Kto ma racje? Wygrani i przegrane polskiej transformacji

Kto ma racje? Wygrani i przegrane polskiej transformacji

Wszyscy znamy postmodernistyczne teorie; nie ma jednej obowiązującej rzeczywistości, a co wydaje się na pierwszy rzut oka jakieś, nie zawsze jest takie samo z bliska. Pisali o tym liczni filozofowie, malował o tym Picasso i tak dalej, i tak dalej. Nic jednak nie uświadomiło mi jak bardzo różnić mogą się oceny rzeczywistości jak dwa następujące po sobie spotkania; pierwsze z Edwardem Nowakiem- rządowym specjalistą przekształceń gospodarczych oraz drugie; z dwiema kobietami,które zapoczątkowały strajk w fabryce odzieżowej Trend Fashion.

Na pierwszy rzut oka, pana wiceministra i pań pracujących jako krawcowe nie łączy nic. Inna płeć, wykształcenie, status społeczny. Nic poza jednym mianownikiem; wspólną historią. Każdy z tej trójki pamięta rzeczywistość przed transformacją i nie mógł nie odczuć zmian na własnej skórze. Pan wiceminister, przedsiębiorca, neoliberalista- wygrał transformacje na każdej płaszczyźnie; ekonomicznej, statusu społecznego, symbolicznej.  Zakładam także, że w ostatnich wyborach głosował na PO, jest oburzony rządami PiS oraz myśli że ich wyborcy dali się przekupić, jeździ więcej po świecie, niż po Polsce, za granicą inwestuje (i szuka inwestorów), córka w Belgii, syn w Europarlamencie. Żyć nie umierać, chociaż jak sam przyznaje; wie co to bieda, więc jak jego przykład pokazuje, że chcieć znaczy móc.

Po drugiej stronie mojego wyimaginowanego okrągłego stołu (szkoda, że nie doszło do takiego spotkania, chociaż podejrzewam, że strony mógłby nie znaleźć wspólnego języka) dwie kobiety. Całe życie pracowały fizycznie i wraz z wejściem w nowy system musiały się zaadoptować do nowej rzeczywistości. Wyobrażam sobie lata 90, łódzkie krawcowe pełne nadziei (przecież ludzie z dnia na dzień nie przestaną nosić ubrań, a skoro za komuny było źle, to może być już tylko lepiej). W rzeczywistości kobiety straciły parasol ochronny państwa, zostały wciągnięte w kult młodości i elastyczności, wir biurokracji, żargon prawniczy, w lęk o jutro, głodową pensję i warunki pracy, których nie potrafię sobie wyobrazić, a juz na pewno opisać.

Nie da się zrozumieć aktualnej sytuacji Polski nie rozumiejąc powyższego rozdźwięku; transformacja ustrojowa okazała się grą ma której można było zyskać, albo stracić. Grą niesprawiedliwą, ponieważ jej zasady znali nieliczni, a szanse nie były równe już na starcie. W konsekwencji brakuje w Polsce silnych związków zawodowych, brakuje konsolidacji społecznej,dialogu, solidarności klasowej i międzyklasowej. Inteligencja nie pcha się do polityki, przedsiębiorcy nie wysiadają ze swoich mercedesów. Artyści mają wszystko w nosie.

Przez lata problem wielu ludzi był zagłuszony zachwytami nad polskim PKB czy dźwiękiem budowanych autostrad. Ludzie bezczynnie czekali, aż skończą się najbardziej dotkliwe efekty terapii szokowej i w końcu obiecane “coś im skapnie”. Tak jak oni bezradnie czekali, tak my teraz możemy bezradnie patrzeć na słupki sondażowe pokazujące nietopniejące poparcie PiSu. Oczywiście w między czasie możemy krzyczeć na manifestacjach KODu, modlić się do Tuska aby wrócił i wszystko naprawił. Zapewne tak będzie, do kolejnej fali populizmy, kiedy nastroje społeczne znowu osiągną zenit. Pytanie tylko, ile tak jeszcze można?

Ilustracja: David Mark