"Manuskrypt" znaleziony za żelazną kurtyną

"Manuskrypt" znaleziony za żelazną kurtyną

W lutym minie 47 lat od premiery jednego z najbardziej osobliwych polskich filmów. Obrazu, który w kraju nad Wisłą przeminął, nie wywołując większych emocji, zaś w Stanach Zjednoczonych przyjęty został nad wyraz serdecznie i stał się klasykiem gatunku.

7 kwietnia 1972 roku w New York Times, ukazała się publikacja Vincenta Canby’ego, będąca recenzją filmu, wyświetlonego w Elgin Cinema w Nowym Jorku. Krytyka, delikatnie mówiąc, nie należała do przychylnych. Canby uważał, że oglądany przez niego obraz był niezrozumiałą, surrealistyczną bujdą, bajką młynarza, okraszoną słabym, typowo polskim, grobowym humorem (Canby, 1972). Uznał, że film był męczący, nie tylko dlatego, że trwał blisko trzy godziny, że angielskie napisy, białe na białym tle, były nieczytelne, ale przede wszystkim dlatego, że jego „ikonosfera” była przeładowana i nie miała większego znaczenia (Canby, 1972). Pomimo kilku pochlebnych słów, krytyk polecił film wyłącznie tym widzom, którzy obejrzeli już wszystkie dostępne w mieście produkcje i z braku możliwości wyboru skazani są na obejrzenie właśnie tego.

Recenzja nie odznaczałaby się niczym nadzwyczajnym, gdyby film, stanowiący jej przedmiot nie miał premiery siedem lat przed publikacją i nie był wyświetlany w nowojorskim kinie do dnia dzisiejszego. Obraz, o którym mowa to Rękopis znaleziony w Saragossie, w reżyserii Wojciecha Hasa.

Film ten jest adaptacją dzieła Jana Potockiego o takim samym tytule. Pomimo długiego – jak na film – trwania, fabuła została mocno okrojona i wiele wątków obecnych w książce nie pojawia się w filmie. Nie przeszkodziło to jednak w przedstawieniu wielowątkowych przygód głównego bohatera, Alfonsa Van Wordena, który przemierzając osiemnastowieczną Hiszpanię, napotyka na swej drodze między innymi duchy, opętanych, czarną magię i świętą inkwizycję. Na uwagę zasługuje również konstrukcja filmu, zachowująca główną cechę powieści Jana Potockiego – szkatułkowość, a także sceneria, przenosząca widza w świat zacierający granice między rzeczywistością a magią.

Długo można by rozpisywać się o zaletach i wadach tego filmu. Podobnie z resztą jak o jego literackim pierwowzorze, napisanym przez Jana Potockiego, który także miał bardzo interesującą, „biografię” (Potocki, 1965: 755-774). Jednak przez 47 lat istnienia tego filmu i prawie dwa wieki od ukazania się książki, poświęcono im wiele opracowań i uwagi. Zajmujący jest jednak fenomen kariery, jaką film zrobił w Stanach Zjednoczonych. Nie ma chyba innego polskiego obrazu, który miałby aż takie powodzenie za oceanem.

(nie)Dla każdego

W Polsce Rękopis znaleziony w Saragossie do tej pory uznawany jest za jeden z najdziwniejszych filmów. Jego zagmatwana fabuła, nie przemówiła do ówczesnego (i w dużej mierze także współczesnego) widza, który zapewne oczekiwał kina łatwiejszego i bardziej jednoznacznego (Wróblewski, 2011). Poza tym, nie wiadomo było właściwie po co i dla kogo w gomułkowskiej rzeczywistości, nakręcono surrealistyczny film opisujący dzieje kapitana gwardii walońskiej. W związku z tym Rękopis… został w Polsce zapomniany na długie lata.

Natomiast za oceanem, już niedługo po polskiej premierze, film odniósł spektakularny sukces. Początkowo znajdował odbiorców wyłącznie wśród niszowych środowisk intelektualnych, związanych ze światem sztuki, bądź skupionych na kampusach akademickich. Wyświetlany był zwłaszcza w towarzystwie ówczesnych, popularnych nowości, takich jak Głowa do wycierania (David Lynch), czy Noc żywych trupów (George Romero).

Po upływie trzech dekad od nakręcenia filmu, za sprawą Martina Scorsesse i Francisa Forda Coppoli, Rękopis…, wyszedłszy z podziemia, doczekał się swojej Amerykańskiej, oficjalnej premiery w 1997 roku. A miało to miejsce przy okazji retrospektywy Hasa, pod tytułemLogika snów, logika labiryntów (Wróblewski, 2011). Po tym wydarzeniu po raz kolejny ukazała się recenzja w New York Times. Tym razem zgoła odmienna. Stephen Holden napisał, że fabuła tworzy surrealistyczny obraz, w którym rozróżnienie fantazji od rzeczywistości staje się niemożliwe. Zaś cały film przypomina długotrwałą medytację, zacierającą granice między realnością i iluzją (Holden, 1999). W 2002 roku, Image Entertainment wydał limitowaną serię DVD z Rękopisem…, która rozeszła się jak ciepłe bułeczki.

