Przestrzeń się liczy – makrosocjologiczna analiza relacji rynku, społeczeństwa i przestrzeni miejskiej

Przestrzeń się liczy – makrosocjologiczna analiza relacji rynku, społeczeństwa i przestrzeni miejskiej

Socjologiczna analiza wybranego aspektu relacji rynku i społeczeństwa powinna rozpocząć się od solidnie skonstruowanych definicji. O ile społeczeństwo jest pojęciem stosunkowo prostym do opisania, o tyle rynek przysparza naukom społecznym więcej trudności. Szczególnie w XXI, w obliczu kryzysu ekonomicznego, rynek staje się coraz trudniejszy do uchwycenia. Jak bowiem zdefiniować byt, o którym mówi się, że został sztucznie wykreowany by napędzać globalny sektor bankowy? Czym są wirtualne pieniądze, ponadnarodowe korporacje i giełdy, oparte na spekulacjach? Rynek jaki opisywali ojcowie socjologii, jak Comte czy Spencer, który rozwijał się w społeczeństwa industrialnych, był diametralnie różny od rzeczywistości, w jakiej pracują współcześni socjologowie. Nowe zawody takie jak analityk finansowy czy specjalista ds. ryzyka operacyjnego i inwestycyjnego są przykładem na nową jakość rynku i ekonomii. W tej pracy w relację społeczeństwo-rynek wpleciony zostanie trzeci element, który pozwoli mi wyjaśnić jak współczesne mechanizmy rynkowe oddziałują na życie społeczne. Miejsce, przestrzeń, a w szczególności przestrzeń miejska idealnie obrazują efekty mechanizmów rynkowych. Moim zdaniem, co będę się starała udowodnić w dalszej części pracy, działania rynku materializują się właśnie w relacji społeczeństwa z przestrzenią życiową, miejscem zamieszkania, pracy, wypoczynku. Przestrzeń miejska jest areną bezustannej walki interesów, a przy ograniczonych zasobach i nierównościach społecznych walka ta może stać się wręcz bezwzględna i brutalna.

Praca została podzielona na trzy części. W pierwszej zostały opisane makrosocjologiczne teorie nierówności społecznych. Nierówności społeczne odzwierciedlają się w przestrzeni miejskiej. Dlatego w części drugiej przedstawiłam koncepcje miasta jako formy organizacji życia społecznego oraz różne podejścia do kwestii roli obywateli w mieście oraz reguł według jakich ono działa. Połączyłam zagadnienie nierówności społecznych z kwestią miasta i organizacji w nim życia społecznego, aby w końcu przeanalizować je przez pryzmat ekonomii/rynku[1]. Ostatni rozdział to próba wyjaśnienia, jaki wpływ na nierówności społeczne w mieście ma rynek i jego mechanizmy. Użyte przykłady są ilustracją procesów zachodzących współcześnie w zglobalizowanych społeczeństwach. Głównym celem tej pracy jest połączenie trzech socjologicznych konceptów: nierówności społecznych, przestrzeni miejskiej oraz rynku i wykazanie ich wzajemnych powiązań.  

Nierówności społeczne

W tej części pracy zostanie przestawiony koncept nierówności społecznych z różnych teoretycznych perspektyw. Zarówno Henryk Domański (2007:28) jak i Piotr Sztompka (2007:359) piszą o trzech podstawowych teoriach nierówności społecznych. Te zróżnicowane podejścia są ważne, ponieważ przy ich użyciu analizuje się i wyjaśnia wiele społecznych problemów, a w oparciu o socjologiczne analizy buduje się polityki miejskie.

