Ludzie, macie głos(y)

Ludzie, macie głos(y)

Przez większa cześć moje życia niespecjalnie interesowałem się ani historia, ani tym bardziej polityką. Gdzieś na przełomie gimnazjum i liceum dowiedziałem się, że w Polsce był komunizm, oraz że skoro już go nie ma, to musiał się skończyć. Dowiedziałem się wtedy o transformacji, okrągłym stole, Leszku Balcerowiczu, a następnie połączyłem te fakty z Noblem dla Wałęsy oraz tym, ze mój dziadek zawsze czytał Wyborczą, nawet w fazie zaawansowanej demencji. Z pomocą Wikipedii (zabawne jest jak mało uczymy się w szkole o tym okresie) zbudowałem sobie obraz transformacji, jako jednego z większych sukcesów narodu polskiego, dzięki któremu mogę bez żadnego problemu otwarcie narzekać na Polskę, jej władze i obywateli, a jak mi się coś nie podoba to wyjechać, a później wrócić.

Nie ukrywam, ze socjologia zmieniła mój pogląd; transformacje można było przeprowadzić lepiej, jednak i tak dobrze ze jako taka miała miejsce. Książka Piotra Kuczyńskiego  Dosyć gry pozorów, Młodzi macie głos(y)!  jest kolejnym tytułem krytycznie przyglądający się przemianom ustrojowym, nakreślając tym samym  paralelę miedzy społeczeństwem współczesnym, a tym z lat osiemdziesiątych, czyli wtedy kiedy wszystko się zaczęło.

Po drugiej części tytułu można się domyślać w jakiej narracji napisana jest książka. Autorzy apelują do młodych, aby de facto przeprowadzili rewolucje na miarę powstania Solidarność, szukając tym samym analogii w nastrojach społecznych. Oczywiście jest to na swój sposób wzruszające, aczkolwiek zastanawia mnie na ile troskę o przyszłe losy polskiej młodzieży są spowodowane wyrzutami sumienia z powodu nieudolnej transformacji, której bądź co bądź obaj panowie byli jednymi z autorów.

Niektóre spostrzeżenia mają rzeczywiście słuszne; w końcu historia kołem się toczy. Autorzy porównują robotników Solidarności do mięsa armatniego, o którym szybko zapomniano. Nie chce wchodzić w retorykę autorów i zbytnio użalać się nad sobą, ale warto pochylić się nad cała masa młodych ludzi budujących kapitał społeczny i podających kawę 50 latkom ‚zawiedzionych transformacja’ za 6 złotych na godzinę. W książce mowa jest także o buncie społecznym. Rzeczywiście- ciężko go nie zauważyć analizując wybory z 2015 roku, gdzie trzecią siłą polityczną zasiadającą w sejmie była partia muzyka rockowego. Różnica polega na tym, a czego autorzy nie chcieli zauważyć, że dzisiaj młodzi buntują się przeciw, albo ku idei, a w latach osiemdziesiątych ludziom brakowało chleba. Na tym nie koniec różnić; brak współcześnie ośrodka konsolidacyjnego, który zebrałby młody elektorat. Niestety autorzy ani nie rozwinęli wątku dlaczego młodzi się buntują i co mogłoby pełnić funkcje jednoczącą młodych (ale w zasadzie to czemu tylko młodych?).

Osobiście książka niespecjalnie mi się podobała, ale na pewno można traktować ją jako głos pewnej grupy społeczeństwa i jej wizji na przyszłość. Życzyłbym jednak zarówno sobie jak i autorom mniej moralizatorstwa i narzekania, a więcej rzetelnej, merytorycznej dyskusji. W końcu to my wszyscy budujemy obowiązujący ład społeczny, a nasze resentymenty i niespełnione marzenia powinniśmy oddzielać od rzeczywistej debaty.