fot. www.univertut.com

Ile demokracji w demokracji?

O modelu tureckiej demokracji, sytuacji ruchów studenckich i wolności słowa opowiada studentka z Pragi, która ostatnie 3 lata spędziła w Turcji.

Wraz z obaleniem reżimów w Afryce Północnej, rozpoczęły się dyskusje nad przyszłością kształtem przyszłych ustrojów. Podczas debat i analiz często pada hasło tureckiego modelu demokracji, który może stać się inspiracją dla państw arabskiej wiosny. Czy możesz krótko wytłumaczyć na czym ten model polega?

W oczach zachodu, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, model turecki oznacza demokrację liberalną – w sensie ekonomicznym – i muzułmańską. Chodzi o to, ze zachód uważa, że z takim reżimem może się porozumieć i dlatego chętnie widziałby taki właśnie model w innych krajach. A co dla Turków oznacza demokracja islamska? To połączenie neoliberalnej ekonomii z sekularyzmem, do którego często sprowadza się specyfikę tego modelu. Obecny rząd uważa, ze państwo nie powinno ingerować w religię, podczas gdy krytycy twierdzą, że jeśli nie będzie się jej kontrolować, to może ulec degeneracji w pewien sposób… na szkodę demokracji.

Czy możesz krótko wytłumaczyć jaka jest obecna sytuacji polityczna w Turcji? Jak ten model wprowadzany jest w życie? W Polsce słyszymy o ścieraniu się dwóch perspektyw, świeckiej i fundamentalistycznej…

Przede wszystkim nie ma dwóch obozów. Scena polityczna jest silnie spolaryzowana, ale nie ma dwóch obozów. Partia Sprawiedliwości i Rozwoju AKP została w zeszłym roku wybrana po raz trzeci i cieszy się na prawdę dużym poparciem. W jakiś sposób rzeczywistość społeczna koresponduje z programem tej partii. Jak zaczynali, ich elektorat był znacznie szerszy, ponieważ kontekst był zupełnie inny. Turcja była w kryzysie, ciągle czuć było skutki wielkiego korupcyjnego skandalu z 96′, stary establishment został zdyskredytowany. Do tego w 99 było trzęsienie ziemi, z którego skutkami państwo nie mogło sobie poradzić. Ludzie byli straumatyzowani, chcieli ukarać nieskuteczna władzę, więc zagłosowali na partię, która przedstawiła się jako nowa. Co nie do końca było prawdą, ponieważ w większości składa się z byłych członków partii islamistycznej.

A polityczna sytuacja teraz? To trudny czas dla opozycji. Największa partia opozycyjna odwołuje się do dorobku partii o tej samej nazwie powołanej przez Ataturka. To w znacznym stopniu ogranicza jej elektorat, który w znacznym składa się z sympatyków poprzedniego establishmentu. Dlatego nie mają szansy na większe poparcie i musieliby stworzyć koalicję, żeby wprowadzić pewne reformy w kierunku europejskiej socjaldemokracji.

Kolejna partia to BDP, nieoficjalnie nazywana kurdyjską. Popierana jest także przez osoby niezadowolone z poprzedniej władzy, głownie środowiska miejskich intelektualistów i klasę średnią. Ich sytuacja jest bardzo skomplikowana. Na początku mieli trudności z dostaniem się do partii ze względu na 10% próg. Ostatecznie udało się, założyli nawet klub parlamentarny, ale już na pierwszej ceremonii po wybraniu nowych posłów cześć była nieobecna – byli w więzieniu. Oczywiście są to różne indywidualne przypadki, ale bez znacznego uproszczenia można powiedzieć, że wszyscy są oskarżeni o związek z organizacją terrorystyczne PKK. Nie chcę tworzyć żadnych teorii spiskowy, ale coraz więcej posłów jest aresztowana, co stawia pod znakiem zapytania istnienie ich klubu parlamentarnego, który musi składać się z minimum 17 posłów.

