Kim, który ma rakiety.

Autor: Piotr Gaber

 

Przed miesiącem Korea Północna przeprowadziła serię prób rakietowych. Jakie będą tego konsekwencje, co skłania Kim Dzong-Ila do takich kroków i czy świat powinien się go obawiać?Rankiem 5-go lipca 2006 r. Korea Północna znów zwróciła na siebie oczy świata wystrzeliwując rakiety w kierunku Morza Japońskiego. Było to sześć pocisków małego zasięgu (1300 km) Nadong, które mogłyby zagrozić Japonii oraz pocisk balistyczny Taepodong-2 mogący dosięgnąć Alaskę i zachodnie wybrzeże USA. Próby rakietowe skonfudowaly międzynarodową opinie publiczna. Rada Bezpieczenstwa ONZ zwolala posiedzenie aby przedyskutowac problem. Jednak wszelkie zdecydowane ruchy sa malo prawdopodobne poniewaz nie ma prawa zabraniajacego prób pocisków nawet dalekiego zasiegu.

Prawdopodobne jest jednak ze USA z powrotem nałożą sankcje, zniesione w ubiegłym roku po tym jak Korea Północna zgodziła się porzucić swoje nuklearne ambicje. Ograniczenia te dotkliwie krępowały handlowe możliwości reżimu. W kraju mającym jedna z najsłabszych ekonomii na świecie i piata co do wielkości armie (1,2 mln żołnierzy w służbie czynnej i 7,7 rezerwistów) znów może zabraknąć jedzenia. Ich południowy sąsiad zagroził możliwością wstrzymania dostaw ryżu i nawozów, jeśli Phenian nadal będzie wykonywał próby rakietowe.

Co więc skłoniło enigmatycznego dyktatora, jakim jest Kim Dzong-Il, do postawienia swojego kraju w obliczu jeszcze dotkliwszej nędzy? Niewątpliwie, zwrócił na siebie uwagę świata, dając sygnał ze nadal liczy na sukces swojego programu rakietowego. Być może spodziewa się ze to prowokacyjne posuniecie jest najlepszym sposobem na wznowienie dyplomatycznych negocjacji nad koreańskim programem nuklearnym, licząc, że tym razem uda mu się więcej ugrać w zamian za jego zaprzestanie. Korea Północna potrzebuje głównie pomocy i gwarancji bezpieczeństwa od Ameryki. Jednak Amerykanie nie chcą bezpośrednich negocjacji a raczej sześciostronnych rozmów z udziałem Chin, Rosji, Korei Południowej i Japonii. Takie rozwiązanie nie stawia USA w pozycji „żandarma świata”. Korea Północna może liczyć zaś ze zagrożenie zrzuceniem pocisków na kraje z jej regionu sprawi, iż partnerzy Ameryki będą wywierać na nią większą presję nakłaniając do udobruchania Kim Dzong-Ila. Nawet, jeżeli ta prowokacja się nie przyniesie wielkich korzyści to w odwecie niewiele złego może spotkać Koree Północną. Zbrojny atak na kraj Kima jest wręcz niemożliwy ze względu na zagrożenie dla Korei Południowej, partnera Ameryki. Dlatego tez koreański satrapa nie ryzykuje więcej niż głód swojego zniewolonego narodu, a do tego zdążył go juz przyzwyczaić.

Skąd wiec kraj, którego ludność żyje w nędzy, ma zamiary zagrozić światu? Niewątpliwie są to ambicje militarne jego przywódcy. Obecnie Korea Północna ma prawdopodobnie ponad 800 pocisków balistycznych, wliczając w to rakiety dalekiego zasięgu, które najbardziej niepokoją USA. Pierwsze pociski Koreańczycy otrzymali od Związku Radzieckiego juz w 1969 r. jednak pociski typu Scud trafiły tam poprzez Egipt w 1976 r. Egipt miał dostarczyć rakiety Scud-B oraz projekty w zamian za poparcie przeciwko Izraelowi w wojnie Yom Kippur. Do 1984 r. Korea Północna skonstruowała swoje własne Scudy i wynalazła dwie nowe wersje – Scud-C i Scud-D. Bazując na tej technologii wyprodukowała rakiety średniego zasięgu Nodong oraz rakietę dalekiego zasięgu Taepodong. Obecnie uważa się ze Korea Północna pracuje nad modyfikacja Taepodonga czyli rakieta Taepodong-2, która może mieć zasięg do 6000 km i która po raz pierwszy została wystrzelona właśnie w ubiegłym miesiącu. Podobno pracuje tez nad trzyczłonową rakieta Taepodong-3, która teoretycznie mogłaby razić cale terytorium USA.

Korea Północna oświadczyła, ze ostatnie próby rakietowe to po prostu część „rutynowych ćwiczeń systemów samoobrony” i zapowiedziała, ze nie ma zamiaru z nich rezygnować w przyszłości. Czy jednak program rakietowy Korei Północnej stanowi realne zagrożenie dla świata? Wydaje się to mało prawdopodobne. Rozpętanie zbrojnego konfliktu przez Koree Północną mogłoby sprowadzić kraj do totalnej nędzy oraz pozbawić Kim Dzong-Ila władzy lub życia, tego koreański tyran na pewno nie chce. Próby rakietowe to raczej prowadzenie dyplomacji „innymi metodami” w północnokoreańskim stylu. Nie jest pewne czy przyniesie to Kimowi oczekiwane efekty. Koreańskie próby rakietowe w połączeniu z kryzysem wokół irańskiego programu nuklearnego, spowodują ze w Ameryce z pewnością wzrośnie polityczna presja na rozbudowę tzw. tarczy antyrakietowej, która w przyszłości mogłaby bronić przed rakietami dalekiego zasięgu, takimi jak Taepodong.

Tę i inne opinie autora można również znaleźć w jego blogu. Ten utwór jest dostępny nalicencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 2.5 Poland.