom czy uleganie wpływom, relatywizacja dobra i zła czy opowiedzenie się po którejś stronie, jak czyni to Derkacz (nota bene jego postępowanie mieści się w definicji metafizycznego światła, które odkrywa bezwzględną i niezrelatywizowaną prawdę). To problemy ponowoczesności, która zamiast jednej prawdy oferuje ich wiele. To także wizja świata zdeterminowanego przez instancje wyższe, rządzonego przez opinię publiczną i manipulację medialną. Czymże innym jak nie tym właśnie są każdorazowo montowane przez dziennikarzy wywiady, naginane w celu prezentowania arbitralnego punktu widzenia autora. Tak robi Wilkowski, który opracowując wywiad z Andrzejem Walczakiem, zupełnie przeinacza sens wypowiedzi twórcy instalacji „Moja mandala 2004”. Artysta swoim dziełem chciał dać wyraz swej rozpaczy i zwątpieniu w prawdziwe posłannictwo sztuki, która ginie w zrelatywizowanym świecie, pozostawiając pustkę i bezsens, gdzie „wszystko jest nadmuchane, a życie wydaje się zabawą wariatów, w której wszyscy mówią, a nikt nie słucha, bo i nie ma czego”. Stajemy się świadkami upadku sztuki, odrzucenia głosu poezji, która niosła wielkie i ważne treści, a teraz pozostaje tylko instalacja wykonana z ogrodzeń zdobytych od ciecia „za flaszkę”. Bo to, co ma do powiedzenia artysta nikogo nie obchodzi, bo świat odrzuca interpretacje wymagające wysiłku. Wilkowski manipulując wywiad z pewnością „nie staje w świetle i w prawdzie”, ale zaciemnia sens wypowiedzi swego rozmówcy. Sam też, w swoim życiu, pozostaje w cieniu, do czasu, kiedy pojawia się Idzi Janik. Wtedy, wraz z Waldkiem, stajemy wobec jego tajemnicy i zagadki. Bohater, tak jak nagle pojawia się w życiu Wilkowskiego, tak też nagle znika. Jaka jest jego rola w całej powieści, o jakiej instalacji wspomina autor w tytule „konstruowanej” przez siebie książki?

Bohater, imiennik św. Idziego (choć bardziej przemawia nawiązanie do św. Franciszka, opiekuna zwierząt, jakim staje się też Janik) jest dla innych tym, czym jest światło dla metafizyka. Jest zagadkowy i tajemniczy. Mógłby stanowić figurę Chrystusa we współczesnym świecie – do niego nadciągają tłumy z nadzieją na uzdrowienie, zakochana w nim Magda (Magdalena!) pełni rolę wiernej apostołki, a działania chłopca kojarzą się z biblijnym postępowaniem Jezusa… Idzi posiada szczególny dar budzenia w drugim człowieku refleksji, wyzwala w ludziach szczerość. Choć nie wiadomo, kim dokładnie jest on sam, obcującym z nim pozwala się czegoś dowiedzieć o sobie, pozwala im stanąć w prawdzie (co przywodzi na myśl postać Sokratesa, który swoją metodą dyskusji i współpracy umysłowej przyczyniał się do usunięcia błędnych mniemań człowieka i zdobycia prawdziwych). Szczególną zaś rolę chłopiec pełni wobec Wilkowskiego, który jest jego rzekomym ojcem. Czytając powieść krok po kroku odnajdujemy więzy łączące bohaterów.

Ich wspólna historia rozpoczyna się w Mrągasach, gdzie Waldemar po raz pierwszy spotyka Idziego. Jest to miejsce szczególne, utracony raj, gdzie dziennikarz będąc niegdyś z ukochaną, przeżywał swoje najszczęśliwsze chwile. Bohater powraca tam także pod koniec powieści. Kiedy ponownie jest z Jolą na wyspie, wydawać by się mogło, że wszystko jest tak jak kiedyś: kobieta, sprzęt biwakowiczów, on sam leżący tuż obok niej… Ale to nie jest już to samo miejsce, co kiedyś. Wszystko wydaje się być ustawione na kształt artystycznej instalacji, na którą składają się skrawki ludzkiego życia. Wilkowski zdaje sobie sprawę, że jest to tylko makieta, jej gra pozorów nie pozwala mu pozostać na wyspie. Idzi zaproponował Waldkowi wizję możliwego życia i powrotu do tego, co minione, a także szansę przewartościowania przeszłości… Jednak zmiana biegu wydarzeń okazuje się niemożliwa. Hipotetyczna wizja życia innego niż obecne jest skazana na klęskę. Bo tak naprawdę czy chcemy coś w życiu zmieniać, a poza tym, jaką mamy pewność, że pójście inną drogą będzie wyborem czegoś lepszego? A może wszystko to, co się nam zdarza jest gdzieś zapisane w górze?

