Lekcja, po której nie przestaniesz się bać

Lekcja, po której nie przestaniesz się bać

Poniższy esej został napisany w wyniku uczestnictwa w bloku militarnym podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego WATCH DOCS w Krakowie w 2018 roku, jednak podjęta przeze mnie refleksja ma charakter dużo szerszy i nie dotyczy wyłącznie konkretnych tekstów kultury. Militaryzacja to problem każdej i każdego z nas – ma bezpośredni wpływ na nasze życie. Często podnoszonym argumentem jest wysokość wydatków na zbrojenia, obok których stawia się niedofinansowane sektory takie jak np. ochrona zdrowia czy edukacja. To jedna z kwestii do rozważenia, jednak w tym tekście nie będę zajmować się budżetem państwa. Interesuje mnie coś nieco mniej uchwytnego, czyli wpływ dyskursu militarnego na społeczeństwo, głównie w kontekście genderowym.

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety – tak brzmi tytuł książki białoruskiej noblistki, Swietłany Aleksijewicz. Wojna nie zwraca też na kobiety, a konkretnie na ich dobrostan, uwagi. Widoczne jest to w czeskim filmie dokumentalnym pod tytułem Lekcja wojny, w którym – nawet pomimo płci reżysera (reżyserki) – kobiety odgrywały marginalną rolę. Osobiście zapamiętałam trzy bohaterki. Jedna, związana zawodowo z wojskiem, udzielała absurdalnego wywiadu pod galerią handlową, dając wyraz temu, w jak niepoważny sposób traktowane są kobiety. Druga stacjonowała przy koszarach paramilitarnej grupy i zamartwiała się o los ojczyzny, gdy przyjdzie jej bronić młodszemu pokoleniu. Może budzić skojarzenia z Matką Polką (w tym wypadku Matką Czeszką, jednak nie wiem, czy i jak ten paradygmat funkcjonuje w czeskiej kulturze), która tym razem nie do końca wywiązała się z obowiązków narzuconych jej przez nieprzebłaganą Tradycję, przez co obawia się, że jej synowie nie są wystarczająco dobrzy, by wypełnić swój los – również narzucony z góry. Z kolei ostatnia z bohaterek dała się poznać podczas robienia prania przed odegraniem ataku Niemiec w czasie wojny przez grupę rekonstrukcyjną, którą współtworzy jej mąż. Wypowiadała się bardzo trzeźwo: wyobraża sobie walkę w obronie swoich dzieci, wyobraża sobie chronić swojej własności. Państwa? Niekoniecznie. A to właśnie w imię tego konstruktu, czy też wspólnoty wyobrażonej jaką jest naród, naucza się ślepo wysłuchiwać rozkazów. Dzieje się tak zarówno w polskich klasach mundurowych zorganizowanych w biednych miasteczkach i niezadbanych dzielnicach dużych miast, jak i w czeskiej szkole, o której między innymi mówi film Adeli Komrzy.

Kobiecej perspektywy zabrakło nie tylko w dokumencie, ale też w dyskusji z uczniami klasy mundurowej, która miała miejsce po wyświetleniu filmu. Wstrząsająca była dla mnie wypowiedź panelisty, który na pytanie o negatywne konsekwencje obecności obcych wojsk na danym terenie, zaczął opowieść na temat braku sympatii tamtejszej ludności do żołnierzy. Przemoc seksualna, gwałty wojenne, ciała kobiet i dzieci na ołtarzu ojczyzny – wszystko to pozostaje przemilczane. Kobieta nie odgrywa czynnej roli w spektaklu, którym jest wojna. Pozostaje natomiast więźniarką swojego ciała, służącego do produkcji kolejnych męczenników i bohaterów, wykarmienia ich, oddania im podobnym. Nie zostaje to zauważone przez kształtujących prawo i dyskurs, a jeśli zostaje – tym gorzej, bo świadczyłoby o wykpieniu kobiecego doświadczenia i uznaniu go za mniej istotne niż militaryzacja życia codziennego, propaganda, wyścig zbrojeń, czy destabilizacja Bliskiego Wschodu w imię wielkiego kapitału. Dużo mówi się o wartościach, lecz gro z nich opiera się głównie na przypadkowości narodzin w danym miejscu (a co za tym idzie trwaniu w sojuszu, ze względu na który należy brać udział w kolejnych wojnach). Pomija się kwestie dla zaangażowanych politycznie kobiet istotne: przemoc ekonomiczną i seksualną. Neoliberalizm i patriarchat uciszają ofiary molestowania, co można doskonale prześledzić w debacie o #MeToo. Strażnicy zastanego porządku podnoszą kwestię linczu za każdym razem, gdy ofiara ujawni nazwisko swojego oprawcy; pouczają, że przemoc nie jest rozwiązaniem, że nie warto ujawniać gróźb że strony wydawcy, bo jeszcze upadnie wydawnictwo. Ścieżka kobiecej rewolucji nie ma prawa ścielić się trupem. Jednocześnie, gdy w grę wchodzą najbardziej prymitywne metody zarządzania strachem, w męskich fantazjach odtworzone zostaje każde słowo zasłyszane niegdyś podczas którejś z wojennych lekcji. Dlaczego na żadnej z nich nie było mowy o tym, jak buntować się przeciwko niesprawiedliwości ekonomicznej, wyzyskowi, mobbingowi i gwałtom? Ci, którzy programują pragnienia i wyznaczają, co jest przemocą, nie pozwalają bronić rzeczywistych granic, jakim jest ciało kobiety, ciało osoby cywilnej w ogóle. Skupiają się na granicach wyobrażonych, niestałych, wyznaczonych przez kapitał i interesy możnych. Tę niestałość doskonale widać w krótkometrażowym filmie Svitlany Shymko pod tytułem Leninopad. Do jego stworzenia reżyserka dokonała wyboru archiwalnych materiałów, łącząc je w przedziwny, duchologiczny obraz upadku i przemijania wielkich narracji. A przecież właśnie do takich należą wszelkie idee związane z zagadnieniem państwowości i narodu. Kobiety, które podczas groteskowego seansu spirytystycznego „dowiadywały się” od ducha Włodzimierza Iljicza, że ich sytuacja nie ulegnie zmianie, nijak nie dały się skonfrontować z ukraińskimi chłopcami epatującymi siłą i barwami. Zarówno państwowymi, jak i banderowskimi. Myślę, że zasadnicza różnica między nimi nie kryje się w odmienności poglądów – młodzi zwinnie, lekko i radośnie skakali po szczątkach Leninowskiej potęgi – co w doświadczeniach. Ci drudzy dopiero zaczynają swoją walkę, a przemoc, nawet symboliczna, przynosi im nadzieję. Z kolei Sowietki pytające Lenina o prognozy na zapanowanie gdziekolwiek komunizmu, zdawały się nie być zrażone negatywną odpowiedzią. To kolejne pytanie było dla nich istotne: czy zawsze będzie tak źle.

Czy zawsze będzie tak źle – oto jest pytanie istotne z perspektywy kobiety, obywatelki, cywila, człowieka. Jeśli na to się zapowiada, można zadać kolejne. Co możemy zrobić, aby to zmienić? Może taką odpowiedzią byłby strajk w zakładzie pracy, a może ujawnienie nazwiska przemocowej osoby i doprowadzenie do usunięcia jej z miejsca, w którym zagraża podwładnym i spowinowaconym. Jednak takich metod walki nie nauczają na lekcji wojny.

Ilustracja: „war” by masha_k_sh