Pierwszy z wymienionych wyżej socjologów zauważył, że nierówności społeczne są kontynuacją zróżnicowanie społecznego, kiedy różnice są wartościowane (Domański 2007:27). Tworzy się hierarchia, jedne jednostki posiadają za mało, a inne wystarczająco dużo. W momencie określenia co oznacza posiadanie „wystarczająco” i „za mało” wytwarzają się nierówności społeczne. Można je analizować z perspektyw trzech ideologii: elitarystycznej, egalitarnej oraz merytokratycznej. Ujęcie elitarystyczne zakłada, że niektóre grupy społeczne są predestynowane do posiadania więcej niż inne grupy. Jak sama nazwa wskazuje na społeczeństwo składają się elity i reszta, która „z natury” posiada mniej (Sztompka 2007:356). Egalitaryści, przeciwnie do elitarystów, uważają, że ludzie w istocie są równi i ta równość powinna być im zagwarantowana w społeczeństwie. Skala przyzwolenia na równość jest stosunkowo szeroka. Sztompka pisze o żądaniach takich samych warunków życia dla każdego człowieka, o zapewnieniu wszystkim zaspokojenia przynajmniej podstawowych potrzeb, o równości szans na osiągnięcie sukcesu, o równości wobec prawa i posiadaniu takich samych praw przez wszystkich członków społeczeństwa (2007:357). Podejście egalitarne właśnie ze względu na zróżnicowaną skalę roszczeń, dotyczących równości w społeczeństwie, jest interesujące podczas analizowania problemów współczesnych miast. Na ile można „pozwolić” mieszkańcom, a ile równości mieszkańcy żądają dla samych siebie? Kwestie te zostaną poruszone w dalszej części pracy. Ostatnią pespektywą na zagadnienie nierówności społecznych jest ideologia merytokratyczna. Jej główne założenie głosi (…), że nierówności są o tyle usprawiedliwione, o ile są efektem własnych zasług. (Sztompka 2007:357) To od jednostki zależy jej sukces lub porażka w systemie społecznym. Merytoktaryści podkreślają, że wysiłek włożony w pracę jest kluczem do sukcesu, a grupy mniej pracowite mniej osiągają. Wersja umiarkowana tej ideologii zakłada jednak, że system może marginalizować pewnie jednostki pomimo ich wysiłku włożonego w osiągniecie sukcesu, wtedy społeczeństwo powinno wspólnie ponieść koszty zapewnienia podstawowych potrzeb wykluczonych grup.

Dlaczego przytaczam na początku pracy właśnie te trzy perspektywy? Te makrosocjologiczne podejścia do tematu nierówności społecznych są doskonałym narzędziem do analizy problemów związanych z miastem i sposobów ich rozwiązywania. Pomagają one również w zrozumienia podejścia do mechanizmów rynkowych. Posłużę się tutaj przykładem imigrantów w dużej europejskiej metropolii[2]. Teorie elitarystyczne tłumaczyłyby powstawania imigranckich gett jako naturalny proces oddzielania się naturalnie lepszych jednostek od naturalnie gorszych. Ideologie egalitarne analizowałby równość imigrantów wobec reszty mieszkańców miasta, przestrzeganie ich podstawowych praw i to jak przebiegają procesy integracyjne. Zapewne należałoby się przyjrzeć źródłom podziału oraz konsekwencjom takiego stanu rzeczy. Merytoktatyści nie uważaliby sytuacji imigrantów za wyjątkowo interesującą, ponieważ z ich perspektywy każdy ma takie same szanse na sukces. Jeśli imigranci będą pracować wystarczająca ciężko i będą wartościowi dla społeczności wtedy ich poziom życia zrówna się z poziomem życia rdzennych mieszkańców. Jak można więc zauważyć teorie nierówności społecznych rozpatrują konkretne społeczne sytuacje w różnoraki sposób. Jak zostało już wspomniane na początku, ta praca ma na celu przeanalizowanie wpływu rynku na nierówności społeczne w mieście – jako jednej z form organizacji społecznej.

