(NIE)świadome samowykluczenie

(NIE)świadome samowykluczenie

W dyskursie polskim coraz częściej poruszana jest tematyka feminizmu, szeroko dyskutowana w prasie, telewizji czy Internecie; w dyskursie akademickim zaś, pojawiają się coraz częściej studia nad społeczno-kulturową tożsamością płci. Wydaje się, że zwłaszcza w ostatnim czasie tematy te przeniknęły do mainstream’u, tym bardziej, że po raz pierwszy w polskim sejmie zasiadły osoby kojarzone jednoznacznie z feminizmem, czy w ogóle walką o prawa mniejszości[1].

Przedmiotem niniejszej pracy, będzie analiza postaw młodych kobiet[2],  które pozostają bierne zarówno wobec osiągnięć feminizmu, jak i wyników prac nad społeczno-kulturową tożsamością płci. Należy określić, dlaczego część młodych kobiet sceptycznie odnosi się do postulatów feministycznych oraz biernie zgadza się na męską dominację uważając, że takowa nie istnieje lub, że jej istnienie nie jest pejoratywne. Ponadto, należy zastanowić się, z czego owa postawa wynika i – w miarę możliwości określić metody jej przeciwdziałania. Powyższym rozmyślaniom towarzyszyć będzie analiza wywiadów pogłębionych, przeprowadzonych w dniach 2 – 6 stycznia 2012 roku, z trzema młodymi kobietami, o których wiadomo było, że sceptycznie odnoszą się zarówno do samego feminizmu, feministek/stów, jak i nie przywiązują szczególnej wagi do badań nad płcią społeczno-kulturową. Interesowało mnie tu przede wszystkim to, dlaczego badane biernie zgadzają się na wykluczenie z władzy, równych płac czy języka. Ponadto, aby wyjaśnić owe zjawisko starałem się sprawdzić, jak duża jest wiedza respondentek na temat samego feminizmu, jego historii i postulatów wysuwanych przez współczesne feministki i feministów.

Wewnętrzne i zewnętrzne zagrożenia dla dyskursu feministycznego w Polsce

Feminizm zaliczyć należy do najważniejszych zjawisk w historii. Wśród jego najistotniejszych cech, wymienia się: dostrzeżenie nierówności przypisanej obu płciom oraz tego, że kobiety są podporządkowane mężczyznom, (…) przekonanie, że pozycja kobiet jest uwarunkowana społecznie, a więc podlega zmianie, (…) nacisk na autonomię kobiet[3]. Są to jednak ogólne wyznaczniki samego pojęcia, podczas gdy sama problematyka feminizmu jest dużo bardziej złożona. Istotne pod tym względem dla polskiego feminizmu[4] są prace znanych polskich feministek i akademiczek – Joanny Mizielińskiej, Małgorzaty Fuszary, Agnieszki Graff i wielu, wielu innych. Współcześnie, dostrzega się także potrzebę reformowania ruchu, wskazując na jego słabości – w polskim dyskursie to przede wszystkim akademickość i wynikający z tego elitaryzm teorii[5] – a przez to często wykluczanie kobiet nie wpisujących się w ową kategorię (akademiczek, studentek). Wspomniana wyżej Joanna Mizielińska wskazuje także na problematykę jednotorowego wyodrębniania podmiotu feminizmu – tj. kobiet, tylko i wyłącznie ze względu na płeć:

Czyniąc z płci nadrzędną kategorię, inne elementy tożsamości kobiet, być może również znaczące uznano za mniej istotne czy też drugorzędne dla interesów ruchu. Elizabeth Spelman, krytykując ową jednostronność feministycznych wyjaśnień, słusznie zauważa, że wprawdzie w efekcie takich rozważań mamy do czynienia z jednorodną koncepcją kobiet jako „klasy”, „kasty”, czy „grupy mniejszościowej”, lecz po drodze gubimy wiele aspektów doświadczeń kobiet, w efekcie narażając się na krytykę z różnych stron, między innymi samych kobiet, które chcemy reprezentować.[6]

Klasyfikacje ludzi tylko i wyłącznie ze względu na płeć są tu przedmiotem krytyki. Współczesny feminizm powinien zastanowić się więc, jak sprawić aby kobiety o niższym wykształceniu, czy te nie pochodzące z dużych miast nabrały świadomości nierówności jakie ich otaczają. Co więcej, należałoby również sprawić, aby te dobrze wykształcone (lub – w kontekście badania – kształcące się), czy pochodzące z klasy średniej również stały się wrażliwe na postulaty feministyczne[7].

