Manifa 2009 – Panowie wiedzą, o co mi chodzi

Autor: Anna Bednarczyk

W niedzielę, ósmego marca, w siedmiu miastach Polski miały miejsce wydarzenia związane z uświęconym już przez tradycję Dniem Kobiet. Na ulice Gdańska, Katowic, Krakowa, Warszawy i Wrocławia wyszły tłumy feministek, feministów i osób, popierających postulaty manifowe, a w dwóch pozostałych miejscach odbyły się wykłady i pokazy filmów. Jak co roku, w mikro i makro skali, usłyszeć można było pytanie: o co im chodzi?

W tym roku główne, ogólnopolskie hasło brzmiało: Każda ekipa – ta sama lipa, a poruszane były głównie (lecz nie tylko) kwestie związane z kontrowersyjną ustawą O ochronie genomu ludzkiego i embrionów ludzkich, dotyczącą regulacji poczęć za pomocą metody in vitro. Pomysłodawcą projektu jest poseł PO, pan Jarosław Gowin, który z narażeniem życia wziął w swoje ręce dusze rodziców dzieci poczętych tą właśnie metodą i nałożył na nią szereg obostrzeń. Ustawa zakłada zwiększenie zakresu kontroli nad klinikami, leczącymi niepłodność, poprzez utworzenie Polskiej Rady Bioetycznej.
Sprecyzowaniu ulegają również kryteria dostępu do usługi in vitro. Partner i partnerka muszą pozostawać w związku małżeńskim, wiek kobiety nie może przekraczać 40 ( w uzasadnionych przypadkach i za zgodą prezesa urzędu ds. biomedycyny może poddać się zabiegowi przed ukończeniem 45 roku życia). Dodatkowo, tworzenie embrionu jest niedopuszczalne w sytuacji, gdy dawcy gamet wycofali zgodę na ich użycie lub nie pozostają już w związku małżeńskim, albo też gdy jeden z dawców zmarł.

W dużym skrócie, są to główne założenia projektu ustawy, którego całą treść udało mi się znaleźć na katolickim portalu internetowym (link). Nie jest to przypadek, bo ta kwestia wyraźnie wskazuje na kolejny problem, zajmujący również feministki i feministów, silny wpływ kościoła katolickiego na polskie instytucje państwowe. Stąd postulaty manifowe dotyczyły rozdziału religii od państwa i zaprzestania narzucania jednolitej ideologii i systemu wartości w demokratycznym społeczeństwie. Istotne są tu wyniki badań przeprowadzonych przez CBOS, wskazujące, że 70% badanych akceptuje stosowanie metody in vitro przez osoby będące w związku małżeńskim, a 53% popiera dostęp do in vitro dla osób w związkach nieformalnych (link). Założenie zatem, iż ustawa ta odzwierciedla przekonania Polek i Polaków nie jest adekwatne do społecznej rzeczywistości.

Pomimo tego kontekstu politycznego nie trudno zauważyć, że szereg innych problemów, wynikających z pozycji społecznej kobiet jest pomijany, a dyskusja wciąż toczy się wokół kobiecego ciała i sposobów jego użytkowania/wykorzystania. Tak też było na Manifie w 2007 roku, kiedy polskie władze rozpatrywały zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej (link). Oczywiste jest, że kwestie najbardziej ingerujące w życie obywatelek wymagają natychmiastowych reakcji. Pytanie jednak, kiedy w Polsce nadejdzie czas na dyskusję o dyskryminacji kobiet w sferze publicznej, o przemocy domowej, bezustannej stereotypizacji w mass mediach, prawach kobiet nieheteronormatywnych ,o problemach związanych z migracją czy w końcu, o sytuacji kobiet w kontekście globalnym?? Te szczególnie istotne problemy, ze względu na polskie realia, są pomijane podczas manifowych wydarzeń. Oczywiście istnieją one w polskim dyskursie feministycznym, ale kiedy częściej będą poruszane kwestie związane z pozycją kobiet w zglobalizowanym świecie i ze skutkami jakie współczesne procesy mają na życie i wybory kobiet na całym świecie (link)?

Miejmy nadzieję, że polska rzeczywistość stanie się w końcu odpowiednią na takie dyskusje. Z perspektywy dziesięciu manifowych lat wszystko zmierza ku lepszemu. Jak piszą Szczuka i Bratkowska:
W Polsce po dziesięciu latach stagnacji kultura demonstracji zaczęła się odradzać, co tu kryć, dzięki nam. Dzięki manifom.link
Manifa nie jest więc jednorazowym, kolorowym i głośnym zrywem. Jest raczej procesem, po zakończeniu którego nie będą miały miejsca sytuacje, jak ta na poniedziałkowym, pomanifowym wykładzie, gdzie doktor socjologii wita studentów słowami: Jak się państwu podobały zajęcia z panią magister? Pewnie bardzo… Panowie wiedzą, o co mi chodzi…