Miasto jako socjologiczny koncept

To właśnie idea miasta jako specyficznej formie zbiorowości społecznej i organizacji życia społecznego poświęcona będzie kolejna część. Jednostki działają na określonym terenie. Przestrzeń jest otoczeniem dla interakcji i instytucji, porządkuje również relacje społeczne i jest ważnym elementem tożsamości zbiorowych (Bukowski Lubaś Nowak 2010). Każde miejsce, w którym społeczeństwo trwa, ma zatem znamiona uspołecznienia. Co więcej, jest ono również sceną walk interesów, nadawane mu zostają wartości, staje się synonimem prestiżu, jak również degradacji społecznej. Miasta zwielokrotniają te procesy. Szczególnie współczesne globalne miasta, które skupiają w sobie, jak w soczewce, wszystkie problemy społeczne. Nagromadzenie zróżnicowanych grup społecznych, nawarstwiające się konflikty interesów, zacierające się granice sfer prywatnych i publicznych, przenikające się ekonomiczne i polityczne płaszczyzny i na końcu, wpływ gwałtownych procesów globalizacji. Wszystko to sprawia, że w miastach możemy obserwować niezwykle interesujące socjologiczne zjawiska. Chciałabym skupić się na jednym z nich – kwestią zarządzania przestrzenią miasta i procesami decyzyjnymi o jej zagospodarowywaniu. Jaką rolę odgrywają obywatele na arenie politycznej miast? Jak przebiega ewolucja nierówności społecznych? I jak wpływa na nie rynek?

Krzysztof Nawratek w swojej książce Miasto jako idea polityczna przytacza genezę europejskiego miasta. Miasta, jako pewnej społecznej idei:

A przecież wielbiciele Miasta europejskiego chętnie powołują się na grecką „polis”, a Polis była przede wszystkim konceptem politycznym (to od słowa „Politem” – którym określani byli pełnoprawni mieszkańcy „polis” – pochodzi przecież słowo polityka).(2008:16)

Autor powołuje się na ideę Arystotelesa, czyli stworzenie wspólnoty opartej na partycypacji wszystkich mieszkańców (posiadających pełne prawa) w procesach decyzyjnych związanych ze środowiskiem życia. Część współczesnych socjologów i urbanistów również odwołuje się do pomysłu pełnej partycypacji obywateli w rządzeniu miastem. Jednak specyfika współczesnych społeczeństw, a tym bardziej globalnych miast w znacznej mierze utrudnia zastosowanie tych teorii i założeń w praktyce. Jednym z czołowych przedstawicieli idei „miasta partycypującego” jest David Harvey. Jego koncept prawa do miasta jako jednego z praw człowieka jest syntezą myślenia o mieście w kategoriach wspólnoty, równości i współuczestnictwa. Autor uważa, że wszyscy mieszkańcy miasta mają takie same prawo do zarządzania nim, a przede wszystkim do decydowania o tym jak miasto powinno gospodarować posiadanym kapitałem (Harvey 2008:37). Miasto, które uczestniczy w procesach rynkowych posiada swój własny kapitał (Harvey pisze o nadwyżkach kapitału zagospodarowywanych przez władze). Im większą kontrolę mają mieszkańcy nad działaniami władz, tym bardziej stają się oni podmiotami w mieście. Co więcej, w globalnych miastach, w których populacje są często skrajnie zróżnicowane względem wielu społecznych cech, o prawo do miasta trwają walki (ang. struggles), a od ich rezultatów zależą warunki życiowe milionów ludzi (Harvey 2008:39). Jako przykład skali zjawiska marginalizacji, Harvey podaje Bombaj w Indiach, gdzie 6 milionów mieszkańców slumsów nie jest wliczanych w populacje miasta, a obszar, który zajmują, jest oznaczony na mapie jako obszar niezamieszkany (Harvey 2008:35). Można dyskutować i rozważać jak bardzo specyfika mega-miast globalnego południa różna jest od miast w Stanach Zjednoczonych lub Europe. Jednak to, co jest tutaj zasadniczą kwestią to marginalizacja i pogłębiające się nierówności społeczne w obrębach miast. Segregacja przestrzenna jest odzwierciedleniem pogłębiających się różnic w społecznościach miejskich (Routledge 2010; Davis 2009; Harvey 2008). Zamieszkiwanie określonych przestrzeni jest wyznacznikiem pozycji zajmowanej w społeczności (Routledge 2010). Istnieją w świadomości mieszkańców miast koncepty takie jak „złe dzielnice”, „porządniejsze dzielnice” itp. Routledge uważa, że coraz częściej przestrzeń miejska staje się przestrzenią walki o prawa, przestrzenią emancypującą grupy zmarginalizowane (2010: 1170). Walka w przestrzeni miejskiej, często zmienia się w walkę o samą przestrzeń miejską. Miasto staje się źródłem oporu wobec opresyjnego systemu społecznego [ ang. production of resistance identities and practices (Routlege 2010: 1171)]. Mieszkańcy coraz częściej domagają się wpływu na swoje otoczenie. Lokalne inicjatywny dotyczą bardzo konkretnych problemów, a następnie ewoluują i stają się prężnie działającymi ruchami miejskimi. Obok terminu „prawo do miasta” pojawiła się idea „przestrzennej sprawiedliwości” (ang. spacial justice). Opiera się ona na zmniejszaniu nierówności społecznych w miastach poprzez aktywność obywateli na najniższym szczeblu partycypacji. Poprzez tworzenie oddolnych inicjatyw i wzmacnianie lokalnych wspólnot tworzą się grupy nacisku na władze miejskie. Powstaje społeczeństwo obywatelskie na szczeblu miasta, posiadające umiejętności i narzędzia do artykulacji swoich potrzeb (Routlege 2007). Dlaczego kładzie się tak duży nacisk na oddolne miejskie inicjatywy i partycypację mieszkańców w zarządzaniu miastem?  