Scena polityczna i Kościół katolicki w Polsce

Prawicowa część strony politycznej, jak i Kościół katolicki w Polsce akcentują często, podział damsko-męski, klasyfikując cechy kobiece i męskie. Na łamach konserwatywnej prasy (Gość Niedzielny, Dziennik Polski), z ambon kościelnych, na spotkaniach prawicowych publicystów (rzadko publicystek), zachęca się kobiety do pozostania w sferze domowej, do wypełniania ich naturalnej roli, która polegać ma na zajmowaniu się domem i rodzeniu dzieci. Prowadzi to często do zachowań seksistowskich, jak pisze Jolanta Miluska:

Tradycyjny seksizm wspiera stereotyp kobiet jako mających niskie kompetencje, wyraża poparcie dla utrwalonych ról płciowych i odmiennego traktowania kobiet i mężczyzn. Seksizm współczesny  przejawia się z kolei zaprzeczeniem istnienia dyskryminacji kobiet, nieprzychylnym nastawieniem do roszczeń kobiet w zakresie ich równouprawnienia, jak też negatywną postawą wobec specjalnych przywilejów kobiet.[8]

Wydaje się, że o ile kobiety zdają sobie sprawę z dyskryminacji bezpośredniej, dyskryminacja pośrednia wciąż pozostaje przez nie marginalizowana, bądź też, co gorsze, w ogóle niezauważana. Przykładów takowej wymienić można w polskiej rzeczywistości społecznej wiele – począwszy od szkoły i podręczników szkolnych, w których dziewczynki przedstawiane są jako nieme, zawsze w cieniu ekspresywnej postawy chłopca, przez świadome ograniczanie zatrudniania młodych kobiet na rynku pracy (ze względu na ich możliwą ciążę), kiedy to często przegrywają z mężczyznami wykształconymi na takim samym poziomie. W końcu, mamy do czynienia z podwójnym obciążeniem i tworzeniem tzw. super kobiet, pracujących na dwa etaty (w pracy i w domu). Rola Kościoła zaś, wydaje się tu szczególna, zwłaszcza w kontekście publikowanych sukcesywnie na łamach Gościa Niedzielnego artykułach, eksponujących cechy i powinności żeńskie i męskie, krytykujących wszelkie postulaty feministyczne; problemem wydaje się też wiele kościelnych dokumentów, takich jak np. List do biskupów o współdziałaniu mężczyzny i kobiety w Kościele i świecie w którym zachęca się kobiety do pozostania w domach:

(…) Choć macierzyństwo jest kluczowym elementem do zrozumienia kobiecej tożsamości, nie pozwala ono na traktowanie kobiety tylko z punktu widzenia biologicznej prokreacji. (…) Chrześcijańskie powołanie do dziewictwa, odważne w porównaniu z tradycją starotestamentalną i wymogami wielu społeczności ludzkich, posiada pod tym względem wielką wagę.Tak jak dla dziewictwa fizyczne macierzyństwo jest przypomnieniem, że nie istnieje powołanie chrześcijańskie, jak tylko w konkretnym darze z siebie dla drugiego, tak też macierzyństwo fizyczne otrzymuje od dziewictwa przywołanie o jego fundamentalnym wymiarze duchowym: nie wystarczy dać fizycznie życia, by móc mówić o prawdziwym zrodzeniu drugiego. Znaczy to, że macierzyństwo może znaleźć swoje formy pełnej realizacji także tam gdzie nie ma fizycznej prokreacji. (…) Także kobieta, ze swej strony, musi pozwolić się nawrócić i rozpoznać szczególne charakterystyczne wartości wielkiej zdolności miłości drugiego, jakich jej kobiecość jest nosicielką. W obu przypadkach chodzi zasadniczo o nawrócenie ludzkości do Boga w taki sposób, że mężczyzna i kobieta poznają Boga jako ich pomoc (…).[9]

Wyraźnie widać tu, jak obecny papież widzi rolę kobiety – bo w jego nauce (i nie tylko w jego), a co za tym idzie w nauce Kościoła, kobieta może być albo matką albo dziewicą – formy pośrednie nie wchodzą w grę. Sądzę, że tego typu nauka stanowi kolejne zagrożenie dla dyskursu feministycznego – tym bardziej, że Kościół nie stara się podjąć dialogu ze swoimi oponentami/oponentkami.

