Ks. Czajkowski – czyli spór mediów.

Autor: Łukasz Grzesiczak

 

„Dzika lustracja trwa” – napisał Jan Turnau (Wierze mojemu spowiednikowi, GW, 18 maja 2006) komentując rewelacje prasowe, które oskarżały ks. prof. Michała Czajkowskiego o prawie 25 – letnią współpracę z SB. Tego samego dnia Dziennikpoświęcił tej sprawie niemal 3 z 5 stron opisujących wydarzenia z kraju. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że po miesiącu ukazywania się nowego, konkurencyjnego do Gazety WyborczejDziennikajesteśmy świadkami bezpardonowego ataku młodszego konkurenta, który przyjął postać światopoglądową i ideologiczną.
W środę (17 maja) Życie Warszawy opublikowało tekst dr. Tadeusza Witkowskiego, w którym to oskarża ks. prof. Michała Czajkowskiego o dobrowolną i świadomą współpracę z SB w latach 1960 – 1984. Ksiądz Czajkowski wielokrotnie miał za udzielanie informacji pobierać wynagrodzenie. Inspiracją do podjęcia współpracy miała być chęć otrzymania paszportu, powodem jej zakończenia – śmierć księdza Jerzego Popiełuszko.
Dziennik wykorzystał całą sprawę do ataku na Gazetę Wyborczą. Komentarze, które możemy przeczytać – w czwartkowym i piątkowym numerze tego pisma – przybierają postać ideologicznej nagonki. „Gazeta Wyborcza wykreowała księdza Czajkowskiego jako moralny autorytet”. To na „jej łamach przedstawiany był jako wybitny teolog i dobry znajomy Jana Pawła II” – czytamy. Dziennikarze nie pozwolą sobie nie wspomnieć, że to właśnie ksiądz Czajkowski poświęcił budynek, w którym znajduję się siedzibaGazety Wyborczej. Co jak rozumiem, sprawia, że owo poświęcenie stało się już nieważne, wskutek czego siedziba ta od dawna zamieszkała jest przez złe moce, które wszystkie swoje siły angażują w utrzymanie „stolika układu”. Ewentualna – bo jeszcze nie udowodniona – współpraca ks. Czajkowskiego ze Służbą Bezpieczeństwa, w rozumieniu dziennikarzy Dziennika, dyskredytuje całe środowisko Gazety Wyborczej – bure suki i łże-elita.

W rzeczywistości Dziennik idzie jeszcze dalej. Znany niezależny i apartyjny komentator – Piotr Semka, który – tylko złośliwym i nieprzychylnym IV RP – kojarzy się z programami Jana Pospieszalskiego, w tekście „Agent pełen pychy” (Dziennik, 18 maja 2006) przeprowadza interesujące rozumowanie. Wtóruje mu Joanna Lichocka – dziennikarka działu opinie – w tekście „Dwa oblicza księdza Czajkowskiego” (Dziennik, 19 maja 2006). Ksiądz Czajkowski działał na rzecz wdrożenia porządku posoborowego do polskiego kościoła, porozumienia z innymi religiami, walczył z przejawami antysemityzmu i nietolerancji. W przypadku jego ewentualnej współpracy z SB, wszystkie te idee – jak przekonują na łamach Dziennika – zostały zdyskredytowane. Piotr Semka pisze wprost – „Tyle, że grzechy z przeszłości podważają dziś wiarygodność uczestników najważniejszych kościelnych debat. Tworzą niepokojące konteksty oceny ich poglądów”.

Jednostronna ocena przez Dziennik sprawy księdza Czajkowskiego może niepokoić. Zwłaszcza, gdy sięgniemy do pierwszego numeru gazety (Ciekawie, rzetelnie i bezstronnie, Dziennik, 18 kwietnia 2006), w którym to Robert Krasowski, jej redaktor naczelny, pisał: „Witam w Dzienniku. Czytając go zastanawiacie się Państwo, jaki on jest. Odpowiem – ciekawy, rzetelny i bezstronny. (…) Nie mamy żadnej misji, nikogo nie chcemy pouczać, nikogo nie zamierzamy wychowywać. (…) Nie sympatyzujemy z żadną partią, nie forsujemy żadnych poglądów”. Czyżby zmienił już zdanie?