Neoliberalizm w mieście

Socjologowie i geografowie, badający życie społeczne współczesnych miast zauważyli, że społeczności lokalne jednoczą się w opozycji do neoliberalizmu, który wpływa na kształt współczesne miasta i staje się aktorem posiadającym coraz więcej władzy (Routledge 2010; Davis 2009; Harvey 2008; Smith 2002). Projekty prawa do miasta czy przestrzennej sprawiedliwości powstają w opozycji do ekspansji globalnego kapitalizmu. Należy tutaj właśnie doprecyzować, że analiza relacji rynku i społeczeństwa w tej pracy, to analiza wolnego rynku, opartego na konkurencji i indywidualizmie. Sam termin rynek może być bardzo różnie rozumiany. Analizując wpływ rynku na nierówności w mieście, mam na myśli analizę wpływu globalnego kapitału, ponadnarodowych korporacji i mechanizmów wolnorynkowych. Harvey zauważył nie tylko wpływ neoliberalizmu na nierówności społeczne w mieście, ale również zmieniające się relacje pomiędzy władzą a kapitałem. Pisze on o powstawaniu związków między władzami miast a korporacjami i przejmowaniu przez tych dwóch aktorów prawa do decydowania o przestrzeni miejskiej (2008). Dlatego autor ten poświęca dużo miejsca kwestiom prawa obywateli do miasta, ponieważ w badanej przez niego rzeczywistości dostrzega nierównowagę. Szczególnie władze, które wybierane są jako reprezentacja interesów mieszkańców zdają się nie do końca spełniać swoje zadanie.

Pokrótce przedstawię cechy charakterystyczne i rezultaty neoliberalnej aktywności we współczesnych miastach. W dalszej części znacznie ułatwi to analizę pogłębiających i zaostrzających się nierówność w przestrzeni miejskiej spowodowanych właśnie mechanizmami rynkowymi. Neil Smith, pisząc o nowej neoliberalnej urbanistyce zauważył, że zrodziła się ona z kilku powodów. Pierwszy wynika z historii. Po zakończeniu II wojny światowej należało jak najszybciej odbudować miasta, w których od zawsze tętniło życie społeczne. Zaczęły zawiązywać się quasi-spółki między władzami miast a powoli tworzącymi się globalnymi korporacjami (Smith 2002:428). Smith opisując sytuacje ścisłej współpracy władz Nowego Jorku z przedstawicielami globalnego kapitału[3] używa nawet określenia „geo-łapówki” (ang. „geobribes”) (2002:427). Korporacje przekupują nimi władze, aby te, w korzystny dla nich sposób, planowały przestrzeń miejską. Im więcej miejsca będzie miał globalny kapitał w mieście na rozkwit, tym bardziej, zdaniem Smitha, władze będą skorumpowane. Kolejnym zjawiskiem zachodzącym we współczesnych miastach jest napływ taniej siły roboczej. Smitha zauważył, że do miast sprowadza się ludzi wykonujących określone zawody, nie wykorzystując istniejących zasobów ludzkich (2002:428). Takie decyzje władz są niezrozumiałe przy rosnącym bezrobociu. Sprowadzanie pracowników z zagranicy może doprowadzić do zaognienia konfliktu między „tubylcami” a „przyjezdnymi”. Bezustanny przepływ siły roboczej znaczenie utrudnia powstawanie lokalnych wspólnot, które mają potencjał żeby stać ważnymi grupami nacisku na władzę. Trzecim, niezwykle interesującym procesem, jest zaostrzanie kontroli obywateli na terenie miast. Coraz większa brutalność policji, monitoring czy powielany na całym świecie nowojorski program „zero tolerancji” są skutecznymi środkami przymusu do posłuszeństwa wobec władzy (Smith 2002:428). Ostatnim podanym przez Smitha zjawiskiem jest rosnąc autonomia miast wobec państwa. Globalne mega-miasta (jak opisywany wyżej Nowy Jork) działają w globalnej sieci powiązań, stają się coraz bardziej niezależne od państwa, na terenie którego się znajdują. Jest to jeden z efektów globalizacji, o którym Smith pisze, że jeszcze bardziej ułatwia wpływ kapitału na decyzje władz (2002: 430). Im bardziej autonomiczna staje się jednostka miejska tym łatwiejszy i krótszy jest proces zmiany prawa, w tym oczywiście prawa dotyczącego zagospodarowania przestrzeni. Miasto ma również więcej możliwości w decydowaniu kierunkach rozwoju. Szczególnie miasta, w których inwestują się ogromne pieniądze, po uzyskaniu większej autonomii od państwa mogą korzystać z globalnego kapitału bez „groźby dzielenia się” z całym narodem.  