Świadome pomijanie postulatów

Obecnie działa w Polsce kilkadziesiąt organizacji kobiecych i feministycznych[10]. Specyfika polskiego społeczeństwa – głęboko zakorzeniony tradycjonalizm i katolicyzm oraz wspomniany powyżej brak prawdziwej debaty – sprawia jednak, iż organizacje walczące o prawa kobiet zmuszane są często do rezygnacji z części postulatów w celu zyskania większego społecznego poparcia. Tak było w przypadku organizacji Kongresu Kobiet w 2009 roku – kiedy celowo pominięto kwestię praw reprodukcyjnych, nie chcąc drażnić umiarkowanych uczestniczek i uczestników. Problem ten opisuje Kazimiera Szczuka w swojej pracy dotyczącej historii aborcji:

Jest regułą, że – gdy ukazuje się dzisiaj choćby cień możliwości  publicznej debaty o aborcji jako jednym z poważnych problemów społecznych – zwolennicy obowiązującego, restrykcyjnego i jawnie niesprawiedliwego prawa ucinają ją, przypominając uroczyście o zawartym kompromisie. Bajka o historycznym kompromisie pojawia się systematycznie na łamach prasy rozmaitych odcieni.[11]

Problem ten wydaje się być najbardziej nagłaśniany przez współczesne media w Polsce – pojawia się przy niemal każdym wywiadzie czy dyskusji z udziałem członka/członkini ruchu kobiecego. Co chwilę zaś pojawiają się coraz to nowe próby ograniczania wolności kobiet i radykalizowania prawa dotyczącego aborcji. Można wysunąć tu tezę, iż sytuacja w której aborcja polega maksymalnej demonizacji wynika znów przede wszystkim z uprzywilejowanej i dominującej pozycji Kościoła, który bez ograniczeń wpływa na decyzje polityków i polityczek w Polsce[12].

Tych zaledwie kilka problemów opisanych powyżej związanych z adaptacją postulatów feministycznych do rzeczywistości polskiej, stanowi według mnie trzon sceptycyzmu młodych kobiet w stosunku do problematyki. Zalewane zewsząd przez krytykę katolicką, wszechobecną męską dominację oraz nieświadome swoich praw, świadome za to rzeczywistości historycznej od XVIII wieku marginalizującej kobiety, wypierają feminizm, a problematyka gender nie stanowi przedmiotu ich zainteresowania. Tym samym potwierdza to tezę Kingi Dunin, że niestety, Uniwersalnym wzorem człowieczeństwa jest mężczyzna[13]. Należy zatem zastanowić się, jak ową sytuację zmienić, stawiając młode kobiety po swojej stronie.

Znamienne są tutaj również problemy samego feminizmu. Różnice wewnątrz ruchu, stosunkowo niewielka ilość dyskusji dotyczących prób włączenia większej ilości kobiet w działania nie stanowią zachęty do jakiegokolwiek zaangażowania. Ponadto, istotna wydaje mi się również dyskusja na temat kobiet podwójnie wykluczonych – ze względu na pochodzenie rodzinne czy miejsce zamieszkania, która mimo że podejmowana, jest dla samych podmiotów niesłyszalna.

Badanie młodych kobiet. Problematyka badawcza i dobór próby

Celem mojego badania było określenie, dlaczego młode kobiety niechętnie odnoszą się do postulatów feministycznych oraz biernie zgadzają się na męską dominację uważając, że problem nie istnieje lub, że jego istnienie nie jest pejoratywne. Częściowo zdawałem sobie sprawę, że odpowiedź nie jest jednoznaczna i że wynikać może ona z czynników przedstawionych przeze mnie powyżej. Wcześniej nie dostępne były jednak dla mnie tego typu badania.  Chciałem przede wszystkim zastanowić się, z czego owa postawa wynika i – w miarę możliwości określić metody jej przeciwdziałania.

Próbę dobrałem metodą kuli śnieżnej. Do badania wybrane zostały kobiety, o których wiadomo było, że sceptycznie a nierzadko w sposób prześmiewczy podchodzą zarówno do samego feminizmu jak i gender. Wiedzę tę zdobyłem zyskując pierwszą respondentkę, która wskazała kolejne, istotne jej zdaniem dla badania.

Pytania badawcze

  • Co badana sądzi na temat stwierdzenia, że Uniwersalnym wzorem człowieka jest mężczyzna;
  • Najważniejsze problemy współczesnych kobiet i możliwości ich rozwiązania;
  • Definicja rodziny i podział ról w owej;
  • Rodzicielstwo; czy matka jest lepszym rodzicem od ojca;
  • Charakterystyka męskości i kobiecości;
  • Kobiety jako przedmiot dyskryminacji;
  • Feminizm:
    • Rozumienie pojęcia;
    • Znajomość literatury feministycznej/genderowej [pytanie 1];
    • Znajomość postulatów feministycznych oraz poglądy na poszczególne z nich;
    • Potrzeba istnienia feminizmu oraz błędy popełniane przez współczesne feministki;
    • Dlaczego badana nie jest feministką (w zależności od stopnia zgody na poszczególne postulaty wysuwane przez ruch kobiecy).

