Musimy porozmawiać o K

Musimy porozmawiać o K

Ten tekst powstał ze sprzeciwu, który towarzyszył czytaniu kolejnych recenzji najnowszego filmu Lynne Ramsay pt. Musimy porozmawiać o Kevinie. Przedstawione tam wydarzenia stały się „pożywką” dla domorosłych psychologów, empatycznie wcielających się w rolę „nieporadnej” matki, bądź „demonicznego” syna, aby ostatecznie orzec po czyjej stronie znajduje się wina. Tak więc zapanował intelektualny ferment, w którym chciałbym mieć udział, dorzucając do tego „kotła” swoją interpretację i mając nadzieję, że tym samym zawrze w nim jeszcze bardziej. Twierdzę bowiem, że pytanie „kto zawinił?” nie dotyka sedna problemu, ale jest raczej wyrazem opisywanego przez René Girarda mechanizmu „kozła ofiarnego”, którego szuka się w sytuacji kryzysu – niezrozumienia. Przyczynę tego kryzysu widzę w „zwietrzeniu” pewnych fundamentalnych dla naszej kultury treści, w świetle których ostatni film L. Ramsay nabiera wyjątkowego znaczenia, a poszukiwanie winnego traci w ogóle sens.

W największym skrócie, film opowiada historię kobiety, która próbuje zrozumieć tragedię, spowodowaną przez jej syna. Kevin od samego początku był trudnym dzieckiem, natomiast Eva nie mogłaby zostać wzorem macierzyństwa. Nikt rozsądny nie przewidziałby jednak, że w przeddzień swoich szesnastych urodzin, nastoletni chłopak weźmie łuk – prezent od rodziców – aby zrobić masakrę w szkole, mordując przedtem swoją siostrę i ojca. Całą historię oglądamy z perspektywy osamotnionej, społecznie napiętnowanej matki, która próbuje odnaleźć się w trudnej sytuacji, a zwłaszcza zrozumieć „aspołeczne” zachowanie syna. Przeto powraca ona wciąż na nowo do przeszłości poszukując odpowiedzi na pytanie: „dlaczego?”.

Ten, charakterystyczny dla współczesnej filozofii – inspirowany nietzscheańską genealogią – sposób myślenia, zakłada, że zrozumieć to tyle, co przezwyciężyć problem, albowiem to, co ma początek, musi mieć też koniec. Eva re-konstruuje zatem wybiórczą, bo zdeterminowaną tragicznym wydarzeniem historię swojego życia, w świetle której wydaje się nam ono czymś absolutnie koniecznym.

Film Musimy porozmawiać o Kevinie można oglądać jak – widziany z perspektywy kobiety – biblijny mit „Upadku” człowieka, który – wygnany z Raju – musi się zmierzy z własnym, określonym przez winę losem. Zanim powróci on do Boga, musi wpierw odpokutować swój grzech. „Odyseja” rodzaju ludzkiego obfituje więc w liczne cierpienia, które mają znaczenie tylko wtedy, gdy wierzymy w to, co zaszło na początku, uczestnicząc zarazem w winie pierwszych ludzi. Kryterium prawdziwości mitu stanowi teraźniejszość, toteż nie potrzebuje on żadnych innych uzasadnień poza tym, że nadaje sens chwili obecnej.

Eva Khatchadourian nosi niezbywalne brzemię swej biblijnej matki, do której Bóg rzekł: „Pomnożę po wielokroć cierpienia twych brzemienności” (Rdz 3, 16), nadając w ten sposób ciąży oraz macierzyństwu wymiar wychowawczej i oczyszczającej kary. Jedna z pierwszych scen filmu odsyła do krótkiej chwili szczęścia sprzed „Upadku”, gdy zatopiona w ludzkiej masie i pomidorowej breji Eva, uczestniczy w Tomatinie. Jej życie zmienia się dopiero wraz z narodzinami pierwszego dziecka. Wszystko, co robi Kevin wygląda tak, jakby chciał swoją matkę sukcesywnie zniszczyć, a przynajmniej sprawić, aby cierpiała jak najwięcej, odbierając jej przyjemność z macierzyństwa i życia w ogóle. Nie bezzasadne wydaje się porównanie do Kaina – pierwszego mordercy w historii ludzkości oraz pierworodnego syna biblijnej Ewy, który zabił swego brata, ponieważ Bóg upodobał sobie ofiarę złożoną przez Abla, a nie przez niego. Bóg jest poniekąd winien tej śmierci, choćby tylko dlatego, że dał Kainowi pretekst do morderstwa. Znajdujemy tu więc analogiczną sytuację do tej, która została przedstawiona w filmie L. Ramsay.

Ostatecznie Bóg wyklął Kaina, skazując go na żywot tułaczy, wpierw jednak „wycisnął na Kainie znamię, aby nie zabił go przypadkiem ktoś, kto by go spotkał” (Rdz 4, 15). NaPIĘTNOwanie Kaina zdaje się mieć podwójną funkcję. Z jednej strony wskazuje winę, której się dopuścił, a z drugiej chroni go przed ludźmi, od których mógłby doznać krzywdy. Piętno czyni Kaina postacią ambiwalentną; wskazuje, iż jego istnienie nie należy do świata, ale do Boga – nie do ludzkiego, a Boskiego wymiaru sprawiedliwości. Dla doczesności Kain jest już martwy. Jego nietypowy status można by określić zaczerpniętym z prawa rzymskiego pojęciem: homo sacer – człowiek przeklęty. Było to „nagie” – odarte z wartości – życie, które każdy może bezkarnie unicestwić, gdyż nie należy ono do nikogo, nie znajduje się pod ochroną prawa żadnej ludzkiej wspólnoty. Homo sacer to społecznie wykluczone istnienie, które tylko poprzez odpowiedni rytuał może być uświęcone i na powrót włączone do prawnej wspólnoty.