Gentryfikacja jako efekt wpływu rynku na miasto

Dynamika neoliberalizmu w miastach prowadzi to określonych zjawisk. Jednym z nich, które może być współcześnie obserwowane w skali makro, jest gentryfikacja. Jest to przykład obrazujący relacje między rynkiem a społeczeństwem. O gentryfikacja zaczęto pisać w Wielkiej Brytanii w latach 60. Zauważono wtedy, że biali przedstawiciele klasy średniej zaczynają wracać do centrów miast, a dokładniej do dzielnic zamieszkiwanych przez robotników. Powoli dzielnice robotnicze zaczęły być coraz atrakcyjniejsze do mieszkania. Deweloperzy wykupywali nieruchomości i sukcesywnie podnosili czynsze, aż do poziomu nieosiągalnego dla większości przedstawicieli klasy robotniczej. Robotnicy byli zmuszeni do przeprowadzania się poza centra, do zasiedlania innych dzielnic. Do danych obszarów miasta wprowadzała się klasa średnia wraz z ponadprzeciętnym kapitałem i konsumpcyjnym stylem życia. Zarówno Smith jak i Harvey wskazują, że związek władz miejskich z neoliberalną gospodarką przekuwa się na myślenie o rzeczywistości społecznej. Powoduje to między innymi „wypychania” klas niższych i grup zmarginalizowanych poza centa miast (Smith 2002; Harvey 2010). Przestrzeń miasta zaczyna być wyceniana, przeliczana na zyski, podporządkowywana kapitałowi (Smith 2002). Przyjrzyjmy się bliżej temu fenomenowi. Smith pisze o pięciu wymiarach gentryfikacji charakteryzujących to zjawisko.

Po pierwsze, coraz mniejszą rolę na globalnej arenie interesów odgrywają państwa. Władza współcześnie nie jest już związana z konkretnym miejscem, ale z miejscem w ponadnarodowej strukturze kapitalistycznej (Smith 2002). Ten sam autor zauważa, że polityki miejskie nie odzwierciedlają chęci władz do zmian, ale raczej dopasowują się do globalnych trendów dyktowanych przez kapitał. Jeśli gentryfikacja jest powszechnym procesem i przynosi zyski to jest ona przez władze miasta tolerowana i kontrolowana. Już w tym pierwszym wymiarze można zauważyć jak rynek odcina obywateli od lokalnej władzy. Władza, która znajduje się niejako pomiędzy społeczeństwem a rynkiem, przesuwa się w stronę korzyści płynących z kapitału. Pisze o tym również Davis w książce Planeta slumsów. Zauważył on, że często lokalne władze ulegają ponadnarodowym korporacją lub instytucją (takim jak na przykład Międzynarodowy Fundusz Walutowy) i wprowadzają wyniszczające społeczność lokalną polityki (Davis 2009). Kwestia gentryfikacji jest trudniejsza w ocenie, ponieważ władze miasta nie szkodzą całej populacji miasta, a jedynie jej części. Można też zaryzykować stwierdzenie, że władze rozwiązują problem niebezpiecznych, pełnych patologicznych zjawisk centrów miast i w ten sposób poprawiają jakość życia reszty obywateli. Co jednak z ideą wspólnoty miejskiej i dialogu z mieszkańcami miasta? Smith uważa, że władzom miasta łatwiej i wygodniej jest dostosować się do globalnych trendów ekonomicznych niż próbować rozwiązywać problemy społeczne na poziomie lokalnym (2002: 441).

