Medialna dezinformacja – głos w sprawie zniesławienia antykoncepcji „po stosunku”.

Polskie media donoszą, że w Irlandii od 12.01.2011 tabletki wczesnoporonne dostępne są bez lekarskiej recepty. Wiadomość ta jest świadomym, bądź nie, wprowadzaniem opinii publicznej w błąd.

Firma Boots posiadająca sieć sklepów drogeryjno – farmaceutycznych znalazła sposób na wprowadzenie w zgodzie z irlandzkim prawem sprzedaży antykoncepcji postkoitalnej (zwanej antykoncepcją po stosunku, czy pigułką 72 godziny po) na zasadzie leku wydawanego przez farmaceutę/kę zza lady (over the counter).  Popularna angielska nazwa morning after pill, której użycie w polskich serwisach informacyjnych wydaje się nieuzasadnione wobec istnienia rodzimych odpowiedników, może również być myląca. Różne rodzaje antykoncepcji postkoitalnej dostępne również w Polsce są tym skuteczniejsze im szybciej po niezabezpieczonym stosunku zostaną przyjęte – pora dnia nie ma tu znaczenia, jednak mają zastosowanie antykoncepcyjne przyjęte nawet 72 godziny „po” (niektóre zalecane są nawet do 5 dni „po”). Czy słowa „po stosunku” są tak wstydliwe, by uzasadnić używanie w mediach obcego języka i niepoprawnej klasyfikacji? Taka pruderia dziwi w kraju, gdzie nie tylko brukowce, ale i dzienniki opinii chętnie drukują na okładce półnagie kobiety (patrz Wprost).

 

Polskie media w sposób bezrefleksyjny przepisują (np. portale internetowe: Gazety Wyborczej, Wprost 24) i powtarzają (np. Radio Tok FM) doniesienie Polskiej Agencji Prasowej, w którym słowo wczesnoporonna pojawia się aż sześć razy. Tymczasem środki hormonalne udostępnione w Irlandii nie działają poronnie na zaistniałą ciążę, lecz zapobiegają zapłodnieniu komórki jajowej i/lub zagnieżdżeniu blastocysty, co mieści się w medycznej definicji antykoncepcji. Polscy dziennikarze albo w sposób świadomy przesuwają granicę działania o charakterze aborcyjnym tam, gdzie widzą go religijni fundamentaliści, albo też są tak leniwi, że wiedza dostępna nawet w Wikipedii nie ma szans przebicia. Rzeczona Wikipedia powołuje się na oficjalne stanowisko Światowej Organizacji Zdrowia, zaznaczając, że „pigułka „po” nie jest środkiem wczesnoporonnym”.

Antykoncepcja awaryjna dostępna jest w aptekach wielu krajów Europy, ma ona charakter ostatniego zabezpieczenia przed nieplanowaną/niechcianą ciążą w przypadku nie użycia innych metod, ale również gdy inne metody zawiodły (np. pęknięcie prezerwatywy) oraz w przypadkach gwałtu. Zażycie tego rodzaju pigułki jest działaniem odpowiedzialnym i nawet w krajach, gdzie przerwanie ciąży nie jest wielkim problemem w sensie formalno- medycznym, korzystanie z niej jest wyrazem chęci zabezpieczenia się przed niełatwą decyzją. W Polsce antykoncepcja doraźna jest legalna i dostępna w aptekach (nie wszystkich, ponieważ niektóre nie posiadają jej w swoim stałym asortymencie) za okazaniem recepty lekarskiej. W praktyce oznacza to, iż dostępna jest ona dla kobiet dobrze poinformowanych, które korzystają z usług ginekologa nie zasłaniającego się klauzulą sumienia, mają środki finansowe, często nie tylko na zakup pigułki, ale również na prywatną wizytę lekarską. Bezmyślne powtarzanie słowa wczesnoporonna, zaostrza opinie, wzmacnia dyskurs fundamentalistyczny i jest działaniem krzywdzącym te kobiety, które są w jakiś sposób wykluczone, nie posiadają rzetelnej wiedzy i/lub kapitału socjo-ekonomicznego. Żyjąc w kraju, gdzie o powszechnie dostępnym świadomym rodzicielstwie marzy się nie od wczoraj (publicystyka Ireny Krzywickiej i Tadeusza Boya Żeleńskiego) możemy dziś patrzeć na Irlandię z zazdrością, ponieważ zrobiła mały krok w kierunku sprawiedliwości reprodukcyjnej.