W ten czas, obraz stawał się coraz popularniejszy we Francji. Miesięcznik „Cahiers du cinema” docenił wartość produkcji Hasa, porównując jego konstrukcję do Opowieści tysiąca i jednej nocy. Film był wówczas w regularnej dystrybucji, a także emitowano go raz w tygodniu w niedużym paryskim kinie, położonym w dzielnicy łacińskiej. Francuska prasa po wstępnym sceptycyzmie nie ukrywała zachwytu nad Rękopisem…. Jacques Montelbaum w dodatku kulturalnym „Le Monde” napisał, że „ze swoją koncepcją labiryntowej przestrzeni »Rękopis« stanowi archetyp estetyczny surrealizmu”. Z kolei w prasie angielskiej pojawiła się opinia, że dzieło Hasa jest klasykiem postmodernizmu (Holden, 1999).

Dla wszystkich.

Rękopis znaleziony w Saragossie z pewnością odznaczał się nietuzinkowością. Scenariusz zainspirowany beletrystyką Jana Potockiego zapewnił niesamowitą, wielowątkową historię, której alegoryczne znaczenie nie pozwoliło widzowi zadowolić się tym co zobaczył, zmuszając go do głębszej refleksji. Nie można zapominać, że w latach sześćdziesiątych, kino tego typu nie było popularne. Na tle innych produkcji z tamtego czasu, film Hasa zdaje się należeć do kina ciężkiego i niekonwencjonalnego. Toteż nie dziwi nikłe zainteresowanie nim w Polsce. Na uwagę zasługuje również teatralność całego widowiska. Odpowiednia sceneria, dogodne ułożenie rekwizytów i umiejętne operowanie kamerą, tworzą u odbiorców przeświadczenie, że oto nie oglądają filmu lecz przedstawienie teatralne. Efekt ten potęguje – momentami przerysowana – gra aktorska i świetne kostiumy.

Są to jednak cechy, które mogą zachwycić każdego widza i nie dają odpowiedzi na pytanie, czemu Rękopis… zawdzięcza swoją popularność w Stanach Zjednoczonych. Jest kilka czynników, które mogłyby przybliżyć nas do rozwiązania tej zagadki.

Dla Amerykanów.

Pierwszym z nich jest klarowność norm i wartości. Pomimo wielu niewiadomych i występowaniu w fabule różnorodnych (czasem sprzecznych) systemów wierzeń czy kodeksów honorowych, każdy z bohaterów działa zgodnie z własnym sumieniem. Postępowanie to wydaje się być proste i oczywiste – określona jest wartość oraz środek, za pomocą którego tę wartość można osiągnąć. W takim rozumowaniu nie ma miejsca na relatywizm, dopuszczający odstępstwa, czy konieczność zastanawiania się nad kierunkiem postępowania. Można doszukać się tu pewnej analogii z systemem prawnym Stanów Zjednoczonych, gdzie konstytucja wraz z poprawkami jest niedyskutowanym wyznacznikiem postępowania obywateli. Cały elementarz systemu aksjonormatywnego Amerykanów znajduję się właśnie w konstytucji. Sądzę, że można by postawić tezę, iż amerykanie tak mocno identyfikują się z własnym systemem prawnym właśnie dlatego, że jest on prosty i przejrzysty – przynajmniej na najbardziej podstawowym poziomie – i w zasadzie każdy obywatel, nie będący niespełna rozumu, jest w stanie dostosować się do zasad w nim zawartych. Dlatego też pewność i przeświadczenie o słuszności własnego postępowania w filmie, mogło wyjątkowo przypaść amerykańskiej publiczności do gustu.

Drugim czynnikiem, za sprawą którego Rękopis… przyjmowany jest w Stanach Zjednoczonych ze sporym entuzjazmem może być rola jaką odgrywa w nim wiara. Religia i religijność, choć przez bohaterów niejednokrotnie traktowane instrumentalnie, bezsprzecznie odgrywają – być może w książce większą niż w filmie – bardzo ważną rolę fabularną. Wiara w Rękopisie… z jednej strony jest podstawą moralnego postępowania, z drugiej zaś czymś pozwalającym poznać naturę ludzką. Już przy pierwszym spotkaniu głównego bohatera z dwoma afrykańskimi księżniczkami pojawiła się kwestia jego odejścia od wiary. Zatem ludzie pobożni i oddani tradycyjnym wartościom – jakich jest niemało, szczególnie w południowych stanach – mogą utożsamiać się z bohaterami podkreślającymi swoje przywiązanie do wiary, dzięki czemu utwierdzają się w słuszności i racji swego postępowania.