Drugą kwestią jest zaangażowanie ponadnarodowych korporacji w przebudowy miast. Smith zauważył, że większość wielomilionowych inwestycji w miastach wykonywanych jest właśnie przez firmy z zagranicznym kapitałem (2002: 443). Nie jest to rzecz nowa, ponieważ w zglobalizowanej gospodarce i międzynarodowych relacjach biznesowych trudno znaleźć firmy bez zagranicznego kapitału. Autor zauważył jednak, że większość z tych firm nie posiada związków zawodowych i opiera się na taniej sile roboczej, głównie imigrantów. Jest to dla niego kolejny dowód na penetrację miasta przez neoliberalizm w czystej postaci – osiągnięcia największych zysków przy minimalnych kosztach.

Kolejnym elementem, ściśle związanym z gentryfikacja, jest grupa społeczna, której ten proces dotyczy. W jaki sposób mieszkańcy miasta budują opozycję do działań władz? Smith uważa, że na poziomie mega-miasta ciężko o silny, dobrze zorganizowany ruch społeczny, ponieważ interesy na poziomie miasta są w opozycji, interesy klas społecznych są w opozycji. Nawet jeśli dzielnica, której grozi gentryfikacja zjednoczy się wokół problemu to siła lokalnej wspólnoty nie gwarantuje sukcesu (nie ma wystarczającej siły nacisku na władze) (Smith 2002). Co więcej, władza posiada środku przymusu, którymi kontroluje społeczne niepokoje i wzrost niezadowolenia. Dlatego między innymi, program nowojorskiego burmistrza Guilian’ego „zero-tolerancji” stał się tak popularny. Oczywiście należy być tutaj ostrożnym we wnioskowaniu, ponieważ może to doprowadzić do usprawiedliwiania łamania prawa. Powinno się jednak pamiętać, że nierówności społeczne prowadzą do napięć, szczególnie nierówności społeczne skoncentrowane na stosunkowo małych przestrzeniach (na przykład zróżnicowanie pod względem dochodów sąsiadujących ze sobą dzielnic).

Ostatnią już kwestią jest uniwersalność gentryfikacji. Smith zauważył, że procesy prowadzące do gentryfikacja często nazywane są rewitalizacją (2002:445) i są przeprowadzane na masową skalę. Rewitalizacja ma za zadanie wprowadzić z powrotem życie w przestrzenie publiczne miast. Istnieje jednak obawa, że będą to przestrzenie dla określonej grupy społecznej. To co potęguje zagrożenie gentryfikacja na dużą skalę, to fakt, że procesy rewitalizacyjne są teraz trzonem polityk miejskich na całym świecie. Miasta za priorytet uznają odnowę przestrzeni publicznych, nowe inwestycje i dbanie o wizerunek dynamicznie rozwijających się jednostek. Jak zostało napisane już wcześniej, jest to strategia adaptacyjna do neoliberalnych standardów. Główny problem, jaki pojawia się kiedy ekonomi przejmuje polityki miejskie, to co zrobić z pogłębiającymi się nierównościami społecznymi i grupami, które nigdy nie skorzystają na rozwoju miasta? Często są to tysiące ludzi wypychanych z dzielnic w centach miast, którzy na nową muszą odbudowywać swoje środowisko życia. Mechanizmy rynkowe nie udzielają odpowiedzi na te pytania.  

