http://www.ciudadcomuna.org

Medellin miastem innowacji? Czyli jak oceniać rozwój

Innowacja. Innowacyjny. Innowacyjność. Na te słowa natkniemy się szukając informacji o współczesnym Medellin. Artykuły o nowych rozwiązaniach przewyższają już prawie liczbą doniesienia o przemocy, korupcji i kartelach narkotykowych. A to za sprawą nagrody Wall Street Journal i Urban Land Institute dla Najbardziej Innowacyjnego Miasta Roku 2012, które, jak piszą organizatorzy na stronie konkursu, pobudza wizje, usuwa bariery i kultywuje współpracę w celu poprawy życia mieszkańców. Medellin wygrał w konkurencji z Nowym Jorkiem czy Tel Avivem, za swoją skuteczna „walkę” z przestępczością, innowacyjny transport, szeroki dostęp do kultury i sztuki oraz otwarcie na nowe technologie i zagraniczne inwestycje. Jednak czy Medellin zasługuje na ten zaszczytny tytuł? I czy nowe inwestycje przyczyniają się do poprawy sytuacji mieszkanek i mieszkańców? To pytanie nasuwa się od razu po przyjeździe do Medellin i opuszczeniu bogatej turystycznej dzielnicy El Poblado.

Medellin to miasto z trudną historią, pełne kontrastów. Swój rozwój zawdzięcza intensywnej industrializacji na początku XX wieku, która pociągnęła za sobą całościowe spojrzenie na planowanie przestrzenne i znaczne poszerzenie dostępu do usług publicznych. Jednak tempo rozwoju przewyższyło możliwości koordynacyjne miasta co zaowocowało powstawaniem nielegalnych osiedli na górskich zboczach. Ten proces pogłębił się w czasie kryzysu ekonomicznego, który prowadząc do niespotykanego dotąd wysokiego bezrobocia stworzył przestrzeń dla nielegalnej działalności lokalnych karteli narkotykowych. Mało kto nie słyszał o słynnym Pablo Escobarze, który na przełomie lat 80’ i 90’ kontrolował 80% eksportu kokainy do USA, praktycznie przejmując władzę nad miastem. Brak legitymizacji władzy pogłębiała wszechobecna korupcja i klientelizm. Na przełomie wieków, już zmarginalizowane społeczności i dzielnice dotknęła fala przemocy, spowodowaną zbrojnym konfliktem między guerilla, lewicową partyzantką i paramilitares, prawicowymi paramilitarnymi oddziałami stworzonymi ze wsparciem władzy państwowej do walki z guerillą. 10 lat po tych wydarzeniach Medellin zostaje miastem innowacji.

Co zastajemy po przyjeździe do miasta? Metro okazuje się być na europejskie standardy raczej… tramwajem, na który kupuję bilet za 1$, stojąc w kolejce do okienka nawet 15 minut. Tylko na nieliczne trasy można kupić tańczy bilet łączony, na metro i autobus. Niektórzy mieszczanki i mieszkańcy zasiedlający zbocza ciągle nie mają dostępu do podstawowych usług, taki jak woda czy kanalizacja. Budując nowe drogi szybkiego ruchu najwidoczniej zapomniano o pieszych, bo przejść przez jezdnie na próżno szukać. Wszędzie króluje nieformalna ekonomia. Od sprzedawców warzyw, owoców, przeróżnych usług po gumy do żucia (od razu nasuwa się pytanie czy udaje się sprzedawcom i sprzedawczyniom zarobić chociaż na autobus do domu). Do większości dzielnic zalecają samemu nie chodzić, a wskaźnik morderstw sięga prawie 70 osób na 100 tysięcy – dla mniej obeznanych ze wskaźnikami oznacza to, że średnio 5-6 osób dziennie staje się ofiarami morderstw.

Gdzie w takim razie te innowacje? Czy Medellin to to samo miasto co 10 lat temu? Na pewno nie. Metro połączyło odległe dzielnice i miasteczka na północy i na południu. MetroCable (kolejka linowa) i ruchome schody znacznie skróciły podróż dla osób zamieszkujących strome zbocza, będące tym samym w najtrudniejszej sytuacji społeczno-ekonomicznej. W większości dzielnic, zwłaszcza tych zagrożonych wykluczeniem, wybudowano biblioteki z przestrzenią do nauki i odpoczynku, dostępem do internatu i komputerów i darmowymi szkoleniami. Nowe przejścia (jak już są budowane) dostosowane są dla osób z niepełnosprawnościami. A wskaźnik morderstw, chociaż ciągle bardzo wysoki, spadł kilkakrotnie. A większość tych osiągnięć powstała dzięki zaangażowaniu mieszkanek i mieszkańców, którzy domagali się bardziej efektywnej władzy i włączenia ich w proces decyzyjny. Poprzez przyzwolenie na różne procesy partycypacyjne zdołano poprawić sytuację w mieście wykorzystując wiedzę lokalnej społeczności na temat własnych potrzeb i możliwych rozwiązań. Obecnie, poprzez budżet partycypacyjny, mieszkańcy i mieszkanki decydują o przeznaczeniu 5% budżetu miasta.

Czy Medellin jest zatem miastem innowacji? Nie da się ukryć, że przez ostatnie lata wiele się zmieniło, powodując poprawę warunków i jakości życia wielu osób. Na pewno otwarcie władzy na pewno kontrowersyjne rozwiązania, takie jak biblioteki (już słyszę komentarze radnych w Polsce, że szkoda pieniędzy, bo na pewno zniszczą) czy budżet partycypacyjny. To przekonuje, że nie warto patrzeć tylko na wskaźniki (które ciągle są przerażające), ale na kontekst i punkt wyjścia danego miasta. Jednak te wszystkie nagrody mogą odwrócić uwagę od wielu palących problemów, z którymi boryka się miasto, będąc argumentem w rękach władzy przeciwko dalszym inwestycjom na rzecz społeczności. Według mnie odwraca też uwagę od prawdziwego podmiotu zmiany, jakim jest społeczność Medellin.

Paisas, mieszkańcy tego regionu Kolumbii, są bardzo dumni ze swojego miasta. Z radością wymieniają wszystkie inwestycje i atrakcję. Jednak nawet oni na słowo innowacja odpowiadają  śmiechem.