Poranna kłótnia przy kawie.

Autor: Piotr Kotnis

 

Dzisiaj o godzinie 10:30, na antenie telewizji TVNmiał swoją premierę nowy program Bogdana Rymanowskiego zatytułowany „Kawa na ławę”. W teorii program miał być telewizyjną odpowiedzią na niedzielne radiowe programy polityczne, takie jak „Niedzielny Salon Trójki” (Trójka) czy „Siódmy dzień tygodnia” (Radio ZET). Tyle teorii. A praktyka? W praktyce chyba nie wyszło tak, jak powinno.Gośćmi pana Rymanowskiego byli: Stefan Niesiołowski, Andrzej Lepper, Jarosław Kalinowski, Zbigniew Ziobro oraz Ryszard Kalisz. Na pierwszy rzut oka widać było więc, że prowadzący postanowił wybrać po jednym polityku z każdego liczącego się ugrupowania politycznego (brakowało tylko kogoś z Ligi”>http://www.lpr.pl/]LigiPolskich Rodzin, ale jako że maksymalna liczba gości w programie wynosi 5, na kogoś musiało paść). Zapowiadała się ciekawa dyskusja, więc zaparzyłem sobie kawę i zasiadłem wygodnie w kanapie.

Początek programu był ciekawy. Goście rozmawiali o powstającej nowej koalicji, o ostatnim orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, ogólnie o wszystkim, czym żyją aktualnie media. Co jakiś czas dyskusja była przerywana materiałami filmowymi przedstawiającymi wywiady z czołowymi politykami. Pan Rymanowski dobiera je najwyraźniej tak, aby podgrzać atmosferę w studiu (raz pokazuje Romana Giertycha mówiącego o tym, że PiS skończy według niego jak AWS, a zaraz potem pokazuje go jako zwolennika koalicji). Temperatura w studiu rosła z minuty na minutę, i chyba wymknęła się spod kontroli, bo nawet blok reklamowy w połowie programu nie mógł jej obniżyć do bezpiecznej wartości.

Dyskusja bowiem przemieniła się w kłótnie. Politycy zaczęli przekrzykiwać się nawzajem, a przeciętny widz nie był w stanie już nic zrozumieć. Jedyne, co można było w końcówce usłyszeć (i to niejednokrotnie) to słowa: „Proszę mi dać dokończyć, ja Panu nie przerywałem!”. Najspokojniejszy z całej piątki był chyba Jarosław Kalinowski, który siedział cichutko i nie wdawał się w żadną dyskusję (o ile mnie pamięć nie myli, w całym programie zabrał głos tylko 3 razy i to wtedy, kiedy Pan Rymanowski zadawał mu bezpośrednie pytania). Po raz pierwszy byłem świadkiem, kiedy prowadzący program groził gościom wyłączeniem im mikrofonów, gdyż Ci nie pozwalali mu powiedzieć ani słowa na zakończenie programu. Na szczęście obeszło się bez tego, i Pan Bogdan mógł nas spokojnie pożegnać i zaprosić na kolejny program.

Przeniesienie radiowego klimatu do studia telewizyjnego nie udało się w pełni. Miała być miła poranna rozmowa, a wyszła kłótnia. Możliwe jednak, że winna jest nie tyle formuła programu, tylko nasi politycy, którzy nie potrafią kulturalnie ze sobą rozmawiać.

Zapomniałem jeszcze zaznaczyć że wszyscy politycy siedzieli bez krawatów z rozpiętym kołnierzykiem, co miało oddać ten specyficzny luz, na który polityk może sobie pozwolić w radiowym studiu. Niemniej jednak w moim odczuciu było to nienaturalne i wyglądało bardziej na wymóg, jaki narzucił gościom prowadzący program niż własna wola Panów polityków.