Miasta postsocjalistyczne i rynek

Kwestią, której chciałabym poświęcić ostatnią część tej pracy to wpływ mechanizmów rynkowych na miasta w krajach postsocjalistycznych. O gentryfikacji zaczęto pisać już w latach 60. Jednak że Polski i innych krajów bloku wschodniego problem ten nie dotyczył. Rafał Rudnicki pisząc o początkach tych procesów w Warszawie podkreśla, że miasta postsocjalistyczne później dołączyły do grupy miast globalnych. Intensywność aktywności neoliberalizmu w miastach zależny od ich atrakcyjności, od siły klasy średniej i od odpowiednio wysokiego poziomu konsumpcji (Rudnicki 2010:70). Spośród kilku przykładów najciekawsza, pod względem dynamiki przemian, wydaje się być historia warszawskiej dzielnicy Powiśle. Historycznie była to dzielnica robotnicza, zniszczona podczas wojny. Po jej odbudowie również działała tam fabryka. Po transformacji fabryka została sprywatyzowana, a w dzielnicy zaczęły powstawać obiekty użyteczności publicznej, między innymi Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego. Dzielnica zaczęła być coraz bardziej popularna. Powstały kluby i kawiarnie, które przyciągały artystów i szeroko pojęte środowisko alternatywne. Rudnicki uważa, że obecność ludzi sztuki jest pierwszym etapem gentryfikacji (2010:73). Powodują oni wzrost popularności dzielnicy (nawet jeśli owiana jest ona „złą sławą”). Kolejnym etapem jest zainteresowanie inwestorów. Na Powiślu zaczęły powstać ekskluzywne apartamentowce. Coraz więcej firm zaczyna tam otwierać swoje sklepy. W 2006 irlandzka spółka deweloperska zakupiła teren pod inwestycję „Nowe Powiśle”, czyli apartamentowce, lofty i ekskluzywne pomieszczenia biurowe (Rudnicki 2010: 73). Ciekawa jest w tym przypadku nazw inwestycji „Nowe Powiśle”, czyli tworzeni nowej jakości starego miejsca. Kluby i kawiarnie zostały już zlikwidowane, ponieważ czynsze były za wysokie na takiego typu działalność. Mieszkańcy również zmuszeni byli do przeprowadzki, a w ich miejsce wprowadzi klasa średnia i wyższa. Jak pisze Rudnicki gentryfikacja w Polsce ma mniejszy zakres, ponieważ dotyczy głównie konkretnych dzielnic, a nie całych centrów miast (2002). Jak w przypadku Warszawy, procesy te dotknęły poszczególne dzielnice. Jednak wraz z napływem zagranicznego kapitału nierówności w Polskich miasta mogą się pogłębiać, czego odzwierciedleniem będzie właśnie segregacja przestrzenna. Pojawianie się zamkniętych osiedli, monitoringu i prywatnych firm ochroniarskich to kolejne przykłady na polaryzację klas społecznych w miastach. Idea miasta jako wspólnoty, o której pisał między innymi Nawratek, zdaje się być coraz bardziej odległa.  