Jednak argument ten pozostaje w sprzeczności z kolejnym, bardziej prawdopodobnym. Otóż, nie jest tajemnicą, że wspomniane wcześniej seanse, realizowane przez środowiska artystyczne, często udoskonalano działaniem różnych psychoaktywnych substancji. Celem takich zabiegów było wzmaganie psychodelicznego nastroju towarzyszącego projekcjom. Nie można zapominać, że lata sześćdziesiąte w Stanach Zjednoczonych to okres buntu i młodzieżowej rewolty. W związku z tym wszystko co było alternatywne i wybiegało w jakiś sposób poza kanon ówczesnej kultury popularnej, cieszyło się powodzeniem. Wiadomo, że w swoim czasie filmem Hasa zachwycali się Jerry Garcia, lider psychodeliczno-punkowej grupy Greatful death, czy surrealista Louis Buńuel, którzy z powodzeniem mogli oddziaływać na filmowe gusta miłośników swojej twórczości. Zatem Rękopis… i kilka innych filmów z tamtego okresu mogły stać się atrakcyjne dla szerszej widowni, między innymi z racji swego podziemnego i nie do końca poprawnego rodowodu.

Kolejnym czynnikiem, który mógł przyczynić się do popularności Rękopisu… w Stanach Zjednoczonych jest jego pochodzenie. Polska rzeczywistość, jeżeli nie była zupełnie obca i nie znana przeciętnemu Amerykaninowi, to z pewnością nie była miejscem, w którym taki film mógłby zostać zrealizowany. Gomułkowskie, szare realia nie zachęcały do tworzenia sztuki stanowiącej wartość samą w sobie. Ówczesne filmy miały polskie korzenie, były zaangażowane w sprawy narodu i opisywały sprawy jemu bliskie. Natomiast Rękopis…, niezakorzeniony w polskiej kinematografii, był raczej przykładem ekspresji estetycznej, czy bezinteresownej przyjemności, niż zaangażowania politycznego lub społecznego. Toteż nie wpisywał się w stereotypowy dyskurs kinematografii i sztuki zza żelaznej kurtyny. Być może w tym wypadku, Amerykanów do kina pchała zwykła ciekawość, chęć zrewidowania, albo potwierdzenia stereotypu, lub po prostu potrzeba poznania tego, co zostało stworzone po drugiej stronie oceanu, w „innym” świecie.

Następnym czynnikiem tłumaczącym w pewnym stopniu, sukces Rękopisu… w Ameryce, może być jego podwójna funkcja. Z jednej strony zachwycał, widowiskowym wykonaniem, stanowiącym sukces wieloosobowego zespołu. Z drugiej zaś, niepokoił swą wszechstronną wieloznacznością. Scenografia nie tylko wytwarzała u widza poczucie grozy, ale także przemycała w sobie wiele treści filozoficznych, na przykład poprzez – wspomniane przez Vincenta Canby’ego – plastyczne elementy organizacji przestrzeni. Amerykański widz miał więc do czynienia zarazem z dość lekkim, pastiszowym, klasycznym filmem utrzymanym w konwencji romansu płaszcza i szpady oraz wielopoziomowym metaforycznym dziełem, zgłębiającym tajemnicę samopoznania (Lubelski, 2009: 283). Połączenie takie, iście wybuchowe, mogło przyczynić się do sukcesu tego obrazu, szczególnie w poszukującym alternatyw społeczeństwie amerykańskim tamtego okresu.

Jednoznaczna odpowiedź na pytanie dlaczego Rękopis znaleziony w Saragossie, zdobył popularność w Stanach Zjednoczonych i zajął w sercach wielu amerykanów szczególne miejsce, pozostanie pewnie nierozstrzygnięta. Nie jest to z resztą aż tak istotne, czy to przez klarowność norm i wartości bohaterów, czy pierwszorzędne znaczenie wiary, konstytuującej byt człowieka, bądź psychodeliczny charakter i undergroundowy rodowód filmu, czy też egzotykę kraju pochodzenia lub podwójne funkcje znaczeniowe, stał się on wizytówką polskiej kinematografii w Stanach Zjednoczonych do dnia dzisiejszego. Faktem jest jednak, że wszystkie te czynniki – co dla pewnej grupy odbiorców mogłoby okazać się największym atutem obrazu – współwystępują z nieprzyzwoicie wręcz – jak na ówczesne standardy – wyeksponowanymi, efektownymi biustami bohaterek i – zdaje się – niemającymi dna dekoltami.

Bibliografia.

Canby, Vincent. 1972. „New York Times” [online]. Dostęp:http://movies.nytimes.com/movie/review?res=9504EEDC1F31E73BBC4F53DFB2668389669ED [4.01.2012].

Holden, Steven. 1999. „New York Times” [online]. Dostęp:http://partners.nytimes.com/library/film/052199saragossa-film-review.html[4.01.2012].

Lubelski, Tadeusz. 2009. Historia kina polskiego. Katowice: Videograf II.

Potocki, Jan. 1965. Rękopis znaleziony w Saragossie. Warszawa: Czytelnik.

Wróblewski, Janusz. 2011. „Polityka.pl” [online]. Dostęp:http://www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1511514,1,rekopis-znaleziony-w-saragossie—film-kultowy.read [4.01. 2012].