Problemy Afryki stają się problemami Europy.

Autor: Mateusz Magierowski

 

Demokratyczna Republika Konga jest obecnie epicentrum jednego z najbardziej krwawych konfliktów na świecie. Wojna domowa, która pochłonęła już ok. 5 mln istnień ludzkich, rozpoczęła się w sierpniu 1998 r., ponad rok po obaleniu przez Laurenta Kabilę długoletniej dyktatury wojskowej Mobutu Sese Seko. Kryzys polityczny w DRK, który doprowadził do obalenia Mobutu spowodowały reperkusje niezwykle krwawej wojny domowej pomiędzy dwoma grupami etnicznymi zamieszkującymi sąsiednią Rwandę, Tutsi i Hutu.Konflikt o podłożu etnicznym przeniósł się z Rwandy do Zairu (ówczesna nazwa dzisiejszej DRK), gdzie zbiegłe z Rwandy bojówki Hutu zawarły sojusz z siłami zbrojnymi Zairu. Represje wobec Tutsi, zamieszkujących Kongo, doprowadziły do uformowania opozycyjnego bloku, na którego czele stanął Laurent Desire-Kabila, początkowo popierany przez Rwandę i Ugandę. Opozycja odniosła sukces – Mobutu został obalony, Kabila – nowy prezydent- mógł zmienić nazwę państwa z Zairu na Demokratyczną Republikę Konga, przywódcy Tutsi zaś zakończyli pierwszą wojnę kongijską, toczącą się w latach 1996-1997, krwawym odwetem na Hutu. Konflikt, którego ofiarą padł m.in. sam Kabila, zastąpiony na stanowisku prezydenta przez swego syna, Josepha, trwa do dziś.
Charles Tilly w swej najnowszej przetłumaczonej na język polski książce p.t. „Demokracja” wskazuje Demokratyczną Republikę Konga jako modelowy przykład słabego państwa niedemokratycznego. Co złożyło się na tak dramatyczną sytuację wewnętrzną w Kongu? Z pewnością kluczową rolę odegrały tu takie czynniki jak zróżnicowanie etniczne kraju, sąsiedztwo z Rwandą, skąd przeniósł się do Konga konflikt między Hutu a Tutsi, poparcie dla antyrządowych bojówek ze strony sąsiadów Konga (przede wszystkim Rwanda i Uganda, udzielająca wsparcia rebelianckiemu Ruchowi Wyzwolenia Konga) a także wielkie bogactwa mineralne tego kraju, stanowiące nieodpartą pokusę dla rebeliantów i popierających ich sąsiadów DRK.
Dramatyczna sytuacja w Kongu skłania do postawienia pytania, co w kwestii pomocy ludności cywilnej oraz ustabilizowania sytuacji w dotkniętym konfliktem państwie uczyniły ONZ oraz Unia Europejska, których członkiem jest m.in. Belgia, która eksploatowała Kongo jako swą zamorską kolonię, a także kilka innych wiele znaczących na arenie międzynarodowej państw europejskich, jak chociażby Francja czy Wielka Brytania, które w przeszłości swą międzynarodową potęgę budowały m.in. na eksploatacji bogactw naturalnych oraz ludności licznych afrykańskich kolonii. Wysłany do Konga piętnastotysięczny kontyngent „niebieskich hełmów” szybko okrył się złą sławą za sprawą licznych przestępstw seksualnych, dokonywanych na ludności cywilnej (także na nieletnich) przez ONZ – owskich żołnierzy. Nie jest to pierwsza kompromitacja w przypadku misji ONZ, kiedy to cierpi ludność cywilna, której „błękitne hełmy” mają zapewnić ochronę – vide masakra w Srebrenicy w 1995 r. Z kolei kraje Unii Europejskiej wciąż debatują, czy ponowne wysłanie wojsk do DRK w obliczu eskalacji konfliktu jest zasadne. Mimo iż decyzja dotycząca rozlokowania unijnych jednostek w ogarniętej konfliktem prowincji Północnego Kivu nie została przeforsowana, optymizmem napawa fakt, że to właśnie Belgia i Francja były najgorętszymi orędownikami wysłania unijnych żołnierzy do Konga. Pozostaje wierzyć, że tragiczne wydarzenia w DRK sprawią, że kraje UE zaczną okazywać swe zainteresowanie Afryką i jej problemami nie tylko wówczas, gdy Chiny dokonują ekspansji na kolejny rynek afrykański bądź gdy, tak jak w przypadku Konga, następuje krwawa eskalacja konfliktu wewnątrz lub międzypaństwowego. Wysłanie sił zbrojnych do ogarniętych wojenną pożogą regionów Afryki bądź sporadyczne misje humanitarne nie rozwiążą najistotniejszych problemów tego kontynentu. Afryka potrzebuje pomocy długofalowej i kompleksowej, pozwalającej m.in. umocnić słabe struktury państwowe oraz podnieść poziom edukacji, tak, by pozwalał efektywnie kształcić elity intelektualne i polityczne, mające owymi strukturami zarządzać, a także rozwiązywać najistotniejsze problemy afrykańskich państw i ich obywateli. Pozostaje jedynie pytanie, czy władze byłych potęg kolonialnych, które swą międzynarodową pozycję i dobrobyt osiągnęły także dzięki eksploatacji bogactw naturalnych i ludności swych afrykańskich kolonii, zdobędą się na takie kompleksowe działanie w odniesieniu do problemów Afryki. Nie chodzi tu jedynie o moralną powinność wynikającą z kolonialnej przeszłości czy o dokonanie historycznego zadośćuczynienia. Obrazki z przedmieść Paryża sprzed roku dobitnie pokazują, że problemy Afryki stają się jednocześnie problemami Europy, a im szybciej europejscy przywódcy uzmysłowią sobie ten fakt, tym lepiej nie tylko dla krajów Afryki i Afrykanów, ale i dla ich politycznej przyszłości.

Źródła:
link

link

link

Źródło zdjęcia: link