Podsumowanie

Związki kapitału z władzami miast zdają się współcześnie narzucać jedyny i słuszny sposób organizacji życia społecznego. Alternatywne do niego: dialog i dochodzenie do konsensusu nie przekładają się bezpośrednio na zyski. Kto może wycenić nierówności społeczne? Dopóki nie dochodzi to sytuacji podobnych do wydarzeń we Francji z 2005 roku, segregacja przestrzenna i „oczyszczanie” miast z patologii nie stanowią problemu. To właśnie wybuch agresji potomków muzułmańskich imigrantów na obrzeżach dużych francuskich miast w był sygnałem, że polityka miejska ma ogromny efekt na życie społeczne (Nawratek 2008). Prawa rynku zdają się w duże mierzej kształtować poczynania władz. W roku akademickim 2010/2011 przeprowadzałam badania na temat: Rola architektów i urbanistów w procesie współtworzenia przestrzeni publicznych. Jednym z wątków często poruszanych przez respondentów i respondentki[4] był wpływ transformacji ustrojowej w Polsce na myślenie o przestrzeni miejskiej i o przestrzeniach publicznych. Moi rozmówcy zauważyli, że miasta wiele tracą, zarówno pod względem estetycznym jak i praktycznym (komfort życia), jeśli władze miasta myślą o przestrzeni wyłącznie w kategoriach wolnego rynku. W Polsce nieprzemyślana komercjalizacja przestrzeni miejskiej może mieć destrukcyjne dla życia społecznego skutki (jest to jednak temat już na inną pracę). Na podstawie opisanego wyżej przykładu w skali mikro i ilustracji podanych w całej pracy starałam się wytłumaczyć pogłębiające się nierówności społeczne w miastach przez pryzmat mechanizmów wolnorynkowych. Główne wnioski są następujące. Współczesny ustrój ekonomiczny wpływa na polityki miejskie. Zawiązywanie publiczno-prywatnych spółek, wycenianie przestrzeni publicznych, „geo-łapówki” – to tylko kilka przykładów dominacji interesów kapitału ponad interesami społeczności lokalnych. Idea miasta jako wspólnoty nie jest możliwa ponieważ polaryzacja interesów jest zbyt duża, a władze miasta nie wywiązują się ze swoich zadań reprezentowania różnych klas społecznych i osiągania konsensusu w kwestiach decyzji dotyczących miasta. Postrzeganie nierówności społecznych bardziej wpisuje się zatem w model merytokratyczny, ponieważ każdy może mieć dostęp do globalnego kapitału, jeśli wystarczająco wytrwale będzie pracował. Miasto zdaje się nie zastanawiać co z ludźmi, których gentryfikacja wypycha z dotychczasowych miejsc zamieszkania. Socjologowie, badający te tematy, również nie podają najlepszego rozwiązania sytuacji. Opisują raczej stan obecny i proces jaki doprowadził do takiego poziomu nierówności . Tematy związane w przestrzenią publiczną są jednak fascynującym socjologicznym tematem. Mimo, że rolą badaczy powinna być pomoc w budowaniu polityk miejskich, nie natomiast wyznaczanie jedynych i słusznych rozwiązań, to nauki społeczne nadal mogą zrobić wiele, aby poprawić jakość życia społecznego w zglobalizowanych miastach.

Bibliografia

Bednarczyk, Anna. 2011. Rola architektów i urbanistów w procesie współtworzenia przestrzeni publicznych. Raport z badań licencjackich, nieopublikowany.

Bukowski, Andrzej, Lubaś Marcin i Nowak Jacek. 2010. Społeczne tworzenie miejsc. Globalizacja etniczność władza. Kraków: WUJ Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Davis, Mike. 2009. Planeta slumsów. Warszawa: Instytut Wydawniczy Książka i Prasa.

Domański, Henryk. 2007. Struktura społeczna. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar.

Harvey, Davis. 2008. Right to the city. ,,New Left Review” 53: 23-40.

Harvey, Davis. 2010. The Enigma of Capital and the Crisis of Capitalism. Nowy Jork:Oxford University Press.

Nawratek, Krzysztof. 2008. Miasto jako idea polityczna. Kraków: Korporacja Ha!art.

Routledge, Paul. 2010. Introduction: Cities, Justice and Conflict. ,,Urban Studies” 47(6): 1165-1177.

Rudnicki, Rafał. 2010. Gentryfikacja: przyczyny, mechanizmy działania i warszawskie przykłady zjawiska. Przegląd Anarchistyczny 11: 61-77.

Smith, Neil. 2002. New Globalism, New Urbanism: Gentrification as Global Urban Strategy.,,Antipode” 34: 427–450.

Sztompka, Piotr. 2007. Socjologia. Analiza społeczeństwa. Kraków: Wydawnictwo Znak.

[1] W pracy pojęcia rynek i ekonomia będą używane zamiennie.

[2] Miasto i konkretna grupa imigrantów nie są tu istotne, ponieważ jest to abstrakcyjny przykład aplikacji teorii na sytuację społeczną w celu pokazania jak różne ideologie postrzegają ten sam problem.

[3] W anglojęzycznych tekstach Smith używa wyłącznie określenia capital.

[4] Wywiady pogłębione były przeprowadzane z osobami, które wykonują zawód architekta/urbanisty i projektują miejskie przestrzeni publiczne. Projekt badawczy był pracą licencjacką.