Ostatnia partia to nacjonalistyczna MHP. W zasadzie to prezentuje podobne stanowisko jak AKP, bo też ma ten islamistyczny komponent w swoim programie. Więc może grać na dwa fronty: jak chce konkurować z AKP to kładzie nacisk na islam, życie zgodne z zasadami religijnymi i etykę… Na przykład w specyficznej sytuacji, jeszcze przed powstaniem AKP, w 1999 roku kiedy został złapany Odzalan, przywódca KPP, MHP osiągnęło świetnie wyniki grając na nacjonalistycznych uczuciach Turków. W zasadzie można powiedzieć, że sytuacja Kurdów znowu się pogorszyła, jest coraz więcej procesów, które nie dotykają tylko działaczy partyjnych. Na przykład każda partia ma swoją akademię, do której zaprasza badaczy, intelektualistów, dziennikarzy… Nie ma w tym nic niezwykłego, moi nauczyciele też to robili. Świetna socjolożka Busra Ersanli z uniwersytetu Marmara została aresztowana 2011 roku i czeka na swój polityczny proces. Mówię o niej bo jest to w pewien sposób przypadek wzorcowy, ale jest wiele osób jest w tej samej sytuacji i powinniśmy o tym pamiętać. W jakiś sposób dowody w jej sprawie wyciekły do mediów. No więc jakie dowody zostaną użyte w jej sprawie? Na przykład notatki z jej pamiętnika lub jej ręczne zapiski na materiałach do wykładów dla politycznej akademii BDP a także jej rozmowy telefoniczne. Tureckie media, które jak każde uwielbiają sensację, robią straszną szopkę, puszczając te konwersacje odczytywane przez 2 kobiece głosy i doszukując się ukrytych szyfrów… Tak na prawdę ten proces dotyczy miejskiego ruchu PKK – KCK. Co jest ironiczne, ale też bardzo smutne w tej całej sprawie, to to, że jak byłam w Turcji po raz pierwszy jakieś 3 lata temu, premier ogłosił „demokratyczne otwarcie” i zaprosił kurdyjskich intelektualistów, badaczy, aktywistów i studentów do wspólnego działania w celu poprawy sytuacji. Zachęcał do rozmowy o problemach Kurdów, zgłaszania obaw i obiecał, że rząd na pewno jakoś temu zaradzi. To był też czas dyskusji nad koniecznością napisania nowej konstytucji, ponieważ obowiązująca jest jeszcze z czasu reżimu wojskowego. To wszystko dało pewne nadzieje na zmiany. W zasadzie można powiedzieć, że te osoby, które zostały aresztowane, to według mnie ci, którzy odpowiedzieli na zaproszenie premiera i wyszli z inicjatywą.

Wspomniałaś o wielu procesach, aresztowaniach… Co w takim razie z podstawowymi zasadami demokratycznymi?

Trzeba by je omówić po kolei… Wolność pracy jest żywo dyskutowana zarówno w kraju jak i na arenie międzynarodowej. Myślę, że Turcja ma największą liczbę aresztowanych dziennikarzy, nawet wyższą niż w Rosji, co nie jest takie łatwe do zaobserwowania, ponieważ z chwilą znalezienia się w więzieni tracą kartę dziennikarza. Jest szczególna grupa, która jest na celowniku. To gazety nielicznej, ale jednak istniejącej skrajnej lewicy i kurdyjskie. Na przykład „Niezależne wiadomości”, jedyna kurdyjska gazeta w Turcji, której dziennikarze są systematycznie aresztowani. Sytuacja oczywiście nie jest czarno-biała ani tylko zła. Ale jest grupa dziennikarzy w naprawdę trudnym położeniu. No i pojawia się pytanie co robi reszta mediów? Oczywiście albo sympatyzują z kolegami po fachu albo z establishmentem. Z tymże jest rosnąca liczba gazet będących blisko z rządem. Mówiąc blisko mam na myśli personalne powiązania, np. właściciele mają rodzinne koneksje z członkami rządu lub premierem. I to nie jest jakaś tajna informacja, więc wątpię, żeby czytelnicy oczekiwali od tego typu prasy jakiejś ostrej krytyki oficjalnej polityki. Ale jest też ta druga grupa, nie stojąca po stronie rządu, która wcześniej była w zasadzie w rękach jednego przedsiębiorcy. W związku z jakimś tekstem dostał wysoką grzywnę i został zmuszony do likwidacji części tytułów i sprzedaży większości; w jego rękach zostały tylko 3. I na przykłady zmienił się redaktor największego intelektualnego magazyny „Radical”. W Turcji, jeśli nie sympatyzujesz z jakąś bardzo skrajną lewicą, to jest właśnie tytuł, który czytasz. Ale redaktorem został człowiek powiązany z rządem. Także pomimo, że gazeta pozostała w tych samych rękach, dziennikarze muszą być uważni co piszą lub publikują. Ale tak jak powiedziałam, nie wszystko jest tylko czarne, więc są też dobre wiadomości. Na przykład dwóch znanych dziennikarzy Nedim Sener i Ahmet Sik zostało wypuszczonych z więzienia. Wiele osób świętowało to wydarzenia jako dobry znak dla tureckiej demokracji. Ale jest ciągle tyle ludzi w więzieniu, szczególnie mniej znanych. Myślę, że jest to taktyczne posunięcie, żeby udowodnić, że demokracja ma się coraz lepiej. Jakie to jest ironiczne! Aresztujesz ludzi, potem ich wypuszczasz i wszyscy się cieszą, że jest lepiej.

