Ludzie kontra sklepy, czyli wojna o przestrzeń publiczną

Ludzie kontra sklepy, czyli wojna o przestrzeń publiczną

Cities are fundamentally about people. Where people go and where people meet are the core of what makes a city work - Amanda Burden

 Przemiany współczesnych miast

Przemiany będące następstwem przejścia z miast ery industrialnej do postindustrialnej doprowadziły do utworzenia się nowego rodzaju przestrzeni miejskiej – przestrzeni ludycznej, w której rozgrywa się życie mieszkańców poza pracą (Jałowiecki, Szczepański 2006). Obecnie zatrudnienie przestaje być celem samym w sobie, a staje się jedynie środkiem do korzystania z miejsc rozrywki, kultury i konsumpcji. Aby jednak mógł rozwijać się sektor usług, konieczna jest przestrzeń, w której powstaną nowe lokale, spełniające potrzeby ludzi.

Zaznaczyć przy tym należy, że ilość przestrzeni jaką dysponujemy w mieście jest ograniczona. Centra są ciasno zabudowane, często niezgodnie z zasadami dobrego planowania przestrzennego[1]. Obszary wciąż niezabudowane znajdujące się w pobliżu punktów centralnych miasta stanowi najczęściej jego przestrzeń publiczna – nieliczne parki, aleje i skwery, w których mieszkańcy chętnie przebywają. Jednocześnie, są to miejsca najatrakcyjniejsze z punktu widzenia inwestorów poszukujących terenu na wybudowanie nowych centrów handlowych. W miejscu, gdzie jedni szukają „kopalni złota”, inni wciąż widzą miejsca nie tylko atrakcyjne dla spędzania wolnego czasu, ale i przede wszystkim miejsca „własne” – utożsamiają się  z nimi, spędzają w nich wolny czas, uprawiają sporty
i bawią się z dziećmi.

Konflikt interesu prywatnego z publicznym

Amanda Burden, była dyrektorka Departamentu Planowania Miasta Nowy Jork, zaznacza, że interes prywatny pozostaje zawsze w konflikcie z przestrzenią publiczną[2]. Miejsca wypoczynku i spotkań, takie jak place, parki, skwery czy aleje, do których mieszkańcy mają swobodny dostęp są trwale wpisane w mapę mentalną miasta[3] (Lynch 2011). Jednak tam, gdzie realizuje się życie społeczne mieszkańców, przedsiębiorca widzi jedno – klientów, którzy chętnie je odwiedzają.

Przestrzeń publiczna, niezależnie od tego jak wielką popularnością się cieszy, nie generuje bezpośrednich zysków do budżetu miasta, a czasami wręcz przysparza dodatkowych kosztów związanych z, chociażby, opieką nad zielenią czy usuwaniem śmieci. Racjonalnym z ekonomicznego punktu widzenia wydają się być więc działania władz miasta, polegające na  odsprzedawaniu tych obszarów w ręce prywatnych inwestorów. Problem rodzi się w chwili, gdy w interesie przedsiębiorcy okazuje się być ograniczenie dostępu do określonego miejsca, zmiana jego charakteru lub po prostu obrócenie go w przestrzeń handlową. Celem inwestora jest zysk, tego natomiast nie przynosi sadzenie roślin, stawianie ławek i budowanie placów zabaw, za które nikt nie zapłaci. Powstają więc galerie handlowe, w których znajdziemy nie tylko sklepy i punkty usługowe, ale i większość wymienionych wcześniej obiektów. Wszystko to dostępne za odpowiednią opłatą, oczywiście.

