Poruszyć czy zagłuszyć?

Autor: Anna Kowalska

 

Historia zwierzęcia przywiązanego do sznurka na wystawie, umierającego w agonii – bo tak zdecydował pewien artysta z Kostaryki, wstrząsnęła emocjami szerokiego grona internautów na całym świecie. Zdjęcie psa zagłodzonego na oczach przechadzających się obojętnie “koneserów” sztuki współczesnej, sprowokowało do podpisania petycji niemal 270 tysięcy osób (http://www.petitiononline.com/13031953).Celem protestu miał być sprzeciw wobec reprezentowania Kostaryki na Biennale Ameryki Centralnej 2008 przez artystę-oprawcę, gdyż jak podawała wiadomość na wielu blogach internetowych, nie dość, że Guillermo Habacuc Vargas bestialsko skazał na cierpienie niewinne zwierzę, to jeszcze został za to wyróżniony. Oburzenie. Gniew. Nasuwające się pytania o granice sztuki. Kolejna odsłona natury człowieka, który, jak się okazuje dla swoich potrzeb ekspresyjnych jest w stanie posunąć się nawet do okrucieństwa. Cóż za uwłaczająca sprzeczność: artysta niemalże synonimicznie kojarzony z wrażliwością a tymczasem tak nie ludzko postępujący. I Kostaryka. Co to za kraj, gdzie ludzie nie reagują na takie zdarzenie? Nonszalanckość popijających wino odbiorców żywego obrazu dramatu silnie uderza. Dlatego, cóż, klik, klik, nie pozostaje nic innego, jak zareagować, przecież złożenie podpisu internetowego nie kosztuje wiele wysiłku. Może uda się coś zdziałać.

Spotęgowany wybuch zlepku rozmaitych emocji po raz drugi przychodzi do internauty, gdy dowiaduje się, jaki jest finał tej historii. Słowo klucz: prowokacja – wiele tłumaczy. Jak podaje dzisiaj, Dziennik: śmiały występek Vargasa, nie został skomentowany przez artystów, gdyż nigdy nie słyszeli o nim. Natomiast na blogu rzekomego dręczyciela psa, przeczytać możemy: “Jesteś, tym co widzisz, tym w co wierzysz. Nie zagłodziłem psa, był przywiązany do ściany tylko 30 minut”. W prasie zagranicznej nie ma jednak wzmianek o tym zdarzeniu. Jedyne informacje pochodzą z blogów internautów. Co mamy o tym myśleć?

Czy to rzeczywiście tylko prowokacja? Niektóre wpisy sugerują, że pies rzeczywiście zdechł. Czy historia w ogóle jest prawdziwa? Jeśli tak, to czy artyście rzeczywiście chodziło o obudzenie sumień ludzi? Czy pies przeżył? Historia ta skłania do zastanowienia się nad przekazem komunikatu w sztuce i jej granicami. Co chce osiągnąć autor pomysłu, toczący swe życie pośród wielu obrazów głodu w Kostaryce? Skłonić do refleksji nad wrażliwością ludzi z jednej strony, a ich obłudą z drugiej? Że łatwo podpisać petycję, a jednocześnie być obojętnym wobec bliskiej nam rzeczywistości, w której jednak tak szybko nie przychodzi nam reagować? Czy chciał postawić podpisujących petycję pod jedną kreską z tymi, którzy rzekomo obojętnie się przechadzali w galerii patrząc na cierpienie psa?

Od wewnętrznego sprzeciwu i uświadomienia sobie wagi zdarzenia oraz zrozumienia prowadzi, przecież w przypadku niektórych, długa droga, zanim podejmą konkretne czyny. Jeśli w ogóle to zrobią. Psychologowie społeczni potwierdzają, że raczej jesteśmy skłonni reagować, gdy sytuacja bezpośrednio nas dotyczy. Jednak znowu to, czy zareagujemy zależy od naszej gotowości, od wyznawanych wartości i znaczenia, jakie nadamy danemu zdarzeniu. Też od tego, czy uwierzymy w jego prawdziwość. Przyjmując, że komunikat Vargasa jest prowokacją, czy pomaga on nam podjąć decyzję, jak w przyszłości w podobnych sytuacjach reagować?

Moim zdaniem nie, zamiast uwrażliwiać, jak przyznał prof. Marcin Król w Dzienniku, psuje sztukę i psuje wrażliwość jej odbiorcy.

Internauta, który podpisał petycję, a dowiedział się, że jest prowokacją, czuje się oszukany i zdezorientowany. Może nawet upokorzony. Następnym razem nie będzie wiedział, co zrobić. Może doszukiwać się podstępu. A to spowolni jego proces decyzyjny. W podobnych rzeczywistych sytuacjach może postąpić tak samo, odpuści sprawę, bo już tyle razy dał się nabrać. Może to zbyt duże uproszczenie. Nasuwają się jednak jeszcze pytania: czy współczesna sztuka powinna wzbudzać nieufność? Manipulować odbiorcą? Uczyć go, że nie należy pomagać? Nie zapominajmy, że ludzie na co dzień, przecież posługują się prostymi schematami porządkującymi rzeczywistość, pozwalającymi w miarę szybko reagować.

Podpisanie się pod petycją, moim zdaniem, świadczy pozytywnie o opinii publicznej, nawet, jeśli to prowokacja. Gorzej gdyby taki protest spotkał się z małym odzewem. Czy należy jednak usprawiedliwić tego typu prowokacje? Aż włos mi się jeży na myśl, że ktoś mógłby wpaść na podobny pomysł i w ramach sztuki zobrazować na żywo sytuację człowieka.