Przebieg badania i charakterystyka badanych

Badanie przeprowadziłem na grupie trzech młodych kobiet (Badana I, II, III[14]). Dwie badane (II, III) znajdują się w wieku 20 lat, jedna (I) – 22 lat. Badane I i III pochodzą z dużych miast (w przypadku III jest to miasto wojewódzkie), badana II pochodzi z miasta w przedziale do 20 tysięcy mieszkańców i mieszkanek. Wszystkie zostały ochrzczone w obrządku katolickim, żadna jednak nie określa się jako praktykująca katoliczka (I mówi wprost o utożsamianiu się z agnostycyzmem). Respondentki II i III są kobietami heteroseksualnymi, znajdującymi się w stałym związku z mężczyzną, badana I zaś, jest homoseksualną singielką. Wszystkie studiują w Krakowie, na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Pierwszym pytaniem jakie zadałem, po określeniu tożsamości, wieku, wyznania badanych, było określenie przez badane stopnia znajomości literatury feministycznej lub genderowej. Żadna respondentka nie stwierdziła, że kiedykolwiek miała do czynienia z tego rodzaju literaturą.

Uniwersalnym wzorem człowieka jest mężczyzna

Spośród badanych, zapytanych czy zgadzają się z powyższym zdaniem, żadna nie udzieliła twierdzącej odpowiedzi. Zapytane jednak, co uczyniłyby w sytuacji gdyby zostały poproszone o narysowanie tegoż człowieka, respondentki I i III odpowiadają jednoznacznie, iż byłby to mężczyzna, respondentka II zaś, że byłaby to istota bezpłciowa.

I: Tak, wydaje mi się, że rzeczywiście tak jest, że takie wyobrażenia właśnie panują wśród ludzi. Bo kiedy jednak myślimy o  człowieka to jednak okazuje się, że nie ma na przykład cycków, tak, tylko jest to bardziej istota przypominająca mężczyznę (…) I mając się tak nad tym zastanowić, to rzeczywiście tak jest, że myśląc człowiek pierwsza myśl to rzeczywiście jest facet.

Respondentki zapytane zostały także o to, czy tego typu myślenie nie jest w ich mniemaniu wykluczające i dlaczego dzieje się tak, że mężczyzna jest dominującym wzorem człowieka.

III: (…) Nie, nie uważam, że to jest właściwie. (…) Myślę, że mamy możliwości zmiany tego, ale chyba nie mamy na to ani siły, ani czasu, ani ochoty, ani pieniędzy.

Wszystkie odpowiedziały tu podobnie; można zatem stwierdzić, że świadome są wykluczenia wynikającego z historii i kultury ich otaczającej – traktującej mężczyznę jako istotę nadrzędną. Podkreślają jednak brak chęci zmiany takiej sytuacji.

Najważniejsze problemy współczesnych kobiet

Wśród najważniejszych problemów współczesnych kobiet w Polsce, wszystkie respondentki wymieniają w pierwszej kolejności problemy wynikające z macierzyństwa:

II: Myślę, że te podstawowe problemy wynikają z tego, że wiesz, że państwo, jako matce, nie zapewnia jej tych podstawowych rzeczy. Na przykład, nie wiem, no, to że ona może sobie tam spokojnie pracować i tak dalej i tak dalej. Nie jest przestrzegane to, że jeśli kobieta jest wiesz, ma pracę i zachodzi w ciążę, to od razu jest zwalniana z niej.

Badana I wspomina ponadto o ogromnej jej zdaniem różnicy płac, między kobietami a mężczyznami oraz o problemach z uzyskaniem urlopów ojcowskich. Jako jedyna, respondentka III zwraca uwagę na problematykę praw reprodukcyjnych kobiet w Polsce:

III: (…) No, że mają mało kasy na dzieci, i że nie mają możliwości aborcji legalnej, i że jest za mała wiedza na temat antykoncepcji przekazywana w szkole.

Odpowiedzi na to pytanie wskazują, jak bardzo zasłyszana jest wiedza respondentek na temat problemów współczesnych kobiet. Wszystkie wymieniły ważne i palące problemy, żadnej nie przyszło to jednak z łatwością i żadna nie zastanawiała się nad tym, aby w jakikolwiek sposób z problemami przez siebie wymienionymi walczyć. Zaskakujący jest jednak poziom świadomości dotyczący macierzyństwa i negatywna wizja braku pomocy ze strony państwa w wychowaniu dzieci – wszystkie zdają się sądzić, że zachodząc w ciążę, zdane będą tylko na siebie i ewentualnie rodzinę.

