Crowd

Nie ma wolności bez solidarności

Nie ma wolności bez solidarności. Można to powtarzać. Powtarzać w kółko. Ale istotą jest faktyczne zagłębienie się w sens tego zdania. Dzisiaj mogłabym powiedzieć, że jesteśmy wolni. Ale czy na pewno? Po dłuższym namyśle stwierdzam, że nie do końca… Z historii znamy jaskrawy, dramatyczny obraz wydarzeń XX wieku, w którym dominowały wojny. Znamy również determinację ówczesnych ludzi w dążeniu do uwolnienia się spod jarzma niesprawiedliwej władzy. Jest ciemiężyciel i uciemiężeni. Ratunkiem jest walka. Przykładem jest działalność “Solidarności”, którą tworzyli energiczni ludzie, łączący siły i budujący potężne i silne ciało związku zawodowego. Dzierżyli oni w dłoniach broń jaką były bibuły, plakaty, krzyże, flagi, święte obrazy oraz niesamowita wola walki o zmianę ich świata na lepsze. Wspólnie dążyli do tego, aby żyło im się lepiej i każdy Polak i Polka mogli w swojej Ojczyźnie odetchnąć pełną piersią, mając poczucie wolności i swobody. Ludzie stworzyli wspólnotę, która się nawzajem wspiera, akceptuje, szanuje i docenia. To jest piękny obraz, bo pokazuje, ile my – przeciętni zjadacze chleba jesteśmy w stanie wykrzesać z siebie energii, zaangażowania i zwykłej ludzkiej dobroci. Mamy wspaniały wzór do naśladowania.

Jak zatem można odnieść to do naszej obecnej sytuacji w Polsce? Pomimo, iż nie musimy walczyć w Solidarności ze współczesną władzą to jednak mamy wiele innych wrogów, z którymi należałoby się rozprawić, posługując się solidarnością. Nie jesteśmy wolni, a na domiar złego jesteśmy bardzo często zostawiani w tym swoim niewolnictwie na pastwę losu. Mogę przytoczyć kilku ciemiężycieli współczesnych ludzi, ale ich lista jest znacznie dłuższa. Uzależnienia takie jak narkomania, alkoholizm, seksoholizm, choroby – anoreksja, depresja, bulimia czy schizofrenia. Te rzeczy sprawiają, że człowiek nie jest w stanie oddychać pełną piersią, nie czuje się dobrze i swobodnie. Potrzebujemy solidarności bardziej niż nam się wydaje. Żyjemy w tłumie ludzi, których nie znamy i często nie chcemy poznać. Żyjemy szybko, intensywnie, ale tak wiele nam umyka. Nie zauważamy innych i ich potrzeb, a gdy już ktoś poprosi nas o pomoc, ociągamy się ze spełnieniem prośby, traktując ją jako przykry obowiązek. Nie zrozumiemy tej potrzeby, póki sami jej nie doświadczymy. A po co czekać? Należy zrozumieć, że solidarność jest nam niezmiernie potrzebna i powinniśmy zacząć ją stosować. Działajmy dla ludzi, którzy sami nie są w stanie dobrze funkcjonować, którzy są w jakiś sposób spętani i zniewoleni.

