Lalki w ogniu.

Lalki w ogniu.

 Indie są krajem owianym tysiącami mitów. Pomimo docierających do nas, Europejczyków, informacji, że kraj ten jest gwałtownie rozwijającą się gospodarką, że zachodzi w nim szereg zmian społeczno-kulturowych i większość znanych nam wskaźników mierzenia tzw. postępu wzrasta, nadal ciężko zmienić zakorzenione w naszych umysłach stereotypy. Zapewne większość zna kogoś kto był, jest, lub pragnie pojechać do Indii. Pojechać, ażeby „pojeździć po Indiach”. Na liście podróży w celu odnalezienia siebie i osiągnięcia wewnętrznej harmonii bezsprzecznie to właśnie ten kraj zajęłyby pierwsze miejsce. Socjologiczny zmysł nie pozwala mi przejść obojętnie obok zakonserwowanego w europejskich umysłach obrazu Indii i dlatego bardzo chętnie sięgam po każdą nową pozycję dotyczącą tego kraju, która pojawia się na rynku wydawniczym.Zmiany w postrzeganiu Indii zaczęły się po głośnym filmie Slumdog milioner z ulicy, który w wizualnie brutalny sposób przedstawił indyjską biedę. Rozpoczęła się więc dyskusja, wybiegająca poza środowisko filmowe, jak naprawdę wyglądają Indie. Jednym w głosów debaty jest wydana w 2011 roku książka Pauliny Wilk Lalki w ogniu. Są to reportaże, które powstawały podczas 8 lat podróży autorki po Indiach.

Książka nie jest naukową publikacją. Dalekie są jej makro-analizy społeczeństwa Indii czy zagłębianie się w ekonomiczne wskaźniki opisujące gospodarkę kraju. Opiera się na barwnych opisach elementów życia codziennego Hindusów. W 16 rozdziałach (każdy to osobny reportaż) autorka przedstawia różne aspekty społeczeństwa Indii. Z pewnością ogromną zaletą książki jest jej język. W szczególności bogate opisy sprawiają, że czyta się ją wyjątkowo dobrze. Z każdym rozdziałem odkrywamy inny obszar życia mieszkańców tego olbrzymiego kraju. Są to więc opisy wierzeń religijnych, środków transportu, nawyków żywieniowych, higieny itd. Dużą zaletą jest szczegółowość, z jaką opisywane są te elementy, składające się na życie jednostki. To co przykuło moją uwagę, to próba nakreślenia wielowymiarowości społeczeństwa hinduskiego. Nie mam tu na myśli podziałów na grupy etniczne, wyznaniowe czy językowe, ale na rozwarstwienia, które są efektem wpływu globalnego rynku i kapitału. Rozwój Indii nie omija struktury społecznej. Ingerencja globalnych aktorów powoduje swego rodzaju społeczne trzęsienie ziemi w konserwatywnym hinduskim społeczeństwie. Powstają grupy społeczne, które spajają nowe wartości. Praca w korporacji, samochód z klimatyzacją czy kawa w sieciowej kawiarni stają się wyznacznikiem tworzącej się klasy średniej. Jest to najbardziej dynamiczna grupa w Indiach, gromadząca ludzi bez względu na kastę czy grupę społeczną, z jakiej pochodzą.

Dużym minusem Lalek w ogniu jest właśnie unikanie tematu tworzącej się klasy średniej. Autorka co prawda w każdym rozdziale wtrąca kilka zdań dotyczących zmian, jednak robi to niejako na marginesie. Wpada przez to, moim zdaniem, w pułapkę utwierdzania mitów o Indiach. Zagadnienia takie jak: dynamika zmian, umiejscowienie w globalnym systemie zależności czy rola programów pomocowych nie pojawiają się w opowieściach autorki. Wydaje się, że z wyjątkiem prób stosunkowo małej liczby badaczy, Indie nadal będą przedstawiane jako niezmienna od lat mozaika barw, zapachów i dźwięków. Kraj wypełniony po brzegi ludzkimi dramatami. Czy nie warto przełamać tego schematu pisania o krajach Globalnego Południa? Być może czas zacząć tworzyć reportaże o zmianach?

Książkę Pauliny Wilk czyta się fantastycznie. Każdemu kto zajmuje się socjologią, kulturoznawstwem lub religioznawstwem i potrzebuje odpoczynku od opasłych raportów czy zawiłych teorii gorącą ją polecam. Powinno się jednak spojrzeć na nią nieco krytycznie i zadać sobie pytanie dlaczego tak łatwo ulegamy konstruktom społecznym, będącym często przeżytkami, nienadąrzającym za zmianami. Czy czytanie reportaży z Polski opisujących pozostałości po PRL-u i bezustannie odwołujących się do homo sovieticus’a nie wpędzałoby nas we frustrację? Oczywiście kilkadziesiąt milionów bezdomnych i ubogich Hindusów ma szereg innych powodów do frustracji. Jednak tekst ten jest recenzją książki, na podstawie której czytelnicy będą wyrabiać swoje zdanie o Indiach i o świecie w ogóle. Jak zatem docierać do odbiorców z bardziej złożoną treścią? Treścią niosącą więcej informacji niż to, że Indie to wszechobecna bieda i ubóstwo, że nadal istnieją kasty i zabójstwa honorowe, a ludzie podróżują na dachach pociągów. Być może za dużo wymagam od czytelników, może do poznania rzeczywistości wystarczają opisy, a nie zrozumienie zawiłych procesów. Sądzę jednak, że po przeczytaniu kolejnej książki o Indiach wszyscy zaczniemy się zastanawiać nad hinduską klasą średnią.

Paulina Wilk. Lalki w ogniu. Carta Blanca 2011.