Definicja rodziny i podział ról

Wszystkie respondentki, poproszone o wymienienie pierwszego skojarzenia związanego z rodziną, wymieniły obraz mama, tata, dziecko. W toku dalszej rozmowy jednak, wszystkie zgodziły się, że współcześnie mamy do czynienia z alternatywnymi formami rodziny – samotne wychowywanie dzieci, związki partnerskie, nawet, co mogłoby się wydawać zaskakujące, wszystkie są zwolenniczkami homoadopcji.

I: Myślę, że chyba można nawet dojść współcześnie do czegoś takiego, jak pełne partnerstwo, ale chyba to, to, wynika z pełnej równości i zgody, i ustalenia chyba tego przed ślubem albo przed wspólnym zamieszkaniem.

Żadna z badanych nie wyobraża sobie sytuacji, w której swoiście pracują na drugi etat w domu, po zamieszkaniu z partnerem/partnerką. Wszystkie oczekują równości w wykonywaniu obowiązków domowych.

Rodzicielstwo

II: Myślę, że tak, że kobiety są lepszym rodzicem. Ale myślę, myślę, że to wynika tylko i wyłącznie z historii, no i może trochę z socjalizacji i gdyby to kobiety chodziły na polowania i faceci niańczyli dzieci to by było na odwrót.

Żadna z badanych nie uważa, że kobiety mają pewne szczególne i biologiczne predyspozycje do bycia lepszym rodzicem od mężczyzn. Respondentki I i III stwierdzają wręcz, wbrew dyskursowi katolickiemu opisanemu wyżej, że w ich rodzinnym domu to ojciec lepiej wypełniał swoją funkcję, a co za tym idzie doświadczenie dzieciństwa rzutuje w pewien sposób na ich teraźniejsze poglądy.

III: Równie dobrze można mieć dobrego ojca, co dobrą mamę. Mamy chyba nie warunkuje to, że rodzi i że karmi piersią i to sprawia wszystko, że jest dużo lepsza w rodzicielstwie, wiesz? Wiadomo, że zyskują, bo mają ten urlop macierzyński i spędzają więcej czasu, ale jeśli chodzi o funkcję opiekuńczą to ojciec jest tak dobry jak matka.

Cechy kobiece i męskie

Pytanie to zdaje się jedynym, w którym odpowiedzi tak bardzo się powieliły – wszystkie bowiem respondentki wymieniły wśród najważniejszych cech męskich siłę, wśród kobiecych zaś – urodę i potrzebę bycia piękną. Sądzę, że wskazuje to w pewien swoisty sposób na współczesny konsumpcjonizm – koncerny kosmetyczne czy odzieżowe kreują coraz częściej wizerunek kobiety pięknej, szczupłej – te zaś, które odchodzą od mainstreamowego wizerunku zdają się być wykluczane z wszechobecnego kanonu piękna. To samo coraz bardziej dotyka mężczyzn – gdzie wizerunek zgrabnego mięśniaka jest coraz powszechniejszy i bardziej pożądany. Wydaje się więc, że to co męskie i kobiece zmieniło się w czasie – nie jest to już delikatność czy opiekuńczość, lecz cechy czysto fizyczne. Respondentka II udzieliła jednak w trakcie wypowiedzi komentarza, w którym częściowo i pozytywnie nawiązała również do sfery psychicznej kobiet:

II: Ale właśnie, nawiązując do tematu, uważam, że robimy dzisiaj za facetów wszystko, i, oni po prostu wiesz, mają to gdzieś. I chyba kobiety trochę teraz rządzą i chyba mają coraz więcej do powiedzenia i nie wyobrażam sobie facetów i ich funkcjonowania, jeśli to my byśmy na nich nie wpływały. No i chyba to kwestia czasu zanim kobiety zaczną rządzić, bo oni już się chyba wypalili.

Dyskryminacja kobiet

II: Przede wszystkim ogarniamy każdą sferę życia, sprzątamy, gotujemy i to jest ta dyskryminacja, że nikt nam za to nie płaci (!)

III: Ja nie jestem, aczkolwiek zdaję sobie z tego sprawę, że niektórą są [dyskryminowane]. (…) Jeżeli chodzi, no, w niektórych krajach nie mają praw wyborczych, nie mają praw do dzieci (…) A w Polsce to w pracy chyba najbardziej i przez to nie doświadczam. (…) No i mężczyźni też są, bo urlopy ojcowskie i dłużej pracują.

Wszystkie badane zwracają uwagę na problem pracy – respondentka I i III uważają, że kobiety przez niższe zarobki podlegają dyskryminacji, badana II zwraca uwagę na podwójny etat, nieświadomie wskazując na zjawisko tzw. super  kobiety pracującej zawodowo – w firmie i w domu. Problem ten bardzo często podnoszony jest przez feministki w Polsce – pojawiają się tu nierzadko postulaty wynagrodzenia za pracę w domu, chociażby w formie podniesienia przyszłej emerytury. Jak na razie, pozostają jednak bez echa.

