Lewica ma szansę ale jedna.

Autor: Seweryn Chwałek

 

Z pewną taką nieśmiałością pobrzmiewa w dyskusjach medialnych przekonanie o zbliżającej się wielkiej szansie lewicy na pozyskanie łaski ludu. Nadzieję taką dość obficie wyraża Mirosław Czech- były sekretarz generalny UW w tekście Lewicowy powrót do przyszłości w sobotniej GW.Autor stwierdza, że lewicową koalicję czeka -na dzień dobry- poparcie rzędu 12-14 % “co nie jest mało” a poparcie ma w domyśle rosnąć. Jeśli jednak koalicja centrolewu przyjmie scenariusz proponowany przez Czecha, polegnie z kretesem i nie stworzy nic trwałego, a uznanie za sukces wejście do Sejmu jest dobrą miarą obecnych ambicji licznych liderów lewicy. Czech proponuje bowiem stworzenie koalicji SLD-Sdpl-UP-PD, w której każda partia będzie grała swój ton w zależności od zdolności i kompetencji. I tak SLD ma udowodnić, że nie odchodzą już z tej partii ludzie, którzy nie godzą się na korupcję i nepotyzm. “Jeśli nowej centrolewicy ma się udać, to musi zacząć od pokazania, że sojusz wyciągnął wnioski z lekcji jakiej udzieli mu wyborcy”. A więc sojusz ma pokazać, że słusznie została mu odebrana władza, tylko po co dawać mu ją ponownie?

“Pomocny w tym może być iście rewolucyjny zapał Socjaldemokracji Marka Borowskiego, powstałej jako sprzeciw wobec degrengolady układowej i korupcyjnej SLD. Tej cechy SdPL ma strzec jak oka w głowie bo stanowi to o jej tożsamości i wartości dla centrolewu.” Sojusz ma wyciągać wnioski ze swej degrengolady a SdPL ma trwać w zapale udowadniania, że słusznie próbowała rozbić sojusz, bo tam nic się uczciwego nie dzieje. Koalicję centrolewu mają więc stworzyć łotry, łotry które się opamiętały (a ich świadectwo opamiętania jest dla koalicji wartością) oraz, uwaga uwaga, ludzie dawnej Unii (UW), gdyż “dla wielu ludzi centrolewica stanie się wiarygodna gdy będą o tym mówić właśnie ludzie Unii”. I najlepsze:”dziś wartością dawnej Unii jest rzetelność w uprawianiu polityki, , stabilność i kompetencja w rządzeniu. Dlatego w koalicji centrolewicowej musi strzec własnej tożsamości, tradycji i własnych wyborów politycznych”. Wzruszenie ogarnia na widok starego dobrego najświetniejszego samopoczucia ludzi “dawnej Unii”, którzy nawet mając 1,5 % poparcia chcą pielęgnować własną polityczną tożsamość.

Zasłona milczenia niech spadnie na diagnozę dokonań koalicjantów, jednak ciężko powstrzymać się od komentarza do zamierzeń organizacyjnych Mirosława Czecha wobec nowej koalicji. Jeśli ma być to czteronożny twór, gdzie każda noga wierzga w przeszłość i świadczy o swych dokonaniach i wartości przeszłej to koalicja ludowo-narodowa niech świętuje już długie rządy i otwiera szampana. Polska scena polityczna zapadnie się w nudzie a profesjonalną walkę ideii zobaczą dopiero moje dzieci. Dlatego w imię przyjemności oglądania politycznych spektakli apeluję do powstającego (z bagien) cetntrolewu: tylko jedna partia ma szanse. Silna, sprawna organizacyjnie z odważną wizją i ofertą prawdziwego przywództwa. Wizją może być nawet dobra kopia wizji Labour Party Blaira- jak sugeruje Czech. Jednak gdy oblecze się ona w koalicję rodem z lat 90-tych polskiej polityki, to choćby z względów estetycznych wyborców nie pociągnie. Nie ma szans. Zdaję sobie sprawę z trudności zadania jakie stoi przed taką partią. Musiałyby się wszystkie cztery partyjki rozwiązać (a przecież tyle mają dokonań), znaleźć charyzmatycznego przywódcę (skąd go wziąć), stworzyć wizję metafizyczną kraju (antyobywatela IV RP), i jasno odciąć od “dokonań” (dawnej Unii przyjdzie to najtrudniej, jeśli w ogóle). To robota dla gigantów. Ale sytuacja polityczna sprzyja gigantom i niech mali się z nią nie mierzą bo będę miał kiepskie widowisko, takie właśnie jak opisuje Czech na dzisiejszej lewicy: „Ujmując rzecz obrazowo, Joanna Senyszyn nie powinna zapędzać formacji Bronisława Geremka i Janusza Onyszkiewicza do niszy, w której parodiuje się Jana Pawła II. Bo to jedynie nisza, z której trudno znaleźć wyjście na szersze wody elektoralne.”

Autor tej opinii prowadzi własny blog polityczny We the media