Hipokryzja północy, głód południa

Hipokryzja północy, głód południa

Co wnikliwsi obserwatorzy otaczającej nas rzeczywistości mogą zauważyć, że świat pełen jest sprzeczności. Gdyby analizować każda docierająca do nas informacje (a warto pamiętać także o tych, które do nas nie docierają) człowiek mógłby pomysleć, że znajduje się w kiepskiej sztuce teatru absurdu. W mediach słyszymy o matce zakopującej swoje dopiero co narodzone dziecko, a jednocześnie widzimy ludzi walczących o prawa do in vitro. Ksiądz z pozłacanej ambony mówi o ubóstwie. Pływamy w basenie, po czym słyszymy o braku dostępu do czystej wody. Jemy krowę, głaszczemy psa. Gdyby kosmici wylądowali na naszej planecie, złapali by się za miejsce w którym ludzie maja głowy.

Problem globalnego głodu jest kolejny przykładem absurdu; w świecie gdzie marnuje się jedna trzecia żywności, a co czwarta osoba w Europie ma nadwagę, głodu doświadcza około 800 mln ludzi. Codziennie dwadzieścia razy więcej osób niż ludność całej Polski kładzie się spać i wstaje głodnymi. W krajach bogatej północy najwiecej jedzenia psuje się w lodówkach, a w biednym południu- z powodu ich braku. Nie trzeba być ekspertem w dziedzinie globalnego rozwoju aby zauważyć, ze coś w którymś jego momencie “coś poszło nie tak”.

Coś poszło nie tak, mimo działań takich jak Agenda 21, która podpisana w 1992 roku przez kraje członkowskie ONZ miała zagwarantować stabilny, zrównoważony rozwój. Coś poszło nie tak, mimo coraz większej świadomości politycznej i ekologicznej obywateli oraz coraz głośniejszego krzyku aktywistów i wolontariuszy. Niestety- jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Jednym z przyczyn destablizacji gospodarczej są działania międzynarodowych korporacji- tworów, które działając w granicach prawa są de facto wyjęte spoza jego jurysdykcji, a swoim budżetem biją na głowę niejedno państwo. Problem ten został ciekawie przedstawiony w komiksie wydanym przez Le Monde Diplomatique, który pokazuje jakie mogą być konsekwencje używania problemu głodu jako środka służącego walce politycznej.

Odnoszę wrażenie, że mimo tego iż znaczna część globalnego społeczeństwa zdaje sobie sprawę z wagi problemu, to towarzyszy mu poczucie bezradności; mówiąc o głodzie można zauważyć pełne zrozumienia kiwania głową, ale równie często gest bezradnie rozkładanych rąk. Otóż głęboko wierzę, że wiele w tej kwestii można zrobić- zarówno na poziomie swoich własnych, codziennych wyborów, szczeblu lokalnym, czy w końcu- działań systemowych.

Po pierwsze; codziennymi decyzjami wpływamy na globalną rzeczywistość (akt local, think global). Powinniśmy wspierać lokalnych przedsiębiorców (nawet jeżeli oznacza to dłuższy spacer po codzienne zakupy), a w pogoni za konsumpcyjnym stylem życie warto zastanowić się nad pierwotnym znaczeniem słowa FAIR na papierowych kubkach z naszym latte.

Po drugie; edukacja. Część osób zwyczajnie nie zdaje sobie sprawy z problemu. Podczas kolejnej reformie edukacji (a zdarza się o ona absurdalnie często) warto agitować na rzecz większej ilości godzin poświęconych ekologii.

Po trzecie; działania systemowe. Bzdurą jest stwierdzenie, że nic się nie da zrobić- wystarczy spojrzeć na kraje Europy Zachodniej. Doskonałym przykładem jest Francja czy Dania, gdzie zakazano sklepom i restauracjom wyrzucać przeterminowaną albo niespożytkowaną żywność.

Nie bez przyczyny zdecydowałem się zawrzeć słowo hipokryzja w tytule tego krótkiego tekstu. Wydaje mi się, że jako mieszkańcy globalnej północy jesteśmy zbyt zajęci swoimi własnymi problemami, aby myśleć o tych, które dzieją się gdzieś w odległych krajach, w rzeczywistości która nas nie dotyczy. Jest to myślenie krótkowzroczne, ponieważ na barkach całej ludzkość ciąży odpowiedzialność za naszą planetę i kierunek w jakim podążać będą zmiany.

Jako przykład ilustrujący ową hipokryzję chciałbym przytoczyć historię fotografii Kevina Cartera “The vulture and the little girl”.

Zdjęcie zostało wykonane w 1993 roku; widzimy na nim chudziutką dziewczynkę starającą się dotrzeć do punktu zrzutu przez  ONZ żywności na terenach Sudanu. Gdy dziewczynka na chwilę się zatrzymała, za nią wylądował tłusty sęp. Fotograf zapełnił całą rolkę filmu i wybrał jedno zdjęcie opublikowane później w New York Timesie.

Zdjęcie wzbudziło ogromną reakcje wsród społeczeństwa amerykańskiego oraz pociągnęło ze sobą falę krytyki, kiedy fotograf przyznał się, że po zrobieniu zdjęcia nie pomógł dziewczynce, tylko usiadł pod drzewem i płakał. Niedługo po powrocie do kraju artysta popełnił samobójstwo, a zdjęcie stało się symbolem jednego z najpoważniejszych problemów współczesności- głodu krajów trzeciego świata. Poza największą nagrodą za zdjęcie reportażowe- nagrodę Pulitzera, fotograf zapłacił największą cenę- własne zdrowie psychiczne, a w konsekwencji- życie.

Krytyka odbiorców opierała się przede wszystkim na zarzucie, że Carter zamiast robić zdjęcie powinien był podejść i pomóc dziewczynce. Nasuwa mi się pytanie na ile krytykom przyświecała idea pomocy ofierze, a na ile świadczyła o wyrzutach sumienia społeczeństwa, które na codzień jest zbyt zajęte walką ze swoją nadwagą.

Ilustracja: Maria Teresa Ambrosi