Kod Dana Browna.

Autor: Piotr Prokopowicz

 

Czy wiecie już jaka jest prawdziwa natura Świętego Graala? Czy zdajecie sobie sprawę, żeOpus”>http://www.opusdei.org/]Opus Dei to sekta, która nie powstrzyma się przed morderstwem w celu uratowania dobrego imienia Kościoła? Czy zaakceptowaliście fakt, że świat w którym żyjecie, a zwłaszcza sztuka, na którą bezmyślnie patrzycie w galeriach, wypełnione są ukrytymi znaczeniami, których zrozumienie może doprowadzić Was do Prawdy? Nie? Najwidoczniej nie czytaliście jeszcze„Kodu Leonarda Da Vinci”.Kościół anglikański skrytykował po raz kolejny powieść kryminalną Dana Browna, zarzucając jej liczne przekłamania historyczne oraz szerzenie teorii spiskowych na temat pochodzenia Ewangelii. Według Rowana Williamsa, biskupa Canterbury, „za Nowym Testamentem nie stoi żadna spiskowa teoria dziejów, lecz idea rewolucyjna”.Rewolucje, jak wiemy, skłonne są jednak, niczym Saturn, pożerać własne dzieci, a nadmierna gorliwość w obronie Słowa wywołać może skutek odwrotny do zamierzonego przez hierarchów. Paniczne reakcje podobne do wystąpienia zwierzchnika kościoła anglikańskiego mogą nasilić się w związku z planowaną na dziewiętnastego maja premierą filmu”>http://www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=19807]filmu z Tomem Hanksem i Audrey Tautou. Już dwa tygodnie temu Biuro Informacyjne Opus Dei w Japonii wystosowało do producenta ekranizacji powieści, firmy Sony,list”>http://www.opusdei.pl/art.php?p=15080]list otwarty w tej sprawie. Aż trudno uwierzyć, że całe zamieszanie wokół książki wywołane jest jednym zabiegiem fabularnym Browna: próbuje on mianowicie udowodnić w „Kodzie…”, że św. Jan była kobietą.

Nie mam wątpliwości, że „Kod Leonarda Da Vinci” to świetna rozrywka – książka pełna jest zagadek, łamigłówek, pościgów samochodowych, prawie każdy rozdział kończy się trzymającym w napięciu zawieszeniem akcji. Co więcej, za atut powieści uznaję to, iż niektóre informacje dotyczące historii Kościoła są w niej wystarczająco intrygujące by zachęcić czytelnika do samodzielnych poszukiwań w zakresie historii sztuki czy literatury. Zamiast wydawać kolejne oświadczenia, które zapewniają jedynie stały dopływ gotówki do kieszeni Dana Browna (czyżby kolejny spisek?), hierarchowie kościołów chrześcijańskich powinni zająć się raczej rzetelną edukacją historyczną i biblioznawczą, uodparniając tym samym wiernych na mieszaninę faktów, spekulacji i przeinaczeń zawartych w powieści. Jedno jest pewne: polemizowanie z fikcją literacką stwarza niepotrzebne wrażenie, iż „coś jest na rzeczy”, a protekcjonalny ton większości apologetów Ewangelii zdaje się odmawiać czytelnikom prawa do autonomicznego poszukiwania prawdy. Czyniąc to, Kościół niebezpiecznie zbliża się do wizerunku, który tak przekonująco przedstawił w swojej powieści Dan Brown.