Jednak to nie tylko kwestia ceny odróżnia tego typu miejsca od tradycyjnie rozumianej przestrzeni publicznej miasta. Konstrukcja i zagospodarowanie obiektów handlowych mają swoje specyficzne cechy, nadające im fagiczny charakter (Bauman 2006). Wnętrza tych budowli mają za zadanie sprowadzenie człowieka w nich przebywającego do roli konsumenta. Dzieje się to przez możliwie jak największe utrudnienie mu nawiązania rozmowy z innymi ludźmi, która mogłaby odwrócić jego uwagę od celu, jaki jest mu narzucany – dokonania zakupu produktu lub usługi. Forma takich miejsc jest przemyślana
a jej oddziaływanie na korzystających z niej jest w pełni zamierzone (Jałowiecki, Szczepański 2006). Dzięki takiej organizacji centra handlowe mają zapewnić możliwie jak najszybszą i najsprawniejszą wymianę dóbr i usług (konsumpcję) przy zminimalizowaniu (zbędnej z perspektywy właścicieli sklepów) interakcji między ludźmi.   

Co więcej, same obiekty często otaczają specjalnie zaprojektowane miejsca emiczne – przytłaczające, wielkie i puste place znajdujące się w ich bezpośrednim sąsiedztwie (Bauman 2006). Są one doskonałe z punktu widzenia właściciela. Nie ma na nich (lub jest niewiele) roślin, którymi trzeba się zajmować, nie ma obiektów, o które trzeba dbać i za których odnowę trzeba płacić, i w końcu nie ma też nieproszonych gości, którzy chcieliby tam przebywać nie pozostawiając gotówki. Najczęściej na takich placach brakuje miejsc pozwalających na wypoczynek, takich jak ławki czy miejsca zadaszone, kierując przebywających w niej ludzi w kierunku sklepów i lokali gastronomicznych wewnątrz obiektu. Również ubóstwo architektoniczne centrów handlowych pełni swoje funkcje – nic, co znajduje się na zewnątrz nie powinno odciągać uwagi klienta od wnętrza i wyeksponowanych towarów (Jałowiecki, Szczepański 2006).

Reakcja społeczna

Ale czy galerie handlowe faktycznie mogą stanowić substytut dla tradycyjnie rozumianej przestrzeni publicznej miasta? Coraz częściej podnoszone głosy obywateli i stowarzyszeń działających na rzecz ochrony przestrzeni publicznych każą poddać to pod wątpliwość. W odpowiedzi na niekorzystne przekształcenia struktury funkcjonalnej miasta powstają stowarzyszenia, których celem jest zabieraniu głosu za każdym razem, gdy jakiś skrawek będący dotychczas przestrzenią publiczną trafia pod nowe inwestycje. Miejsce mają również inicjatywy, których celem jest przywrócenie do życia obszarów zdegradowanych, które utraciły swoją funkcję lub zostały porzucone. Za doskonały przykład posłużyć może guerilla gardening. Inicjatywa ta polega na sadzeniu roślin w miejscach, które przez zaniedbanie władz miasta lub prywatnych właścicieli stopniowo niszczeją[4]. Działalność ta jest często, warto zaznaczyć, niezgodna z prawem. Zaangażowani w to przedsięwzięcie starają się propagować ideę odnawiania miasta i przywracania do życia jego przestrzeni publicznej. Robią to przez zazielenianie i upiększanie obszarów, które w chwili podejmowania działania, na wskutek degradacji lub porzucenia, nie pełnią żadnej funkcji.

Walka o przestrzeń publiczną może przybierać również drastyczną (dosłowną) formę. W maju roku 2013, w Stambule doszło do serii protestów przeciwko planom zabudowy parku Gezi, w miejscu którego powstać miała (kolejna w mieście) galeria handlowa. Stało się to punktem zapalnym, by niezadowolony z działań rządu naród zaczął serię zamieszek na terenie całego kraju.

Wspólny interes

Czy jednak faktycznie interes wspólny musi pozostawać w sprzeczności z interesem prywatnym? W przeszłości przestrzeń publiczna miasta była częstokroć nieodłączna z jej przestrzenią handlową. Ulice oraz place miejskie były miejscami wymiany dóbr i usług,
w których toczyło się życie miasta. Jak zaznacza Paweł Kubicki, przestrzeń publiczna miasta również i teraz może stanowić motor napędowy dla lokalnej gospodarki:

Kiedy ulica staje się przestrzenią publiczną, wyrastają wokół niej sklepy, kawiarnie i restauracje. Powstają nowe miejsca pracy, a podatki zostają w mieście. [5]

