Proszę się nie pchać, pożytków z kaesa wystarczy dla wszystkich.

Autor: Fryderyk Moreau

 

W sprawie batalii o przywrócenie kary śmierci mamy przejściowe wyciszenie, ale nie ma co się oszukiwać – temat wróci, i to bardzo szybko.Właściwie można się tylko dziwić, że trzeba było czekać aż dziewięć miesięcy, by nasi bardzo mądrzy politycy sięgnęli po tę zabawkę. Żyjemy przecież w kraju, gdzie każdy potrzebuje dowartościowania, a nie od dziś wiadomo, że nie ma lepszego sposobu na poprawienie sobie samopoczucia, jak zadeklarowania poparcia dla kary śmierci. Czasami odnoszę wrażenie, że dla niektórych entuzjazm dla kary głównej jest jednym z atrybutów postawy prawdziwego twardziela. Każdy, kto gromko woła o stryczek dla pedofilów i przedstawia swoje przemyślenia na ten temat, czuje się trochę jak Bogusław Linda w „Psach II” w scenie ze Żmijewskim na strzelnicy. Niekiedy przeglądając fora internetowe nawet słyszę uszami mej wyobraźni wypowiadaną niskim głosem kwestię „najbardziej lubię zapach napalmu o poranku i wieczorne wizualizowanie sobie morderców na szubienicy”. Mniejsza z tym.

Niektórzy zastanawiają się jak cała sprawa z pomysłem LPR dalej się potoczy. Osobiście widzę dwa rozwiązania. Albo koalicjanci pod presją wystraszonego PiS chyłkiem wycofają się z tego projektu, albo na jesieni czeka nas trochę tylko żenujący spektakl uchwalania ustawy przez Sejm, a potem przez Senat. Abolicjonistów u nas jak na lekarstwo, a ci nieliczni na ogół nie grzeszą przesadną odwagą (chociaż sama deklaracja sprzeciwu ze strony polityka jest moim zdaniem dowodem charakteru), więc większych problemów raczej nie ma co się spodziewać i w okolicach wyborów samorządowych ustawa trafi na biurko prezydenta.

Ten będzie miał pewien kłopot, bo akurat na jesień zapowiadana jest ofensywa dyplomatyczna w krajach UE, zaś prowadzenie jej z etykietką zwolennika kary śmierci może być – łagodnie rzecz ujmując – utrudnione. Z drugiej strony Lech Kaczyński zadeklarował swoje poparcie dla tego pomysłu (żeby była jasność – z przyczyn ideowych, a nie koniunkturalnych, jak mniemam) i żaden list do Rady Europy tego nie zmieni. Przy tym wszystkim politycy PiS mają smutną świadomość, że UE przebaczy nam różne numery,ale w tej akurat sprawie nie popuści. Pan prezydent może być więc w sytuacji nieco niekomfortowej.

Rozwiązanie jest jednak o wiele prostsze nic się wszystkim wydaje. Otóż zamiast robić różne grymasy i hamletyzować, wystarczającym będzie skierowanie projektu do Trybunału Konstytucyjnego, który karę śmierci z hukiem uwali. I w ten sposób wszyscy będą zadowoleni – posłowie zagłosują jak im sumienie każe, prezydent nie będzie musiał podpisywać projektu, przez który o obiadkach z Królową Elżbietą musiałby zapomnieć na długi czas, a Prawo i Sprawiedliwość dostanie do ręki kolejny pretekst do krytyki TK i całej tej niewydarzonej konstytucji, pokracznego bękarta układu i frontu obrony przestępców, przez którą nawet żadnego pedofila nie można powiesić.

Przykro będzie jedynie naszym lokalnym de Maistre’om, którzy już od jakiegoś czasu podkreślają jak bardzo humanitarna jest kara śmierci i jak bardzo cierpi poczucie sprawiedliwości, przez to, że dawno nikogo w Polsce w majestacie prawa nie powieszono. Bardzo im współczuję, bo to byłaby wielka frajda obserwować jak – wzorem swego duchowego mistrza – spotykają się ze skazańcami w celi śmierci na dzień przez egzekucją, by nieść im wsparcie i pocieszenie. Cezary Michalski wyjaśniałby im pewnie, że to wszystko wina Gazety Wyborczej i że Adam Michnik powinien zadyndać razem z nimi, zaś Paweł Lisicki tłumaczyłby im, że mogłoby być gorzej, bo mogliby wpaść w ręce frontu światowego gejostwa.

Cóż, nie można mieć wszystkiego

Tę i inne opinie autora można również znaleźć w jego blogu.