Psucie matury, psucie edukacji.

Autor: Irena Dzierzgowska

 

„Informator (…) zawierający w szczególności opis zakresu egzaminu maturalnego dla danego przedmiotu oraz kryteriów oceniania i form przeprowadzania egzaminu maturalnego, a także przykładowe zestawy zadań egzaminacyjnych, jest ogłaszany nie później niż do dnia 1 września roku szkolnego poprzedzającego rok szkolny, w którym jest przeprowadzany egzamin maturalny.” (§ 71. Rozporządzenia w sprawie oceniania…)Data 15 lipca zapisze się złotymi zgłoskami w polskiej edukacji. Tego dnia okazało się bowiem, że uczniowie, którzy oblali egzamin maturalny, zdali egzamin maturalny! W prezencie od wujka Romka około 40 tysięcy absolwentów szkół średnich otrzyma świadectwo maturalne. Otrzyma mimo, iż nie zdali jednego z pięciu egzaminów.

Decyzja ministra ma charakter czysto polityczny i populistyczny. Obniża rangę matury. Psuje system egzaminacyjny. Podważa szacunek dla prawa. Jest kpiną z systemu edukacji.

A przecież można było to zrobić inaczej.
Jeśli istotnie ministra zmartwiła duża liczba oblanych egzaminów, jeśli chciał zapobiec fali emigracji i dać absolwentom szansę na studia jeszcze w tym roku, to czemu nie ogłosił egzaminu poprawkowego w sierpniu? Takie postępowanie oznaczałoby respektowanie prawa, rzeczywistą drugą szansę, ale przede wszystkim oznaczałoby szacunek dla szkoły i potwierdzenie, że na świadectwo maturalne zasłużył ten, który wykazał się odpowiednim poziomem wiedzy.

Przypomnę, dziś zasady egzaminu maturalnego zapisane są w rozporządzeniu w sprawie warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy oraz przeprowadzania sprawdzianów i egzaminów w szkołach publicznych. Zgodnie z tym rozporządzeniem uczeń zdaje na maturze dwa egzaminy ustne i trzy pisemne, w sumie z trzech przedmiotów – języka polskiego, języka obcego i przedmiotu dodatkowego. I że musi uzyskać co najmniej 30% punktów z każdego egzaminu. Decyzja Giertycha spowodowała, że maturę można uzyskać de facto zaliczając tylko dwa przedmioty szkolne. Na przykład język polski i język obcy. Nawet nie muszą być zdane na wysokim poziomie, wystarczy 38% punktów z każdego egzaminu, żeby czuć się pełnoprawnym maturzystą.

Jakie są konsekwencje i skutki decyzji ministra:

1. Zmiana prawa wstecz, reguł egzaminu już po jego zakończeniu. Że na korzyść maturzysty? Ale jednak rozporządzenie ogłoszone będzie najwcześniej w sierpniu z mocą obowiązującą, no właśnie… od kiedy?

2. W praktyce oznacza również, że będą dwa rodzaje świadectw maturalnych. „Pełne” dla tych, którzy naprawdę zdali egzaminy i nieco „okrojone” dla pozostałych. W jaki sposób uczelnie prowadzić będą rekrutację, jeśli na świadectwie nie ma oceny z wybranych przedmiotów? Albo z języka? Można się spodziewać, że niektóre szkoły wyższe, z braku kandydatów przyjmą każdego, kto się zgłosi. Tylko w takim wypadku po co w ogóle robić jakieś egzaminy? I po co powtarzać, że matura jest kartę wstępu na studia wyższe?
Wypowiedzi ministra w trakcie konferencji prasowej były nieco mętne. Trzeba się domyślać, co miał na myśli mówiąc to, co mówił. Mówił o zdawanych przedmiotach, a chyba myślał o egzaminach. To nie jest to samo. Minister nie znał nawet nazwy rozporządzenia, które zamierza zmienić. Przy okazji okazało się, że konsultacje nowych aktów prawnych to wielka fikcja, bo przecież minister jeszcze przed ich rozpoczęciem już ogłosił końcowy efekt konsultacji i zmianę rozporządzenia.
Tłumacząc się ze swojej decyzji minister ogłosił jednocześnie obowiązkowy egzamin z matematyki. To już czyste kpiny. Co z tego, że obowiązkowy, jeśli bezkarnie można go oblać? Kto w takich warunkach będzie się chciał uczyć? Chyba tylko hobbyści.

Na koniec kilka refleksji ogólnych:
- Minister skrzywdził około 50 tysięcy tegorocznych absolwentów, którzy nie otrzymają matury. Co z tego, że oblali więcej egzaminów? Może mieli kłopoty, może się zdenerwowali, byli zestresowani, bolała ich głowa? Przecież w każdym trzeba widzieć człowieka!
- Jeśli maturę dostali ci, którzy egzamin oblali, to może trzeba dać świadectwo także tym, którzy nie przystąpili do egzaminu. Bo przecież mogli wycofać się ze strachu?
- Trzeba też dać promocję wszystkim uczniom, którzy nie zaliczyli jakiegoś szkolnego przedmiotu. Dlaczego oni mają zdawać poprawkę a maturzyści nie? To niesprawiedliwe.
- Dlaczego nie dać prawa jazdy kierowcom, którzy oblali egzamin? A co z lekarzami, którzy nie zdali wymaganych egzaminów? Jeśli oblali tylko jeden przedmiot, powinni móc leczyć.
- Pan minister tłumaczy, że jego decyzja to nie jest podlizywanie się maturzystom. Że wprowadzi dyscyplinę i wysokie wymagania wychowawcze. I że to w perspektywie doprowadzi do lepszej matury. Otóż nie doprowadzi. Lepsze wyniki matur będą tylko wtedy, gdy uczniowie poczują się bardziej odpowiedzialni za swoją naukę. I za uzyskiwane efekty. I będą wiedzieli, że wynik ich matury zależy od wiedzy, a nie od dobrej czy złej woli kolejnych ministrów.
- Ciekawe czy podobną decyzję podjąłby minister, gdyby jesienią nie było wyborów? Ciekawe, czy stara się widzieć człowieka, czy widzi wyborcę? Tegoroczni maturzyści, którzy oblali egzamin a dostaną świadectwa, mimo oczywistego zadowolenia powinni mieć świadomość, że są traktowani instrumentalnie. Pytanie, czy zdadzą jesienny egzamin dojrzałości i wybiorą ugrupowania bardziej dbające o losy polskiej edukacji?

Autorka, wiceminister edukacji w rządzie Jerzego Buzka, współtworzy portal „Monitor Edukacji”. Jest to obywatelska, oddolna inicjatywa, której celem jest zbieranie i publikowanie informacji i komentarzy o tym, w jaki sposób działa Ministerstwo Edukacji Narodowej oraz jak jego działania wpływają na sytuację w szkołach. Ten i inne artykuły dotyczące edukacji możecie znaleźć w „Monitorze Edukacji”.