Feminizm

Każda respondentka poproszona została o scharakteryzowanie, czym jest feminizm – tu odpowiedzi się powieliły – wszystkie bowiem wskazały aspekt walki o prawa kobiet.

I: I też próba zmiany wizerunku kobiety w społeczeństwie, wskazanie jakby na pewne cechy, które posiadają też kobiety a które zostały zawłaszczone przez mężczyzn, czas i kulturę, a które istnieją i kobiety powinny sobie zdać sprawę że [te cechy] istnieją i są czymś więcej niż tylko jakimś dodatkiem do mężczyzny. I feminizm stara się o to walczyć.

B: To kim jest dla Ciebie współczesna feministka?

I: Jest to najczęściej silna kobieta, która nie daje sobie w kaszę dmuchać. Czyli jakby skojarzenie jak najbardziej pozytywne.

Badane zapytane zostały także jaki błąd popełniają według nich współczesne feministki i czy feminizm jest w ich mniemaniu potrzebny.

III: Tak, jest potrzebny, mm, jakby ja osobiście nie działałabym jako jedna z feministek, ale uważam, że każdy ruch mający na celu zwiększenie czyichś praw jest pozytywny i jest potrzebny. (…) Jakby nie odpowiada mi w feministkach to, że one czasem nie przyjmują innego zdania, wiesz? Że jeżeli ktoś chce powiedzieć inaczej, to one zupełnie tego nie szanują. Znaczy może nie to, że nie szanują, ale nie potrafią jakiegoś innego stanowiska czasami zrozumieć, tak, wiesz?

II: Myślę, że jest potrzebny ale w granicach zdrowego rozsądku.

B: Co to znaczy?

II: To znaczy, że nie czepiajmy się pierdół i głupich końcówek. Bo to jest taka walka na siłę. Walczymy o coś, ale tak naprawdę same nie wiemy o co. Walczymy jakby dla samej ideologii walki z mężczyznami.

B: A jaki jest w takim razie podstawowy błąd popełniany przez współczesne feministki?

II: Że są za głośne. Tak mi się wydaje. Że one jakby mówiły łagodniejszym językiem to więcej ludzi by ich słuchało.

B: A czy potrafisz przytoczyć przykład takiego… nie łagodnego języka?

II: Wiesz no teraz to z głowy nie, ale nieraz się spotkałam z takimi debatami w mediach, że widzisz krzyczącą feministkę i walczącą o jakieś tam swoje prawa i która jest strasznie agresywna w stosunku do rozmówcy.

B: A ten rozmówca nie jest agresywny w stosunku do niej, tak?

II: Nie chyba nie. Znaczy się, może tak, ale to może wynika z jej agresji może.

B: Czyli to ona jest agresywna – feministka?

II: No tak, ona. Moim zdaniem.

I: Wydaje mi się, że feministki to są normalne babki, które po prostu wyrażają swoje zdanie (…) Wiem, że przez niektóre kobiety są widziane jako takie wojujące baby, wiesz, nie golą się, nie myją, są łyse i grube i brzydkie, ale to jest strasznie mylne i właśnie dlatego wydaje mi się, że po prostu ludzie może nie skupiają się na tym o co tak naprawdę im chodzi, a to jest dobre.

Z powyższych wypowiedzi wywnioskować można jednoznacznie, że młode kobiety przebadane przeze mnie ulegają przekoloryzowanemu medialnemu wizerunku feministek. Wywnioskować można to przede wszystkim z cech, jakie im się przypisuje – począwszy od tych psychicznych (krzykliwość), po czysto fizyczne i stereotypowe. Nie spodziewałem się, że wizerunek kreowany przez media jest w stanie odcisnąć tak silne piętno na młodych, kształcących się kobietach o prawdopodobnie wysokich aspiracjach zawodowych -  tym bardziej zadziwia nie dostrzeganie przez respondentkę II[15] ucisku symbolicznego objawiającego się w języku polskim w sferze językowej. Istotnym punktem wydaje się tutaj bierność w stosunku do literatury i prasy feministycznej czy genderowej – wiele poglądów wygłaszanych przez nie we wcześniejszej części wywiadu jest zbieżnych z tymi przedstawianymi w dyskursie. Dlaczego więc młode kobiety pozostają nieświadome  na historię kobiet, postulaty feministyczne, walkę z uprzedmiotawianiem płci i płciowością?

B: Dlaczego nie jesteś feministką?

