Jak media kształtują nasze postrzegania świata? O roli mediów w polaryzacji opinii na temat migrantów

Jak media kształtują nasze postrzegania świata? O roli mediów w polaryzacji opinii na temat migrantów

Samuel Huntington pisał w 1996r., że „głównym i najniebezpieczniejszym wymiarem kształtującej się obecnie polityki globalnej będzie konflikt między grupami należącymi do różnych cywilizacji” (2008:7). Teza ta od samego początku wywołała dyskusję w środowiskach naukowych, politycznych i medialnych. Także dzisiaj kreatorzy światowej opinii publicznej wykorzystują namiętnie chwytliwe i działające na emocje hasła wojny chrześcijaństwa z islamem czy demokracji z dyktaturą. Działania wymierzone w wolności jednostki, których twórcami i realizatorami są „demokratyczne”, „liberalne” rządy światowych potęg, wrzucane są do jednego, jakże pojemnego worka pod szyldem wojny z terroryzmem i ochrony, o ironio, swoich obywateli przed „innymi”, którzy przybywają do nas aby zaprowadzić rządy rodem ze średniowiecza. Co powoduje, że te wymyślone kiedyś hasła mają taką siłę rażenia? Dlaczego społeczeństwa państw zachodnioeuropejskich zdają się być na tyle nieodporne na manipulacje medialne, że podawane im informacje internalizują i przekazują dalej?

Moim zamiarem nie jest usprawiedliwianie zamachów czy innych aktów naruszenia prawa. Świadomie nie używam sformułowania „akty terroru”, które w ostatnich latach straciło na znaczeniu. Aktami terroru SĄ w dominującym przekazie medialnym czy politycznym zamachy dokonywane przez ludzi narodowości spoza kręgu cywilizacji zachodniej, innego koloru skóry czy zwłaszcza wyznania muzułmańskiego dokonywane na terytorium oddziaływania kultury i cywilizacji zachodniej, ale NIE SĄ nimi działania naruszające prawo prowadzone w zorganizowany sposób przez podmioty państwowe bądź „akty terroru” dokonywane na obszarze niezamieszkałym przez ludność zachodnią. Na ironię zakrawa fakt, że te same rządy, które angażują swoje państwa w militarne akcje poza granicami kraju, pomstują później na pojedyncze akty agresji wymierzone w swoich obywateli. Fundamentalne zachwianie równowagi pomiędzy zorganizowanymi, militarnymi akcjami na terytorium obcego państwa, a jednostkowymi przypadkami łamania prawa w imię przywrócenia swoiście pojmowanej sprawiedliwości, dokonywanymi przez zdesperowanych ludzi jest aż nazbyt jaskrawym przykładem myślenia zorientowanego na „nas” w kontrze do „nich”.

Skoro mowa o przekazie medialnym i jego obiektywności. Kilka dni temu pod Bagdadem w czasie meczu piłki nożnej miał miejsce atak samobójczy, w którego efekcie śmierć poniosło dwadzieścia pięć osób. Żaden z głównych serwisów medialnych w Polsce nie użył określenia zamach terrorystyczny w nagłówku informacji!

Dla kontrastu, informacje podawane przez polskie media na temat zamachów w Paryżu z listopada 2015r. niosły już inny ładunek emocjonalny. Polskie serwisy używały jak neonu przykuwającego uwagę czytelnika słów: „terroryści”czy „zamachy terrorystyczne”. Kilka dni później pojawiły się informacje o poszukiwaniach prowadzonych przez francuską i belgijską policję jednego z zamachowców z Paryża, muzułmanina z Belgii, Salaha Abdeslama. W pierwszej kolejności podana została, ostentacyjnie i bez cienia zażenowania, informacja o przynależności wyznaniowej jednego z rzekomych organizatorów zamachu. Ten zabieg kształtuje ramy odbioru przekazywanej informacji. Nie liczy się nic ponad to, że była to osoba wyznania muzułmańskiego. W europejskim, orientalistycznym rozumieniu inności tak sformułowana informacja powoduje, że krąg podejrzanych dramatycznie się rozszerza, obejmując swym zakresem wszystkich muzułmanów, którzy mieszkają, bądź przybywają aktualnie do Europy.

Zamachy w Paryżu zbiegły się w czasie z kryzysem migracyjnym, jaki dotknął Europę. Masy uchodźców, głównie z dotkniętej wojną domową (czy jednak nadal domową?) Syrii oraz imigrantów zarobkowych przybywają do Europy, a społeczeństwo jest bombardowane skrajnymi opiniami na temat tej sytuacji. W Polsce również doszło do dramatycznej polaryzacji poglądów. Od kilku miesięcy obserwuję skrajne postawy i opinie wygłaszane wszem i wobec przez osoby, które często nie mają podstaw do ich formułowania. Polska podzieliła się na pół: na zwolenników, a przynajmniej nie-przeciwników polityki multikulturalizmu i aktywnego włączenia się do realizacji programu pomocy uchodźcom, oraz na zajadłych przeciwników, zwiastujących upadek Europy, krucjatę zwrotną muzułmanów, masowy napływ terrorystów i przeistoczenie się Europy w światową wylęgarnię fundamentalizmu. Media odegrały bardzo istotną, o ile nie najważniejszą rolę w takim kształtowaniu się opinii. Na palcach jednej ręki policzyć można rzetelne analizy obecnej sytuacji, nie mówiąc już o tym, że nie miały one wielkiego oddziaływania na logikę tłumu. Raz wygłoszona skrajna opinia była niesiona na ustach setek i tysięcy ludzi.

Zadajmy sobie pytanie – czy naprawdę jesteśmy aż tak zmanipulowani, że wierzymy bezkrytycznie we wszystko, czym karmią nas media? Zastanówmy się, jaką rolę w obecnych wydarzeniach na Bliskim Wschodzie, których Europa jest wątpliwym beneficjentem, odegrały światowe mocarstwa. I przede wszystkim pomyślmy, czy media są głosem rozsądku i krytyki, czy raczej narzędziem manipulacji.