Jon Geeting, dziennikarz działający na terenie Filadelfii, w swoim artykule zatytułowanym „What snow tell us about creating better public spaces on E. Passyunk avenue” opisuje wizję lokalną, którą przeprowadził z użyciem metody Sneckdown[6]. Wyznaczając obszary, które mogłyby być przywrócone do użytku pieszych, podkreśla znaczenie tych miejsc dla przedsiębiorców mających swoje lokale w pobliżu. Poszerzenie chodników oraz wyznaczenie niewielkich placyków zapewniłoby właścicielom pobliskich restauracji dodatkową, atrakcyjną przestrzeń do prowadzenia działalności.

Przykładów tego, jak przywracanie do użytku publicznego niegościnnych przestrzeni miejskich przyczyniło się do rozwoju lub nawet ożywienia lokalnej gospodarki możemy szukać na całym świecie. Działania takie miały miejsce m.in. w Kopenhadze, gdzie władze miasta od lat sześćdziesiątych XX wieku zaczęły stopniowo przywracać miasto pieszym. Przedsięwzięcie rozpoczęło się od wykluczenia ze Strøget ruchu samochodowego (Mastalski 2011). Długi na ponad kilometr ciąg handlowy został przeznaczony jako strefa piesza. Miało to miejsce mimo wątpliwości i obaw wyrażanych przez przedsiębiorców, których lokale gastronomiczne i sklepy znajdowały się na obszarach objętych działaniami. Obawiali się oni, że zakaz wjazdu samochodem w pobliże ich lokali poskutkuje spadkiem obrotów. Efekt był jednak dokładnie odwrotny. Na miejscu, gdzie stały samochody, pojawiły się kawiarniane stoliki a sami Duńczycy docenili tę zmianę opuszczając swoje mieszkania i samochody, stając się aktywnymi użytkownikami przestrzeni publicznej jaką im zaoferowano. Przekształcanie kolejnych obszarów Kopenhagi w przestrzeń dla pieszych stało się kierunkiem rozwoju przestrzennego tego miasta przez kolejne trzydzieści lat. Miejsca wybrane na przestrzeń publiczną w stolicy Danii przyciągają rzesze mieszkańców i stanowią atrakcyjne obszary dla przedsiębiorców.

Co dalej?

Dochodzimy do punktu, w którym dostrzec można, że oczekiwania mieszkańców nie muszą pozostawać sprzeczne z interesem przedsiębiorców. Istnieje wspólny punkt a przy umiejętnym planowaniu jedna grupa korzysta z obecności drugiej. Koniecznym jest, by władze miast zrozumiały, że dbanie o przestrzeń publiczną jest inwestycją długoterminową. Nie przynosi ona być może zysków w krótkim czasie, lecz na dłuższą metę przyczynia się do tego jak miasto jest postrzegane zarówno z zewnątrz, jak i oczami mieszkańców. Z kolei oddawanie obszarów wspólnych pod budowę kolejnych centrów handlowych powoduje niekorzystne i nieodwracalne w skutkach przemiany miast.   

Źródła

[1]Jest to skutek wielu lat przekształceń miast, którym towarzyszyły przemiany społeczne podobnie jak
i przemiany przestrzenne (będące następstwem np. wchłaniania pomniejszych miejscowości w procesie urbanizacji).

[2]Całość wypowiedzi można znaleźć na: https://www.youtube.com/watch?v=j7fRIGphgtk

[3]Mapa mentalna to zbiór wyobrażeń jednostki lub grupy o przestrzennej organizacji obiektów architektonicznych i zjawisk.

[4] Więcej o inicjatywie na: http://www.guerrillagardening.org/

[6]„Sneckdown” polega na przygotowaniu dokumentacji fotograficznej zasp śnieżnych znajdujących się na ulicach. W ten sposób wyznaczane są te fragmenty jezdni, które są nieużytkowane (omijane przez kierowców). Cały artykuł znaleźć można na: http://thisoldcity.com/advocacy/photos-what-snow-tells-us-about-creating-better-public-spaces-e-passyunk-avenue#.UvNec7T7G-P

Ilustracja: Alpha