I: No może właśnie dlatego, że nie czuję potrzeby nią bycia. Znaczy, naprawdę, nie czuję, że jestem uciskana przez mężczyzn. Naprawdę nie czuję, że powinnam tak bardzo walczyć o swoje prawa. Nie wiem,  może to się zmieni jak zacznę prawdziwe życie i pójdę do pracy, Nie wiem, na razie nie czuję potrzeby. 

II: Ja wiem, to  teraz wyjdzie na to, że nie jestem feministką, ale popieram wszystkie ich postulaty, ale jakby, nie wiem, ale sam profil  feministki mnie po prostu śmieszy.
B: Co to znaczy?

II: Ja myślę, że to wynika też trochę ze stereotypu.(…) Ale zgadzam się z większością ich poglądów. (…) I chyba nie określam się w ten sposób właśnie przez ten wizerunek.

III: Bo nie czuję się dyskryminowana. Wręcz przeciwnie. Czuję się nawet uprzywilejowana ze względu na płeć.

B: W jaki sposób?

III: Mmm, na przykład jakby, że czegoś nie muszę robić, ze względu na to, że jestem kobietą, że mogę sobie coś odpuścić. Na przykład jestem mile traktowana przez mężczyzn na ulicy, przepuszczają mnie w drzwiach, nie wiem, dostanę kwiatka fajnego, zrobię ładną minę i chłopak zrobi coś miłego dla mnie. I jakby wierzę w wysoką kulturę osobistą mężczyzn.

Wnioski i rekomendacje

Z jednej strony, przytoczone powyżej cytaty z wywiadów, jak i same wywiady mogą wydawać się przygnębiające. Nieświadomość wszechobecnego w dyskursie polskim patriarchatu, stereotypowe podejście do feminizmu, walki z wykluczeniem, jak i brak woli walki wydawać się mogą nade wszystko przytłaczające. Sądzę jednak, że dzięki temu my, feminiści i feministki, zyskujemy ogląd tego, jak wiele jeszcze należy zrobić aby nasza walka odniosła wymierne skutki i nastąpiła owa zmiana świadomości społecznej, której tak bardzo wszyscy/tkie pragniemy.

Nie ulega wątpliwości, że przemoc symboliczna jest faktem społecznym. Młode kobiety, z którymi rozmawiałem, pozostają nieświadome wobec dyskryminacji, jakiej doświadczają na każdym kroku, kiedy zostają przepuszczone w drzwiach, czy wykluczone poprzez określenie ich jako studentów, nie zaś studentki.

W kontekście badań przeze mnie przeprowadzonych, najistotniejszą rekomendacją wydaje mi się walka o obiektywną, równościową edukację. Znajomość praw, jakie przysługują obywatelkom i obywatelom należy popularyzować – wprowadzić do podręczników, tak samo, jak historię ruchu feministycznego, jego postulaty i osiągnięcia, tak, aby młode kobiety stały się w pełni świadome swojego dziedzictwa i tego czym tak naprawdę feminizm jest. Ponadto, uwzględnić należy rolę kobiet w historii, która obecnie wydaje się być umniejszana i marginalizowana. To samo tyczy się i innych ruchów społecznych, nie będących przedmiotem tej pracy – tak aby zminimalizować rolę stereotypów w postrzeganiu rzeczywistości społecznej przez młodych ludzi. Sądzę, że tego typu starania o równościową, niczym nie naznaczoną edukację, nie tylko tę seksualną (chociaż i ona jest szalenie ważna), powinno być jednym z najważniejszych elementów rozważań feministycznych. Tak, by kolejne pokolenia wzrastały w egalitarnym dyskursie edukacyjnym.

Zaskakującym elementem badania okazało się, jak już wspomniałem wcześniej, popieranie przez badane – często nieświadomie – wielu postulatów wysuwanych przez feministki i feministów. Co ciekawe, w momencie w którym respondentki uświadamiały sobie, że tak naprawdę owe postulaty popierają – zwyciężał stereotyp, zwyciężało  symboliczne uwikłanie. Ośmielę się wysunąć tu po raz kolejny aksjomat o potrzebie edukowania – tym razem tych już ukształtowanych kobiet. Znamienne zaś, wydają się w tym kontekście słowa Anny Boratyńskiej:

Polska emancypacja to emancypacja przez dzielność: paradoksalna, dziwna i niepełna, emancypacja do obowiązków, lecz nie do praw, do pracy, lecz nie do zysku, to współuczestnictwo i współodpowiedzialność, ale nie wyzwolenie. Emancypacja, która boi się feminizmu. Wyemancypowane przez dzielność nie cierpią słowa feminizm (…).[16]

Zasadniczą sprawą jest więc walka o jak najszerszą obecność kobiet w przestrzeni publicznej – w mediach, w polityce i w nauce oraz przekształcenie ruchu feministycznego w realną siłę polityczną, będącą w stanie stale wpływać na politykę równościową. Istotna jest również budowa świadomości dotyczącej praw, jakie należą się kobietom przy jednoczesnym nie nakładaniu na nie dodatkowych obowiązków.

