Koniec Hezbollahu.

Autor: Bartłomiej Baryła

 

W tych starciach tylko jedna strona ma słuszność w swoich racjach. Jedyną słuszną odpowiedzią Izraela byłby atak na Syrię i na Iran, czyli na prawdziwych prowodyrów tych zajść. Obecny rząd Libanu jest tylko przypadkowym widzem zamieszanym w konflikt przez własną nieudolność.Kolejny dzień na Bliskim Wschodzie, w którym liczba ofiar ostro pnie się w górę. Konflikt, którego końca nie widać od lat, zaostrza się to słabnie w zależności od politycznych interesów Iranu i Syrii oraz w zależności od słabości Izraela i USA. To strona arabska zainicjowała potyczki i starcia tym razem. Porwanie Izraelskich żołnierzy w zapalnej strefie na granicy z Syrią i z Libanem nie było przypadkową akcją o przypadkowym czasie. Była to akcja zsynchronizowana z wydarzeniami w strefie Gazy, gdzie w analogicznej sytuacji Izrael zaangażował się w konflikt z bojówkami Hamasu. Była to próba siły i zdecydowania rządu w Tel Awiwie. Okazanie słabości, negocjacje z terrorystami lub dokonanie jakichkolwiek cesji na ich korzyść oznaczałoby w konsekwencji koniec żydowskiej obecności w Palestynie.

W tych starciach tylko jedna strona ma słuszność w swoich racjach. Łatwo oskarżyć Izrael o nieproporcjonalne użycie siły przeciw znacznie słabiej wyposażonemu przeciwnikowi. Ostrzał rakietowy za ostrzał moździerzowy, naloty za porwania. Dziesiątki zabitych i rannych za pojedyncze przypadki. To ciąg dalszy wojny z terroryzmem, w której za każdym razem przeciwnika należy definiować od nowa. Jeśli dochodzi do ataku na dom mieszkalny to nie zawsze jest to zbrodnicze działanie agresorów. Zwykle to terroryści ukrywający się w domu mieszkalnym ponoszą pełną odpowiedzialność za śmierć niewinnych. Jedyną słuszną odpowiedzią Izraela byłby atak na Syrię i na Iran, czyli na prawdziwych prowodyrów tych zajść. Obecny rząd Libanu jest tylko przypadkowym widzem zamieszanym w konflikt przez własną nieudolność. Dwie rezolucje NZ z ostatnich lat nakazywały Libanowi wzięcie odpowiedzialności za swoją południową granicę, która w czasie Pax Syriana była notorycznie infiltrowana przez bojówki palestyńskie. Niezdolność podjęcia tych kroków sprawiła, że konieczne stało się wejście na te tereny Izraelskiej armii. To stąd tereny Izraela rażone są rakietami i bombami. Hezbollah dysponuje siłą rażenia nie tylko Hajfy ale również Tel Awiwu. Uzbrajany przez Iran w rakiety Zelazal stanowi już nie tylko zagrożenie dla kilku wiosek przy granicy ale dla milionów żydów żyjących w promieniu 180 kilometrów od Libanu. W interesie Izraela leży demokratyczny i silny rząd w Libanie. Oskarżając więc armię Izraela o próbę destabilizacji sytuacji na Bliskim Wschodzie jest mylne.

Wydaje się, że społeczność międzynarodowa, nie mogąc znaleźć sposobu na szerzący się terroryzm i partyzantkę Hamasu i Hezbollahu pozwoli Izraelowi rozprawić się z nimi militarnie. Niezbyt przekonywujące wystąpienia polityków Europejskich i zwlekanie z reakcją USA (odłożony wyjazd Condoleezzy Rice) dają Izraelowi tydzień na zabezpieczenie swoich granic. Także ludność Libanu powinna zrozumieć, że tolerowanie działalności organizacji terrorystycznych na własnym terenie nie przynosi żadnych korzyści. Wreszcie zdecydowane reakcje powinny zostać podjęte wobec Syrii i Iranu, które czerpią najwięcej korzyści z zaogniania konfliktu. Jak długo w krajach tych rządzić będą nienawistni dla Izraela politycy tak długo cały region będzie siedział na beczce prochu.

Jeśli Izraelowi nie starczy czasu na rozbicie Hezbollahu na tereny te powinno wejść NATO, które w pasie 30 kilometrów utrzyma „strefę pokoju”. W interesie wszystkich stron leży zakończenie istnienia takich grup jak Hamas i Hezbollah. Oby stało się bez dalszych ofiar wśród cywilów.