Według mnie solidarność ma różne odcienie. Może być solidarność pozytywna, czyli taka jaka jest w czasach komunistycznych, gdzie ludzie mobilizują się w imię walki o własne prawa i wolności, którą karmią się ludzie, działający na czyjąś szkodę. W pierwszej kolejności chciałabym zwrócić szczególną uwagę na ciekawy temat źródeł zaburzeń odżywiania u ludzi. W wielu programach telewizyjnych, w artykułach i na forach społecznościowych możemy zauważyć problemy z wagą wielu ludzi. Przejadanie się lub niedojadanie jest formą zniewolenia. Ludzie, którzy się przejadają, robią to najczęściej po to, aby dać upust emocjom, poczuć się lepiej choć na chwilę, odreagować i zapełnić pustkę spowodowaną samotnością. Osoby, które są chronicznie niedożywione i nie dojadają, były często, tak jak osoby otyłe, gnębione w szkole i nie czują się komfortowo we własnym ciele. W obu przypadkach widzimy, że jest to wynik braku solidarności w grupie rówieśniczej lub w rodzinie. Osoby te nie czują się akceptowane przez środowisko. Z relacji dawnych członków Solidarności, którzy działali w niej w latach osiemdziesiątych wiemy, że panował wśród nich wysoki poziom akceptacji oraz wzajemnego wsparcia. Nie liczyło się tam czy jest się wierzącym, jak się wygląda i ile się ma. Każdy starał się dać od siebie jak najwięcej, niosąc innym pomoc. Podczas strajków aktywiści nie bali się zaciętej walki o swoje racje czy uczestniczenia w pochodach z obrazami Matki Najświętszej, manifestując swoją przynależność do Kościoła Katolickiego, nie bali się również kary więzienia, która nieustannie im groziła. A dlaczego nie czuli strachu? Bo mieli poczucie otaczającej ich solidarności i wierzyli, a właściwie wiedzieli, że inni będą o nich pamiętać i zawsze pomogą wydostać się z opresji. Osoby strajkujące i działające w latach osiemdziesiątych wspominają te chwile z uśmiechem na ustach jako czas, w którym ludzie się jednoczyli i tworzyli potęgę, z którą mało kto mógł się równać. Zdecydowanie odmienne odczucia towarzyszą osobom z zaburzeniami odżywiania, które są często wyobcowane, a na co dzień zamiast poczucia komunii i zjednoczenia ze społecznością, która ich otacza, doskwiera im dojmująca samotność i poczucie braku akceptacji ze strony innych osób. Czują, że nie mają pola manewru i są skrępowani przez własne emocje, lęki, przyzwyczajenia, nawyki, zniewolenie przez jedzenie i poczucie pustki lub strach przed poczuciem sytości. Potrzebna jest im pomoc i solidarne wsparcie, dzięki, któremu będą mogli poczuć, że nie są pozostawieni sami sobie i stoją za nimi ludzie, na których mogą liczyć w razie jakichkolwiek problemów. Solidarność w tej kwestii wiąże się z zaakceptowaniem przez ludzi, że ktoś z ich otoczenia zmaga się z ciężkimi problemami. Wyrazem solidarności może być również stworzenie komfortowej atmosfery i przestrzeni do rozmowy, dzielenia się swoimi odczuciami oraz dawanie wsparcia cierpiącej osobie. Powinno być to dążenie do wyrobienia w tej osobie poczucia, że nie jest sama ze swoim zniewoleniem, że ma na kogo liczyć i gdy będzie potrzebowała wsparcia to nie zostanie odtrącona czy wyśmiana.

Skupiam się na kłopotach z odżywianiem, ponieważ widzę jak bliski nam wszystkim jest ten temat. Jedzenie otacza nas z każdej możliwej strony, ale to nie ono jest problemem tylko nasze żywieniowe wybory i stosunek do jedzenia. Przejawem wspomnianego już przeze mnie substytutu solidarności jest jednomyślna strategia marketingowa tysięcy koncernów modowych, które prześcigają się nawzajem z ilościom kampanii reklamowych, których twarzami stają się kobiety o nienaturalnie niskiej masie ciała, których zdjęcia i tak są retuszowane. Ta “solidarność” ma destrukcyjny wpływ zwłaszcza na pokolenia małych dziewczynek i nastolatek, które wpędzane są w kompleksy oraz niezdrowe podejście do jedzenia i własnej wagi. W dobie fast food’ów i szerzącej się otyłości wśród dzieci i młodzieży, skutkuje to również wyśmiewaniem osób otyłych przez rówieśników. Niestety tego typu działania i wyrządzanie sobie nawzajem szkody prowadzi te młode osoby do pogłębienia otyłości poprzez zajadanie negatywnych emocji, do anoreksji, bulimii lub innych zaburzeń, które potrafią objawiać się dopiero w dorosłym życiu i rzutować na jego jakość w bardzo negatywny sposób.

Uważam, że w naszym świecie możemy przeciwdziałać tego typu formom “niewolnictwa” poprzez szerzenie solidarności już wśród najmłodszych pokoleń, aby uczyły się one akceptacji wobec odmienności innych osób. Niebywale potrzebne jest zaszczepienie w młodych ludziach nawyku wzajemnej pomocy, dzięki której wszelkie przejawy dyskryminacji i braku akceptacji będą tłumione przez osoby trzecie, które nie są obojętne na cudzą krzywdę. Postawa sprzeciwu wobec stosowania przemocy psychicznej jest niezmiernie ważna, a zaszczepienie jej w umysłach młodzieży będzie miała pozytywne skutki.

Ilustracja: Sergio Boscaino