autor Michał Zawada

List pasterski na Niedzielę Świętej Rodziny 2013 roku

Zdaniem mojego stryja wszystko, co powinien człowiek wiedzieć na temat gender znajduje się w papieskich encyklikach. To może dlatego rok 2013 mogę osobiście podsumować jako czas chaosu informacyjnego w kwestii tej teorii. Debaty telewizyjne i artykuły prasowe wcale nie przybliżyły teorii gender przeciętnej osobie. Wręcz przeciwnie. Nasilił się dyskurs przedstawiający ją mylnie jako ideologię. Pojawiły się prace ks. Dariusza Oko, przedstawiające ją jako stworzoną na bazie założenia, że „ludzka płeć i preferencje seksualne są wynikiem uwarunkowań kulturowych, a nie biologicznych, dlatego też mogą być przez człowieka swobodnie określane, kształtowane i wybierane”. W dwumiesięczniku „Miłujcie się” z czerwca, o średnim nakładzie 220 tysięcy, autor ten porównuje ją do wirusów i bakterii, które powodują śmierć duchową. Osoby odrzucające ją przyrównywał do ofiar, etykietowanych jako ciemnogród czy homofobów. Dodatkowo tak zwanych wyznawców ideologii gender opisał jako nowych faszystów. Całkiem mocny zestaw epitetów. Zaniepokojona jego tonem, tak pełnym lęku i agresji, z niecierpliwością czekałam na oficjalne stanowisko polskiego kościoła. Stanowisko, które, miałam nadzieję, sprostuje słowa ks. Oko. Bo nic moim zdaniem nie stanowi większego zagrożenia niż nienamacalny wróg oraz budowanie dychotomicznych podziałów.

Sprostowanie, a raczej jego brak, zostało opublikowanie w Liście pasterskim na Niedzielę Świętej Rodziny 2013 roku. Ku własnemu zdziwieniu znów przeczytałam, że gender jest jednak ideologią, a nie teorią. Strzeżcie się więc wszyscy ideologowie, którzy studiowaliście ją przez ostatnie lata! Teraz dopiero zostanie wam wyjaśnione, czym zajmuje się ta dyscyplina! Jeśli jeszcze o tym nie słyszeliście, stoi ona w sprzeczności z chrześcijańską rodziną. Gender twierdzi, że płeć biologiczna nie ma żadnego znaczenia. Dodatkowo „człowiek może siebie w dobrowolny sposób określać: czy jest mężczyzną czy kobietą, może też dowolnie wybierać własną orientację seksualną”. Wynika z tego, że wszystko co zawarto w gender studies należy traktować dosłownie. A wcale tak nie jest. Kościół w swoim liście zdaje się nie zauważać, że w środowisku naukowym do tej pory odbyło się wiele debat na temat tej teorii i, aby była użyteczna, trzeba mieć świadomość kierowanej wobec niej krytyki.

Czemu kościół w takim razie podsyca panikę związaną z gender? Czemu nawołuje do działań, które w teorii mają stać w opozycji do niej? Czemu w ogóle termin, który pierwotnie miał być przetłumaczony na język polski jako rodzaj, stał się nagle, po czterdziestu latach od pojawienia się w naukowym piśmiennictwie, tematem wartym poświęcenia całego listu duszpasterskiego, który został udostępniony wszystkim wiernym? Zastanawiając się nad tym zwróciłam uwagę nie tylko na to, co kościół mówi, ale także co pomija milczeniem. I mimo wyjaśnień ks. Klocha, zgadzam się z pojawiającymi się głosami, że jest to także metoda odwrócenia uwagi od problemu pedofilii. Po ujawnieniu wydarzeń na Dominikanie stała się ona ważną kwestią. Dodatkowo seria wpadek polskich biskupów oburzyła wiernych i skupiła ich uwagę na tym temacie. Myślę, że pojawienie się w podobnym czasie problemu gender nie jest przypadkowe. Zamiast uporać się z najważniejszą w tym roku kwestią w Kościele zajęto się po prostu tematem zastępczym. Okazał się on tak skuteczny, że obecnie, wyszukując w Google hasło ideologia 10 na 13 haseł na pierwszej stronie dotyczy ideologii gender. Tym samym rozpowszechniono i uprawomocniono działania ultraprawicowych duchownych, takich jak ks. Oko, którzy przestrzegali przed ideologią gender już wcześniej.

Kolejnym tematem przywołanym w liście jest „Święta Rodzina z Nazaretu, w której wychowywał się Syn Boży – Jezus Chrystus” jako wzór do naśladowania oraz pomoc duchowa. Archetyp prawdziwej i porządnej rodziny. Skoro gender zostało potraktowane jako dosłowny i pełny pakiet (nie zgadzając się z kilkoma tezami odrzucano całość), odarty z kontekstu naukowej debaty, może w podobny sposób powinna zostać potraktowana także rodzina Jezusowa? Jeśli jest ona wzorem do naśladowania, to czy w takim razie wszystkie jej elementy składowe są pożądane? Czy może ją też powinniśmy omawiać bez kontekstu? W liście poruszana jest kwestia małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny na całe życie, o funkcji reprodukcyjnej i idealnym miejscu do wychowywania dzieci. W takim razie, biorąc za wzór Świętą Rodzinę z Nazaretu, Kościół powinien bez problemu uznać rodziny patchworkowe za pełnoprawne i zasługujące na szacunek. Bo jak inaczej nazwać środowisko, w którym wychował się Jezus? Przecież był to syn kobiety, która już w ciąży wyszła za mąż za sporo starszego mężczyznę, niebędącego ojcem jej dziecka. Jezus także nie ukrywał, że ma zarówno ojca jak i opiekuna. I nie było to dla niego, wydawałoby się, żadnym problemem. Razem z Maryją i Józefem byli rodziną. Może zamiast debatami nad wyabstrahowanymi od kontekstu gender studies kościół katolicki powinien się zająć w Niedzielę Świętej Rodziny po prostu rodziną? Nie tą idealną, ale tą coraz bardziej powszechną?

Zaskakujące jest to, że mimo papieża Franciszka, który cały czas pracuje nad poprawą wizerunku Kościoła, polscy hierarchowie zdają się robić wszystko, aby go zepsuć. I na 2014 rok życzę nam wszystkim, aby tematy poruszane przez nich były merytorycznie omawianymi aktualnymi problemami, a nie tematami zastępczymi. Amen.