Możemy stawiać wiele pytań, powątpiewać czy Idzi w ogóle istniał: jeżeli go nie było, to czy to wszystko, co wydarzyło się na kartach książki nie jest tylko iluzją? A może czas zatrzymał się właśnie na wyspie, a życie Waldka od chwili jej opuszczenia jest tylko marzeniem sennym? A jeżeli wszystko śnimy?… Nad tym zastanawia się pasażer pociągu, którego poznajemy na początku książki. Człowiek ten zna historię obozowiska na Mazurach, o którym mówią podróżni – czyżby z własnej autopsji? Sosnowski wieńczy swą konstrukcję zazębieniem kompozycji. Całość, ponad czterystu stronicowej historii, okazuje się być retrospektywą, wspomnieniem bohatera analizującego swe życie w czasie podróży pociągiem.

Książka Sosnowskiego miesza ze sobą elementy rzeczywiste z nadprzyrodzonymi. Jest wykładnią ludzkiego życia, w którym tak często stawiamy sobie pytania o sens istnienia, własne powołanie, słuszność podejmowanych wyborów. Zajmuje się problemem życia jako snu, czy groteskowego pozoru, teatru tylko, w którym bezustannie odgrywamy jakieś role albo czujemy się jakbyśmy byli pociągani za sznurki. Może życie jest właśnie takim „zamkiem zbudowanym ze szkła i światła”, w którym dostrzegamy tylko pozór i cienie, a prawdziwa jest tylko ta rzeczywistość, która jest niedostępna naszemu zmysłowemu, ograniczonemu poznaniu. Trudno pojąć to, co nas otacza, a jeszcze trudniej rozpoznać zawiłe ścieżki ludzkiego ducha. Próbuje to uczynić Sosnowski prezentując rozważania swych bohaterów, przez co wprowadza do książki elementy polifonii i psychologizmu (na co zwraca uwagę również zmieniający się sposób prowadzenia narracji raz pierwszo- innym razem trzecioosobowej). W książce odnajdujemy chaotyczne błądzenie ludzkiej myśli w przestrzeniach dokonywanych wyborów (skazani na niepewność bohaterowie, niczym Józef K. błądzą w labiryncie rzeczywistości) oraz rozważania płynące z głębi pokładów ludzkiej psychiki (jakim poddawał się Raskolnikow). Sosnowski nie stroni też od zapożyczania z myśli innych wybitnych myślicieli (Mickiewicz, Mistrz Eckhart, Foucault…), odwołuje się do tradycji biblijnej, sięga do sfer nadprzyrodzonych (co można dostrzec też we wcześniejszej jego twórczości w Apokryfie Agłai czy w zbiorach esejów). Ponadto powieść Sosnowskiego można odnieść do problemów ponowoczesnej kultury i cywilizacji. Autor zachęca nas do refleksji nad tym, czy relatywizm i subiektywizacja nie grożą zagubieniem człowieka w świecie, utratą poczucia pewności i własnej tożsamości. Tak właśnie czują się bohaterowie. I dlatego przymierzają do siebie co raz to nowsze sytuacje życiowe nie akceptując tych, w jakich się znaleźli. Poprzez to tracą poczucie swojego bycia-w-świecie. Zbyt wiele głosów do nich dochodzi z zewnątrz i dlatego nie potrafią słuchać innych, ani samych siebie.

Temu przeciwstawia się Derkacz. Bohater apeluje o jednoznaczność, nazwanie czegoś wprost („zło jest zło”), bez żadnych metonimii i tłumaczenia względności rzeczy zmiennym kontekstem.

Temu poddaje się Wilkowski manipulując wywiad i zmieniając jego wydźwięk.

Tego obawia się Wieluńska, która ma wrażanie, że jej głos wśród tak wielu innych nie będzie miał żadnego znaczenia, bo każdy pragnąc tylko mówić, nie zechce słuchać.

Sam Sosnowski wprowadza nas w podobne rozważania już na początku swej książki. Mówi o świetle, o ogniu, który daje doskonałość – czyżby nawiązanie do poszukiwania Prawdy „bez światło-cienia”? Może ów „zamek ze światła i szkła” to my sami, którzy poddając się względności stajemy się przezroczyści i nie wiemy, kim jesteśmy, a poszukując światła zyskujemy świadomość?

Pisząc Instalację Idziego Sosnowski stworzył dzieło oryginalne, o starannie przemyślanej konstrukcji i spójnej kompozycji. W komnatach zbudowanego przezeń zamku, każdy z nas może próbować odnaleźć siebie.

Jerzy Sosnowski Instalacja Idziego, Kraków 2009

Jerzy Sosnowski (ur. 1962), pisarz, autor m.in. Apokryfu Agłai (2001), Ach (2005), Tak to ten (2006), dziennikarz radiowy i telewizyjny. Laureat Nagrody im. Kościelskich (2001);