Nie ulega wątpliwości, że nierówność społeczna kobiet ulega zmianie – jest zauważana i podkreślana, coraz częściej mówi się o niej w mediach oraz wywiera się nacisk na rząd by ten z nią walczył. Jednakże do momentu, w którym Polki nie zaczną wierzyć w działanie ruchu feministycznego jak i jego postulatów, dopóty ich sytuacja nie ulegnie poprawie.

________________

Niniejszy artykuł został wygłoszony w formie referatu na II Maratonie Krytycznym w Rabce w kwietniu 2013 roku.

Bibliografia

  1. Dunin Kinga, Dlaczego (nie) jestem feministką, Krytyka Polityczna, [on-line]: http://www.krytykapolityczna.pl/Teksty-poza-KP/Dlaczego-nie-jestem-feministka/menu-id-129.html  [02.01.2011]
  2. Górnicka – Boratyńska Aneta, Emancypacja przez dzielność, w: Szpakowska, Oficyna Wydawnicza Errata, Warszawa 2010
  3. Hannam June, Feminizm, Wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2010
  4. Miluska Joanna, Paradoksy społecznej sytuacji kobiet, w: red. Slany Krystyna, Kowalska Beata, Ślusarczyk Magdalena, Kalejdoskop genderowy, Wyd. UJ, Kraków 2010
  5. Mizielińska Joanna, (De)Konstrukcje kobiecości, Wyd. słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2004
  6. Ratzinger Joseph List do biskupów o współdziałaniu mężczyzny i kobiety w Kościele i świecie, [on-line]: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WR/kongregacje/kdwiary/kobieta_31052004.html  [08-01-2011]
  7. Szczuka Kazimiera, Milczenie owieczek,  Wyd. WAB, Warszawa 2004
  8.  Środa Magdalena, Kobiety i władza, Wyd. WAB, Warszawa 2010

Przypisy

[1] Np. Wanda Nowicka, Anna Grodzka, Robert Biedroń

[2] Które definiować będziemy w kategoriach wieku: 19-24 lat. Kryterium to zostało przyjęte, gdyż średnio w wieku 19 lat kobiety i mężczyźni kończą obowiązkową edukację w szkole – udając się następnie na wyższe studia lub rozpoczynając pracę zawodową – swoiście ‘przekraczają próg dorosłości’. Wiąże się to nierzadko z wyprowadzką z domu rodzinnego, mimo, że osoby takie wciąż pozostają na utrzymaniu rodziny

[3] Hannam June, Feminizm, Wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2010, str. 18

[4] Skupiam się tutaj na pracach, poglądach i osiągnięciach polskich feministek, bowiem badałem postawy w stosunku do polskiego feminizmu. Jasnym jest, że ruch kobiecy nie powstał w Polsce, a idee współczesnych feministek/stów są odwzorowaniem tych zachodnich.

[5] Na co wskazują moje respondentki, o czym powiem niżej;

[6] Mizielińska Joanna, (De)Konstrukcje kobiecości, Wyd. słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2004, str. 115

[7] Pewne kroki zostały już w tym kierunku poczynione.

[8] Miluska Joanna, Paradoksy społecznej sytuacji kobiet, w: Slany Krystyna, Kowalska Beata, Ślusarczyk Magdalena red., Kalejdoskop genderowy, Wyd. UJ, Kraków 2010

[9] Ratiznger Joseph, List do biskupów o współdziałaniu mężczyzny i kobiety w Kościele i świecie, dostępny on-line: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WR/kongregacje/kdwiary/kobieta_31052004.html [08-01-2011]

[10] Por. Środa Magdalena, Kobiety i władza, Wyd. WAB, Warszawa 2010

[11] Szczuka Kazimiera, Milczenie owieczek, Wyd. WAB, Warszawa 2004, str. 242

[12] Por. Środa Magdalena, op.cit.

[13] Dunin Kinga, Dlaczego (nie) jestem feministką, Krytyka Polityczna, [on-line]: http://www.krytykapolityczna.pl/Teksty-poza-KP/Dlaczego-nie-jestem-feministka/menu-id-129.html [02.01.2011]

[14] Badacz: B

[15] Respondentka III również się z tym nie zgadza.

[16] Górnicka-Boratyńska Aneta, Emancypacja przez dzielność, w: Szpakowska, Oficyna Wydawnicza Errata, Warszawa 2010, str. 292