Mobilizacja i co dalej? O Occupy Wall Street refleksje własne.

Mobilizacja i co dalej? O Occupy Wall Street refleksje własne.

Po obaleniu Mubaraka i Kadafiego i opadnięciu fali mobilizacji społecznej, która przetoczyła się przez świat arabski, rozpoczęły się dyskusje nad skalą osiągniętych sukcesów. Chociaż nikt nie kwestionuje wagi prodemokratycznej mobilizacji, wprowadzenie wolnościowych i równościowych postulatów formułowanych na placu Tahrir stoi pod znakiem zapytania. Kraje zachodnie z niepokojem patrzą na zdobywające coraz większe poparcie ugrupowania fundamentalistyczne, martwi też brak reprezentacji politycznej grup najbardziej aktywnych na ulicach Afryki Północnej. No właśnie, oni się  podziali? Dlaczego nie wprowadzają w życie ideałów, dla których ryzykowali tak wiele okupując miejsca publiczne wielkich miast. Podobno wybory odbyły się zbyt wcześnie, aby mogli sformułować konkretny program polityczny, godzący interesy tak różnych grup. W czasie protestów nie było na to czasu.

Mając w pamięci tą toczącą się dyskusje, z niepokojem udałam się na spotkanie innego zapoczątkowanego w zeszłym roku ruchu – Occupy Wall Street. Chociaż z podziwem obserwowałam trwające całą jesień okupacje, demonstracje, dyskusje i publiczne odczyty, z których wyłaniały się zręby ideologii i postulatów, miałam przeczucie, że oprócz wielu cech wspólnych,z uczestnikami arabskiej wiosny łączy OWS jedno – brak politycznego planu. Zbieg okoliczność sprawił, że pierwsze spotkanie, które odbyło się w Nowym Jorku po moim przyjeździe, dotyczyło krótko i długoterminowych celów oraz taktyk. Kilka słów opisu, abyście razem ze mną mogli/ły wczuć się w atmosferę i wagę tego wydarzenia. Otóż na uczelni New School (która od początku włączyła się w ruch, udostępniając przestrzeń dla protestujących) zgromadziło się kilkaset osób ze społeczności  zarówno szkolno-akademickiej jak i aktywistycznej. Uprzedzając nasuwającą się w tym miejscu potencjalną krytykę powiem, że uczestnicy i uczestniczki są świadomi pozycji liderskiej jaką często przypisują im media i oponenci. Jednak nie wywyższają się ponad pozostałych członków i członkinie ruchu; chcą dzielić się informacjami i doświadczeniem, przyczyniając się, jak wszyscy inni, do tworzenia wspólnej wiedzy.

Czego zatem udało mi się dowiedzieć podczas kilku godzin obrad. Bez dwóch zdań podkreślano rolę masowych protestów, które przetoczyły się przez Stany w minionym roku. Okupacje nie tylko dały uczestniczkom i uczestnikom poczucie siły, ale stały się miejscem spotkania różnych środowisk i deliberacji. To tam, w Parku Zuccatti wprowadzono w życie zasady demokracji partycypacyjnej – jednej z niewielu elementów podzielanych przez wszystkich z ruchu Occupy. W sposób bezpośredni podejmowano strategiczne decyzje dotyczące kierunków rozwoju jak i kwestii praktycznych, takich jak zagospodarowanie przestrzenne zajmowanych terenów. Ten sposób podejmowania decyzji stosowany jest również obecnie w trakcie Ogólnego Zgromadzenia (3 razy w tygodniu) i w pracy grup roboczych (np. do spraw mediów, planowania przestrzennego, gender, wyżywienia, taktyk itd). Podsumowując, idea demokracji partycypacyjnej jest elementem protestu, procesu zmiany jak i istotnym składnikiem nowego systemu, którego konieczności stworzenia nikt nie podważa.

Jak zatem ten system ma wyglądać? Jak już ustaliliśmy, na szczeblu lokalnym obowiązywać mają zasady współrządzenia. Dalej ciężko o konkretne pomysły systemowe. Panuje powszechna zgoda co do równości, wolności i solidarności jako nadrzędnych zasad. Niepodważalna jest również krytyka neoliberalizmu – systemu, który, m.in. dzięki działalności obecnych ruchów, drży w posadach. Jednak chociaż widoczna jest niechęć do kapitalizmu w obecnej postaci, nie wykrystalizował się jeszcze pomysł na jego alternatywę. W czasie spotkania przywoływano przykłady samorządności Zapatystów, przejmowania fabryk przez argentyńskich robotników czy szpitali w Grecji. Większość osób z aprobatą wypowiadała się o tego typu rozwiązaniach, jednak jak przekuć je w system państwowy? Nie wiadomo. Z istotnych elementów wartych wspomnienia należy wymienić konieczność oddzielenia pieniędzy od polityki i zmiana zasad redystrybucji dochodów państwowych.

Czy zatem można powiedzieć, że ruch Ocuppy na tym etapie rozwoju ma konkretny pomysł na globalne systemowe rozwiązania? Czy dałby sobie radę, gdyby nagle prezydent i kongres podali się do dymisji? Myślę, że na tym etapie nie. Być może nigdy nie będzie w stanie ze względu na taką ilość i różnorodność grup, potrzeb i interesów. Chociaż mam nadzieję, że uda im się przeprowadzić systemową zmianę, już dziś możemy powiedzieć, że ruch wprowadza w życie pewne ogólne wartości i formułuje konkretne postulaty. Jako przykład możemy podać wspomnianą demokrację partycypacyjną na poziomie organizacji ruchu, occupy houses, który zajmuje pustostany lub wstrzymuje eksmisje, odmowy spłacania kredytów studenkich czy wyprowadzanie pieniędzy z kont w amerykańskich bankach. Chociaż na dzień dzisiejszy nie ma spójnej wizji przyszłości, na pewno na korzyść Occupy działa to, że widzą konieczność jej stworzenia i już dziś zaczynają pracę.

Zamiast bibliografii:

Inspiracją do napisania tego tekstu było spotkanie „Poza estetyką #ArabSpring i lękiem przed #MuslimBrotherhood” (20.03.2012) oraz wydarzenia OccupyWallStreet (luty 2012).