Mniejsze zło.

Autor: Bartłomiej Baryła

 

Istnieje wojna sprawiedliwa, która broni nas przed agresorem. Mniejszym złem było obalenie Saddama Husaina w Iraku niż pozwolenie mu na niszczenie własnego narodu i grożenie innym. Mniejszym złem jest atak na Hezbollah. Irakijczycy i Libańczycy mają po prostu pecha żyć na pierwszych stronach gazet.Na początku XXI wieku wojna wydaje się czymś niezwykłym mimo swojej powszechności. Niemal żadna z toczonych w ciągu ostatnich lat wojen nie przyniosła zwycięstwa, którego rezultatem byłby pokój. Pewne oczywiste, wydawałoby się, prawa zawodzą. Im większa przewaga technologiczna tym trudniejsza walka i tym gorsza sytuacja powojenna. W pewnych rejonach świata wojna, w najróżniejszych odmianach, stała się naturalnym stanem stosunków międzygrupowych.

Historia nauczyła nas, że każda wojna przynosi ofiary. Każda wojna to niezliczone nieszczęścia i konsekwencje, z którymi społeczeństwo boryka się przez dekady. II wojna światowa tworzy fakty społeczne 60 lat po zakończeniu. Reparacje, retrybucje, nieufności. Konflikt, który dawno już wygasł jest powielany przez kolejne pokolenia. Wojny i konflikty w Wietnamie, w Iraku, w Kongu, w Algierii, na Bałkanach nie rozwiązały żadnych problemów, a często stworzyły nowe.

Trudno wskazać bardziej naznaczony wojną naród niż żydzi. Oskarżając ich o niewyciągnięcie wniosków z historii jest nadużyciem, którego inteligentne osoby nie powinny popełniać. Konflikt w Libanie to ciągle ta sama wojna, która wybuchła w 1948 roku, i która miała na celu zniszczenie osadnictwa żydowskiego na terenach Palestyny. W konflikcie, którego jedna strona akceptuje istnienie drugiej stanę po jej stronie. Zarówno Izraelczycy jak i Palestyńczycy mają prawo do osadnictwa w Palestynie. Różnica jest taka, że w Tel Awiwie istnieją meczety. Na uniwersytecie w stolicy Izraela rozważa się wprowadzenie miejsc spotkań duchowych dla muzułmanów mimo, że stanowią zaledwie procent uczącej się tam młodzieży. W Gazie natomiast, tuż po wycofaniu się z tych terenów osadników żydowskich Palestyńczycy zniszczyli wszystkie pozostałe tam synagogi mimo apeli o uszanowanie ich sakralnego charakteru. Zbeszczeszczono je. Urządzono w nich strzelnicę a w końcu zburzono w ramach ćwiczeń artyleryjskich lub spalono wśród wiwatujących tłumów.

Ta wojna nie przyniesie zwycięzcy. Pogłębi tylko istniejące podziały. Po raz kolejny odwróci opnię publiczną od Izraela… i to wszystko było do przewidzenia. Każda z tych ewentualności. Rosnący gniew w świecie arabskim, protesty w Europie. Wojna jest wyjściem ostatecznym, po które sięga się w przypływie desperacji. Gdy własni obywatele giną w autobusach, gdy żołnierze pilnujący granic są porywani, gdy nie można bezpiecznie przekroczyć granicy bo czycha za nią pewna śmierć.

Nie ma wojny bez ofiar i nie ma wojny dobrej. Każda wojna jest niehumanitarna, ale czasem jest mniejszym złem. Istnieje wojna sprawiedliwa, która broni nas przed agresorem. Mniejszym złem było obalenie Saddama Husaina w Iraku niż pozwolenie mu na niszczenie własnego narodu i grożenie innym. Mniejszym złem jest atak na Hezbollah. Irakijczycy i Libańczycy mają po prostu pecha żyć na pierwszych stronach gazet.

Ten konflikt to miejsce dla armii, nie żołnierzy, lecz terapeutów, psychologów i osób duchownych. Przesycona nienawiścią retoryka fundamentalistów musi zostać wyleczona by zapanował pokój. Ta wojna to wołanie o pomoc. Dla chcących żyć w pokoju Libańczyków i Izraelczyków.