Wolność słowa… Ciężki temat. Patrząc na media, nie wiem pod jaką realną presją są na przykład organizacje studenckie. Dobrze byłoby im zadać pytanie jak się czują, czy czują się zagrożeni, czy się boją… Bo można w Turcji usłyszeć różne krytyczne głosy. Jeśli ktoś chce i wie gdzie szukać, znajdzie nawet bardzo krytyczne opinie.

Jeśli mam powiedzieć coś o wymiarze sprawiedliwości, muszę się oprzeć tylko na zasłyszanych danych, których nie poparłam badaniami. AKP jest u władzy już 10 lat i wprowadziło pewne istotne zmiany. Duża część reform była demokratyczna, wymuszona przez Komisję Europejską. Reszta wysiłków idzie w zmianę ustaw przyjęty za czasów reżimu wojskowego, jedna za drugą. Jedną z ostatnich jest reforma systemu edukacyjnego. Ideą rządów militarnych było zakazanie rodzicom posyłania dzieci do szkół koranicznych zamiast szkół średnich. Wydali nakaz uczenia się w szkole świeckiej przez minimum 8 lat i w pewien sposób naznaczyli uczniów szkół koranicznych przyznając im automatycznie mniej punktów w aplikacja na studia wyższe. Ja nie mówię, że to jest dobre, sama znam osoby, które miały problem z dostaniem się na uniwersytet z tego powodu. Ale jest to zupełne przeciwieństwo tego, co robi AKP. Reforma, która została wprowadzona nazywa się „4+4+4”, co oznacza przede wszystkim, że pierwsze 4 lata musisz skończyć w szkole państwowej, a potem to już twój wybór, a w zasadzie twoich rodziców.

W ostatnim miesiącu odbyła się też ciekawa dyskusja na temat aborcji. Wiesz, bo w Turcji jest tak dynamiczne życie polityczne, że obserwator nigdy nie wie co jest ważne, a co jest tylko przykrywką. Ale ostatnio była dyskusja, ponieważ premier powiedział, że to jest morderstwo. Tutaj ważny był kontekst, ponieważ jego wypowiedź miała odwrócić uwagę od morderstwa kilkudziesięciu kurdyjskich przemytników na granicy. Ale co próbuję powiedzieć, niewątpliwie rząd próbuje uczynić system bardziej konserwatywnym. Niektórzy Kemaliści powiedzą, że od początku mieli przeczucie, że AKP ma fundamentalistyczną agendę bla bla bla. Ale reszta powie, że po prostu przepychają swój program, który jest muzułmańsko-konserwatywny. A wracając do pytania, jaki model Turcja mogłaby eksportować, to właśnie taki konserwatywny.

Jaka jest szansa, że społeczeństwo obywatelskie wymusi bardziej demokratyczne reformy?