Eva jest homo sacer. Jej istnienie nic nie znaczy. W swojej społeczności jest przedmiotem powszechnego potępienia i pogardy. Każdy może ją skrzywdzić, na co ona – przyjmując swą winę – dobrowolnie przystaje. Misjonarzom, którzy odważyli się ją spytać: „Czy wie, co będzie robiła po śmierci?”, odpowiada: „Pojdę prosto do Piekła”. Nie oddaje też kobiecie, która na ulicy niespodziewanie uderza ją w twarz. A mężczyźnie, który był przypadkowym świadkiem całego zdarzenia mówi, iż wina znajduje się wyłącznie po jej stronie. Eva godzi się ze swoim losem, choć nie do końca go rozumie. Jej stosunek do rzeczywistości przypomina postawę pobożnego Hioba, któremu dotąd łaskawy Bóg nagle postanowił odebrać wszystko, tylko po to, aby wypróbować jego wiarę. Tak więc Hiob zostaje – za przyzwoleniem Boga – pognębiony przez Szatana/Diabła, którego nazwa wywodzi się od takich słów jak: przeciwnik, oskarżyciel, czy oszczerca – co jest nie bez znaczenia w kontekście omawianego filmu, w którym „demoniczne” dziecko, w wyrachowany sposób pastwi się nad swoją matką. Kevin i Eva są połączeni wyjątkową, dialektyczną relacją, której symbol stanowi znamię – blizna po złamanej ręce Kevina, a jednocześnie dowód matczynej przemocy, działający niczym oskarżenie.

W tym kontekście znaczące jest określenie Evy Khatchadourian jako „Mrs. K.”, które pada w filmie z ust poszkodowanego przez Kevina człowieka. Jest to aluzja do kafkowskiegoProcesu, czyniąca z „Mrs. K.” żeńskie alter ego Józefa K. Ich sytuacja ma wiele wspólnego. Oboje znaleźli się w świecie dla siebie niezrozumiałym, w którym sens jest obecny, ale nie można go rozszyfrować. Jest to rzeczywistość, w której istnieć oznacza być winnym. Człowiek jest winny tego, że nie rozumie, stając się świadkiem w swojej własnej sprawie. W procesie rzymskim fałszywego oskarżyciela karano wypaleniem mu na czole piętna w kształcie litery K (od słowa kalumniator). Sytuacja bohaterki filmu Musimy porozmawiać o Kevinie jest o tyle bardziej skomplikowana, że oskarża ona samą siebie, co prowadzi do swoistego paradoksu. Koniecznym warunkiem oszczerstwa jest przekonanie o niewinności oskarżonego. Oskarżyciel musi wiedzieć, że nie doszło do żadnego przewinienia, które można by udowodnić, a mimo to rzuca na kogoś oskarżenie – kalumnie. Skoro Pani K. oczernia samą siebie, to – z jednej strony – ma świadomość tego, że jest niewinna, ale – z drugiej strony – wysuwając oskarżenie wobec osoby niewinnej, staje się winna oszczerstwa i zasługuje na naznaczenie piętnem w postaci litery K.

Film Musimy porozmawiać o Kevinie jest opowieścią o człowieku usytuowanym w maksymalnie niejasnym, nieprzejrzystym świecie, za który mimo wszystko musi wziąć odpowiedzialność. Karl Jaspers mówił o „sytuacji granicznej” winy, którą traktował jako zasadniczy rys kondycji ludzkiej. Jego zdaniem – wobec niemożności uniknięcia winy – człowiek staje się winny już przez to, że żyje, czym sankcjonuje istnienie niedoskonałego świata. Twierdził także, iż w „sytuacji granicznej” doświadcza się Boga lub nicości. Eva z pewnością nie jest nihilistką. Jej życie świadczy raczej o bliskim (zbyt bliskim) kontakcie zsacrum w pierwotnym, neutralnym aksjologicznie znaczeniu – chodzi o irracjonalną siłę, wobec której człowiek jest nikim. Sacrum jest ambiwalentne – może być dobre lub złe w zależności od tego w czyim interesie działa. Nie jest to miłosierny, wybaczający wszystko Bóg, którego czczą chrześcijanie, lecz raczej kapryśny Bóg Hioba, który z niczego nie musi się tłumaczyć. Ten „zazdrosny”, żądający absolutnego oddania Bóg mógłby na pytanie „dlaczego”, które ostatecznie Eva kieruje do Kevina, odpowiedzieć:

„Nie przyszedłem, aby przynieść pokój, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z ojcem, a córkę z matką i synową z teściową. I tak domownicy staną się wrogami człowieka. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie wart, i kto kocha syna albo córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie wart. I kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie wart” (Mt 10, 34-37).

Wobec tego Boga każdy stoi w samotności, i nie powinien liczyć na wsparcie bliźniego. Jest wyjętym spod prawa ludzkiego homo sacer, którego życie nic nie znaczy. Każdy człowiek jest grzesznikiem i nikt nie powinien być pewny, że pozostaje bez winy – pycha to przecież jeden z grzechów głównych. Dlatego też jedyne co w tej sytuacji może zrobić człowiek, to oskarżyć samego siebie i mieć cichą nadzieję na łaskę:

„– Któż więc może być zbawiony? – pytali Jezusa Apostołowie.

– Ludzie nie mogą – odpowiedział – ale Bóg może wszystko.” (Mt 19, 26).

Przedstawiona przez L. Ramsay historia Evy Khatchadourian to życie człowieka widziane z perspektywy definitywnego końca, z perspektywy Sądu Ostatecznego. I tak – moim zdaniem – należy ten film oglądać.