Powiem Ci, kim będziesz

Powiem Ci, kim będziesz

Baletnica, lekarka, a może Mała Miss? Będzie znać angielski, francuski i włoski – bez tego dzisiaj ani rusz. Nauczymy ją też jeździć konno, bo to przecież wyznacznik życia na tak zwanym na poziomie. Lekcje gry na fortepianie, sporty walki, kółka zainteresowań. Grafik będzie miała napięty, no ale cóż… Tylko czy starczy czasu na dzieciństwo?

Jeszcze do niedawna wystarczyło, żeby dziecko „było zdrowe”. Dziś takie tradycyjne podejście okazuje się już mało satysfakcjonujące. Obecnie potomek – coraz staranniej planowany, będący owocem wyboru a nie przypadku – staje się poważną inwestycją, niejednokrotnie również ambicjonalną.

Według danych statystycznych z 2010 roku współczynnik dzietności wyniósł 1,4. Kryzys, obawa przed utratą pracy, koszty wychowania latorośli – to wszystko sprawia, że wielodzietność odchodzi do lamusa. Często się słyszy, że na dziecko nie każdy może sobie pozwolić. Faktycznie, patrząc na koszty wychowania jednej pociechy (patrz: http://forsal.pl/artykuly/321571,dziecko_inwestycja_za_pol_miliona_zlotych.html), można się przerazić.

Kiedy już upragniony jedynak bądź jedynaczka się pojawi, szybko staje się centrum zainteresowań, oczkiem w głowie, któremu nieba chce się przychylić. „Uczęśliwianie” zaczyna się już na najwcześniejszym etapie, głównie dzięki rozwojowi genetyki. Wybór płci lub koloru oczu – ot, takie drobiazgi. Polepszanie rasy, dyskryminacja słabszych, eugenika twarda są złe i basta. Genetyczne ingerencje nie budzą już takich emocji, bo to tzw. „eugenika pozytywna”. Przecież jest to tylko dla dobra dziecka, prawda?

Źródło: http://demotywatory.pl/2768977/Niespelnione-ambicje-rodzicow

Wybraliśmy najlepszy model. Teraz czas go zaprogramować. Zdarza się, że planujemy przyszłość jeszcze przed narodzinami pociechy – równolegle odwiedzamy szkołę rodzenia i basen, na który zapiszemy dziecko. Przecież wiemy, co będzie dla niego najlepsze. – Zawsze chciałam tańczyć, ale nie było na to pieniędzy – wspomina z rozrzewnieniem trzydziestolatka. Jej Ola z pewnością też bardzo chce, tylko nie może swojego marzenia wyartykułować, bo jeszcze nie mówi. Czemu by jej nie posłać, skoro na pewno chce? – Byłem dobry w tenisa, ale kontuzja kolana przerwała moja karierę – opowiada Mariusz. – Marcin na pewno dostał to w genach. Wszystkie korty będą jego.

Kiedyś i dziś

Społeczny dystans między pokoleniami – jak pisze Lynn Jamieson – od czasów nowoczesnych zaczął być zastępowany przez wzrost emocjonalności. Relacje między rodzicami a potomstwem poczęły ulegać zmianie w kierunku skupiania się na dzieciach. Niestety, obecnie obok miłości i zrozumienia, pojawiają się też zachowania, które czasem trudno wytłumaczyć.

Szczytów absurdu, ale i paranoi, sięgają wybory Małych Miss. Takie konkursy angażują cały sztab ludzi, nie wyłączając: stylistek, wizażystek, dietetyczek itp., którzy, opiekują się „misskami” przez cały rok, czuwając nad ich wyglądem i poprawną figurą. Efektami ich pracy są porcelanowe laleczki, wystylizowane i okryte kolorową tapetą. Chyba przedwcześnie dorosłe, bo przecież nie dojrzałe. Takie konkursy to prawdziwy biznes. Dziecko staje się realną inwestycją, która zaczyna przynosić nie mniej realne zyski. A patrząc na niektóre zdjęcia zastanawiam się, czy przy okazji nie staje się może także kąskiem dla pedofilów?

http://wampirzyca.pinger.pl/m/1806517

Kolejnym zagrożeniem mogą być wzory wychowania dostarczane przez pseudoporadniki (ostatnio pisane często przez celebrytów) oraz popkultura i jej idole. Hollywoodzkie klany filmowe mogą zainspirować niejednych rodziców, by posłać dziecko w swoje ślady. Przykładem „dobrego wychowania” staje się także Suri Cruise – znana na całym świecie współczesna mała księżniczka. Czyż nie chcielibyśmy, żeby i nasza córka nosiła sukienkę za 6 tysięcy dolarów? To chociaż kupimy buty na obcasie…

Nie tylko zalety

Niektóre dzieci dostają nie tylko wszystko, czego chcą, ale i wiele więcej. Jednak wrażenie, że dziecko dostaje to, co najlepsze, może być bardzo złudne. Przesadne inwestowanie w pociechę od jej pierwszych dni niekoniecznie musi zaowocować wyłącznie pozytywnymi skutkami. Czasem dziecko staje się po prostu „zaspokajaczem” ambicji rodziców, realizatorem ich młodzieńczych indywidualnych pragnień. Innym razem – nawet nieświadomie – można wychować małego egoistę, goniącego za sukcesem, do którego jest przygotowywany od momentu poczęcia. Społeczeństwo konsumpcyjne oferuje nowe wzory, socjalizuje do określonych zachowań. Najcenniejszym dobrem staje się czas, bo czas to… pieniądz. Może więc takie zachowania „nowoczesnych” rodziców, którzy nie marnują czasu i pozwalają latorośli poznawać języki obce w wieku trzech lat, są uzasadnione? Może oni po prostu od początku przyuczają dzieci do współczesnych realiów? Wyścig szczurów trwa.

Na szczęście, prezentowany trend nie odzwierciedla podejścia do wychowania reprezentowanego przez całe społeczeństwo. Po pierwsze, nie każdy rodzic podchodzi do potomka w taki właśnie sposób (odnoszę wrażenie, że ryzyko zwiększa się u rodziców, którzy sami również byli jedynakami). Po drugie, w niższych warstwach społecznych i w małych miejscowościach po prostu nie ma pieniędzy, żeby tak „zainwestować”. Czy to oznacza, że tam dzieci nie mogą być szczęśliwe, a może nawet szczęśliwsze? Wręcz przeciwnie! Patrzę na trzy umorusane błotem twarzyczki, które niosą mi odpowiedź. Pomimo, że może ich rodziców nie stać na lekcje karate, ale te dzieci umieją się cieszyć.

Niech to każe na chwilę przystanąć i przynajmniej się zastanowić, bo czasem – w pogoni za modą, spełnianiem własnych ambicji czy chęcią zaoferowania dziecku wszystkiego, co daje świat – zdarza nam się pomylić. Przez przypadek przeoczymy talent do rysowania, fascynację kulturą Wschodu albo najprostsze sygnały, że coś jest nie tak. Bo w pędzie między angielskim a kółkiem teatralnym zabrakło czasu na… dzieciństwo.