Jest już za późno

Jest już za późno

Wśród komentarzy dotyczących nieprzyzwoitych, czy jedynie nieprzyzwoicie słabych felietonów Poli Dwurnik, w których córka uznanego malarza opisuje swój berliński żywot, zwróciłam szczególną uwagę na tekst Zofii Krawiec i Xawerego Stańczyka.

Krytyczka literacka i antropolog kultury, stając w obronie autorki felietonów, zatapiają się w odmętach głębokiego dyskursu. Ich gorliwość jest równocześnie podejrzana i g(ł)odna podziwu: uzbrojeni w teorie i paradygmaty zaczerpnięte od Badinter, Bourdieu, Deleuze’a, a nawet …z Kodeksu Napoleona, próbują, o zgrozo, śmiertelnie poważnie, interpretować, ich zdaniem, ponadprzeciętną i nieetyczną złośliwość internautów. Apelują: należy zastanowić się, czy jej[P.Dwurnik] rubryka spotkałaby się z analogicznym przyjęciem, gdyby była mężczyzną. Internet to przychylne złośliwości podłoże; okrutn(i)e demokratyczne medium doprowadza do brutalnej konfrontacji z rzeczywistością wielu mężczyzn, z P. Coelho i Januszem L. Wiśniewskim na czele. Obaj panowie już od dekad są rozpoznawalni i obśmiewani znacznie bardziej ochoczo niż Dwurnik.  

Mimo tej oczywistej prawdy, już w drugim akapicie, egzaltacja obrońców obsadza autorkę felietonów w roli heroiny-męczennicy: Dwurnik miała odwagę otworzyć się przed czytelnikami codziennej gazety, opowiadając o swoich emocjach i zdarzeniach z życia prywatnego. Nie jestem w stanie rozstrzygnąć o odwadze artystki; jestem jednak przekonana, że wyemancypowana młoda kobieta, spełniająca się jako artystka i zorientowana na własną przyjemność, a więc łamiąca nakazy kulturowe tradycyjnie przypisywane kobiecości, z całą pewnością… Robi to, na co ma ochotę. Po prostu.

Muszę przyznać, że kolejne, coraz bardziej odważne, tezy obrońców rodzą we mnie konsternację we wszelkich odcieniach i miliony wątpliwości, a brak logiki wywodu niepokoi. „Komfort życia” Dwurnik, o którym z podziwem wspominają autorzy, gryzie się mocno z przytaczanymi przez nich równocześnie fragmentami felietonów, traktującymi o niedowartościowaniu i niedopieszczeniu artystki. Niespójna diagnoza autorów sprawia, że sama nie potrafię rozstrzygnąć czy Dwurnik jest w takim razie bardziej wyemancypowana, czy niedopieszczona? Mam jej zazdrościć czy współczuć?

W jeszcze silniejszą konsternację wprowadza mnie kolejna konstatacja obrońców: (…)chodzi przecież o „bekę”, a nie o dyskusję. Dlaczego więc wchodzą w dialog, nie tylko ze złośliwym Wojciechem Engelkingiem (który miał niecnie wykorzystać konfesyjne fragmenty odważnych felietonów), lecz także z anonimowymi internautami, których komentarzy nie warto czytać, znać, przytaczać, a zwłaszcza, komentować?

Gorliwi obrońcy stopniują napięcie: szafującą pojęciami „uprzedmiotowienie”, „gniew klasowy”, „nagonka”, czy „mowa nienawiści”, doprowadzając czytelnika do szału/punktu kulminacyjnego -stwierdzenia, iż: Dwurnik padła ofiarą mizoginizmu i społecznych frustracji jak typowy kozioł ofiarny, z którego ofiara powinna przywrócić spokój i porządek
w społeczeństwie. 
Krawiec i Stańczyk błyskotliwie konkudują: ale „beka” z Poli Dwurnik żadnego ładu nie przywróci. W tym miejscu w pełni zgadzam się z autorami : niewątpliwie, nie przywróci, bo go nie naruszyła.

Autorzy pointują swój tekst stwierdzeniem, które dokonuje niewytłumaczalnego zaburzenia chronologii: (…)nie dziwi, że Dwurnik wyemigrowała do Berlina, gdzie kamuflowana śmiechem przemoc ze strony tej wspólnoty sięga tylko wirtualnie. Jak powszechnie wiadomo, Dwurnik rozpoczęła karierę felietonistki po czterech latach życia na emigracji; to właśnie kontakt z inną kulturą miał stać się tematem jej felietonów; jednak, zdaniem autorów, Dwurnik wyemigrowała zapobiec 2010 roku profilaktycznie, by zapobiec fali krytyki, która pojawiła się zaledwie miesiąc temu, już po opublikowaniu pierwszego felietonu… pod koniec 2014 roku.

Długo zastanawiałam się nad przyczyną tak żarliwej i karykaturalnej potrzeby obronienia Poli Dwurnik; odpowiadając najprościej -jej felietony nie mogą obronić się samodzielnie. Obawiam się, że Krawiec i Stańczyk nie pomogli artystce. Najbardziej miłosiernym gestem względem Dwurnik byłoby przemilczenie jej aktywności. Jednak.. jest już za późno.

Źródła

 

Ilustracja: Torsten Maue