Osobiście znam lepiej tylko sytuację w Istambule, nad Morzem Czarnym. O innych miejscach wiem to, co przeczytałam, ale o Istambule to, co zobaczyłam. Ruchy, które znam ze Stambułu są głownie studenckie, młodzieżowe… Według mnie wiele z nich kontestuje to, co się teraz dzieję, organizuje panele, zaprasza swoich nauczycieli, zwołuje konferencje prasowe. Mobilizują się, żeby popierać kolegów i koleżanki aresztowanych z wiele powodów, ale przede wszystkim ze względu na kontakty z kurdyjskimi terrorystami lub radykalną prawicą. Na przykład jedna studentka została aresztowana po złożeniu aplikacji o staż w socjalistycznym piśmie. Druga sytuacja dotyczy studenta z francusko-etycznego uniwersytetu, który 2 lata czekał na proces, ponieważ znalazł się w miejscu, gdzie ktoś rzucił koktajlem mołotowa. Byli świadkowie, którzy twierdzili, że to nie on, kilkakrotnie zmieniał się prokurator, ale niedawno dostał 13 lat. To takie dwa przykłady. Niektórzy twierdzą, że obecnie przetrzymywanych jest około 500 studentów i studentek. Inicjatywy, które widziałam na uniwersytecie dają wsparcie zatrzymanym, są zaangażowaniu w różnego rodzaju aktywności, wysyłają pocztówki, przychodzą na rozprawy. Oczywiście podejmują pewne ryzyko, ponieważ muszą się zarejestrować. Z taktyk bez przemocy… organizują zajęcia przed więzieniami. Nauczyciele przychodzą wygłosić wykład, studenci przynoszą krzesła, w ramach wsparcia, dla tych, którzy nie mogą uczęszczać na uniwersytet.

Czy oprócz wsparcia dla aresztowanych, ruchy studenckie mają jakiś wspólny cel?

Jest istotna grupa studentów, która działa na rzecz lepszej edukacji: wolnej i bezpłatnej. Jednak oni organizują głównie demonstracje, wielu z nich zostało aresztowanych i czeka na wyrok…

Oprócz tych konkretnych działań, czy wiesz jaki rodzaj zmiany postulują, jakiej demokracji chcą?

To co na pewno mogę powiedzieć to to, że nie ma widocznego podzielało na to co muzułmańskie i to co świeckie. Wiele osób rozumie islam, nie jako konserwatywną ideologię, ale po prostu wolność wyznania. I właśnie dlatego tyle młodych ludzi jest zaangażowanych w działania na rzecz praw mniejszości. Młoda generacja jest bardziej tolerancyjna dla Kurdów czy dziewczyn w chusteczkach… Powinniśmy w zasadzie mówić raczej o grupach marginalizowanych a nie mniejszościach, bo mniejszości w Turcji są 2… Myślę, że ruchy, zwłaszcza jeśli myślimy o studenckich, są świadome, że jeśli oni nie dadzą wsparcia grupom marginalizowanym, nikt nie pomoże im, jak ich prawa będą zagrożone, co w zasadzie może nastąpić w każdej chwili. Myślę, że ta solidarność międzygrupowa to bardzo pozytywny znak.

Na koniec powiedz mi co myślisz o przyszłości tureckiej demokracji.

Moja opinia… Zgadzam się z jedną z moich nauczycieli, że nie ważne co robi rząd, społeczeństwo żyje i rozwija się. Nawet jeśli niektóre działania czy prawa wydają się wsteczne, trudno zmusić społeczeństwo do cofnięcia się, jeśli patrzysz w perspektywie długoterminowej. Ludzie dzisiaj są skoncentrowani na konsumpcji. Mówiłyśmy o ruchach młodzieżowy – to jest mniejszość, bo większość nie jest zainteresowana polityką. Polityka jest czymś… niebezpiecznym, a na pewno nie interesującym. Ale jest szansa, że obecny elektorat dostanie to co chce, zacznie prosić o więcej. O to, o co inne segmenty społeczeństwa już proszą i są za to karane. To stanie się żądaniem większości. I wtedy, może to naiwne, będziemy mieli do czynienia ze zmianą oddolną.

Już po przeprowadzeniu wywiadu Busra Ersanli została wypuszczona z więzienia.